Rząd dostał ostatnią szansę na uratowanie stoczni

Agata Kondzińska, Henryk Sadowski
Minister skarbu Aleksander Grad wie, że ziemia pali mu się pod nogami
Minister skarbu Aleksander Grad wie, że ziemia pali mu się pod nogami Wojciech Barczyński/POLSKA
Zaczął się wyścig z czasem, w którym stawką jest przyszłość stoczni w Gdyni i Szczecinie oraz siedem miliardów złotych. Polski rząd dostał od Komisji Europejskiej dwa miesiące, by przedstawić nowe plany ratunkowe dla stoczni. Jeśli Bruksela ich nie zaaprobuje, zakłady upadną, bo będą musiał zwrócić miliardy.

Minister skarbu Aleksander Grad wie, że ziemia pali mu się pod nogami. Wstrzymał urlopy urzędnikom resortu. Wynajął kancelarię prawną z Brukseli, która ma opiniować ministerialne projekty tak, by ostatecznie zaakceptowała je Komisja. Ponieważ jedynym ratunkiem dla stoczni jest prywatyzacja, dziś resort określi wymagania wobec nowych inwestorów, dotyczące m.in. minimalnego wkładu własnego.

Wcześniej ministerstwo rozmawiało z dwoma potencjalnymi inwestorami: ukraińską stalownią ISD i polskim Mostostalem. W ostatnich dniach pojawiło się 16 nowych chętnych zainteresowanych stoczniami w Szczecinie i Gdyni, m.in. z Indii, Norwegii, USA, Ukrainy i Bliskiego Wschodu.

Pierwsza tura negocjacji z inwestorami zakończy się 31 lipca. Wtedy resort skarbu wytypuje te firmy, które zaprosi na rozmowy do Brukseli. Strona polska nie do końca ufa unijnym urzędnikom. Zażądała, by wszystkie spotkania były protokołowane. - Zdarzało się, że na spotkaniu z inwestorem urzędnicy chwalili dotychczasowe plany restrukturyzacji, a następnego dnia dowiadywaliśmy się, że plany są niekompletne - wspomina jeden z uczestników rozmów.

Z Brukseli negocjacje wrócą do Polski. Tu ministerstwo wspólnie z wybranymi inwestorami przygotuje ostateczne plany restrukturyzacji i prywatyzacji stoczni. Na początku września zostaną przedstawione Komisji Europejskiej.

Jednak inwestorzy wiedzą, że rząd jest przyparty do muru. - To może się skończyć oddaniem tych zakładów za bezcen - spekuluje Tomasz Telug, prezes Instytutu Globalizacji.

Związkowcy ze stoczni zapowiadają, że będą patrzeć rządowi na ręce. Są sceptyczni, że ich zakłady pracy uda się uratować. Domagają się spotkania z premierem Tuskiem. Zapowiadają, że jeśli nie dostaną zaproszenia, przyjadą do Warszawy sami. I zablokują główne arterie.

Wczoraj wyszli na ulice Gdyni i Szczecina. W marszu milczenia w Gdyni uczestniczyło ponad 2 tys. ludzi. Nieśli transparent: "Obrona stoczni polską racją stanu".

Współpraca Robert Kiewlic

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie