Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Saleta? To nie był mój wybór

Rozmawiał Artur Gac
Adamek (z prawej) skończy w grudniu 39 lat. Saleta jest 47-latkiem
Adamek (z prawej) skończy w grudniu 39 lat. Saleta jest 47-latkiem Grzegorz Jakubowski
Rozmowa. - Jestem gotowy na wojnę, bo mam zdrowie i kondycję - mówi TOMASZ ADAMEK przed sobotnią walką w łódzkiej Atlas Arenie.

- Z analizy wielu Pana wypowiedzi wynika, że pójdzie Pan w ślady Bernarda Hopkinsa, najstarszego mistrza świata, który w swoim ostatnim pojedynku, w listopadzie ubiegłego roku, liczył sobie 49 lat...

- To się okaże. Najbliższy plan dotyczy wyjścia do ringu w Łodzi i zaboksowania najlepiej, jak potrafię. Tę walkę traktuję jak weryfikację. Jeśli będę sobą i przeniosę na ring swoje największe atuty z obozu przygotowawczego w Łomnicy, to uznam, że mogę jeszcze wojować w boksie zawodowym. W przeciwnym razie nie będę się czarował. Na dzień dzisiejszy czuję się bardzo dobrze, uniknąłem kontuzji, więc nie pozostaje mi nic innego, jak optymalnie wykonać swoją robotę.

- Moja refleksja wzięła się stąd, że skoro porażką nie chce Pan żegnać się z ringiem, a zwycięstwa mają Pana napędzić do dalszego boksowania, to zawsze będzie powód, by stoczyć kolejną walkę.

- Oczywiście, coś w tym jest, ale dziś skupiam się tylko na walce z Przemkiem, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Na razie nie planuję przyszłości.

- Jeśli zwycięży chęć przedłużenia sobie kariery, to decyzja będzie gryzła się z zawsze powtarzanymi przez Pana słowami, że zdrowie ma się tylko jedno i trzeba je szanować.

- Właśnie dlatego muszę dysponować swoją bronią. A wtedy, jak każdy wie, ciężko jest pobić mnie w ringu. Czterokrotnie przystępowałem do pojedynków bez swoich atutów, przez co schodziłem z ringu pokonany. Jeśli będę szybki i zdeterminowany, a do tego zdolny wyprowadzać wiele ciosów, to pozostanę nieuchwytny i mogę wygrać z każdym.

- Z każdym, to znaczy z kim? Z mistrzami świata Kliczką i Wilderem oraz Powietkinem i Joshuą?

- Mogę podjąć wyzwanie z każdym i pokonać dowolnego rywala, tak jak to czyniłem w dwóch niższych kategoriach wagowych, pod warunkiem dysponowania w stu procentach swoimi walorami. Wtedy jestem w stanie zdobywać tytuły i wygrywać nawet ze złamanym nosem, jak uczyniłem to w 2005 roku i niestraszna była mi czołówka pięściarzy. Natomiast jeśli nie będę zadowolony ze swojej dyspozycji, odczytam to jako znak, że rozdział pod tytułem „czynny sportowiec” trzeba zamknąć.

- Swój boks nadal chce Pan opierać na szybkości, ale przecież lat Panu nie ubywa, a z wiekiem traci się w pierwszej kolejności naturalne walory, takie jak lotność na nogach i dynamikę.

- Zobaczymy, czy trzeba będzie przyznać panu rację. Jestem pod świetną opieką medyczną dr. Jakuba Chyckiego, który na bieżąco monitoruje mój organizm, regularnie pobiera mi krew, uzupełnia wszelkie braki odpowiednimi witaminami. Mateusz Borek zorganizował mi naprawdę świetny obóz, miałem wszystko, co potrzeba do optymalnych przygotowań.

- Skoro nie wyklucza Pan pojedynków z tuzami, więc po co Panu walka z Saletą, który profesjonalną karierę zawodową zakończył w 2007 roku?

- To nie był mój wybór.

- Ale mógł Pan nie przystać na propozycję telewizji Polsat.

- Po telefonie ze stacji pomyślałem, że trzeba by się pożegnać z kibicami, dlatego przyjąłem ten pojedynek. Chcę wygrać i pokazać kibicom, że poprzednie walki były nieporozumieniem z powodu popełnionych błędów.

- Co najbardziej podoba się Panu w zajęciach z dr. Chyckim?

- Na każdym kroku widać, że jest specjalistą z dużym pojęciem o organizmie sportowca, m.in. z wiedzą o wydolności i wszystkich atutach, które w sportach walki są potrzebne do kompletnego przygotowania fizycznego. Bardzo się cieszę, że dane mi było go poznać.

- Dla Pana to głównie nowości?

- Są elementy podobne do tych, jakie nieraz robiłem w Stanach Zjednoczonych, ale też nowinki, których do tej pory nie próbowałem. Człowiek uczy się przez całe życie, a i tak umiera głupi.

- Zgoda, ale gdy słyszę z Pana ust, byłego mistrza świata, że do walki u schyłku kariery przygotowuje się Pan na jednym z najbardziej specjalistycznych obozów w swojej karierze, to ogarnia mnie zdumienie.

- Człowiek jest istotą omylną, tylko Pan Bóg jest idealny. Dlatego najważniejsze, to wyciągać wnioski i uczyć się na błędach.

- Wcześniej oszczędzał Pan na przygotowaniach?

- Nigdy w życiu tak nie postępowałem, bo na tym się nie zaoszczędzi. Co z tego, że poskąpiłbym na obóz, skoro w rezultacie zapłaciłbym za to wysoką cenę?

- A co z jakością przygotowań do przegranej walki z Arturem Szpilką? Wini Pan siebie za lichy obóz i fatalny dobór sparingpartnerów?

- Trudno powiedzieć... Może nie byłem poddawany specjalistycznym badaniom, ale trenowałem równie bardzo ciężko przez osiem tygodni. Stąd wniosek, że mogłem zostać przetrenowany, bo w dniu walki nie miałem szybkości. Teraz, gdy monitoring organizmu wykazywał zmęczenie, odpuszczałem jeden trening i wszystko wracało do normy.

- Teraz w jakiej jest Pan formie?

- Myślę, że w dobrej.

- To nie za mało?
- Mógłbym opowiadać, że czuję się rewelacyjnie i stoczę wspaniały pojedynek, ale to ciągle byłyby tylko słowa. Lepiej „sprzedać” całą wykonaną pracę w ringu i zebrać zasłużone komplementy.

- Pana kibice życzą sobie, by w walce z Saletą „Góral” był tak dobry, jak w starciu z Chrisem Arreolą, ostatnim tak emocjonującym w Pana wydaniu.

- Jeżeli pojedynek z Przemkiem będzie tego wymagał, ja jestem gotowy na wojnę, bo mam zdrowie i kondycję.

- Fani byliby zachwyceni, bo od dłuższego czasu walczy Pan dość zachowawczo. Zadając pojedyncze ciosy, nie stwarzał Pan sobie zbyt wielu szans.

- Hołduję głównie jednej zasadzie: zadać cios, a nie przyjąć uderzenia rywala. Co z tego, że złożyłbym akcję z pięciu ciosów, gdyby rywal odpowiedział trzema bombami? Wolę myśleć o zdrowiu, dlatego lepiej zadać mniej ciosów i zdążyć schować głowę.

- Skoro warunki przygotowań ma Pan dopięte na ostatni guzik, to w przypadku porażki bez szukania wymówki przyzna Pan, że rywal był lepszy?

- Tak, ale takiej ewentualności absolutnie nie biorę pod uwagę.

- Inna sprawa, że do walki z Saletą, tak na zdrowy rozum, w ogóle nie powinno dojść, skoro nazwał Pan go półkaleką. To było chlapnięcie, którego dzisiaj Pan żałuje?

- Nie ja wchodzę do ringu w skórze przeciwnika. Jeśli Przemek twierdzi, że wszystko jest w porządku, to jego wybór. W jego sytuacji ja prawdopodobnie nie toczyłbym pojedynków.

- Skoro Pan widzi w Salecie półkalekę, to jak można chcieć walczyć z takim człowiekiem?

- Tyle tylko, że najpierw otrzymałem propozycję walki od telewizji Polsat, którą przyjąłem, a dopiero później poznałem nazwisko przeciwnika. Powiedzmy, że mogłem zareagować różnie, ale nie mieszałem się, bo to nie do mnie należał wybór rywala. Ja kieruję się tylko chęcią pokazania kibicom swojej najlepszej wersji w ringu.

- Pod adresem Salety powiedział Pan też: „dziadków nie biję”. Czy dziś Pan sam czuje się seniorem?

- Starzeję się, ale starsza córka jeszcze nie sprawiła, bym stał się pełnoprawnym dziadkiem (śmiech).

- Gdyby po walce zostały przeprowadzone badania antydopingowe, to miałby Pan jakiekolwiek obawy?

- Te sprawy prowadzi mój adwokat, dlatego w ogóle nie interesuję się tym tematem.

- Pytam, czy byłby Pan absolutnie pewny, że badanie dałoby wynik negatywny?

- Tak, nie obawiam się, ponieważ nigdy nie robiłem takich rzeczy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski