Ściąganie jest jak korupcja w futbolu

rozmawia Jacek Antczak
Z prof. Łukaszem Turskim, fizykiem z PAN, członkiem zarządu Towarzystwa Popierania i Krzewienia Nauk, rozmawia Jacek Antczak

Przyszedł czas egzaminów. Niestety, możemy być pewni, że tematów na czołówki gazet nie zabraknie: albo wyniki zostaną ujawnione w internecie jak wczoraj, albo będą błędy w zadaniach, albo usłyszymy o nowych sposobach na ściąganie. To znak czasów czy jakiś lokalny polski dramat?
Dramat, który jest znakiem czasów. Niestety, tylko w Polsce. Choć w sprawie błędów jestem optymistą. Wprawdzie tegorocznych testów z matematyki jeszcze nie widziałem, ale spodziewam się, że po skandalach ubiegłorocznych, tym razem Centralna Komisja Egzaminacyjna pod kompetentnym szefostwem profesora Krzysztofa Konarzewskiego zadba o to, by było w porządku.

A dlaczego w 2008 r. o to nie zadbała?
W ubiegłym roku błędy wynikały z charakterystycznego dla Polski niechlujstwa. Byle coś załatwić, potem się naprawi, jakoś to będzie. Po wpadkach maturalnych miałem wrażenie, że mamy mentalność budowniczych z filmów Barei: "Trzymaj ścianę, a my lecim po wypłatę". To niechlujstwo, charakterystyczne dla PRL-u, przeżyło w wielu enklawach. Na szczęście w CKE zostało rozpędzone - jest nowy zespół ludzi i nie spodziewam się problemów.

Ależ one już są, mamy wyniki w internecie w trakcie egzaminów.
To jest po prostu nasz nierozwiązywalny problem ze ściąganiem, tylko w nowej wersji. W Polsce, przykro mi to mówić, panuje ogólne przyzwolenie na szalbierstwo i to widać na wszystkich poziomach edukacji, ale nie tylko. Ściąganie jest symbolem naszego przyzwolenia na nieuczciwość. Wie Pan, że maturalne prace pisemne można kupić w internecie?

Słyszałem, że ponoć sami nauczyciele je piszą. Skąd Pan Profesor o tym wie?

Egzaminy z błędami to przykład mentalności w stylu filmów Barei: "Trzymaj ścianę, a my lecim po wypłatę"

Kilka tygodni temu próbowałem kupić takie wypracowanie. Byłem ciekawy. Zapłaciłem 49 złotych, ale do dziś pracy nie dostałem.

Może do matury przyjdzie, Panie Profesorze. Ale to chyba podwójne szalbierstwo.
Tak, na dodatek okazuje się, że to szalbierstwo legalne. My kulturowo dopuszczamy wiele takich oszustw. Problem ze ściąganiem jest niezwykle podobny do tego, co się dzieje w naszej piłce nożnej. W przyzwoitym państwie dziedzina sportu, w którym dopuszczono się tak masowych oszustw, powinna przestać budzić jakiekolwiek zainteresowanie.

Ludzie, którzy uprawiają ten sport, są pozbawieni ambicji. W sporcie nie można oszukiwać, ale u nas robili to wszyscy od samej góry. A mimo to tolerujemy to zjawisko i wydajemy wielkie pieniądze. Dopuszczanie do niesportowego zachowania to w Polsce, niestety, zjawisko kulturowe. Na osiągnięcie sukcesu przy użyciu nieuczciwych metod pozwala w Polsce część, o ile nie większość, społeczeństwa.

Może by we Wrocławiu powołać drugi zespół prokuratorów, który tropiłby i czyścił oszustwa w szkole, edukacji, na uczelniach?
To nic nie da. Tak samo jak z piłką, bo ta hydra się odrodzi. Wsadzają tam wprawdzie ludzi do aresztów, ale zobaczy pan, że za kilka lat znowu będzie to samo. Dlatego, że tak naprawdę nie ma potępienia moralnego tego zjawiska. Tak samo nie ma potępienia moralnego ściągania w gimnazjach, szkołach i na wyższych uczelniach. To jest przyczyna.
Łatwo wszystko zwalić na mentalność PRL. Czy kiedyś nie było ściągania?
Nie chodzi o mentalność PRL-owską, to sięga znacznie dalej i głębiej. Choć czasy PRL to rzeczywiście nieszczęsna historia, ale my dziś nie robimy absolutnie nic, by to wyplenić. No, może trochę media zaczynają pisać o ściąganiu, zaznaczając, że dzieje się coś złego.

Przypuszczam, że w tym roku żaden polityk nie odważy się już powiedzieć, że na maturze ściągał. Ale, że nic nie umieli z matematyki, to jeszcze będą klepali dziobami. To też się kiedyś zmieni. Musimy zrozumieć, że ściąganie to pierwsza nowotworowa komórka, którą wpuszczamy do organizmu społecznego. Jeśli tolerujemy ściąganie, to dopuszczamy też pewien stopień korupcji, godzimy się na nieprzestrzeganie reguł gry. Na to, że firma nie musi robić lepszego produktu, by wygrać z kimś na rynku, tylko może podłożyć konkurencji świnię.

Matura to egzamin dojrzałości. Ściągając, dojrzewamy też do chodzenia na łatwiznę, do kombinowania?
Teraz to już w gimnazjach do tego dojrzewamy. Chodzi o to, by coś osiągnąć, tylko... nieuczciwą pracą . Takie stare przysłowie: "Bez pracy nie ma kołaczy", jest w naszym kraju wyśmiewane. Spryciarz jest ważniejszy i bardziej poważany, niż ktoś, kto ciężko haruje. Przyjeżdża trzystu facetów na demonstrację, spalą kilka opon, wybiją kilka szyb w ważnym urzędzie i dostają dwa razy wyższą pensję niż nauczyciele. W takich przypadkach też spryt jest ważniejszy niż ciężka praca. System nie faworyzuje tych, którzy pracują uczciwie. Jak ktoś cicho, spokojnie odwala swoja robotę, to na ogół nie jest zauważany i nagradzany. To się oczywiście trochę zmienia w prywatnym sektorze, ale ciągle jeszcze państwo nadaje ton naszemu życiu społecznemu.

Panie Profesorze, nie wierzę, że ta przypadłość - ściąganie - jest wyłącznie przypisana polskim uczniom?
Niestety, jest to dla nas szczególnie charakterystyczne. Nie chodzi zresztą tylko o ściąganie. Proszę zwrócić uwagę, że mamy jakąś niesamowitą populację uczniów, którzy są chorzy na dyskalkulię, dysgrafię i dysleksję. Chyba przez Boga jesteśmy pokarani kolejną plagą. Tyle że nie egipską, lecz polską: przypadłościami, które nie pozwalają nam się normalnie uczyć.

Przy okazji wszyscy uczniowie mają też krzywe kręgosłupy i nie mogą ćwiczyć na WF-ie...
Krzywe kręgosłupy, skoliozy i inne schorzenia, na które trzeba wystawiać zwolnienia z WF- u, wycieczek szkolnych. To ten sam wirus. Chcemy przejść przez szkołę, nie zdobywając wiedzy, tylko papierek. Zdobyć papierek to można sprytem, a nie ciężką pracą. A to przecież sprawa rodziców i specjalistów, którzy piszą te usprawiedliwienia i dokumenty.

Naprawdę w innych krajach tak nie jest?
W krajach o tradycji anglosaskiej ściąganie praktycznie nie istnieje. Oczywiście ono się tam zdarza, bo tam nie żyją sami święci. Tyle, że tam brutalność karania za oszustwa szkolne jest niebywała. W Colorado jest szkoła pilotów amerykańskiej armii. Na jednym z najważniejszych egzaminów złapano tam uczniów na ściąganiu. I wywalono z uczelni cały rocznik, na którego szkolenie wydano wiele milionów dolarów. Zapamiętałem wypowiedź komendanta szkoły: "My oddajemy w ręce pilotów naszych sił zbrojnych niezwykle drogie urządzenia i musimy mieć do nich pełne zaufanie. Nas nie stać na to, żebyśmy powierzali bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych ludziom, którzy oszukują". Tam naprawdę mało się ściąga, a jeśli już ktoś tak zrobi, to się za nim - jak z Edwardem Kennedym, który miał taką wpadkę jako młody człowiek - ciągnie to potem przez całe życie.

Czy jest jakaś recepta?

Prosta. W każdej dziedzinie naszego życia musimy przestać tolerować oszustwo. To musi być wielki społeczny ruch. Tu nie pomoże CBA, ABW czy ustanowienie Centralnego Biura Antyściąganiowego i innych służb uzbrojonych w broń długą, krótką i pałki. Rodzice, nauczyciele, wykładowcy muszą dzieciom powiedzieć, że liczy się uczciwość. To jest, niestety, robota na wiele lat dla nas wszystkich.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
malgorzata.academicus
Marcin Chalupka ma duzo racji piszac o programie polskich studiow. Deprawacja mlodziezy przez kadre w czasie studiow rzeczywiscie niestety postepuje. Tylko, ze sciaganie studenckie jako ruch oporu, podobnie jako tumiwisizm i niekompetencje kadry przy obecnym poziomie finansowania i sposobie organizacji dydaktyki sa rzeczywiscie lekarstwem na obecne bolaczki polskiego szkolnictwa? Dlaczego studenci najczescie wycofuja sie z krytyki wykladowcy, gdy zagwarantuje sie im dobre oceny i stypendia naukowe?
Wydaje mi sie, ze polaczenie cwaniactwa z mentalnoscia homo sovieticus, to jednak nie jest rozwiazanie na miare wyzwan XXI wieku.

Bezsensownego prawa nie nalezy omijac lecz dazyc do jego zmiany. Na razie wszystkim wygodniej jest je 'omijac' i to jest wlasnie niestety polski problem i praca na pokolenia. Prawdziwe wyzwanie pracy u podstaw nad nasza mentalnoscia i etyka - wyzwanie, ktore prof. Turski swietnie definiuje.
a
azotox
zamieściły prawie wyłącznie osoby ze środowiska akademickiego. To miarodajny symptom zainteresowania problemem całej reszty.
Profesor Turski słusznie zauważa, że nie pomogą żadne centralne biura ścigania. Niestety recepta nie daje nadziei na poprawę. Nie uda się w przewidywalnym czasie stworzyć krytycznej masy rodziców, nauczycieli, wykładowców dającej nadzieję na zmiany. Nie wspomnę o innych środowiskach o zasadniczym znaczeniu dla ich zapoczątkowania - prawniczym, przedsiębiorców i w szczególności mediów oraz polityków. Degrengolada rozmaitych norm postępuje i jest to proces poza wszelką kontrolą.
w
www.chalupka.pl
Czy bierzecie Państwo po uwagę hipotezę, że najczęściej "sciąganie" dotyczy:
- tych przedmiotów, które studenci uważają za nieprzydatne,
- materiału którego wyłożenie służy etatom kadry a nie ich wiedzy
- który jest wykładany w nieinteresujący sposób?
W ten sposób ściąganie staje się formą swoistego "ruchu oporu" wobec uczleni blokującej - nieleżącymi w interesie studenta wymaganiami - dostęp do etatystycznie wymaganych dyplomów, "samoobrony" przed zbędnym/źle podanym a koniecznym do "wykucia" materiałem. Przecież student który widziałby swój interes w psoiadaniu wiedzy "wykładanej mu" nie oszukiwałby sam siebie.
Proszę nie traktować tego jako usprawiedliwienie, staram się szukać realnych motywatorów...
B
Był uczeń
Ściąganie jest naganne - to fakt.

Niemniej nie bierze się z niczego - raz, że uczniowie są leniwi i im się nie chce uczyć, a dwa to klasówki, testy, egzaminy są tak układane, że są w nich pytania o najdrobniejsze szczegóły których nie sposób zapamiętać. Więc zaradny uczeń sobie radzi w ten właśnie sposób.

Inna sprawa to fakt, że uczniowie którzy się nie uczą a są cwańsi ściągają przez co uzyskują przewagę nad tymi co się uczą i przychodzą na egzamin bez pomocy ściągawek czego efektem jest sztuczne wyrównanie poziomu wyników testu.
Więc nawet lepsi uczniowie też ściągają żeby nie dostawać ocen jak obiboki.

Moja rada - wykorzenić przyzwolenie na ściąganie. Tak jak w USA gdzie wpaja się etos pracy i zasadę że bez pracy nie ma kołaczy.
I druga rada dla nauczycieli - przestańcie wreszcie pytać się uczniów o rzeczy których w 300 stronicowej książce było jedno zdanie i do tego w przypisach.

W żadnej części tego tekstu nie przesadziłem. Przykłady z życia wzięte - smutne ale prawdziwe.

Pozdrawiam!
m
malgorzata academicus
Niestety olbrzymia wine ponosza rowniez wykladowcy na wyzszych uczelniach. Notoryczne niedofinansowanie dydaktyki (nadgodziny i duze grupy studenckie) sa zbyt czesto wymowka na przymykanie oka.
Dochodza do tego algorytmy fnansowe - dotacje uzaleznione od liczby studentow i nacisk wladz wydzialowych, by jak najwiecej studentow 'poszlo dalej'. Studenci zreszta swietnie wyczuwaja sytuacje, gdy wykladowca utrzymujacy standardy rzetelnej oceny wiadomosci wpada w konflikt z wladzami wydzialu.

Dochodzi do tego nieprzygotowanie lokalowe polskich uczelni do przeprowadzania rzetelnych sprawdzianow wiedzy w warunkach minimalizujacych mozliowosci sciagania. Na uczelni francuskiej, gdzie co roku przeprowadzam egzamin, jest specjalna sala z pojedynczymi, odsunietymi od siebie i ponumerowanymi jednoosobowymi stolikami (jak u nas na maturze). Dodatkowo, sekretariat bezposrednio przed wejsciem na sale, wywiesza na drzwiach wygenerowana losowo liste przypisujaca nazwiska do numerow stolikow.

W Polsce, studenci siedza 'sobie na glowie'. Na kazda grupe musze przygotowac cztery komplety zadan by ograniczyc mozliwosci sciagania. Nalezy przemnozyc to przez ilosc grup i ilosc 'kolejnych' terminow, na ktore nalegaja wladze. Przy ocenie pracy nauczyciela akademickiego, rzetelnosc nie ma zadnego znaczenia - praktycznie dydaktyka w ogole sie nie liczy. Spychotechnika zas sprzyja 'swieceniu oczyma' przed studentami za bledy w tematach lub zwyklej nierzetelnosci oceny.

Na szczescie sa jeszcze plynacy pod prac nieliczni frajerzy - szkoda, ze system raczej ich eliminuje a nie promuje

www.esse-est-percipi.com
p
piotr
Też tak myślę jak pan profesor, teraz mój syn ma na studiach gorsze oceny od kolegów (chociaż i tak niezłe) którzy bez wstydu przyznają się do ściągania, mają stypendia naukowe. I teraz mam problem, czy nie wychowałem życiowego nieudacznika. Wiarę w to że "dobry fachowiec" i tak się przebije, utraciłem już jakiś czas temu. Cwaniactwo chyba jednak jest najważniejsze. Jak napisał satyryk: "czy świat się wiele zmieni, gdy z mlodych gniewnych wyrosną starzy wk....wieni?" (chodzi o to że nie jestem rozgoryczony - wiedziałem co robię)
Dodaj ogłoszenie