Rząd kupuje droższe testy na koronawirusa z zagranicy, choć polskie są tańsze

o
Polski rząd marnuje miliony złotych na droższe zagraniczne testy na koronawirusa, zamiast kupować je taniej od polskich producentów - ustalili dziennikarze Onetu.
Polski rząd marnuje miliony złotych na droższe zagraniczne testy na koronawirusa, zamiast kupować je taniej od polskich producentów - ustalili dziennikarze Onetu. 123rf.com
Testy na koronawirusa wykonywane w Polsce są sprowadzane przez rząd z Chin, Turcji czy Korei Południowej, mimo że można by kupować je od polskich firm. Na obecnej sytuacji zarabiają pośrednicy, którymi są powiązane z PiS spółki.

Na początku kwietnia do Polski przybyło 150 tys. genetycznych testów na koronawirusa z Korei Południowej. Miała to być pierwsza partia z 300 tysięcy testów. Jak przypomina Onet, ARP zakupiła je z Korei Płd. za 6 mln euro (ok. 27 mln zł), a zakup ten miał też być promowany jako duży sukces rządu w walce z pandemią. Już dwa dni po dostarczeniu tych testów, szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk mówił o planach rządu na zakup kolejnych 200 tys. testów za równowartość ok. 18 mln zł. W tym czasie zaczyna też gwałtownie rosnąć dzienna liczba wykonywanych testów na koronawirusa w Polsce.

Kolejna partia testów na koronawirusa z Korei Płd. przybywa do Warszawy 14 kwietnia. O tej dostawie nie było jednak już tak głośno, jak o pierwszej, bo okazało się, że testy są bezużyteczne.

Przewoźnik nie zastosował odpowiednich warunków transportu. Po prostu nie zabezpieczył testów suchym lodem i je „ugotował” - mówi w Onecie ekspert z branży medycznej.

Testy na koronawirusa o ograniczonej stabilności muszą być przechowywane w temperaturze niższej niż -20 st. C. 10 minut w wyższej temperaturze wystarcza, by straciły one swoje właściwości.

Jak dowiedział się Onet, druga partia 150 tysięcy testów została w całości zwrócona. Nie wiadomo, czy uzyskano za nią jakąkolwiek refundację.

Pod koniec kwietnia minister zdrowia Łukasz Szumowski w wywiadzie „Gazety Dziennika Prawnego” wspomniał o potrzebie kontrolowania „wiarygodności dostawców” i „niewiarygodnych firmach” sprzedających testy. Przypomina o felernym transporcie z połowy kwietnia. Kto wtedy zawinił? Być może firma kurierska. Nie wiem – mówił minister zdrowia. Onet wskazuje, że do dzisiaj 150 tys. testów nie dotarło do Polski.

Według Onetu, ARP i Ministerstwo Zdrowia odmawiają podania nazwy „firmy kurierskiej”, która transportowała testy, zaś zdaniem osoby zorientowanej w branży, gdyby odpowiedzialność za to leżała po stronie producenta, warunki transportu byłyby dopełnione, bo koreańska firma SolGent jest znana z fachowości i również inne kraje kupowały od niej testy na koronawirusa.

ARP i Ministerstwo Zdrowia nie mówią także o kosztach transportu testów. Zdaniem lotników to dodatkowe setki tysięcy złotych, jeśli płaciliśmy za to my – podatnicy.

Ewentualne straty finansowe to jedno, lecz co bardziej istotne, kiedy specjaliści alarmują o potrzebie wykonywania jak największej liczby testów, my wciąż czekamy na zareklamowany towar – mówi w Onecie specjalista z branży.

Onet zwraca uwagę także na inną kwestię związaną z testami na koronawirusa. Największym beneficjentem rządowych zamówień na dostawę testów jest Argenta – firma, którą założył Tomasz Zdziebkowski, znany poznański biznesmen, a także działacz Fundacji Polskich Kawalerów Maltańskich, do której należy także Łukasz Szumowski. Podobno jednak panowie się nie znają. Zdziebkowski natomiast działa także w Akademickim Klubie Obywatelskim im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który jest ściśle związane z PiS.

365 tys. testów za niemal 47 mln zł kupiło Ministerstwo Zdrowia od Argenty, ale 68 tys. testów PCR jednogenowych za 3,8 mln zł kupiło od firmy Blirt, której współwłaścicielem i członkiem rady nadzorczej jest Jerzy Milewski, gdański radny PiS i doradca prezydenta Andrzeja Dudy. Z kolei – jak wskazuje Onet – polskie firmy, które same produkują testy na koronawirusa, nie miały zbyt wielu zamówień z ministerswa. Tylko 24 tys. testów za 1,5 mln zł Ministerstwo Zdrowia kupiło od lubelskiej firmy Biomaxima.

ARP i Ministerstwo Zdrowia twierdzą, że „do niedawna na rynku nie było dostępnych testów polskich producentów”, jednak Onet wykazuje, że to nieprawda, a polskie testy oprócz tego, że były dostępne, miały też lepsze ceny – mimo tego rząd ich nie kupował. Polskie firmy składały rządowi oferty na testy, ale nie było nimi zainteresowania – podaje Onet.

Dziennikarze Onetu wskazują na to, że tzw. ustawa antycovidowa była tworzona w pośpiechu i stwarza olbrzymie pole do korupcji. Trudno jednak stwierdzić, czy marnowanie przez rząd milionów złotych na droższe zagraniczne testy wynika z zakulisowych układów, czy z niechlujstwa.

Źródło: Onet

Rząd znosi kolejne ograniczenia.

Wideo

Materiał oryginalny: Rząd kupuje droższe testy na koronawirusa z zagranicy, choć polskie są tańsze - Nowiny

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gregor

No przecież rządzi najlepsza dojna zmiana. Na Koronowirusie muszą zarobić. Maseczki, testy. Gruba kasa. Ciemnogród może zrozumie i odsunie od władzy PIStolców.

Dodaj ogłoszenie