Senyszyn: Na początku Tusk mówił, że to rząd zderzaków do wymiany. To dlaczego ich nie wymienia?

Redakcja
Prof. Joanna Senyszyn
Prof. Joanna Senyszyn WOJCIECH MATUSIK / POLSKAPRESSE GAZETA KRAKOWSKA
- Kiedy Donald Tusk powoływał ministrów, poinformował, że to tylko zderzaki do wymiany. Szkoda, że ich nie wymienia - mówi prof. Joanna Senyszyn, europosłanką SLD, w rozmowie z Joanną Miziołek.

Aleksander Kwaśniewski mówi wprost: "Ten rząd jest słaby". A Pani dodaje…?
Ponieważ premier Tusk chce mieć taki słaby rząd. Kiedy powoływał ministrów, poinformował, że to tylko zderzaki do wymiany. Szkoda, że ich nie wymienia. Donald Tusk nie jest zainteresowany tym, żeby w jego otoczeniu były silne osobowości, ludzie kompetentni, którzy mają coś do powiedzenia. Chce mieć wyłącznie potakiwaczy. Na tym tracimy my, Polacy, i nasz kraj.

Premier analizuje budżet, mówi o przeciwdziałaniu bezrobociu. Jego propozycje Panią satysfakcjonują?
Niestety nie, gdyż premier mówi tylko po to, żeby uspokoić Polaków. Rząd nic nie robi, aby wprowadzać w tej dziedzinie flagową strategię unijną 2020. Nie jesteśmy zieloną wyspą. Bezrobocie już sięga 13 proc., chociaż latem z reguły sytuacja jest lepsza, dzięki pracom sezonowym. Rząd musiał skorygować czerwcowe założenia do budżetu. Stopę bezrobocia prognozuje dość optymistycznie na 13 proc. W rzeczywistości należy się spodziewać wyższej, zwłaszcza, że tworzenie nowych miejsc pracy jest kosztowne, a wzrost PKB może być nawet poniżej 2 proc. W Polsce, jak w Hiszpanii, brak pracy dotyka w największym stopniu młodych, gdyż system kształcenia nie jest dostosowany do potrzeb gospodarki. Reformy edukacji, przed którymi ostrzegaliśmy, okazały się katastrofalne. Na szczęście SLD nie dopuściło do likwidacji szkolnictwa zawodowego i teraz należy je intensywnie rozwijać. Badania wykazują, że najmniejszy odsetek bezrobotnych jest wśród absolwentów technikum.

Premier mówi, że trzeba będzie zmienić tak umowy śmieciowe, by mając je, można było wziąć kredyt.
Najwyraźniej premier nie wie, co to takiego umowy śmieciowe, skoro największy problem widzi w niemożności wzięcia kredytu. Najbardziej niekorzystna dla pracownika umowa o dzieło nie daje mu prawa do żadnych świadczeń. Nie ma płatnych urlopów, ubezpieczenia chorobowego, urlopu macierzyńskiego, nie obowiązuje wynagrodzenie minimalne, a lata pracy nie liczą się do emerytury, gdyż nie jest od niej opłacany ZUS. Umowa-zlecenie jest wprawdzie emerytalnie korzystniejsza, ale też może zawierać wiele ograniczeń, które odbiją się na przyszłej emeryturze.

Minister Rostowski mówi, że pod koniec 2013 roku będzie 13-procentowe bezrobocie. Ekonomiści, że już pod koniec tego roku. Nieprawdziwe prognozy ministra finansów?
Raczej bardzo elastyczne, a tym samym mało wiarygodne. W czerwcu rząd zakładał, że wzrost PKB będzie wynosił 2,9 proc. Teraz, że 2,2 proc. W ciągu trzech miesięcy tempo wzrostu PKB przeszacowano o 0,7 pkt. proc. To bardzo dużo. Jeśli zmiany będą zachodziły w tym tempie, w 2013 roku może być tylko 1,5 proc., a to pociągnie za sobą wzrost bezrobocia.

Aleksander Kwaśniewski mówi, że lewica jako opozycja nie powinna iść na bój o śmierć i życie. Nie jest na to gotowa. Rząd nie ma alternatywy. Pani Poseł też tak myśli?
Co to znaczy, że nie ma alternatywy dla beznadziejnego rządu, którego jednym z symboli jest szajba-Gowin? Oczywiście, przy obecnym składzie parlamentu konstruktywne votum nieufności nie przejdzie, gdyż SLD nie poprze wniosku PiS. Trzeba czekać do wyborów, które zmienią układ w Sejmie. Wielu dotychczasowych wyborców PO ma dość platformerskiej nieudolności, niesłowności, afer, kolesiostwa, popierania własnych rodzin i znajomych. Wyborcy zdecydują, komu oddać ster rządów. Jestem przekonana, że postawią na SLD.

A co, jeśli wyborcy dojdą do wniosku, że mają dosyć Platformy i chcą PiS?

Takie zagrożenie nie istnieje. PiS ma poparcie rzędu 20-25 proc., z tendencją do kurczenia. To głównie elektorat nacjonalistyczno-posmoleński, z domieszką moheru i styropianu. W najbliższych wyborach PiS nie przekroczy 20 proc. Żywotność PiS wynika z ciągłych transfuzji, które robi mu Platforma, świadoma, że tylko dzięki temu ma władzę, że starszy powrotem IV RP. Donald Tusk jest niczym syjamski bliźniak Jarosława Kaczyńskiego. Dla obydwu operacja rozdzielenia byłaby zabójcza.
Możliwa jest kolacja SLD-PiS?
Dla nas jest absolutnie niedopuszczalna.

Główne powody?
Mamy zupełnie inne widzenie świata, Europy, rozwoju III RP. Na pewno nie w kierunku IV RP.

To z Platformą nie, bo źle rządzi, z PiS nie, bo nie. SLD traci zdolność koalicyjną.
Koalicja musi mieć charakter programowy, a nie stołkowy. Z PiS dzieli nas wszystko. Z PO - wiele. O przyszłych rządach zdecydują Polacy w wyborach. Jestem przekonana, że postawią na lewicę.

Idzie polityczna jesień. Zapowiada się nowe otwarcie w SLD?
Leszek Miller wygłosi exposé. To propozycja bardzo atrakcyjna dla Polski i Polaków. Dotyczy gospodarki, polityki społecznej, edukacji, ochrony zdrowia. Jej realizacja pozwoli Polakom odetchnąć po nieudolnych rządach PO, tak jak w 2007 roku odetchnęli po brunatnych rządach PiS.

A co z kwestiami światopoglądowymi? O nich cicho w Sojuszu.
Kwestie światopoglądowe w Sojuszu są niezwykle ważne. W mojej gestii, jako wiceprzewodniczącej, są sprawy stosunków państwo - Kościół, praw kobiet i dzieci, związków partnerskich, równouprawnienia, walki z dyskryminacją. W tej dziedzinie jesteśmy od wielu lat liderem na polskiej scenie politycznej.

Rzeczywiście Pani o rewolucji światopoglądowej mówi od lat, tymczasem wciąż nie ma w Polsce na nią klimatu.
W Polsce jest już klimat. Nie ma go jeszcze w Sejmie. Reprezentacja sejmowa nie odzwierciedla poglądów Polaków. Prawie 80 proc. obywateli popiera refundację in vitro, a w Sejmie prawica chce tej metody leczenia niepłodności w ogóle zabronić. Polacy popierają legalizację związków partnerskich. A sejmowa konserwa nawet nie dopuszcza do dyskusji na ten temat. W Polsce społeczeństwo jest bardziej światłe niż przedstawiciele, których sobie wybrało.

Rozumiem, że na pierwszy sejmowy ogień pójdzie in vitro i związki partnerskie?
Nie tylko. Trzeba skończyć z dyskryminacją, która jest u nas powszechna. Dotyczy kobiet, dzieci i młodzieży, chorych, niewierzących, niepełnosprawnych, mniejszości etnicznych, rasowych, seksualnych. Można bez przesady powiedzieć, że w Polsce większość jest dyskryminowana. A dobrze żyje się tylko bogatym, białym mężczyznom wyznania katolickiego, zwłaszcza, jeśli należą do PO lub PSL.

Rząd Tuska staje się feministyczny? Zdecydował, że podpisze konwencję Rady Europy ws. zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.
Nie żartujmy. To nie jest długo oczekiwany poród, ale coraz bardziej przenoszona ciąża. 21 krajów już podpisało konwencję, a jeden - Turcja - także ratyfikował. Oświadczenie minister Kozłowskiej-Rajewicz, że Polska też podpisze, jest swoistym nadużyciem, gdyż rząd zdecydował jedynie o podjęciu prac, które w bliżej nieokreślonej przyszłości doprowadzą lub nie do podpisania konwencji. Termin zwiastowania radosnej nowiny został wybrany nieprzypadkowo. Premier Tusk wymusił je przed Kongresem Kobiet, ze strachu, że uczestniczki rozniosą go w strzępy za zwodzenie, by nie powiedzieć świadome okłamywanie w tej sprawie. Nie należy mieć żadnych złudzeń. Do podpisania konwencji w tym roku na pewno nie dojdzie, a wątpliwe, żeby w przyszłym. Resort wiodący, czyli MPiPS, dopiero zacznie przygotowywać wniosek, który musi zawierać m.in. oficjalne tłumaczenie konwencji, projekt zastrzeżeń, wskazanie różnic między dotychczasowym i projektowanym stanem prawnym, a także przewidywane skutki społeczne, gospodarcze, finansowe, polityczne i prawne. To miesiące albo i lata pracy. Dopiero po zatwierdzeniu wniosku przez Radę Ministrów możliwe będzie podpisanie konwencji, które z kolei stanowi podstawę ratyfikacji.

Nie należy się jej spodziewać w tej kadencji, bo w Sejmie więcej posłów słyszy krzyk zamrażanych embrionów niż krzyk maltretowanych kobiet. A jeszcze więcej - krzyk rozjuszonych biskupów, przeciwnych konwencji. Oczywiście po kolejnych wyborach, kiedy wygra lewica, nie tylko ratyfikujemy konwencję i tym samym wprowadzimy ją w życie, ale też zliberalizujemy ustawę antyaborcyjną, która jest formą instytucjonalnej przemocy wobec kobiet, oraz będziemy refundować zapłodnienie in vitro i antykoncepcję, wprowadzimy do szkół rzetelną edukację seksualną, zalegalizujemy związki partnerskie.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
ktośktomożesięmylić
A może to "kierownica" nawaliła?
c
cezar
W tej tragikomicznej aferze nieszczęsnego sędziego z Koepenick najzabawniejsze było to, że on w ogóle nie był tym telefonem w jakikolwiek sposób oburzony, zaskoczony, zdziwiony, zawstydzony. Nie. Normalna rozmowa, jakie prowadzi z kancelarią. I jeszcze, gdyby zadzwonił jakiś imperator galaktyczny, albo Pan Prezydent, oby żył wiecznie. A tu jakiś gnój, sekretarz sekretarza, a on podskakuje na zadnich odnóżach lepiej, niż sunia Ramonka.
Dodaj ogłoszenie