Sekielski: Poczułem się zmęczony gonitwą między słupkami oglądalności

Anna J. Dudek
Tomasz Sekielski
Tomasz Sekielski Cezary p/CC-BY-SA
- Odbiorca ponosi jakąś odpowiedzialność za to, jakie są dziś media, bo wybiera polityczne awantury przed kamerą. (...) Pyskówki i młócki telewizyjne mają świetną oglądalność, a kiedy zaprasza się kogoś mądrego, kto ma coś do powiedzenia, to widz nie chce go oglądać - mówi dziennikarz Tomasz Sekielski w rozmowie z Anną J. Dudek.

Podkreśla Pan w wywiadach, że Artur Solski, bohater "Sejfu", nie ma nic z Tomasza Sekielskiego, ale trudno nie dostrzec pewnych analogii...
Solski to postać wymyślona, począwszy od fizjonomii, a skończywszy na życiowych problemach. Na przykładzie postaci Solskiego chciałem przedstawić problemy i dylematy, jakie mają dziennikarze. Z jednej strony kredyty i jakieś życiowe zobowiązania, a z drugiej bieg pod publiczkę i tabloidyzacja mediów, która budzi w nich sprzeciw. U Solskiego te dylematy cały czas pobrzmiewają. Myślę, że to jest charakterystyka wielu dziennikarzy dzisiaj, którzy zmagają się z podobnymi problemami.

Zdarzyło mi się pracować z Panem w jednej stacji telewizyjnej i muszę powiedzieć, że część bohaterów książki, tych, którzy razem z Solskim pracują w stacji DTV, wydaje się mieć znajome rysy...
(śmiech) Być może przeniosłem na postaci z książki rysy charakteru jakichś prawdziwych osób, ale żeby było jasne - jak się pisze książkę, to swoje doświadczenia życiowe w ten czy inny sposób przenosi się do powieści, a kreśląc bohaterów i ich sylwetki też pewnie wykorzystuje się znajome postaci. Tutaj to jest raczej kompilacja różnych osób, a nie ktoś, kto realnie istnieje. Pewnie wielu czytelników dopasowuje sobie poszczególne osoby do postaci z książki, ale to nadinterpretacja.

Pamiętam jednak wyraźnie z czasów pracy w tej samej stacji co Pan przezwisko Ken - nazywano tak jednego z prezenterów. Ta sama ksywa pojawia się też w książce. Przypadek?
(śmiech) Rzeczywiście, jest prezenter w TVN, który ma taki pseudonim, ale to nie Tokarczyk, szef Solskiego. Oczywiście, to przezwisko wykorzystałem świadomie, ale jeśli myślimy o tej samej osobie, to przecież nie ma żadnej wspólnej cechy z wrednym, aroganckim Tokarczykiem.

Ciekawa jestem, co Pan, dziennikarz, który opisał w swojej książce akcję służb specjalnych, myśli na temat udaremnionego przez służby specjalne zamachu, którego miał dokonać Brunon K., i burzy, która rozpętała się w mediach.
Jestem dość powściągliwy w ocenianiu tego, co się stało. Pamiętam bardzo dobrze sprawę Marcina Tylickiego, kiedy służby specjalne ogłosiły, że oto schwytały niebezpiecznego rosyjskiego szpiega. Winny, szpiegował dla Rosjan, do aresztu na trzy miesiące. Media natychmiast to bezkrytycznie podchwyciły i na okrągło o tym trąbiły, a po latach sąd go uniewinnił.

Teraz może być podobnie?
Nie twierdzę, że taka sama sytuacja ma miejsce teraz, nie bagatelizuję absolutnie kwestii szaleńca, który zbierał materiały wybuchowe i chciał wysadzić Sejm, natomiast chciałbym poznać więcej szczegółów, by móc ocenić, jak rzeczywiście sprawy się mają. Mam ograniczone zaufanie do służb specjalnych, szczególnie kiedy pan prokurator na konferencji wygłasza płomienną mowę w obronie służb specjalnych, wychwalając ich działania w sprawie zamachowca z Krakowa, i mówi, że nie należy ograniczać ABW żadnych z uprawnień.

Podejrzane?
Wystąpienie nie na miejscu, pan prokurator chyba miał przez moment pomroczność jasną. Ja chcę spokojnie poczekać, zobaczyć, co z tego wyjdzie, podobno dopiero za pół roku ma być akt oskarżenia, a skoro sprawa jest badana od roku, skoro są tak mocne dowody, to dlaczego tyle czasu ma trwać budowanie aktu oskarżenia? To budzi moje wątpliwości, czekam na więcej informacji w tej kwestii. Ale sprawa niewątpliwie jest poważna.

Po filmie "Władcy marionetek" i wywiadach, których Pan udzielił, promując książkę, zastanawiam się, czy wierzy Pan w spiskową teorię dziejów, czy raczej ma poczucie trzeźwej oceny sytuacji, znając kulisy polityki?
Nie jestem wyznawcą teorii spiskowych, ale też zdaję sobie sprawę z tego, że wiedza, jaką posiadają służby specjalne, prokuratorzy czy wysoko postawieni politycy bywa wykorzystywana w niecnych celach. To, że zgodnie z prawem ktoś nie może czegoś zrobić, nie oznacza, że tego nie zrobi. Mam ograniczone zaufanie do tajnych służb, ponieważ w ciągu ostatnich 20 lat wiele ich działań budziło kontrowersje i słuszne są zarzuty ingerowania w politykę. Jeśli zaś chodzi o polityków, to szczerość, uczciwość ich działań często była podważana, i słusznie; widać, jak się łowi wyborców, jak zbiera poparcie, wykorzystując do tego wszelkie dostępne środki marketingowe i socjotechniczne.

O tym był Pański film.
Na końcu i tak wszystko zależy od tego, jakim kto jest człowiekiem. Jak daleko gotowy jest się posunąć, by zdobyć władzę i co z tą władzą chce zrobić.

Z jednej strony mamy wydawców i producentów, którym zależy na oglądalność, a nie rzetelności przekazu, z drugiej polityków, którym taka sieczka jest na rękę. Pan miał w tym świetnie działającym systemie wzajemnej adoracji poczucie misji?
Chciałbym, ale nie zawsze mi to wychodzi. Moje programy też musiały mieć odpowiednią oglądalność, tak było w TVN i tak będzie w TVP. Chcąc nie chcąc, muszę łączyć w każdym programie komercję z merytoryką, staram się to robić jak najlepiej, żeby było i ładne opakowanie, i dobra zawartość. Myślę, że jest wielu dziennikarzy w Polsce, którzy starają się wciąż, mimo różnych problemów i tego, jak zmieniają się media, robić dobrze swoją robotę. Może nie jest tak, że nasz zawód zupełnie upadł, ale powinnyśmy się wszyscy zastanawiać nad kierunkiem, w jakim to wszystko podąża.
Telewizja rozpuszcza? Rozleniwia?
W telewizji jest duża pokusa, żeby zaprosić kilku polityków, o których wiadomo, że z ochotą będą się okładać. Awantura gwarantowana, wtedy jest głośno, z przytupem, słupki oglądalności idą w górę. Tylko że niewiele z tego wynika. Sam też nieraz uległem takiej pokusie pójścia na łatwiznę.

Czuł Pan rozbawienie, widząc po konferencji, jak wszelkiej maści politycy, niemający pojęcia o zagadnieniu, wypowiadali się na temat terroryzmu?
Tak, nagle wszyscy robią się ekspertami. Otóż po konferencji dowiedziałem się, że zamachy dzielą się na słuszne i niesłuszne. W Polsce każda sprawa wykorzystywana jest do młócki politycznej. Wyczytałem gdzieś na przykład słowa Antoniego Macierewicza, że to miał być zamach wymierzony w prezydenta i PiS... Szaleństwo. Aż żal słuchać. Sieczka i piana.

Zgadza się Pan ze słowami Grzegorza Miecugowa, który powiedział, wzbudzając burzę swoim słowami, że telewizje dają widzom sieczkę, ponieważ widzowie właśnie tego oczekują? Parafrazując: głupi widz, to i głupia telewizja?
Największa odpowiedzialność spoczywa na mediach, bo to one przygotowują ludziom przekaz. To one decydują, co się w nim znajdzie, więc nie udawajmy, że cała wina leży po stronie odbiorców. Ale z drugiej strony, najlepiej sprzedającą się gazetą jest "Fakt", tabloid. To o czymś świadczy. Najlepiej oglądany program telewizyjny to "M jak miłość". To widzowie wybierają, bo nikt nikogo nie zmusi do oglądania programu, którego nie chce oglądać. Często słyszę zarzuty, dlaczego tak spłycamy przekaz. OK, tylko później patrzę na ratingi oglądalności i okazuje się, że pyskówki i młócki telewizyjne mają świetną oglądalność, a kiedy zaprasza się kogoś mądrego, kto ma coś do powiedzenia, to widz nie chce go oglądać. Tak więc odbiorca ponosi jakąś odpowiedzialność za to, jakie są dziś media, bo wybiera polityczne awantury przed kamerą, to nieszczęsne "M jak miłość" i programy typu "Taniec na lodzie" albo podobne.

Ma Pan poczucie walki z wiatrakami?
Czasem tak, mam. Jak patrzę na to, że politycy nie wyciągają specjalnie wniosków, mają gdzieś ujawniane przez dziennikarzy afery, przypadki zachowań na granicy prawa czy wręcz niezgodnych z prawem, to po kilkunastu latach pracy w tym zawodzie zastanawiam się, czy to ma jeszcze sens.

Stąd chwilowa ucieczka w świat fikcji?
Mimo chwil zwątpienia wierzę, że nasza praca ma sens. Choć jak się patrzy na show, jaki w związku z przylotem dreamlinera do Polski urządziły nasze media, to ręce opadają. Przecierałem oczy ze zdumienia, nie wierząc, że to się dzieje naprawdę. Jeśli telewizje informacyjne podniecają się jednym samolotem, to też świadczy o naszych mediach. To wyglądało jak parodia serwisów informacyjnych. Wracając do powodu, dla którego zająłem się fikcją, to po odejściu z TVN chciałem odpocząć od dziennikarstwa. Mam 9-miesięczny przymusowy urlop związany z zakazem konkurencji i postanowiłem odetchnąć, bo dziennikarstwo, zwłaszcza dziennikarstwo śledcze, to olbrzymie obciążenie.

Nie kusiło Pana, żeby zająć się jednak literaturą faktu? To wydawał się naturalny krok.
Myślałem o tym, ale kiedy człowiek pisze książkę, która opisuje prawdziwe wydarzenia, prawdziwych ludzi, to odpowiedzialność za to, co się w niej ukaże, jest olbrzymia. Nie chciałem sobie brać tego na głowę, bo weryfikowanie źródeł to ciężka praca. Dlatego wybrałem fikcję, która zwolniła mnie z całej tej odpowiedzialności wiążącej się z byciem dziennikarzem.

W książce są smakowite opisy jedzenia, jeden z recenzentów postawił Pana w jednym szeregu z włoskim mistrzem kryminału Andreą Camillierim. Jest Pan smakoszem?
Zdecydowanie. Niestety, czasem brak mi umiaru w jedzeniu i piciu. Korciło mnie, żeby w książce było jeszcze więcej opisów jedzenia, ale po pierwsze, to mój debiut pisarski, więc wszystko robiłem na wyczucie, żeby w niczym nie przedobrzyć, a poza tym jak pisałem, to siedziałem sam w domu. Bałem się, że jak zacznę pisać więcej o jedzeniu, to nie przestanę o nim myśleć. I zamiast pisać, będę na okrągło coś sobie gotował. Może w kolejnej książce pofolguję sobie kulinarnie, przynajmniej w opisach.

Czyli będzie cykl?
Z wydawnictwem jestem umówiony, że będzie ciąg dalszy tej historii, więc chyba powoli powinienem się za nią zabierać. Do pisania książki przygotowałem się jak do robienia reportażu. Wziąłem wielki arkusz papieru i na nim rozrysowałem sobie całą intrygę i postaci. Jak wszystko się domknęło, to zasiadłem do pisania. Z jednej strony tęsknię do tego, bo kreowanie nowego świata jest wciągające i przyjemne, z drugiej jednak to duże wyzwanie też pod względem fizycznym. Ale obiecałem kolejny tom mojej mamie i żonie, a od tego zobowiązania nie mogę się uchylić.

Tomasz Sekielski, "Sejf", Rebis, Poznań 2012, cena 35,90 zł

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
lennox
Sądzą, że duo Sekielski & Morozowski spadli poniżej pasa już 5 lat temu kiedy swojemu bożyszczu zorganizowali randkę wśród żyrandoli i kamer 3D w TVN. Teraz to należy się tylko wstydzić i rumienić po wieki, a nie liczyć u czytelników na jakiś posłuch!

www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/doda-z-dzika-rozkosza,178260.html#doda-z-dzika-rozkosza%2C178260.html?&_suid=1349356966789038851762341250945
31 węzłowy Burke
władzy raz zdobytej nie odda. Albowiem taka jest natura nie-rządu. I dlatego towarzysze Sekielscy czyli tow. Szmaciaki zostali wysłani na pierwszy front walki ideologicznej z siłami antyPOlszewickimi. Ale nie POmagają już żadne prostytutki pióra, ekranu , mikrofonu.., Ten reżim ciemniaków sam się załatwił swoją nieograniczoną głuPOtą . Tak to jest z sektami, tu sekta Wyznawców Pancernej Brzozy z rudym fuhrerkiem .
w
wstrząśniczka
i tak akceptują tylko bezmyślnych powtarzaczy kanonicznych tekstów Kaczyńskiego. Ci najgorliwści często w czasie rozmowy z dziennikarzami nie ograniczają się do sporów politycznych, lecz wręcz atakują personalnie swojego rozmówcę lub jego redakcję. Faktem jest jednak, że dobór rozmówców przez wielu żurnalistów i sposób prowadzenia z nimi rozmowy psuje rzetelne dziennikarstwo, które sprowadza się do chamskiej pyskówy i podgrzewania chorych urojeń bezmyślnych czcicieli kurdupla lub Rydzola.
p
polo
Sądziłem, że oni nigdy się nie meczą.
"Przemęczony" Sekielski pojawi się wkrótce w TVP PO z nowym
programem propagandowym by wspomagać Lisa.
Dobry kontrakt i kasa z TVP PO, szybko postawią na nogi zmęczonego Sekielskiego.
j
jol-ka
Dziwna przemiana Sekielskiego.Jak pracowal w TVN24 razam z Morozowskim maglował opozycje,a wychwalał PO.Nie jest rzetelnym dziennikarzem i nie wierze mu.Zawsze bedzie stronniczy,niezaleznie czy pisze do Gazety Polskiej w portalu NIezalezna czy TVN.Zawsze bedzie po stronie rządu,niezaleznie z jakiej opcji.Jego praca w TVN 24 bedzie sie za nim ciągnąc,chocby worek pokutny ubral
l
leon
Zwykła gnida platfusowa,tfu.
Dodaj ogłoszenie