Schetyna, Miller, Ziobro. Partyjni liderzy wciąż czują ich oddech na swych plecach

Redakcja
Udostępnij:
Jak powszechnie wiadomo, w wielu firmach największym zagrożeniem dla kariery szefa bywa jego zastępca albo ambitny podwładny. Dokładnie tak samo jest też w najważniejszych partiach polskiej sceny politycznej - pisze Witold Głowacki.

Moment ogłoszenia wyniku wyborów będzie sygnałem do ataku. W przynajmniej jednej z największych polskich partii zacznie się ostra walka o władzę. Bo wybory zadecydują nie tylko o kształcie przyszłego rządu i rozkładzie miejsc w parlamencie. W każdej startującej w nich partii 9 października będzie zarazem testem pozycji lidera. Słaby wynik może być wszak znakomitym pretekstem do jego rozliczenia.

Czytaj też:Oleksy, Miller, Dyduch: na listach, ale w ogonie. "Napieralski woli młodych"

Zarówno w Platformie Obywatelskiej, jak i w Prawie i Sprawiedliwości oraz Sojuszu Lewicy Demokratycznej wysoko w partyjnych hierarchiach są ludzie, którym z taktycznego punktu widzenia na rękę byłaby porażka własnego ugrupowania. Lider każdej z tych partii ma przynajmniej jednego silnego wewnątrzpartyjnego konkurenta. Za plecami Donalda Tuska czekają na swoje wielkie dni Grzegorz Schetyna i Cezary Grabarczyk. Do Jarosława Kaczyńskiego celuje zza węgła odwieczny pisowski delfin pretendent Zbigniew Ziobro. A na porażkę Grzegorza Napieralskiego czekają Aleksander Kwaśniewski z Leszkiem Millerem.

Wyjątkowo zabawna jest na tym tle sytuacja klubu Polska Jest Najważniejsza - tam potencjalnych kandydatów do zajęcia miejsca Pawła Kowala, jest właściwie tylu, co obecnych posłów ugrupowania.

Złowrogie milczenie Ziobry w kampanii PiS. "Powtórzy numer z zeszłego roku"

Natomiast w zdecydowanie komfortowej sytuacji są Waldemar Pawlak i Janusz Palikot. Pierwszy dlatego, że dawno już zmarginalizował swych konkurentów wewnątrz Polskiego Stronnictwa Ludowego, a Janusz Piechociński czy Jarosław Kalinowski nie mają już wiele do powiedzenia. Drugi - bo konkurentów wewnątrz swej partii po prostu się jeszcze nie dorobił.

Rzecz jasna to, że najpoważniejszych pretendentów do partyjnych tronów można stosunkowo łatwo wyliczyć, nie przesądza bynajmniej o tym, że już niebawem któryś z nich miałby sięgnąć po berło. Dodajmy więc fakt, że popularny w publicystyce i języku polityków slogan o zabetonowaniu polskiej sceny politycznej nabrał ostatnimi czasy rzeczywistego znaczenia. I Donald Tusk, i Jarosław Kaczyński stoją już na czele swych partii po 10 lat. Owszem, to oni byli ich twórcami, to oni potrafili je prowadzić do zwycięstwa, mają więc sporo argumentów za swoim przywództwem. Ale przecież nikt nie jest niezastąpiony. A dekada to w polskiej polityce czas porównywalny z wiecznością. Nie trzeba jednak aż dziesięcioletniego stażu - nawet Grzegorz Napieralski stoi na czele partii już czwarty rok. To także sporo.

Czytaj też:Staniszkis: PiS jest o włos od zwycięstwa. Kluczem jest głębsza wymiana kadr

W skostniałych partyjnych strukturach drzemie więc tu i tam jakaś chęć zmiany, okraszona wizjami awansu, któremu mogłaby sprzyjać rzeczywistość po nowym rozdaniu. Teraz wokół Tuska, Kaczyńskiego i Napieralskiego mają miejsce wciąż ci sami ludzie. A przecież prawie każdy, kto stara się zrobić karierę w partii politycznej, uważa zarazem, że w swym plecaku nosi co najmniej marszałkowską buławę. Oprócz więc rzeczywistych, oddanych i lojalnych stronników pretendentów do funkcji partyjnych liderów, których zwiemy frakcjami Schetyny i Grabarczyka albo ziobrystami w PiS, w każdej z większych partii jest całkiem spora rzesza działaczy i pomniejszych posłów, którzy chętnie skorzystaliby z okazji do przewietrzenia struktur.
Nadchodzące wybory będą zapewne momentem takiego przewietrzenia. Matematyczno-partyjna układanka tworzona przez wyniki sondaży jest jesienią 2011 r. całkiem skomplikowana. A partyjni liderzy wbrew pozorom nie walczą tylko o formalną liczbę mandatów.

Czytaj też:Oleksy, Miller, Dyduch: na listach, ale w ogonie. "Napieralski woli młodych"

Donald Tusk nie chce tylko wygrać wyborów - lecz uzyskać wynik o ładnych kilka procent wyższy niż PiS. Tylko to da mu szansę na względnie komfortowe rządy przez następną kadencję. Zwycięstwo o włos skazuje zaś Platformę na coraz trudniejsze konfiguracje koalicyjne, a w konsekwencji być może na decyzyjny paraliż i stopniowy rozkład poparcia zakończony porażką w wyborach roku 2015.

Czytaj też:Złowrogie milczenie Ziobry w kampanii PiS. "Powtórzy numer z zeszłego roku"

Jarosław Kaczyński gra o pozycję jedynej silnej partii opozycyjnej. W opcji maksymalistycznej - takiej, która nawet formalnie wygrała wybory, lecz nie była w stanie sformować rządu ze względu na odmowę potencjalnych partnerów (przede wszystkim PSL). W interesie PiS byłaby w każdym razie możliwie szeroka koalicja całej reszty, bo oznaczałaby ona największe możliwe straty dla Platformy. Wtedy partia Kaczyńskiego mogłaby bez trudu ustawiać się w roli jedynego sprawiedliwego przy każdej wpadce rządu.

Czytaj też:Staniszkis: PiS jest o włos od zwycięstwa. Kluczem jest głębsza wymiana kadr

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
bazyliszek
Jeśli chcielibyście aby wasz wysiłki włożone w uwodzenie przynosiły większe efekty mogę wam polecić skorzystanie z kursów uwodzenia prowadzonych przez Wyższą Szkołę Uwodzenia, Wywierania Wpływu i Rozwoju Wewnętrznego. Są oni bardzo dobrą szkołą, w której zajęcia prowadza profesjonaliści, mają same pozytywne opinie wśród uczestników. J dzięki ich pomocy zrozumiałem na czym tak naprawdę polega uwodzenie i potrafię to wykorzystać ;) zajrzyjcie na ich stronę i wybierzcie coś dla siebie www.wyzszaszkolauwodzenia.pl
A
Arkaszka
To dwaj lwowiaki baciary co jedli kielbase z rzadkich kartofli z majerankiem .Oni sa w obcym kraju ktory nalezy zdobywac i tak sie zachowuja.Obydwaj nie reprezentuja soba zandych talentow czy pozytywnych cech to repatryjanci z zza Buga
R
Radek
DLA TEJ HOŁOTY ZIELONA WYSPA TO KORYTO, DO KTÓREGO SIĘ DORWALI.

ABY SIĘ DO NIEGO DORWAĆ PO PRZEGRANYCH WYBORACH W 2005r. JEDYNĄ MOŻLIWOŚCIĄ JAKĄ MIELI BYŁO ROZTOCZYĆ WIZJĘ CUDÓW.

A PÓŹNIEJ ?

PÓŹNIEJ SKŁÓCAĆ NARÓD , STRASZYĆ RZEKOMYM FASZYZMEM ZE STRONY PiS , ZAGROŻENIU DEMOKRACJI -- W CZYM MAJĄ OD 1944r. NKWD-owskie DOŚWIADCZENIE WSZELKIE MĘTY ROZKRADAJĄCE NAS.

PiS OD ZAWSZE JEST ZAGROŻENIEM DLA TEJ MAFII.

MAFIA TUSK-PSL-SLD MUSI ODEJŚĆ !

ŻADNEJ GRUBEJ KRESKI DLA NIEUDACZNIKÓW !
c
cezar
dobrze się stało, że prezydencki minister Nowak publicznie ogłosił Nergala swoim ziomalem. Niech ludzie wiedzą, kto jest kim i nihilizm nie pomyli się im z liberalizmem. Niech swój idzie do swego, Biedroń do Palikota, a Palikot zawsze trafi do Komorowskiego, ten zaś do Tuska, a on do Kwaśniewskiego, który stał tam, gdzie stało ZOMO. A Pawlak trafi do wszystkich razem i do każdego z osobna.

Niech stoją sobie razem, łatwo ich nazwać, bo różnią się jedynie taktyką i narracją, a łączy ich wszystko inne. Koalicja cwaniaków, cyników i poputczików. Niech się Platforma kojarzy z pajacem Holocausto oraz nihilistą z Biłgoraja. A także z Napieralskim od nowych technologii i kawiorowym lewicowcem Kaliszem. Niech się Tusk „stowarzysza” z Millerem od starych technologii, z Wojewódzkim od flagi w kupie oraz z Nowicką od prawa człowieka do aborcji.

Będzie łatwiej ludziom przy urnach wyborczych, bo po naszej stronie jest już tylko Polska. My z tego wyboru nie zrezygnujemy na pewno. Bez względu na wynik wyborów.
Dodaj ogłoszenie