Sebastiano Giorgi: Polska nie ma powodów do kompleksów

Anna J. Dudek
Sebastiano Giorgio
Sebastiano Giorgio Fot. archiwum
- Kompleksy powodują, że czasem za wysoko stawiacie sobie poprzeczkę. Z jednej strony, mam nadzieję, że dzięki tym mistrzostwom Polska się dowartościuje, a z drugiej, że ludzie staną się bardziej otwarci. To nie znaczy, że trzeba być mniej Polakiem. Polakiem, ale nowym Polakiem. Nie wiecznym pesymistą, który nie wierzy w sukces - mówi włoski dziennikarz Sebastiano Giorgi.

Mistrzostwa Europy trwają już tydzień. Jakie wrażenia?
W tej chwili na Polskę i Ukrainę zwrócone są oczy całego świata. Wszyscy oglądają rozgrywki, moi znajomi we Włoszech oglądają każdy mecz. Ludzie są ciekawi nie tylko tego, co się dzieje na stadionach, ale także samych krajów - ani Polska, ani tym bardziej Ukraina nie są dobrze znane na Zachodzie. Co do samej organizacji, to są pewne niedociągnięcia - słyszę narzekania na drogi, na opóźnienia pociągów, ale z drugiej strony też dużo pochwał: za Stadion Narodowy, za atmosferę, za pozytywne nastawienie gospodarzy. Klimat jest świetny. Trzeba też powiedzieć, że panuje takie poczucie, że są dwa turnieje - jeden odbywa się w Polsce, drugi na Ukrainie.

Ma Pan na myśli sytuację polityczną na Ukrainie?
Naturalnie nie można mówić o Euro bez kontekstu politycznego - oczywiście, mam tu na myśli sytuację Julii Tymoszenko. Ale nie chodzi tylko o nią. Proszę sobie przypomnieć skandal, jaki wybuchł, kiedy na masową skalę zabijano bezpańskie psy na Ukrainie w związku z organizacją Euro. Było blisko bojkotu. To rzuca cień także na Polskę, bo ludzie, którzy nie znają sytuacji, myślą, że skoro tak jest na Ukrainie, to i tutaj. Wielokrotnie tłumaczę Włochom, i nie tylko im, ale także kibicom z innych państw, że to zupełnie co innego. Drugą sprawą jest to, że Polska jest członkiem UE, Ukraina nie, co powoduje komplikacje dla kibiców i dziennikarzy chociażby w kwestii wjazdu do kraju.

Dziki Wschód?
Niestety, trochę tak to wygląda, jeśli chodzi o Ukrainę. Weźmy chociażby ceny - o ile w Polsce na czas Euro nic nie podrożało, to za wschodnią granicą ceny nagle wielokrotnie podskoczyły. To znaczy, że Polska jest bardziej poważnym państwem. Więc turniej turniejem, ale ludzie czują, że to są jednak dwa różne światy.

Sądzi Pan, że Polska podołałaby sama organizacji mistrzostw?
Jak najbardziej. To, że jest współgospodarzem wraz z Ukrainą, to oczywiście decyzja umotywowana politycznie. Oczywiście skandalem jest, że potrzeba całego dnia, żeby się przemieścić z Warszawy do Gdańska czy Wrocławia, więc są rzeczy, które można poprawić.

Jakie słychać głosy, kiedy rozmawia Pan z dziennikarzami z innych krajów?
To, co się często powtarza, to pozytywna opinia o klimacie, jaki panuje podczas Euro. Nawet ci, którzy na co dzień nie przepadają za piłką nożną, oglądają mecze, angażują się w doping. Piłka nożna urosła do rangi sprawy narodowej i ta duma Polaków bardzo się zewnętrznym obserwatorom podoba. Po raz pierwszy od dłuższego czasu Polska wysunęła się na pierwszy plan, piszą o niej wszystkie media. Wreszcie w kontekście innym niż katastrofa smoleńska. Teraz Polska gra główną rolę, a nie rolę ofiary. Euro jest doskonałą okazją dla pokazania się PR-owego, i przyznają to nawet ci, którzy narzekają na koszty imprezy. Dziennikarze chwalą centrum prasowe w Pałacu Kultury.

Był Pan także w Austrii podczas Euro 2008 roku. Nasuwają się jakieś porównania?
Austria i Szwajcaria to zupełnie inne kraje niż Polska i Ukraina. Zachodnia, zamożna Europa, więc obyło się bez niespodzianek. To była dobra, profesjonalnie przygotowana, ale powiedziałbym zimna organizacja. Wszystko się udało, nic nie zaskoczyło. Tu nie jest zimno, klimat w mieście, na ulicach, w strefach kibica jest dobry.
A jak ocenia Pan organizację od strony zadbania o bezpieczeństwo?
Kilkakrotnie już byłem w strefie kibica, normalnie poruszam się po mieście. Czuję się bezpiecznie, nie widziałem też żadnych incydentów poza tymi, które można było obejrzeć w telewizji. Myślę, że to jednorazowe przypadki. Ale muszę podkreślić, że ja na stadionach oglądałem dziesiątki meczów, więc znam atmosferę, wiem, kiedy robi się niebezpiecznie. Tu jak do tej pory tego uczucia wiszącego w powietrzu niebezpieczeństwa nie doświadczyłem. Tam, gdzie są takie tłumy ludzi, normalne jest, że ktoś rzuci petardę, ktoś zasłabnie, a ktoś inny wypije za dużo piwa i wda się w bijatykę. Nie demonizowałbym tego.

Wypowiada się Pan pozytywnie o Polsce w roli gospodarza, podczas gdy tutaj, od kiedy okazało się, że będziemy współgospodarzami Euro, atmosfera waha się od euforii po skrajny pesymizm. Zna Pan Polskę od kilku lat, w Warszawie mieszka od dwóch, co daje unikalną perspektywę. Dziś to inna Warszawa niż dwa lata temu?
Tak, to się zresztą zaczęło już wcześniej, od 2009 roku, kiedy zacząłem tu częściej przyjeżdżać. Nie chcę się wypowiadać negatywnie, ale może da się potraktować moje słowa jako pozytywną krytykę. Polacy na wszystko patrzą, mając siebie za punkt odniesienia. Czasem, żeby coś lepiej zrozumieć albo obiektywniej ocenić, warto mentalnie wyjść na chwilę z siebie, żeby zmienić perspektywę, zobaczyć całościowy obraz. Tego mi zabrakło przy Euro, mam tu na myśli całe bezproduktywne krytykanctwo. Z drugiej strony, Euro dało mam wrażenie, Polakom poczucie przynależności do Europy.

To kwestia kompleksów, które w całej krasie się ukazały?
Chyba tak, kompleksy powodują, że wysoko, czasem za wysoko, stawiacie sobie poprzeczkę. Więc, z jednej strony, mam nadzieję, że dzięki tym mistrzostwom Polska się dowartościuje, a z drugiej, że ludzie staną się bardziej otwarci. To nie znaczy, że trzeba być mniej Polakiem. Polakiem, ale nowym Polakiem. Nie wiecznym pesymistą, który nie wierzy w sukces. My we Włoszech zawsze chcemy wygrać, nawet jeśli szanse są małe. Wy wolicie, profilaktycznie, przygotować się na klęskę. Wolicie być dumni, niż wygrać.

Niedawno ukazał się w dzienniku "Il Fatto Quotidiano" bardzo krytyczny artykuł ukazujący Polskę jako bastion nietolerancji i rasizmu. Skąd taki negatywny odbiór, kiedy rzeczywistość nie wygląda wcale tak ponuro?
"IFQ" to lewicowy dziennik, i to tłumaczy wszystko. Lewicowe media włoskie widzą Polskę jako kraj rządzony przez prawicę, skrajnie katolicki, przez to nieco zacofany cywilizacyjnie. To stereotyp. Podobnie w przypadku tego quasi-dokumentu "Stadiony nienawiści", na który Polacy niepotrzebnie się tak oburzyli. To przykład bulwarowego, prowokacyjnego dziennikarstwa, w którym Anglicy się specjalizują. Nie ma czym się denerwować.

Uważa Pan reakcję Polaków za przesadzoną?
Tak. Taka jest specyfika brytyjskiego dziennikarstwa, chodzi o to, żeby zrobić dużo szumu. Kiedy Włosi grali półfinałowy mecz z Niemcami w mundialu w 2006 roku, niemieckie gazety dawały na pierwszą stronę wielki talerz spaghetti i pistolet, pisząc np., że Włosi kradną Niemcom pracę. Prasa jest wolna, pisze, co chce. Nie ma się czym przejmować.

Skoro mowa o Włoszech. Włoska drużyna ostatecznie wzięła udział w mistrzostwach, choć były głosy, które się temu sprzeciwiały ze względu na skandal związany ze sprzedawaniem meczów i korupcją we włoskim świecie piłkarskim. Jakie nastroje są dziś?
Podobna sytuacja była w 1980 roku, kiedy zakłady piłkarskie pozbawiły drużynę najważniejszych graczy, i w 2006 roku, kiedy zawieszono władze związku piłki nożnej. Mimo to w 2006 roku zostaliśmy mistrzem świata. Więc: Forza Italia! Dajmy z siebie wszystko.

Sebastiano Giorgi, urodzony w Wenecji włoski dziennikarz. W Polsce pisze dla "Gazzetta Italia", miesięcznika wydawanego po polsku i po włosku

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
marcinescu
My to jesteśmy matołki od 2009 sycylijskie słońce świeci nad Warszawą a polusy tylko narzekają. Sebastiano - spawacz z fabryki Fiata, doskonale zna lokalną kulture, Gąbrowicza nawet liznął u POlikota na warsztatach bo sugeruje zmniejszenie poziomu polactwa w polactwie żeby zostać POlakiem.
Trzeba po europejsku mówić że deszcz pada jak na ciebie plują i już jesteś cool
m
marcinescu
My to jesteśmy matołki od 2009 sycylijskie słońce świeci nad Warszawą a polusy tylko narzekają. Sebastiano - spawacz z fabryki Fiata, doskonale zna lokalną kulture, Gąbrowicza nawet liznął u POlikota na warsztatach bo sugeruje zmniejszenie poziomu polactwa w polactwie żeby zostać POlakiem.
Trzeba po europejsku mówić że deszcz pada jak na ciebie plują i już jesteś cool
Dodaj ogłoszenie