Saryusz-Wolski: Jest chłodna wojna między Rosją a Unią. Może...

    Saryusz-Wolski: Jest chłodna wojna między Rosją a Unią. Może ona długo potrwać

    Agaton Koziński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Rosja potrafi się zachować nieobliczalnie. Nie można wykluczyć żadnej reakcji Kremla na zbliżenie Ukrainy z UE - mówi Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany Platformy Obywatelskiej, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.
    Jacek Saryusz-Wolski

    Jacek Saryusz-Wolski ©FOT. BARTEK KOSINSKI/POLSKAPRESSE

    Cały czas rośnie napięcie między Rosją a Unią Europejską. Jak jest gorąco?
    Rosja kwestionuje umowy stowarzyszeniowe UE z krajami Partnerstwa Wschodniego: Armenią, Mołdawią, Gruzją i Ukrainą, i próbuje przeszkodzić ich stowarzyszeniu się z Unią. Posuwa się do gróźb wprowadzenia utrudnień związanych z dostawami surowców energetycznych (gaz) czy stosuje utrudnienia we wspólnej wymianie handlowej, na przykład nałożyła embargo na mołdawskie wina. Rosja utrudnia też podejmowanie pracy w tym kraju obywatelom tych państw, które stowarzyszą się z UE. Europa podejmuje ten temat, czego rezultatem jest wiele wystąpień politycznych - począwszy od rezolucji Parlamentu Europejskiego, w której potępił on rosyjską presję na inne kraje, po zdecydowane wystąpienia Štefana Füle, komisarza UE ds.
    rozszerzenia i polityki sąsiedztwa, czy Catherine Ashton, szefowej unijnej dyplomacji, którzy podkreślają, że tego typu działania Rosji są niedopuszczalne. Za tymi słowami muszą pójść czyny. Unia już zadeklarowała, że wpuści na swój rynek wina z Mołdawii, które nie mogły trafić na rynek rosyjski, czy rozpoczęła prace umożliwiające dostawy gazu do Mołdawii i na Ukrainę z rurociągów leżących na terenie UE.

    To wszystko, o czym Pan mówi, brzmi wręcz nierealnie. Dawniej Rosja potrafiła wywierać dużo silniejszą presję, na przykład zakręcała gazowy kurek, a kraje europejskie udawały, że tego nie widzą lub reagowały bardzo powściągliwe. Czemu teraz zaostrzyły kurs?
    Przede wszystkim Unia zaczęła lepiej rozumieć rosyjską politykę. Po drugie, jest już cały katalog spraw spornych między Brukselą a Moskwą. Dotyczą one takich kwestii, jak: przeloty europejskich samolotów nad Syberią, respektowanie praw człowieka, traktowanie organizacji pozarządowych, ale przede wszystkim wielu problemów spornych związanych z energetyką. Gazprom regularnie narusza zasady konkurencji na rynku unijnym. W tym przypadku Unia jest stroną, nie - tak jak wcześniej - jedynie obserwatorem konfliktu. Rosja próbuje kwestionować umowy, które Bruksela chce zawrzeć z krajami Partnerstwa Wschodniego, i w ten sposób próbuje doprowadzić do ich zerwania. Dlatego też UE reaguje inaczej niż wcześniej.

    Mimo wszystko to zaskakuje. Do tej pory przyjęło się traktować Rosję z pewnym pobłażaniem. Europa przymykała na wiele oko, gdyż górę brały względy biznesowe.
    Ale ta sytuacja jest już passé. Unia inaczej reaguje także dlatego, że polityka rosyjska bardzo się zmieniła. Stała się bardziej konfrontacyjna niż dawniej.

    Europa cały czas potrzebuje jednak dostaw surowców energetycznych z Rosji. To się nie zmieniło.
    Nie, to też się zmienia. W europejskim koszyku energetycznym dostawy z Rosji mają coraz mniejsze znaczenie. Kraje UE coraz częściej sięgają po dostawy z innych kierunków, chociażby po gaz łupkowy z USA, ale także szybko rozwijają energetykę ze źródeł odnawialnych. W ten sposób stają się mniej zależne od Rosji.

    W jaki sposób to napięcie miedzy Brukselą a Moskwą będzie ewoluować? Należy się spodziewać wzrostu napięcia czy raczej szybkiego rozładowania sytuacji?
    Wyliczając pola konfliktu, nie wolno też zapomnieć o sytuacji w Syrii. Dziś to najważniejsze, pierwszoplanowe pole konfliktu między Rosją a Zachodem. Jeśli stanowisko Kremla będzie dalej niezmienne, to ta chłodna wojna między Brukselą a Moskwą będzie trwać długo.

    Jak ta chłodna wojna może się przełożyć na szczyt Partnerstwa Wschodniego, który pod koniec listopada odbędzie się w Wilnie. W jego trakcie Ukraina ma podpisać umowę stowarzyszeniową z UE. Uda się do tego doprowadzić?
    Na razie Rosja odniosła sukces w sprawie Armenii. Pierwsze przymiarki mówiły o tym, że podczas wileńskiego szczytu Armenia parafuje umowę stowarzyszeniową z UE, ale jest to niemożliwe, bowiem to państwo ewidentnie wybrało Unię Celną z Rosją. Natomiast Moskwie tak łatwo nie pójdzie z Ukrainą. Choć wcale też nie ma gwarancji, że umowę z tym krajem uda się podpisać. Sprawy bowiem zaczynają się komplikować. Ale na pewno presja ze strony Rosji wzmaga determinację po stronie zarówno wschodnich partnerów, jak i UE, by cały proces podpisania tej umowy rzeczywiście doprowadzić do końca.

    Pomija Pan kwestię Gruzji - a to państwo też zdaje się być coraz bliżej Rosji.
    Gruzja pewnie parafuje umowę stowarzyszeniową na szczycie w Wilnie, jednak stan demokracji w tym kraju pogarsza się coraz bardziej. Jeśli tak będzie dalej, to Gruzja będzie faktycznie oddalała się od Europy. Dziś ten kraj stosuje, tak jak Ukraina ws. Tymoszenko, "selektywną sprawiedliwość", bowiem były premier Iwane Merabiszwili znajduje się bezprawnie w więzieniu.

    Zarzut o stosowaniu "selektywnej sprawiedliwości" stawiany jest także Ukrainie. Czy jest szansa, by Julia Tymoszenko opuściła więzienie przed wileńskim szczytem?
    Szanse są, z Kijowa wyszło zresztą wiele pozytywnych sygnałów mówiących, że sprawy są na dobrej drodze. Problem w tym, że te sygnały jeszcze do tej pory ani razu się nie potwierdziły. 15 października ma być przedstawiony raport w tej sprawie Parlamentowi Europejskiemu. Ale dziś sprawy się komplikują. Niedawno ze strony otoczenia prezydenta Wiktora Janukowycza padło stwierdzenie o tym, że nie ma szans, ażeby Julia Tymoszenko wyszła na wolność przed tym szczytem. To bardzo niepokojący sygnał.

    Ale jeśli była premier nie odzyska wolności, to podpisanie umowy stowarzyszeniowej będzie niemożliwe - Bruksela odmówi.
    Na tym właśnie polega problem. Zresztą jest on szerszy. Wyraźnie widać, że cały program Partnerstwa Wschodniego podzielił się na dwie prędkości. Pierwszą, czyli zbliżania się do Europy, poruszają się Mołdawia, Gruzja i Ukraina, drugą prędkością oddalającą od UE poruszają się Azerbejdżan, Armenia i Białoruś.

    Jakie będą konsekwencje tego podziału?
    Unia skoncentruje swoją uwagę na krajach pierwszej prędkości, czyli na państwach stowarzyszonych. Na nich będzie skupiona uwaga, do nich będzie kierowana większość środków, w tym finansowych przeznaczonych na cały program. Konsekwencje pewnie będą takie, że kraje objęte Partnerstwem Wschodnim zostaną podzielone na dwie kategorie i Unia zacznie zwracać mniejszą uwagę na kraje niezainteresowane stowarzyszeniem.

    Przed chwilą powiedział Pan, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej Ukrainą z Unią jest zagrożone. Ale załóżmy optymistyczny scenariusz, czyli podpisanie tej umowy. Co będzie dalej? Bo już pojawiają się spekulacje mówiące o tym, że Rosja nie odpuści i mimo wszystko będzie próbowała "odzyskać" Ukrainę?
    Należy się przygotować na to, że presja ze strony Rosji będzie nadal rosła - aż do momentu, gdy Kreml się przekona, że to bardziej szkodzi samym Rosjanom. Dziś blisko 30 proc. ukraińskiego eksportu idzie do Rosji. Moskwa, oczywiście, może go zablokować - ale trudno zakładać, że nie odbije się to także na niej. Taki proces musi uderzyć też w rosyjską gospodarkę.
    Rosja potrafi być nieobliczalna, podejmować nieracjonalne decyzje - tak chociażby zrobiła w 2008 r., kiedy zaatakowała zbrojnie Gruzję. Czy myśli Pan, że mogą się posunąć do równie nieobliczalnych działań w stosunku do Ukrainy?
    Miejmy nadzieję, że nie, ale nie można tego wykluczyć.

    Jak daleko są w stanie się posunąć? Mogą rozważać także rozwiązania militarne?
    Strona ukraińska, nieformalnie pytana o to, mówiła, że spodziewa się możliwości wprowadzenia wiz dla Ukraińców przez Rosję, zablokowania możliwości pracy w Rosji dla obywateli Ukrainy, prowokacji na Krymie, a nawet tego, że coś złego stanie się Julii Tymoszenko w więzieniu.

    Jest szansa, że Władimir Putin zrozumie, że zapędza się w kozi róg?
    Mam nadzieję, że zauważy to, gdy zrozumie, że koszty eskalacji konfliktu są zbyt wysokie dla samej Rosji. Przecież sankcje wobec Ukrainy mają konsekwencje ekonomiczne, ale także polityczne. Choć wiele też będzie zależeć od dynamiki, w jakiej będzie się rozwijać Unia Euroazjatycka. Ona ma zacząć działać w 2015 r. Ale dziś mamy wydarzenia w Kazachstanie, które sugerują, że rośnie w tym kraju coraz silniejsza opozycja wobec tej konstrukcji.

    Rozmawiał Agaton Koziński

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo