Rząd da pieniądze na studia pożądane przez rynek pracy

Magdalena Kula
Na stypendium mają szansę studenci m.in. robotyki, mechatroniki, informatyki stosowanej
Na stypendium mają szansę studenci m.in. robotyki, mechatroniki, informatyki stosowanej Janusz Wójtowicz/POLSKA
Ministerstwo Nauki ujawniło "Polsce" najnowszy raport, jakich fachowców będzie potrzebował rynek pracy w najbliższych pięciu latach.

To m.in. na jego podstawie resort rozdzieli w nadchodzącym roku akademickim 200 mln zł pomiędzy państwowe i prywatne uczelnie, które zwiększą nabór na kierunkach strategicznych dla gospodarki. Pieniądze z tej puli dostaną też studenci, którzy takie kierunki wybiorą.

Rząd niemal potroił pulę na dopłaty dla uczelni, które zwiększą limity przyjęć na kierunkach strategicznych dla gospodarki. I dla studentów, którzy podejmą się takich studiów. Na program tzw. kierunków zamawianych Ministerstwo Nauki wyda w nadchodzącym roku akademickim 200 mln zł (w tegorocznym pilotażu było 85 mln zł).

Na liście specjalności, do których chce dopłacać państwo, prym wiodą przyrodnicze i techniczne. Resort nauki wyłonił je w oparciu o zleconą analizę potrzeb rynku pracy w ciągu najbliższych pięciu lat. Raport uwzględnia prognozy wojewódzkich urzędów pracy, uczelni i przedsiębiorców.

Poza znanymi już z pilotażu inżynierskimi kierunkami takimi jak biotechnologie, inżynieria środowiska, mechanika i budowa maszyn czy automatyka, na liście kierunków zamawianych pojawiły się nowe specjalności: chemia stosowana, energetyka, fizyka informatyczna.

Aż jedna trzecia ekspertów z urzędów pracy prognozuje w ministerialnym raporcie, że największe zapotrzebowanie na rynku będzie na informatyków (wskazało tak aż 29 proc. ankietowanych). Jeśli kryzys gospodarczy nie pokrzyżuje biznesmenom planów, w perspektywie kilku lat dla informatyków może być aż 150 tys. wolnych miejsc pracy.

Wśród kierunków przyrodniczych najłatwiej będzie o pracę biotechnologom i inżynierom od środowiska, a wśród specjalności matematycznych największe zapotrzebowanie w przemyśle ma być na fizyków informatycznych.

- Program ma przede wszystkim pomóc studentom tych kierunków. Przewidujemy, że maksymalne stypendium wyniesie nawet 400 euro, co przy obecnym kursie jest solidnym wsparciem - mówi "Polsce" wiceminister nauki Maria Elżbieta Orłowska.

W puli na studia zamawiane będą też pieniądze dla uczelni na opłacenie studentom pierwszych lat kursów wyrównawczych z matematyki i fizyki. Bez nich studenci coraz częściej nie są w stanie realizować programu studiów - to pokłosie ćwierćwiecza bez obowiązkowej matematyki na maturze.

Ministerialny raport pokazał niepokojące zjawisko: między uczelniami, a przemysłem i ekspertami od rynku pracy nie ma właściwie żadnej współpracy. Ledwie jedna piąta uczelni ustala limity przyjęć na studia w porozumieniu z lokalnymi urzędami pracy.
Aż 21 proc. szkół wyższych przy rekrutacji kieruje się wyłącznie tym, ilu i jakich wykładowców ma do dyspozycji. 14 proc. uczelni szacuje, czy studia nie będą za drogie. I tylko 16 proc. uczelni uwzględnia trendy gospodarcze i informacje od instytucji badających rynki pracy, a 19 proc. podpisuje umowy o współpracy z silnymi lokalnymi przedsiębiorcami.

Prof. Jerzy Woźnicki, szef Fundacji Rektorów Polskich i były rektor Politechniki Warszawskiej podkreśla, że polskim uczelniom brakuje podejścia, jakie powszechne jest w Stanach Zjednoczonych. - Tam o naborze na studia przesądzają kryteria związane z zatrudnieniem i rynkiem pracy. Jeśli dla absolwentów danego wydziału nie ma pracy, departament uczelni zostaje zamknięty i w jego miejsce powstaje inny, bardziej potrzebny - zauważa Woźnicki.

W Polsce dziedziny techniczne i związane z przemysłem studiuje tylko około 15 proc. spośród blisko dwóch milionów studentów. Nauki ścisłe zgłębia około 6-7 proc.

Dramatycznym polskim problemem jest też znikoma liczba dorosłych, którzy dokształcają się w nowoczesnych specjalnościach. W Unii Europejskiej swoje kompetencje uzupełnia nieustannie około 10 proc. pracujących bądź poszukujących pracy osób, w Szwecji aż 36 proc., a w Polsce tylko 5,5 proc.

Tymczasem według raportu Ministerstwa Nauki w 2013 roku Polsce - mimo kryzysu - może zabraknąć ponad 46 tys. inżynierów. Przedsiębiorcy już alarmują o braku fachowców spowodowanym zapaścią szkół zawodowych.

W Polsce aż 80 proc. każdego rocznika idzie do szkół kończących się maturą, a tylko co piąty uczeń wybiera szkołę zawodową. W większości rozwiniętych gospodarczo państw proporcje są odwrotne: tylko 30 proc. idzie do szkół ogólnokształcących, a 70 proc. zdobywa w szkole fach.

***

Jak rząd podzieli 200 mln złotych

Pod koniec tygodnia resort nauki ogłosi konkurs dla uczelni. Jeśli zwiększą limity przyjęć na wskazanych przez rząd kierunkach strategicznych, dostaną dodatkową dotację: nawet 14 tys. zł na każdego przyjętego ponad limit studenta. Jeżeli np. uczelnia na budownictwie zwiększy limity przyjęć o 100 osób, to 50 najlepszych studentów na tym kierunku dostanie rządowe stypendium.

Wideo

Komentarze 14

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
WWW

Post powtórzony.

r
rodzic

Z jednej strony zapotrzebowanie na specjalistów przedmiotów ścisłych, a z drugiej strony nowa podstawa programowa i cięcia w przedmiotach ścisłych, czegoś tu nie rozumiem Pani Minister Hall....

s
spokojny

Pytam jeszcze raz. Studiować każdemu wolno i każdemu wolno potem szukać dobrej pracy. Ale nie każdy znajduje, bo „nagle” się okazuje, że jakoś nie bardzo potrzebni są historycy, filozofowie czy specjalisści od literatury skandynawskiej. To jak i gdzie tym ludziom zapewnić „prestiżowe” stanowiska kiedy potrzeba np. programistów komputerów a nie ekspertów od organizacji starożytnej armii egipskiej.

Na rynku pracy czekają setki tysięcy wolnych miejsc pracy do obsadzenia – warto się zainteresować co to za miejsca i uczyć się w tych poszukiwanych kierunkach.

S
Spokojny, ale nieobojętny

Należy z ubolewaniem stwierdzić, że intensywność, jak również merytoryczna strona debaty publicznej w naszym kraju pozostawia bardzo wiele do życzenia. Mała aktywność społeczna obywateli stawia pod znakiem zapytania ideę społeczeństwa obywatelskiego. Dominują w Polsce wąskie grupy nacisku, które swoje interesy potrafią zabezpieczyć na szczeblu ustawowym. Wiąże się to z daleko idącym ograniczaniem uprawnień większości obywateli naszego kraju.

G
Gość

Panie "Spokojny", piszesz jakbyś polskiej rzeczywistości nie znał. Odpowiedzi na twoje retoryczne pytania szukaj w rzeczowej analizie sytuacji. Powołany przez Ciebie komentarz przeczytaj uważnie jeszcze raz. Zapoznaj się z innymi wypowiedziami dotyczącymi podobnej problematyki. W Polsce istnieje problem łamania praw człowieka poprzez ograniczanie swobody wykonywania działalności gospodarczej oraz wolności wyboru i wykonywania zawodu. Jak rozwiązać problem bezrobotnych absolwentów? To proste - ograniczyć reglamentację zawodów regulowanych i umożliwić absolwentom wchodzenie na rynek pracy. Ile jest zawodów bezsensownie reglamentowanych, tak jak pośrednik w obrocie nieruchomościami, zarządca nieruchomości, doradca podatkowy, nie mówiąc już o zawodach prawniczych. Skutkiem takich właśnie rozwiązań jest bezrobocie części absolwentów. Inną kwestią jest załatwianie pracy z klucza i po znajomości, ogłaszanie konkursów pod wybrane osoby. Takie mechanizmy również blokują ludzi szukających pracy po studiach. Gospodarka oparta na wiedzy potrzebuje ludzi wykształconych - i to nie tylko tych uznanych za wybitnych, ale wszystkich, którzy w maksymalnym stopniu chcą wykorzystać swój potencjał.

s
spokojny

Powinno, powinno, powinno. Ale jak, jak, jak? Piszesz „Uzyskanie wyższego wykształcenia powinno się wiązać z szerokimi uprawnieniami, które należy absolwentom przywrócić, aby odbudować jego prestiż.”. Niby jak to zrobić, skoro celem krajów wysokorozwiniętych jest wyższe wykształcenie dla 50% społeczeństwa. To skąd wziąść tyle „prestiżowych” stanowisk dla takiej armii magistrów i inżynierów?

Wystarczy popatrzeć jak wyglądają struktury efektywnego przedsiębiorstwa przemysłowego: 90% to bardzo „nieprestiżowe” stanowiska. A reszta też nie jest tylko prezesami i kierownikami. Do łopaty też ludzi trzeba nie? Choćby i po studiach.

Studiować każdemu wolno i każdemu wolno potem szukać dobrej pracy. Ale nie każdy znajduje, bo „nagle” się okazuje, że jakoś nie bardzo potrzebni są historycy, filozofowie czy specjalisści od literatury skandynawskiej. To jak i gdzie chcesz tym ludziom zapewnić „prestiżowe” stanowiska kiedy potrzeba np. programistów komputerów a nie ekspertów od organizacji starożytnej armii egipskiej.

G
Gość

Niech rząd niczego nie daje, tylko niech pozwoli ludziom zarabiać, usuwając przeszkody prawne. Uczelnie będą produkować bezrobotnych, jeżeli nie będzie rynku pracy i wolności gospodarczej. Niecelowe jest krytykowanie uczelni, jeżeli możliwość korzystania ze zdobytego wykształcenia jest blokowana na poziomie ustawowym. Absolwentom trzeba pozwolić pracować. Trzeba ich dopuścić do udziału w budowaniu gospodarki narodowej, trzeba im umożliwić tworzenie dobrobytu własnego. Prestiż uczelni mierzy się możliwościami, jakie otwiera ona przed absolwentami. Cóż można zarzucić systemowi kształcenia, jeżeli możliwości zamykane są przed absolwentami z przyczyn niemerytorycznych i niezależnych od przekazanej im wiedzy? Wykształcenie staje się fikcją, jeżeli gospodarka jest fikcją, demokracja jest fikcją, praworządność jest fikcją i prawa człowieka są fikcją. Uzyskanie wyższego wykształcenia powinno się wiązać z szerokimi uprawnieniami, które należy absolwentom przywrócić, aby odbudować jego prestiż. Odbyć się to powinno na drodze odstąpienia od nadmiernej i nieuzasadnionej reglamentacji dostępu do wielu zawodów, znajdujących się w polu zainteresowania osób zdobywających dyplomy wyższych uczelni.

s
spokojny

To miło krakus na uchodźctwie, że tyle wiesz na temat moich genów oraz na temat genów nkwd ale takie argumenty mnie nie przekonują.

Jest wiele rzeczy ważnych na świecie, historia też do nich należy ale są także inne a więc pozostaje pytanie o kwestię proporcji: ilu kształcić historyków? 100% absolwentów? 1%?

Ja uważam, że powinno się kszatłcić w Polsce ok. 4 razy mniej historyków, skoro 75% wykształconych historyków nie pracuje w swoim zawodzie lub jest bezrobotnych.

p
politechnika gliwicka

Tak czynia kraje wysoko rozwiniete.Jesli brak u nas takich super zakladow dydaktycznych ,to mozemy korzystac z praktyk unijnych.

k
krakus na uchodzstwie

historia przywraca pamiec i bez niej zadne pokolenie nie znajdzie podstaw wartosci nieprzemijajacej-kto o tym zapomina plodzi karly 01-kowe!
-a co do szukania ubowcow to ten spokojny jw. ma cos z genow nkwd...

s
spokojny

Historycy też są potrzebni ale powinno się ich kształcić cztery razy mniej i tylu ludzi na studia przyjmować. Oczywiście nie można komuś zabronić, że chce sobie coś postudiować, np. akurat historię. Niech studiuje ale poza tymi „historycznymi” limitami za swoje pieniądze a nie moje podatnicze.

S
San

Ci bezrobotni historycy nie zajmują się teczkami... 75% ludzi kończących studia na tym kierunku (czyt: "nie dostałem się na prawo etc.") nie nadaje się z różnych powodów do zawodu i chce tylko zdobyć tytuł magistra tak samo jak tłumy socjologów, politologów, europeistów i podobnych specjalności. Nigdy nie chcieli oni pracować w zawodzie, to takie produkty uboczne systemu edukacji w Polsce... Szkodzą sobie i tym, którzy naprawdę chcieliby "bawić się" w historię na poważnie...

F
Frant

Przytocze obszerne fragmenty z wypowiedzi aspee, która obrazuje sytuacje biotechnologów na rynku pracy:
(...) na mojej uczelni będą teraz stypendia dla biotechnologów, aby zachęcić młodych ludzi do wybierania tego kierunku. Tylko po co się pytam, po co ??!!??!!
(...) Ani ja, ani nikt z moich znajomych nie podjął pracy w zawodzie, lub chociaż obok zawodu. Czy jest tu ktokolwiek kto pracuje "w zawodzie" i nie musiał emigrować?
(...) Może ta strona (biotechnolog.pl/forum) powinna być jakimś drogowskazem dla młodych ludzi, że jeżeli chcą zarabiać i pracować w zawodzie, to niech trzymają się od biotechnologii z daleka".

s
spokojny

Samo zwiększanie budżetowych nakładów na naukę to zbyt słaby warunek, bo nie gwarantuje sensownego wydawania pieniędzy. Budżetowy naukowiec, jeśli nie ma mechanizmów kontrolujących jego efekty, będzie marnotrawił pieniądze – tak np. często dzieje się w nauce polskiej i w tych krajach gdzie nauka jest zdominowana przez instytucje państwowe.

Nie rozumiem zatem przeciwstawiania nauki i komercji.
Nauka musi być przecież dla kogoś, bo kosztuje
i ten ktoś własnie musi decydować na co idą środki.

Kto jest tym kimś? My. Konsumenci i podatnicy. I naszymi
portmonetkami czy wyborami politycznymi mamy prawo głosować czym ma się nauka zajmować. A wiec właśnie komercja czyli wolny, demokratyczny rynek jest najlepszą gwarancją, że podatnicze pieniądze nie bedą marnotrawione.

Jeśli ktoś chce uprawiać naukę "dla sztuki i zabawy",
proszę bardzo ale dlaczego za moje podatnicze pieniądze?

Czyli kierunek jest słuszny: wspierać te dziedziny, na które jest zapotrzebowanie rynkowe, gdzie czekają miejsca pracy i kasa.

Po co kształcić tylu bezrobotnych historyków? Żeby potem „badali” kto był a kto nie był jakimś agentem?

Dodaj ogłoszenie