Šefčovič: Ratunkiem dla finansów Unii mogą być dziś wspólne podatki

Redakcja
Banki muszą stać się bardziej odpowiedzialne. Niedługo może też dojść do zmian w traktacie lizbońskim. To jest okazja do przebudowania Unii i dostosowania się do wyzwań, z jakimi musimy się niebawem zmierzyć - mówi komisarz UE Maroš Šefčovič w rozmowie z Agatonem Kozińskim

Komisja Europejska forsuje podatek od transakcji finansowych, przeciw czemu głośno protestuje część państw, najgłośniej Wielka Brytania. Jakie są szanse na przeforsowanie tego rozwiązania?
Wierzę, że w końcu stanie się ono rzeczywistością. Wszyscy dobrze wiedzą, jaką rolę odegrał sektor finansowy w doprowadzeniu europejskiej gospodarki do obecnego stanu - i chcielibyśmy, żeby przyczynił się także do jej naprawy. Proszę zwrócić uwagę, jak istotne było zachowanie w pierwszej fazie kryzysu rządów poszczególnych państw, przede wszystkim w konsolidacji sektora bankowego. Przecież łącznie przeznaczono na ten cel 4,6 mld euro - a 2,3 mld euro wypłacono. Negatywnie odbiło się to na wysokości deficytów budżetowych większości krajów należących do UE. W ciągu trzech lat wzrósł on z 60 proc. - uśredniając deficyty państw członkowskich - do 80 proc. Dlatego właśnie opowiadamy się za wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych.

Czytaj też:"Finacial Times": Rynki Europy Środkowej nie są odporne na kryzys w strefie euro

Dlaczego akurat taki mechanizm został wybrany? Możliwości było wiele.
Mamy nadzieję, że pomoże on wprowadzić choć odrobinę więcej dyscypliny. Poza tym liczymy, że sprawi on, iż bankierzy zaczną się zachowywać bardziej odpowiedzialnie. Przy okazji ten podatek mógłby również się stać solidnym źródłem dochodu, który wpływałby do budżetów państw członkowskich, ale także do wspólnej europejskiej kasy. Wiadomo, że zmiany trzeba wprowadzać - inaczej Unia Europejska pogrąży się w recesji, pogłębi się bezrobocie. Teraz szukamy najlepszych rozwiązań, by temu zapobiec. To jedno z nich.

Nie obawia się Pan, że wprowadzenie podatku od transakcji finansowych okaże się przeciwskuteczne? Nagle wszystkie banki europejskie przestaną dokonywać operacji na naszym kontynencie i przeniosą się na zewnątrz. W latach 90. taki podatek obowiązywał w Szwecji - i tam aktywność banków niemal zamarła.
Owszem, braliśmy to pod uwagę i dlatego zamierzamy wprowadzić wszelkie możliwe zabezpieczenia takie zachowania utrudniające. Przede wszystkim będziemy starali się przenieść kwestie podatku na poziom globalny i starali się przekonać do niego państwa zrzeszone w grupie G20.

Czytaj też:Mazurek: Unię Europejską czekają trudne czasy

Szczyt G20 zaplanowano na 2 listopada - ale w ubiegłym tygodniu ten pomysł był dyskutowany na spotkaniu ministrów finansów krajów tej grupy. W tym gronie został on odrzucony. Przywódcy G20 zareagują pewnie tak samo.
Mimo wszystko będziemy dążyć do tego, by dalej trwała dyskusja na ten temat. I będziemy chcieli dać przykład innym, że ten podatek warto wprowadzić w życie. Gdy tak się stanie, to kraje z innych kontynentów, które będą chciały prowadzić interesy w Europie, też będą musiały go płacić. A mimo wszystko trudno będzie omijać gospodarczo Unię Europejską. Nie wolno zapomnieć, że to największy rynek na świecie, generuje on 17 proc. globalnego obrotu towarowego i ma 28-procentowy udział w rynku usług. Dlatego uważam, że przedstawiona propozycja podatku od transakcji finansowych jest dość umiarkowana i wyważona. Podejrzewam, że przedsiębiorstwa działające w Europie ją zaakceptują - gdy bowiem przeanalizują wszystkie plusy i minusy, uznają, że lepiej zostać na kontynencie i czerpać zyski z możliwości dotarcia do prawie 500-milionowej rzeszy klientów, niż przenosić się poza jego granice. Tym bardziej że przenieść się będzie trudniej, gdyż równolegle z wprowadzeniem nowego podatku będziemy próbowali zaostrzyć regulacje dotyczące rajów podatkowych - tak aby uniemożliwić prowadzenie w nich działalności firmom, które de facto operują w Europie.

Czytaj też:Rostowski: Jeśli sześciopak nie wystarczy, trzeba zmienić traktat UE
Trwa już dyskusja o nowym budżecie UE na lata 2014-2020 - Polska zorganizowała nawet w Brukseli konferencję temu poświęconą. Jak Pan ocenia - czy uda się uchwalić nowy budżet na satysfakcjonującym poziomie, jeśli koncepcja podatku zostanie odrzucona?
Mimo wszystko mam nadzieję, że koncepcja dochodów własnych UE spotka się z życzliwym przyjęciem. Przypomnę tylko, że w latach 70. Wspólnota miała własne dochody, które czerpała z ceł. Dopiero w następnych latach proporcje źródeł finansowania europejskiego budżetu się zmieniły. Zaczęły wyraźnie dominować w nich składki państw członkowskich, własne dochody zaczęły stanowić tylko niewielką część wpływów do wspólnej kasy. Chcielibyśmy wrócić do dawnych zasad, do sytuacji, w której Unia Europejska ma własne dochody.

Czytaj też:Mazurek: Unię Europejską czekają trudne czasy

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki - to jedna z europejskich mądrości.
Mam świadomość, że przeforsowanie tych rozwiązań nie będzie proste, ale czujemy wsparcie ze strony części krajów członkowskich, tak więc jestem optymistą w tej sprawie. Mam nadzieję, że przy wsparciu różnych organizacji pozarządowych uda się przekonać niedowiarków, że wprowadzenie takiego podatku byłoby ważnym krokiem dla Europy.

Podkreśla Pan, że czuje wsparcie ze strony krajów członkowskich, tymczasem najbogatsze państwa UE opublikowały list, w którym zaprotestowały przeciw zaproponowanej w czerwcu wysokości nowego budżetu Unii. Czy w takiej sytuacji dyskusja o dochodach własnych Wspólnoty ma rację bytu?
Takie listy to normalny element negocjacji. Część krajów uważa, że propozycja jest zbyt wysoka, inne z kolei podkreślają konieczność zachowania polityki spójności na wysokim poziomie. Zawsze na początku negocjacji - a rozmowy o nowym budżecie na razie znajdują się na tym etapie - dochodzi do polaryzacji stanowisk, każdy ma inne oczekiwania wobec europejskiej kasy. Dopiero później różniące się strony zaczynają szukać kompromisu, który byłby satysfakcjonujący wszystkich.

Czytaj też:Rostowski: Jeśli sześciopak nie wystarczy, trzeba zmienić traktat UE

Jak Pan zakłada? W którym miejscu przetną się linie pomiędzy tymi, którzy chcą oszczędzać, a tymi, którzy oczekują wyższego budżetu?
Nie chciałbym się wdawać w spekulacje. Ale zwrócę uwagę na inny aspekt. Proszę pamiętać, o jakich liczbach mówimy. Propozycja budżetu złożona przez Komisję Europejską mówi o wydatkach na poziomie 1,05 proc. PKB krajów europejskich. W dodatku 94 proc. składek trafia z powrotem do krajów członkowskich pod postacią różnych europejskich programów. To trzeba podkreślać. Należy na każdym kroku tłumaczyć, że ten 1 proc. swojego PKB, który kraje członkowskie przekazują do europejskich kasy, nie przepada, nie marnuje się, lecz jest efektywnie wykorzystywany, w dodatku sposób korzystny dla wszystkich. Często sposób ich wydawania jest bardziej efektywny niż ten, w jaki robią to państwa członkowskie. Przecież dokonywanie płatności na szczeblu europejskim pozwala na oszczędności, jakie niesie ze sobą wspólna brukselska administracja. Należy z tej możliwości korzystać.

Czytaj też:"Finacial Times": Rynki Europy Środkowej nie są odporne na kryzys w strefie euro

Pana szef José Manuel Barroso podczas wygłaszania mowy o stanie Unii Europejskiej mocno podkreślił konieczność podejmowania decyzji metodą wspólnotową i odrzucił wszelkie pomysły tworzenia europejskiego rządu, twierdząc, że takim jest Komisja, którą kieruje. Cały czas jednak najważniejsze decyzje w UE zapadają na spotkaniach Rady Europejskiej - niedzielny szczyt tego dowiedzie. Czy apele Barroso to głos wołającego na puszczy?
Nie. Przede wszystkim proszę jednak pamiętać, w jakiej sytuacji Unia cały czas się znajduje. Nie dopadł jej jeden kryzys, lecz cała kombinacja różnych załamań. Wstrząsy przeżywa rynek nieruchomości, poszczególne państwa cierpią z powodu nadmiernego zadłużenia ich budżetów, kryzys przeżywa strefa euro. Przykłady można mnożyć. Unia jako instytucja nie była na taką sytuację kompletnie przygotowana. Trzeba było szybko przystosować się do nowej sytuacji - stąd forsowanie metody międzyrządowej.
Bo najważniejsze państwa - Niemcy i Francja - chciały w ten sposób zachować kontrole nad podejmowanymi decyzjami.
Według założeń porozumienia osiągane na poziomie przywódców państw miały przyśpieszyć podejmowanie decyzji. Tak się jednak nie stało. Proszę zwrócić uwagę, ile czasu minęło, zanim przyjęto Europejski Mechanizm Stabilności. Oczywiście, nie można kluczowych decyzji podejmować w ciągu jednej nocy. Ale wprowadzanie ich w życie powinno zajmować miesiące, nie lata - jak to dzieje się teraz. Dlatego warto przemyśleć, czy ład instytucjonalny Unii jest właściwie skomponowany.

Dyskusja na ten temat toczy się niemal nieustannie.
Ale teraz będzie okazja do korekt, bowiem prawdopodobnie niedługo dojdzie do zmiany traktatu lizbońskiego - a takie działanie zawsze jest sposobnością do przebudowania porządku w Unii, dostosowania go do wyzwań, z jakimi trzeba się mierzyć.

W Europie coraz częściej pojawiają się głosy mówiące, że należy stworzyć oddzielne instytucje tylko dla krajów strefy euro. Musiałyby one działać niezależnie od Komisji Europejskiej, bowiem ona reprezentuje wszystkie państwa Wspólnoty. Uda się powołać nowe ciało do eurozony?
Jestem przekonany, że strefa euro przetrwa obecny kryzys. A wszelkie tego typu problemy świetnie uwypuklają wszystkie słabości, przede wszystkim brak dyscypliny fiskalnej w krajach członkowskich, niedostatek reform strukturalnych w finansach publicznych, niewystarczający poziom konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw. Trzeba z tego wyciągnąć wnioski i próbować naprawić błędy.

Czytaj też:"Finacial Times": Rynki Europy Środkowej nie są odporne na kryzys w strefie euro

Od czego należy zacząć?
W pierwszej kolejności trzeba jednak ustabilizować europejską walutę oraz skonsolidować gospodarkę na kontynencie. W przyszłości spodziewam się, że uda się osiągnąć większą dyscyplinę fiskalną.

O tym w Unii mówi się od wielu lat - ale za każdym razem założenia pozostawały tylko na papierze.
Teraz ma zacząć obowiązywać zasada, że ministrowie finansów państw członkowskich będą się nawzajem kontrolować. Będzie trzeba także przedstawiać z wyprzedzeniem założenia budżetowe na następny rok. To powinno poprawić rygor fiskalny i w ten sposób uda się ukrócić ewentualne nieprawidłowości. W oczywisty sposób przełoży się to na bliższą integrację krajów członkowskich.

Rozmawiał Agaton Koziński

Czytaj też:Mazurek: Unię Europejską czekają trudne czasy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie