Senyszyn o szajbie Gowina, Palikot o... własnym upadku: Przegląd politycznej blogosfery

Anita Czupryn
Udostępnij:
Senyszyn o szajbie Gowina, Olejniczak o Arłukowiczu, Korwin-Mikke o Januszu Palikocie, a Palikot - o samym sobie. Blogi polityków przegląda Anita Czupryn

O tym, że afera Amber Gold pokazała słabość państwa, wiadomo powszechnie, przyznał to pierwszy minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. Akcentuje to również Patryk Jaki z Solidarnej Polski, który na swoim blogu wyważa otwarte już drzwi, pisząc, że oszuści i recydywiści mogą liczyć na daleko posuniętą pobłażliwość, kosztem uczciwych obywateli i nazywa to serią tragedii ludzkich.

Ale poseł Jaki idzie dalej i przedstawia propozycje Solidarnej Polski na poprawę sytuacji, dzięki którym w przyszłości takich afer będzie można uniknąć. A zatem po pierwsze, należy wyposażyć Komisję Nadzoru Finansowego w możliwość żądania sprawozdań finansowych i innych dokumentów od podmiotów prowadzących de facto działalność bankową bądź parabankową. Po drugie należy stworzyć KNF możliwość wydawania decyzji administracyjnych o zawieszeniu działalności parabanków, w sytuacji niedostarczenia bądź uporczywego uchylania się od przedstawienia szczegółowych sprawozdań finansowych. Po trzecie roczne sprawozdania KNF w zakresie badania działalności tzw. parabanków w Sejmie oraz debata. Po czwarte powołanie w Sejmie specjalnej Komisji, która przeanalizuje dotychczasową pracę organów państwa ws. wskazywanych przez KNF parabanków. I w końcu po piąte należy urealnić odpowiedzialność prokuratorów przed społeczeństwem tj. połączenie funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości. I już.

Do afery Amber Gold pośrednio odnosi się też europosłanka SLD Joanna Senyszyn, przykładając jednak lupę do ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina. Przypomina oto, że premier Tusk reklamował posła Gowina na ministra sprawiedliwości, jako faceta, który ma "pozytywną szajbę". Otóż nie jest to cała prawda zdaniem Joanny Senyszyn, tylko półprawda. Bo europosłanka szajbę u ministra Gowina zauważa, ale jest to szajba zwyczajna. A jakby tego było mało, to ta szajba mu czasem odbija. - Wtedy słyszy krzyk zamrażanych embrionów i wpada na różne głupie pomysły. Tak było, kiedy za główne zadanie swojego ministerstwa uznał deregulację zawodu taksówkarza. Ostatnio, dla odmiany, słyszał chyba krzyk grilowanych hochsztaplerów, bo postanowił złagodzić kary za tworzenie piramid finansowych i oszustwa podatkowe. Ze swoim genialnym projektem trafił biedak na zły moment. Afera Amber Gold stwarza aurę raczej do zaostrzenia kar. Czy więc Gowin będzie pierwszym zderzakiem rządowego gruchota? - zastanawia się Joanna Senyszyn.

Partyjny kolega europosłanki SLD Wojciech Olejniczak wziął się za skrytykowanie innego ministra rządu Donalda Tuska. Chodzi o Bartosza Arłukowicza, o którym Olejniczak pisze, że idzie w ślady Ziobry i Mariusza Kamińskiego. Ano, bo Arłukowicz gwiazdę szeryfa przypiął sobie kosztem prof. Jerzego Szaflika i 50 tys. osób, którym profesor uratował wzrok. - Najpierw dymisje, potem informacja, że profesorem zajmuje się CBA. Zabrakło tylko kajdanek i konferencji ministra ze zdaniem, że "nikt przez tego pana wzroku pozbawiony nie będzie" - donosi Olejniczak. Ale w tym przypadku CBA uznała, że o korupcji mowy nie ma. Olejniczak zgadza się z opiniami, że prof. Szaflik padł zapewne ofiarą koteryjnych rozgrywek niszczących polskie życie publiczne w różnych dziedzinach. Także w medycynie. I tego polityk SLD żałuje, bo to jeden z najwybitniejszych polskich lekarzy. Co więc zawiodło w jego sprawie? Ano nieprzejrzyste procedury, za które wszak odpowiada minister Arłukowicz.
Janusz Korwin-Mikke wytoczył działa w stronę Janusza Palikota i na swoim blogu ogłasza, że dziś odbędzie się konferencja prasowa przed budynkiem prokuratury apelacyjnej w Warszawie, do której trafi doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez lidera Ruchu Palikota za to, że żąda on likwidacji państwa polskiego.

Z kolei Janusz Palikot sam ogłasza swój koniec, a raczej cytuje to, co o nim piszą i mówią w mediach. A mówią i piszą (z fałszywą troską - zauważa Janusz Palikot), że Palikota już nie ma i nie będzie. - I to ma być główna emocja w kraju: wykończyć Palikota? - drwi Janusz Palikot, nazywając ten szum wokół siebie hipokryzją, dulszczyzną, Matką Boską. Pomija już sprawę stosunku do dziennikarzy, informacji, śledczych i innych lewiatanów i lemingów, którzy podają, że sondaże Ruchu Palikota spadają. Według Palikota sondaże rosną. - Ta magia, to zaklinanie - jest ze strachu, z przerażenia - że zostaniecie poza wpływem - pisze Palikot. I z satysfakcją cytuje fragment książki Jerzego Stuhra, który widzi w Palikocie człowieka sukcesu. Bo jak inaczej nazwać człowieka, który najmniej pieniędzy wydał na kampanię, pociągnął za sobą nieznanych ludzi i proponuje nowe spojrzenie na państwo i jego obywateli. Tymczasem nikt z nim nie chce merytorycznie rozmawiać, tylko wyciąga mu się skandale w postaci, a to gej, a to transseksualista, a to były więzień w szeregach jego partii. Stuhr przyznaje, że podziwia faceta, który w całej tej kampanii robienia z niego politycznego pajaca, zachowuje dobry humor i energię. No, ale na marginesie pytając, czyż Janusz Palikot z robieniem politycznego pajaca nie radzi sobie doskonale sam?

I na koniec Ryszard Czarnecki, który ubolewa nad przegraną promocją Polski. Oto właśnie opublikowano dane, z których wynika, że liczba turystów-kibiców, która przyjechała do Polski w związku z Euro 2012 była nie tylko znacznie mniejsza niż zapowiadano - była mniejsza niż liczba turystów-melomanów, którzy przyjechali do naszego kraju w związku z Rokiem Chopinowskim! A co to zdaniem europosła PiS oznacza? Ano, znów się okazało, iż propaganda sukcesu to specjalność obecnej ekipy rządzącej, która ma bardzo krótkie nóżki. Bo też czy władzy bardziej chodzi o promocję Polski w świecie, czy propagandę w Polsce, że takową promocję się czyni. Zdaniem polityka PiS dla rządzących priorytetem jest propaganda, PR i sondaże, a nie zyski dla państwa polskiego z tytułu promocji Polski jako kraju stworzonego dla turystów.

Promocja Polski zawiodła nie tylko na Euro, ale porażką okazało się to, że na 101 najlepszych restauracji świata, jaką opublikował amerykański "Newsweek" nie wymieniono ani jednej polskiej. Zgroza. Są Niemcy i Szwecja, jest malutkie Monaco i Chorwacja, jest nawet Rosja, a my co? My - uważa Ryszard Czarnecki - nie tylko nie wykorzystaliśmy okazji piłkarskich mistrzostw Europy, ale też ubiegłorocznej polskiej prezydencji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie