Senyszyn kpi z biskupa, Libicki krytykuje zakonnika... Przegląd politycznej blogosfery

Anita Czupryn
Joanna Senyszyn
Joanna Senyszyn Tomasz Bołt/Polskapresse
Krytyka, kpina, żarty, drwiny i szyderstwa - czyli o czym politycy piszą dziś na swoich blogach. Janusz Korwin-Mikke nie odpuszcza Annie Grodzkiej, Joanna Senyszyn - biskupowi Długoszowi, Jan Filip Libicki - zakonnikowi Gabrielowi Bartoszewskiemu, a Aleksandra Jakubowska tajnym nagraniom ludzi związanych z polityką. Tylko Janusz Piechociński z PSL cieszy się, że mamy nowy port lotniczy w Modlinie. Przegląd politycznej blogosfery przygotowała Anita Czupryn.

Dużo zamieszania sprawił wpis Janusza Korwin-Mikkego na blogu "Nowy Ekran", który o Annie Grodzkiej, posłance Ruchu Palikota wyraził się " Grodzkie". W internecie zagotowało się od komentarzy i być może to sprawiło, że szef Kongresu Nowej Prawicy postanowił kontynuować temat. Tym razem podaje linki, chwaląc się, że na onecie popiera go zdecydowana większość. Proponuje "wykopać" komentarz Anny Grodzkiej, która w rozmowie z portalem przyznała, że się popłakała i czuje się sponiewierana przez Janusza Korwina-Mikkego. "Palikociarnia szaleje" - pisze Korwin-Mikke. W notce, która pojawiła się dzień wcześniej, Janusz Korwin-Mikke wyraził się o Annie Grodzkiej "poślęcie Grodzkie", otwarcie pisząc: "mnie Grodzkie brzydzi. Jak sobie pomyślę, jak mu ucinano... Brrr!..."

Joanna Senyszyn też próbuje wsadzić kij w mrowisko, kpiąc bezlitośnie z biskupa Antoniego Długosza, który rok temu na łamach "Super Expressu" przeddstawił "Poczet świętych, którzy zapewnią udane wakacje". Jako, że wakacje w pełni, europosłanka uznała, że warto odgrzać tamten tekst i przypomnieć wszystkim katolikom, że naprawdę udane wakacje mogą zapewnić tylko modły do odpowiednich świętych. Z listy biskupa ma wynikać, że święci są w stanie zastąpić wiele kosmetyków, leków, paraleków, a nawet środków owadobójczych i sprawią, że katolik nie popełni błędu, gdyż każdy błąd może kosztować złamane serce, utratę dziewictwa, ciążę, zdrowie, a nawet życie. I tak z wpisu Joanny Senyszyn dowiadujemy sie, że np. św. Wolfgan działa przeciwbiegunkowo, a św. Maria Magdalena zapewnia piękną opaleniznę. Są święci, którzy ochronią przed deszczem i burzą gradową, przed niebezpiecznymi wakacyjnymi wypadkami i tacy, którzy zapewnią bezpieczeństwo podczas wspinaczki i uchronią przed chorobami wenerycznymi. Całą tę długą listę świętych, jaką z upodobaniem przedstawia Joanna Senyszyn, robi po to, aby na koniec poradzić internautom, by bardziej ufali we własny rozsądek niż w nadprzyrodzona opiekę.

Trzeba przyznać, że temat osób duchownych i kościoła często pojawia się na blogach polityków. Tym razem z apelem o ratowanie kościoła wystąpił senator PO Jan Filip Libicki. Wszystko przez kazanie, jakie podczas mszy św. z okazji kolejnej smoleńskiej miesięcznicy wygłosił ojciec Gabriel Bartoszewski. Wyjątkowość kazania dostrzegł nawet Jarosław Kaczyński, powołując się na nie na wiecu pod Prezydenckim Pałacem. Swoje kazanie o. Bartoszewski rozpoczął od pytania jakie błogosławionemu Janowi Pawłowi II zadał francuski dziennikarz, pytając, jakie zdanie z Pisma Świętego uważa za najważniejsze. W odpowiedzi Jan Paweł II przytoczył cytat: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Resztę kazania o. Bartoszewski poświęcił na temat prawdy o katastrofie smoleńskiej. I to zasmuciło senatora PO, gdyż, choć kapucyna, ojca Gabriela Bartoszewskiego osobiście nie poznał, to darzył go zawsze wielką sympatią, za pracę przy procesach beatyfikacyjnych bohaterów współczesnego kościoła - czyli kardynała Wyszyńskiego i księdza Popiełuszki. I przykro mu, że musi wyrazić krytyczną opinię o zakonniku. Jaką to egzotyczną, religijno-insurekcyjno-romantyczną mieszaninę trzeba mieć w głowie, by bez najmniejszej refleksji postawić znak równości między ustaleniem przyczyn komunikacyjnego wypadku, a najgłębszą prawdą o ludzkiej egzystencji, o człowieczym powołaniu, przeznaczeniu, zbawieniu - pyta retorycznie Libicki. I konstatuje, że o. Bartoszewskiego uratować już się nie da, ale można uratować młodych katolików, przez starania, by w kościołach słyszeli wskazówki moralne, a nie wezwania do badania różnych katastrof. W innym przypadku młodzież, stykająca się z agresywnym laicyzmem, będzie patrzeć na kościół jak na instytucję czysto partyjną.
Mimo że blogi są niewyczerpaną studnią, w której znajdziemy najróżniejsze kwestie, sprawy, problemy i tematy, to karmią się też sobą wzajemnie, tworząc swoistą, internetową intertekstualność. Przykładem tej intertekstualności jest wpis europosła PiS Janusza Wojciechowskiego, który postanowił zanalizować wcześniejszą blogową notkę Jana Filipa Libickiego o tym, że polityczne morale wśród Ziobrystów jest w stanie katastrofalnym. Libicki napisał, że przynależność do Solidarnej Polski sprowadza się dziś do sporu o 1300 zł miesięcznie (to kwota, jaką Sejm przekazuje każdemu parlamentarzyście na wynagrodzenia pracowników klubu, papier biurowy, ksero itp.) i że każdy z członków myśli wyłącznie o własnym losie i przyszłości. A to oznacza, że duch wśród ziobrystów upada i wielu z nich, niestety, myśli o powrocie do PiS.

Wojciechowski, cytując dosłownie słowa Libickiego, zwraca się do niego bezpośrednio: "Panie senatorze - potraficie cuda czynić w PO, a tu nic już nie jesteście w stanie zmienić, nic nie możecie pomóc, wesprzeć, uratować?" I kończy swój wpis uszczypliwie, złożeniem wyrazów współczucia dla wszystkich członków PO. Pociesza Platformę, że choć nie tak miało być, to czas ukoi ból, a Platformie zostali wszak jeszcze inni przyjaciele.

Nad Platformą pochyla się też europoseł SLD Marek Siwiec, analizując aktualną sytuację w partii rządzącej, której obowiązującą linią jest dziś hasło: "oj tam, oj tam, chłopaki nic się nie stało". Platforma jest podzielona - pisze Siwiec - i to podzielona według różnych kryteriów. Pierwszym jest premier i reszta świata. Są podziały ideologiczne i najbardziej dotkliwy podział - na ludzi władzy i mięso armatnie. Dziś aktualni outsiderzy nie mają szans na awans, a na stanowiska powoływani są inni według klucza uznaniowego. Dobrym momentem, aby partyjne doły pokazały pazurki jest konflikt sumienia, bo pięknie jest różnić się, gdy idzie o wartości, niż żreć się o stanowiska. Takim outsiderem według Siwca jest Aleksander Grad, który "porządził" w poprzedniej kadencji, a teraz odkrył, że w parlamentarnym tłumie nie ma miejsca dla prawdziwych facetów. Załatwił więc sobie posadę w polskim atomie, załatwiając kolegów przysłowiowym gestem Kozakiewicza. Przyszłość PO widzi Siwiec w czarnych barwach: sprytniejsi jakoś się zainstalują, większość pozgrzyta zębami, aż do dnia, gdy słupki sondażowe naprawdę zaczną spadać. - I wtedy się zacznie" - kończy europoseł. Aż strach się bać, co się zacznie.

Krótko, ale z niebywałym optymizmem zawiadamia Janusz Piechociński na swoim blogu, że po 20 latach starań ruszył wreszcie Port Lotniczy Modlin. Port swoją inaugurację miał w niedzielę i na otwarciu poseł PSL był (nie omieszkał przedstawić dowód w postaci swojego zdjęcia z otwarcia), gdzie w wystąpieniu mógł z radością powiedzieć: "Doczekaliśmy". Nawiasem mówiąc, w poniedziałek byłam świadkiem pierwszych chwil grozy, jakie przeżył Port Lotniczy Modlin, gdy okazało się, że przed wejściem do terminalu ktoś zostawił torbę od laptopa.

W związku z tym, że polityk PSL woli pisać o tym, co pozytywne, to o tym, co u ludowców negatywne, przedstawia Aleksandra Jakubowska, była rzecznik prasowa Rady Ministrów i była szefowa gabinetu politycznego premiera Leszka Millera. Pisze więc o świeckim zwyczaju nagrywania znajomych i partnerów w interesach, który zaistniał ostatnio u panów powiązanych z PSL. Chodzi mianowicie o tzw. "Taśmy Serafina". Wspomina też o nagraniu tajnych obrad PO w Jachrance. Bo też trudno jest upilnować gromady posłów na partyjnym konwektyklu Platformy, zakładając, że w rządowym ośrodku nie ma podsłuchów i nie był to przeciek kontrolowany. Ale pragmatyczna Platforma nie szuka kreta, bo nawet jakby nie było nagrania, to usłużni posłowie podzielą się z zaprzyjaźnionymi dziennikarzami, opowiadając im wszystko z pamięci. Jednak przykład ostatni dowodzi, że nawet rozmowy w cztery oczy nie mogą obejść się bez karty pamieci w dyktafonie. Dlatego Aleksandra Jakubowska chwali facebook. Tam znajdzie się tylko to, co każdy chce umieścić i nikomu nie przychodzi do głowy, aby kopiować wpisy i zanosić je do prokuratury.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
rb
ale do Lucyfera jest uderzająco podobny.
n
niepatriota
Lubię Korwina-Mikke, ale jego komentarze o posłance Grodzkiej jest niesmaczne. A to, że brnie dalej w naśmiewaniu się z posłanki jest zwyczajną głupotą. Zresztą on sam powinien pamiętać, że Belmondo to on(K-M) też nie jest.
Dodaj ogłoszenie