Sentymentalna podróż rodzin do miejsca zatonięcia "Titanica". W stulecie katastrofy

Redakcja
W setną rocznicę zatonięcia "niezatapialnego" transatlantyku "Titanic" na miejsce katastrofy wyruszył statek "Balmoral". Rodziny ofiar i fani "Titanica" chcą oddać hołd tym, którzy utonęli. Laura Dixon

Sto lat temu przodkowie Edith Brown sprzedali swój biznes hotelarski i pakowali się, by wyjechać z południowej Afryki i rozpocząć nowe życie w Seattle. Podróżując z rodzinnego Cape Town, zatrzymali się w Londynie, a stamtąd pojechali do Southampton, by wsiąść na pokład statku, który miał ich zawieźć do Ameryki. Tym statkim był transatlantycki liniowiec "Titanic".

Gdy doszło do katastrofy statku, dla Edith, która wówczas miała 15 lat, oraz dla jej matki znalazło się miejsce w szalupie ratunkowej. Jej ojciec został na tonącym wraku. Później Edith często opowiadała swojemu synowi Davidowi Haismanowi, jak po raz ostatni widziała ojca i jaki jego obraz zapamiętała. Ojciec palił cygaro, stojąc na pokładzie "Titanica" i obserwując, jak szalupa ratunkowa z jego córką i żoną powoli opuszcza się na morze.

Czytaj też: 100 lat od katastrofy "Titanica": Jak było naprawdę? [WIDEO i ZDJĘCIA]

W 1996 roku w wieku 99 lat Edith popłynęła na miejsce katastrofy statku. 100 lat po zderzeniu z górą lodową "niezatapialnego" liniowca jej syn David ruszył w rejs tą samą trasą i 15 kwietnia o godzinie 2.30 - tej samej, w której "Titanic" poszedł na dno - rzuci do wody wieniec.

Statek "Balmoral" dotrze na miejsce zatonięcia "Titanica" w nocy z 14 na 15 kwietnia. Nawet menu na statku będzie takie jak na "Titanicu"

- Czekałem bardzo długo na ten moment - powiedział 74-letni David Haisman, emerytowany marynarz, który mieszka w Southampton. - Zawsze pragnąłem mieć wystarczająco dużo pieniędzy, by móc pojechać do południowej Afryki i obejrzeć hotel należący kiedyś do rodziny, a potem popłynąć w rejs tą samą trasą, którą oni płynęli - mówił Haisman.

Czytaj też: Wesele na "Titanicu"? Czemu nie. W Belfaście otwarto niezwykłe muzeum transatlantyku

Wraz z Haismanem w rocznicowy rejs "Titanica" na pokładzie statku "Balmoral" wyruszyło w niedzielę z portu w Southampton 30 jego krewnych oraz ponad tysiąc entuzjastów i turystów. Kolejny statek wiozący 680 pasażerów na miejsce katastrofy sprzed 100 lat wyruszy we wtorek z Nowego Jorku. Oba statki znajdą się na miejscu katastrofy 14 kwietnia w nocy.

Miles Morgan z biura podróży Miles Morgan Travel, które organizuje rejsy, powiedział, że statek "Balmoral" wypływający z Southampton będzie płynął tą samą trasą co "Titanic". Minie Cherbourg, zatrzyma się na przystanek w irlandzkim porcie Cobh. Pasażerowie kupili na podróż bilety w cenie od 2599 do 10 tys. funtów.

Organizator nostalgicznej wyprawy Miles Morgan Travel twierdzi, że popyt był tak duży, iż miejsca zostały wyprzedane dwa lata temu, a chętni zapisywali się na listę zwrotów.

Czytaj też: Ostatnie wycieczki do wraku "Titanica". "Stulecie katastrofy to dobry czas, by zakończyć działalność"

Jeszcze przed wyruszeniem w podróż śladami "Titanica" pojawiła się z niektórych stron krytyka, że tego typu rocznicowy rejs - w czasie którego serwowane będą dania według menu z "Titanica" - można określić niezbyt pochlebną nazwą turystyki katastrofy.

Jednak Miles Morgan twierdzi, że podróż upływać będzie pod znakiem szacunku dla ofiar katastrofy. Dla upamiętnienia 1517 osób, które zginęły w tragedii "Titanica", zorganizowana zostanie w czasie rejsu specjalna uroczystość. - Fakt obecności w czasie rejsu tak wielu krewnych ofiar tamtej katastrofy nakłada na nas obowiązek zapewnienia, że wszystko odbędzie się z godnością... Te osoby nie kupiłyby biletu na rejs, gdyby miały tu się dziać nieodpowiednie rzeczy - powiedział Morgan. - Ci ludzie płyną, by uhonorować tych, co zginęli - dodał.

Czytaj też: W katastrofie "Titanica" zginął zięć Henryka Wieniawskiego

33-letnia Susie Millar, której prapradziadek był asystentem inżyniera pokładowego na "Titanicu" i zginął w katastrofie, będzie pełnić w czasie rejsu rolę jednego z mówców.

- Zostałam poproszona o pełnienie tej funkcji cztery lata temu... To nie była łatwa decyzja - mówi Millar. - Zapytałam siebie wówczas, gdzie chciałabym być 15 kwietnia. Zdecydowałam, że wezmę udział w rejsie, by dokończyć podróż Tommy'ego Millara i dopłynąć do Nowego Jorku. Jemu nie było dane dopłynąć daleko, zatem obecny rejs ma dla mnie znaczenie symboliczne.

Czytaj też: 100 lat od katastrofy "Titanica": Jak było naprawdę? [WIDEO i ZDJĘCIA]

Statek "Balmoral" zatrzyma się na miejscu katastrofy w nocy z 14 na 15 kwietnia, a potem ruszy w kierunku Halifaxu w Nowej Szkocji. To z tamtego portu wyruszył w swą ponurą misję zbierania ciał ofiar katastrofy statek "Mackay-Bennett", jednostka napraw kabli morskich. To również w Halifax pochowano wiele ofiar katastrofy "Titanica".

Organizatorzy rejsu mówią, że pasażerowie biorący udział w tej podróży to mieszanina potomków ofiar katastrofy, entuzjastów "Titanica", którzy oglądali słynny film Jamesa Camerona z 1997 roku, a nawet tacy, którzy tańczyli na własnym weselu do filmowej piosenki w wykonaniu Céline Dion.

Czytaj też: Wesele na "Titanicu"? Czemu nie. W Belfaście otwarto niezwykłe muzeum transatlantyku

Jednak nie wszyscy krewni ofiar popierają tego typu wyprawy. Jean Legg, której ojciec Sydney Daniels był stewardem na "Titanicu" i przeżył katastrofę po tym, jak dopłynął wpław do wywróconej szalupy ratunkowej, powiedziała, że wolałaby raczej na lądzie oddać hołd ofiarom. - Może pochodzę z pokolenia, które zbytnio ma tę katastrofę w pamięci. Nie sądzę, żebym mogła zaakceptować ideę takiego rejsu, mając świadomość, że mój tato był w tym miejscu, kiedy to się wydarzyło - powiedziała Legg.

Również niektórzy internauci odwiedzający stronę Encyclopedia "Titanica" poświęconą katastrofie również sceptycznie odnosili się do idei rocznicowego rejsu.

"Myślę, że odpuściłbym sobie taki rejs, nawet gdybym miał czas i pieniądze na bilet" - napisał internauta Michael H. Standart. "Ale nie będę też nikogo potępiał za to, że chciał tam popłynąć".

Czytaj też: Ostatnie wycieczki do wraku "Titanica". "Stulecie katastrofy to dobry czas, by zakończyć działalność"

Rejs trasą "Titanica" jest tylko jednym z wielu rocznicowych wydarzeń poświęconych tej katastrofie. W Belfaście, gdzie "Titanic" został zbudowany, otwarto nowe muzeum "Titanica". Podobne powstało w Southampton, skąd statek wyruszył w jedyny rejs. Latem tego roku firma Deep Ocean Expeditions planuje dwie wyprawy nurków do wraku statku, leżącego ok. 4 km pod powierzchnią oceanu. Każda ekspedycja zabierze 20 nurków, którzy będą musieli zapłacić po niemal 60 tys. dolarów za 12-dniowy rejs.

- Nie mogliśmy wymyślić lepszego finału tego wydarzenia niż ponowna podróż do wraku statku marzeń w setną rocznicę jego zatonięcia - informuje Deep Ocean Expeditions na swojej stronie internetowej. Te dwie wyprawy nurków będą ostatnimi podróżami do wraku "Titanica", jakie wykona firma. Po siedmiu latach DOE kończy program nurkowania do wraku, pozostawiając w spokoju spoczywających tam zmarłych.

Czytaj też: Pamiątki z "Titanica" idą pod młotek. Zbiór 5,5 tys. obiektów nie zostanie jednak podzielony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie