Rząd Tuska się chwieje

Anna Wojciechowska
Wojciech Barczynski/Polskapresse
Wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld i minister sprawiedliwości Andrzej Czuma mogą być kolejnymi, których zmiecie afera hazardowa.

To było już nieuniknione. Pod presją opinii publicznej i własnej partii minister sportu Mirosław Drzewiecki, który miał w interesie lobbystów hazardowych wpływać na zniesienie dopłat za gry, podał się wczoraj ostatecznie do dymisji. Nie ona jednak sprawiła, że ten dzień okazał się jego osobistą tragedią. - Mam jedno nazwisko, jedną twarz, jedną rodzinę i będę ich chronić za każdą cenę - tłumaczył swoją rezygnację minister. Była 11.20. Pięć minut później w Łodzi zmarła na atak serca jego matka. Tymczasem odejście Drzewieckiego z rządu w żadnej mierze nie uspokoiło nastrojów. Przeciwnie. Afera hazardowa na dobre zatrzęsła rządem. I to na najwyższym szczeblu: Donald Tusk kontra Grzegorz Schetyna.

- Tusk jest wściekły i przekonany, że to przez ludzi Schetyny wywrócił się cały projekt Platformy, w tym jego prezydentura - usłyszeliśmy z dwóch źródeł w kancelarii premiera.

Panika, popłoch, chaos i brak pomysłu na wyjście z kryzysu, w jakim znalazł się gabinet Donalda Tuska - taki obraz wczorajszego dnia wyłania się zza zamkniętych drzwi kancelarii premiera, gdzie od południa toczyły się gorączkowe narady. Ok. 13 prosto z Wrocławia w Aleje Ujazdowskie udał się wicepremier Grzegorz Schetyna. Jak ratować rząd? - dywagowano.

A rozmowy koncentrowały się głównie wokół tematu: czy poświęcać kolejnych ludzi PO w imię ratowania sytuacji? Kandydatów do dymisji jest dwóch: wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld i minister sprawiedliwości Andrzej Czuma. Podejrzenia wobec roli Szejnfelda w aferze hazardowej pojawiły się wraz z publikacją w piątek notatki wiceministra finansów Jacka Kapicy ze spotkania z premierem.

Donald Tusk po wizycie szefa CBA Mariusza Kamińskiego chciał się dowiedzieć od Kapicy, głównego inicjatora i prowadzącego prace nad wprowadzeniem dopłat od gier, jak wyglądał proces legislacyjny nad stosowną nowelą. Na pytanie, kto szczególnie interesował się ustawą, wiceminister obok byłego już szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego wskazał właśnie na Szejnfelda, który w imieniu resortu gospodarki składał wnioski do ustawy zgodne z interesami lobbystów z branży hazardowej.

Co więcej, Kapica miał mocne wrażenie, że Szejnfeld robił wszystko, by maksymalnie przeciągnąć prace nad nowelą i wywrócić jej wejście w życie. Czemu Szejnfeld tak działał? On sam, zwykle otwarty dla mediów, od kilku dni milczy. Wczoraj miał być na konferencji poświęconej łagodzeniu skutków kryzysu w Pile, skąd pochodzi. Nie pojawił się. W mejlu do swojego kolegi senatora nie ukrywał, że powodem są - jak twierdzi - niesprawiedliwe oskarżenia pod jego adresem. Według naszych informacji zakaz wypowiadania się Szejnfeldowi wydał sam wicepremier Waldemar Pawlak.

Wiadomo, że tak Tusk, jak i Schetyna nie cenią go i bez mrugnięcia okiem są gotowi go poświęcić. - Problem w tym, czy to nie wywoła tylko kolejnej lawiny. PiS zażąda kolejnych głów: Pawlaka, Schetyny - mówi jeden ze współpracowników premiera.

Część polityków PO jest przekonana, że dla dobra sytuacji powinien odejść też minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, który w dniu wybuchu afery ogłosił, że politycy PO są niewinni. W niektórych scenariuszach ta dymisja miałaby iść w parze z odwołaniem przez Tuska szefa CBA Mariusza Kamińskiego. - W ten sposób udałoby się zatrzeć wrażenie, że uwalamy go za to, że wykrył aferę - tłumaczy jeden z polityków Platformy.

Rząd nie wie, co zrobić z aferą

- Mam nadzieję. Nie, w zasadzie mam pewność, że po wyjaśnieniu całej sprawy spotkamy się ponownie - mówił na koniec do dziennikarzy były już minister sportu. Zapewniał przy tym, że jest gotów wytłumaczyć się przed wszystkimi organami zajmującymi się aferą hazardową ze swoich kontaktów z lobbystą Sobiesiakiem, mającym już na swoim koncie wyrok za łapówkarstwo, jak i z podejrzanych zmian opinii resortu sportu w sprawie ustawy wprowadzającej dopłaty do gier. Kiedy Drzewiecki wypowiadał te słowa, jego dwaj koledzy z rządu walczyli o przetrwanie.

Na włosku zawisł przede wszystkim los wiceministra gospodarki Adama Szejnfelda. O jego niejasnej roli przy pracach nad ustawą o grach mówi notatka wiceministra finansów Jacka Kapicy ze spotkania z premierem. Donald Tusk po wizycie szefa CBA Mariusza Kamińskiego chciał się dowiedzieć od Kapicy, głównego inicjatora i prowadzącego prace nad wprowadzeniem dopłat od gier, jak wyglądał proces legislacyjny nad nowelą.

Na pytanie, kto szczególnie interesował się ustawą, wiceminister obok byłego już szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego wskazał premierowi właśnie Szejnfelda. "Minister Adam Szejnfeld zawsze wnosił o usunięcie z projektu nowych dopłat do gier. Jednocześnie, co raz to kolejne uwagi Ministerstwa Gospodarki można było uznać za chęć wciągania Ministerstwa Finansów w proces nieustannych konsultacji i uzgodnień w celu przedłużenia procesu legislacyjnego" - zapisał Kapica w notatce.
Czemu Szejnfeld to robił? On sam, zwykle otwarty na media, od kilku dni milczy. Wczoraj miał być na konferencji poświęconej łagodzeniu skutków kryzysu w Pile, skąd pochodzi. Nie pojawił się. W mejlu do swojego kolegi senatora nie ukrywał, że powodem są - jak twierdzi - niesprawiedliwe oskarżenia pod jego adresem.

Wiadomo, że w odróżnieniu od Drzewieckiego wiceminister gospodarki nie ma co liczyć na żadne sentymenty ze strony Tuska. Premier wielokrotnie podczas wewnętrznych rozmów sam kpił z niego i głosił, że to postać "szemrana" i nie należy mu ufać. - Mówiłem wam, że to cienias. Właśnie widać, jak walczył z biurokracją - miał rzucić premier już po wybuchu afery.

Brak decyzji o odwołaniu Szejnfelda - jak mówią nasi informatorzy z PO - bierze się teraz tylko z kalkulacji, czy w tej chwili się to opłaca politycznie. - Przecież w następnej kolejności mogą zażądać głowy Pawlaka - wskazuje nasz rozmówca z kancelarii premiera.

Szejnfeld bowiem formalnie występował w sprawie ustawy w imieniu całego resortu gospodarki. I to najwidoczniej uświadomił sobie sam Pawlak. To właśnie on, według naszych informacji, miał zakazać Szejnfeldowi jakichkolwiek wypowiedzi. Wczoraj wziął sprawę w swoje ręce. - Wiceminister Szejnfeld przestrzegał procedur administracyjnych.

Trzeba odróżnić dwie rzeczy: nieroztropność w kontaktach z konkretnym przedsiębiorcą, i drugie: dyskusja nad konkretnym projektem ustawy i pomysłem na różnego rodzaju podatki, które dotyczą hazardu - oświadczył wicepremier. A na dowód niewinności Szejnfelda na stronie internetowej resortu zawisły wszystkie pisma, które ministerstwo kierowało w sprawie noweli ustawy o grach.

Do obrony ruszył wczoraj też minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, który według samych polityków PO skompromitował się w zeszłym tygodniu przesądzeniem o niewinności Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego. Wczoraj wydał specjalne oświadczenie, w którym zapewnia, że miał tylko na myśli, że na obecnym etapie nie ma dowodów winy polityków PO, a całą sprawę badają niezależni prokuratorzy w Warszawie. Sprostowanie nieprzypadkowe, bo w tym czasie Tusk był namawiany przez niektórych polityków PO do dymisji Czumy.

W jednym ze scenariuszy rozpatrywanych w kancelarii premiera Czuma miał dostać dymisję jednocześnie z szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Taki manewr miał sprawić, że decyzja o odwołaniu Mariusza Kamińskiego nie jest próbą zatuszowania afery hazardowej lub zemstą na CBA. Ten pomysł ma też jednak wielu przeciwników. - To będzie samobójcze dla Donalda. PiS tylko czeka, aż go odwoła, by nabrać wiatru w żagle - obawia się jeden z polityków PO.
Obawy całkiem zasadne, co potwierdził wczoraj w "Kropce nad i" sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. - Odwołanie Mariusza Kamińskiego byłoby przyznaniem się Donalda Tuska do winy, bo oznaczyłoby to, że się boi. A jak się boi, to jest winien - oświadczył Kaczyński. Prezes PiS jasno dał też do zrozumienia, że opozycja nie uzna afery za zakończoną, dopóki sam premier Tusk nie zrezygnuje. - W krajach demokratycznych po takiej aferze premier podałby się do dymisji - oświadczył były premier.

Wcześniej na patową sytuację PO i samego premiera wskazywał marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. - Obawiam się, że pan Mariusz Kamiński skutecznie zagwarantował sobie nietykalność. To znaczy przez taki sposób ujawnienia sprawy stworzył wrażenie, że jeśli premier go zdymisjonuje, to będzie coś krył. Czujemy wszyscy, że sprawa gier hazardowych została dziwnie poprowadzona, bo przecież została ujawniona. Informacje zawarte w "Rzeczpospolitej" są dowodem na to, że ciągle jest wyciek - tłumaczył Komorowski w radiu Tok FM.

Marszałek był wczoraj na pierwszym froncie walki o dobre imię rządu PO. Pozostali ważni politycy Platformy milczeli i dywagowali za zamkniętymi drzwiami. Zamieszanie i dezorientacja na szczytach PO wywołała lawinę spekulacji dziennikarzy na temat roszad w rządzie i w partii.

- Rekonstrukcji rządu nie będzie - zapewniał w rozmowie z Polską pełniący po Zbigniewie Chlebowskim obowiązki szefa klubu PO Grzegorz Dolniak. Sam był wczoraj wskazywany jako nowy szef resortu sportu po Drzewieckim. Jednak nasze źródła w kancelarii mówią, że ta kandydatura nie wchodzi w grę.

Faktem jest natomiast, że wieczorem do budynku w Alejach Ujazdowskich Tusk ściągnął posła Jarosława Gowina. Według nieoficjalnych informacji po to, by przekonać go, by stanął na czele klubu Platformy na czas kryzysu hazardowego. Tymczasem w Sejmie przed Platformą ciężkie dni. Opozycja naciska na komisję śledczą. PO się broni.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pablo55

Sprawa KRUSu nie ma nic wspólnego z rządem PO. Tej sprawy nie był w stanie załatwić żaden rząd a niemoc wynika z tego, że we wszystkich rządach w ostatnich 20 latach była jakaś partia, która nigdy by się na zmiany nie zgodziła (PSL, Samoobrona, ale i PiS czy SLD), bo spora część ich elektoratu to płacący KRUS rolnicy prawdziwi i nieprawdziwi.

g
gugu

A co robił pawlak i jego sitwa przez dwa lata z KRUSEM? Tez lobbowali zeby nie podbiesc składki . Ta afera z hazardem to mały pryszcz w porówaniu do dopłat do KRUSu jakie sobie wywalłczyły pasozyty z PSL!!!!!

m
marekk

To jest już koniec. Po lekturze tego tekstu wiem to na pewno.

P
Palikot

Padli ofiarą własnej broni.TVN+GW+UB=PO

Z
Zibi Kit

Mierny, bierny ale wierny, nie PO nie zrezygnuje z Czumy. Nie będzie więcej dymisji. I na pewno nie ruszy Pawlaka, za późno. Teraz się okopią i będą trwali...
Mnie nie dziwią kolejne afery w kolejnych rządach. Niestety Polacy jedno potrafią doskonale - kombinować. W każdej partii są grupy kolesi powiązanych rodzinnie albo biznesowo. To że akurat nie wpadli jest kwestią czasu i szczęścia. Ale Premier Tusk powinien chronić, szefa CBA Mariusza Kamińskiego przed odwetem. Powinno się ustalić praktykę żeby każdorazowo szefem CBA był człowiek z opozycji. Może za jakiś czas dochowalibyśmy się uczciwej klasy politycznej. Politycy są tacy jak społeczeństwo, ani lepsi ani gorsi.

W
WiktorJEDOCH

..bo ci politycy to jEdna rodzina
Korwin i Palikot
Rydzyk i Schetyna ...

© Choć treść misyjna z abonamentu rezygnuję.
______________________________________
(polit-geszefciarzom – NIE dziękuję)

N
Nadzieja

Będą drogi! Jest nadzieja! -- czy PO zbuduje nam autostrady z kilofem w ręku
i kulą u nogi?

Dodaj ogłoszenie