Sezon na pechowe wakacje: Pięć biur podróży, jedne linie lotnicze...

Witold Głowacki, Anna Werońska
Liczba Polaków poszkodowanych tego lata przez upadających touroperatorów i linie lotnicze sięga już 200 tysięcy. Niestety - może jeszcze sporo wzrosnąć. Superniskie ceny biletów OLT Express okazały się pułapką dla firmy i rzeszy jej dotąd zachwyconych klientów

Wystarczyły pierwsze trzy tygodnie wakacyjnego sezonu, by w Polsce zdążyło upaść pięć biur podróży i jedne linie lotnicze. Niestety, na tym raczej się nie skończy. Do prawie 200 tys. Polaków, którzy zostali na lodzie z wykupionymi biletami lotniczymi i wycieczkami, mogą dołączyć kolejni. Polski sektor turystyczny tego lata jest w wyjątkowo kiepskiej kondycji. Po części ze względu na kryzys, po części - na własne życzenie.

- Od lat trwa wojna cenowa. Polacy przyzwyczaili się do cen typu last minute, uważają, że to całkiem normalne, że dwutygodniowy wyjazd nad Morze Śródziemne potrafi kosztować zaledwie 1000 zł. Tymczasem taka cena może dzisiaj oznaczać, że firma nie tyle wabi klientów, ile nie zwraca już uwagi na straty. Próbuje zaś tylko utrzymać płynność finansową, zbierając jakąkolwiek gotówkę od klientów. Realnie taka kwota może starczyć na opłacenie hotelu albo czarteru. Na jedno i drugie z pewnością już nie. To stąpanie po bardzo kruchym lodzie. Jedni może jakoś przeskoczą, inni skończą w przeręblu, pociągając za sobą następnych - mówi "Polsce" wprost biznesmen działający w branży turystycznej.

Coraz gorzej jest więc z wypłacalnością biur. Według Krajowego Rejestru Długów jedna piąta firm z branży ma poważny problem ze spłatą zobowiązań. Na czarnej liście są też firmy z pierwszej dziesiątki. Dlatego KRD oficjalnie ostrzega przed możliwością kolejnych bankructw.

Do tego same biura podróży coraz słabiej dbają o odpowiednie gwarancje zabezpieczające interesy swych klientów w nieprzewidzianych sytuacjach. Cztery ostatnie bankructwa wskazały, że firmy turystyczne ubezpieczają się na wręcz śmiesznie niskie w stosunku do liczby klientów kwoty. Sky Club, który upadł pierwszy, był ubezpieczony na 25 mln zł, co w przeliczeniu na 28 tys. poszkodowanych klientów daje kwotę przekraczającą 8 tys. na osobę, może więc wystarczyć na pokrycie zobowiązań. Jednak gdy do kraju trzeba było sprowadzić 437 klientów biura Alba Tour, okazało się, że jego gwarancja wynosi zaledwie 209 tys., czyli mniej niż 500 zł na osobę. Takich pieniędzy po prostu nie wystarcza nawet na zorganizowanie awaryjnego powrotu urlopowiczów do kraju, nie mówiąc już o ukończeniu wypoczynku. A tym bardziej o zwrocie pieniędzy dla tych, którzy wycieczki wykupili, ale jeszcze nie zdążyli na nie wyjechać.

- Powiem brutalnie: ja się o wiele bardziej przejmuję losem turystów niż biur turystycznych. Biura turystyczne same w sobie to nie jest branża, od losu której zależą polska gospodarka czy losy polskiego podatnika. Natomiast kłopoty w tej branży dotykają tysięcy zupełnie niewinnych ludzi i dlatego nasze prace będą nakierowane na to, by chronić możliwie skutecznie interesy turystów - mówił w piątek po upadku, piątego już, biura Atena z Oświęcimia premier Donald Tusk. Zapowiadane przez szefa rządu zmiany, którymi zajmować się będzie minister sportu Joanna Mucha, dotyczą przede wszystkim kwestii gwarancji finansowych.

Nawet jeśli jednak nowe przepisy zostaną przygotowane błyskawicznie, nie oznacza to końca fali bankructw touroperatorów tego lata. Skandal wywołany upadkiem Sky Clubu i podsycony kolejnymi bankructwami osłabił zaufanie klientów do polskich biur podróży. Część z nich, zamiast kupować wycieczki w lipcu i sierpniu, wybrała więc wyjazdy na własną rękę. Dla biur to kolejne, ogromne - choć nieoszacowane jeszcze - spadki dochodów. Oznacza to jedno - najsłabsze z nich muszą upaść.

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się w systemie Piano

W ostatni piątek na gdańskim lotnisku wśród tłumu wściekłych podróżnych próbujących odlecieć samolotami OLT Express byli między innymi Henryka Krzywonos i Dariusz Michalczewski.

Choć firma ogłosiła, że od 27 lipca zawiesza wszystkie loty, nikt nie powiadomił pasażerów na czas, że ich bilety mają już wartość jedynie kolekcjonerską. - Nikt nie zadzwonił, nie poinformował mnie o tym, że lot się nie odbędzie - mówi Henryka Krzywonos. - Udało mi się wylecieć z Gdańska samolotem innego przewoźnika. Jeszcze nie wiem, jak wrócę do Gdańska - dodaje i zaznacza, że sprawy tak nie zostawi. - Będę walczyć o zwrot pieniędzy za bilety, tym bardziej że zarezerwowałam dwa - tam i z powrotem. Wraz z Krzywonos w piątek nie odleciało 6,5 tys. spośród ok. 150 tys. podróżnych posiadających łącznie bilety na loty OLT Express.

- Przygotowujemy listy pasażerów. Już w czwartek wieczorem wysłaliśmy mejla do nich z informacjami o odwołaniu lotów. Kontaktuje się z nimi także nasze call center. Wszyscy, którzy nie polecieli i nie polecą, mają prawo do zwrotu pieniędzy. Może to jednak potrwać kilka tygodni - powiedział Jarosław Frankowski, dyrektor zarządzający OLT Express.

Ci, którzy kupowali bilety np. na stronach przewoźnika, zwrot otrzymają od OLT. Część transakcji była jednak dokonana przez pośredników. Wówczas po pieniądze należy zgłosić się do pośrednika, ten z kolei ma prawo ich zwrotu od nas - tłumaczył Frankowski.

Niektórzy pasażerowie nie dowierzają jednak w to, że wpłacone za bilet pieniądze uda się im odzyskać. Twierdzą, że zostali oszukani, i teraz mają problemy nawet ze skontaktowaniem się z przewoźnikiem.

Tani przewoźnik splajtował głównie dlatego, że zdecydowanie przestrzelił ze swą ofertą. OLT Express przebojem weszło na rynek połączeń krajowych w Polsce oferując ceny na poziomie 100 zł za przelot. Jednak ten cenowy atak nie przełożył się na rentowność linii. - Ekonomii nie da się oszukać. 100 zł za bilet to cena zupełnie nierynkowa i nie da się za nią utrzymać tak dużej siatki połączeń. Przecież przejazd taksówką po Warszawie kosztuje z reguły więcej niż 30 zł - tak komentuje upadek OLT Express Sebastian Mikosz, były prezes LOT. Główny ekonomista jednego z największych banków niedwuznacznie wskazuje zaś w rozmowie z "Polską" na głównego udziałowca OLT - firmę Amber Gold, która wycofała się właśnie z udziału w przedsięwzięciu. - Przypominam, że KNF wciąż ostrzega przed działalnością Amber Gold - mówi nasz rozmówca.

Na bankructwie OLT Express próbują skorzystać inne linie lotnicze oferujące tanie połączenia krajowe. Zarazem jednak to forma pomocy dla poszkodowanych.

Wciąż nie jest do końca pewne, czy klienci OLT Express dostaną z powrotem swoje pieniądze

W czwartek wieczorem, chwilę po opublikowaniu na stronie OLT Express informacji na temat likwidacji połączeń, Eurolot poinformował, że przygotował specjalną ofertę dla pasażerów borykającej się z problemami konkurencji, którzy wykupili bilety i nie mogą odbyć zaplanowanych podróży.

- Wystarczy zgłosić się do nas z biletem na odwołany lot, a my umożliwimy zakup nowego biletu na połączenie liniami Eurolotu w tej samej cenie - poinformował Mariusz Dąbrowski, prezes zarządu Eurolotu SA. - Oferta dotyczy pasażerów linii: Kraków - Szczecin - Kraków, Katowice - Szczecin - Katowice, Katowice - Gdańsk - Katowice - dodał i zapowiedział, że firma planuje kolejne działania, których celem będzie zaspokojenie potrzeb pasażerów likwidowanych połączeń.

- Szczegóły podamy w najbliższym czasie - zaznaczył Dąbrowski.

Współpraca: Vinz

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się w systemie Piano

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Proton
Co rok podobna historia tylko inne biuro pada. Po prosty trzeba sprawdzać z kim się zabierasz, mi pomaga verdict zawsze przez nich biura przepuszczam i na wakacje nie narzekam.
g
greg
Lecialem z Niemiec, wakacje okazaly sie tansze a kierunki lepsze. Wzielem jednak kredyt w Getin, bo w tym roku celowalem w wyspy kanaryjskie. Niemieckie biura sa bezpieczniejsze
m
marketing
Stare przysłowie brzmi: "Co tanio - to drogo, a co drogo - to tanio", a mimo to człowiek da się nie raz skusić na okazję, a potem pluje sobie w brodę, że znów dał się nabrać.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Sezon na pechowe wakacje: Pięć biur podróży, jedne linie lotnicze...
m
m
Jak się organizuje wakacje poniżej kosztów - to potem się upada. Polacy to społeczeństwo szczególnie nastawione na różnego rodzaju promocje i mając możliwosc kupienia czegos ponizej kosztów - to będą kupować tylko to.
Takie dziadoskie podejście powoduje ze wszystkie biura muszą mieć oferty last-minute, first minute i właściwie tylko to sprzedają.
Przez nastawienie tylko i wyłącznie na taki biedny target - firmy plajtują. Kiedyś wyjazd na kanary albo cypr czy do Egiptu - był zarezerwowany tylko dla bogaczy i był drogi - więc firmy sprzedały mniej biletów - alezarobiły na tym. A teraz skoro robi się ukłon w stronę biedoty i funduje im wyjazdy - to nic dziwnego ze sie bankrutuje.

Taki turysta bez pieniędzy, pierwszy raz ma fundowane wczasy bo kupuje bilet poniżej kosztów - a potem drugi raz - jeśli za MOJE pieniądze ma fundowany przez wojewode powrót - to nie jest sprawiedliwe
Dodaj ogłoszenie