Rywale wciąż za słabi dla Obamy

Redakcja
Do wyborów w USA pozostał niecały rok, a Republikanie nie są w stanie wyłonić sensownego kandydata. Co gorsza - ci, którzy walczą o nominację, popełniają same gafy - pisze Catherine Philp

Wielu powątpiewa, czy Republikanie zdołają znaleźć polityka, który będzie mógł z powodzeniem walczyć z Obamą o Biały Dom. Bo jak na razie tematem dnia w USA są gafy kandydatów Republikanów na prezydenta USA: Perry pogubił się w sprawach krajowych, Cain nie radzi sobie z zagranicą.

Gubernator Teksasu Rick Perry podczas jednej z debat republikańskich kandydatów do nominacji prezydenckiej popełnił polityczną gafę. Na pytanie, co by zrobił, aby przyspieszyć wzrost gospodarki, odpowiedział, że zlikwidowałby trzy resorty. Nie potrafił ich jednak wymienić. Pomogli mu pozostali uczestnicy debaty i dzięki temu Perry przypomniał sobie, że miał na myśli departamenty: Edukacji, Handlu i Energii.

Czytaj też:Obama: USA pozostaną mocarstwem Pacyfiku. To tu zdecydują się losy nowego stulecia

Dużo uwagi media poświęcają Hermanowi Cainowi, który stał się najnowszą ofiarą szalejącej wśród Republikanów epidemii zaćmienia mózgu. Opublikowane nagranie wideo pokazuje, jak Cain zacina się w odpowiedzi na pytanie o Libię, i szybko przebiło zawstydzające "ups" Ricka Perry'ego na liście najczęściej oglądanych materiałów w internecie.

Cain, niedawno główny kandydat Republikanów, który stracił na popularności po oskarżeniach o molestowanie seksualne, musiał się zmagać z pytaniami o przygotowanie do urzędu prezydenta, gdy na nagraniu wideo zdradził brak orientacji w najbardziej podstawowych kwestiach polityki zagranicznej.

W czasie rejestrowanego na wideo wywiadu dla "Milwaukee Journal Sentinel" Cain został zapytany, czy zgadza się z decyzją Obamy, by interweniować w Libii. Cain odchylił się na krześle i powiedział: "OK, Libia", po czym nastąpiła długa chwila nieznośnej ciszy. Wreszcie Cain zaczął powoli mówić: "Prezydent Obama wsparł powstanie, zgadza się? Prezydent Obama wezwał do usunięcia Kaddafiego. Chcę się upewnić, że mówimy o tym samym". Po uzyskaniu zapewnienia, że o to chodzi, Cain stwierdził: "Nie zgadzam się ze sposobem działania Obamy z następującego powodu", a potem przerwał. "Nie, to inna kwestia. Muszę wrócić, żeby… rozumiecie…" - mówił, pocierając podbródek, a potem nastąpił kolejny moment niezręcznej ciszy. "Wszystko mi się kręci w głowie. Czyli konkretnie chcecie wiedzieć, czy się zgadzałem z Obamą, czy nie?".

Komentatorzy nazwali tę gafę Caina jego "momentem Perry'ego", odnosząc się do debaty, w czasie której gubernator Teksasu nie potrafił sobie przypomnieć jednego z departamentów rządu, które chce zlikwidować. "Ups" - powiedział wtedy zmieszany Perry.
Cain boryka się z większymi wątpliwościami co do swojej kandydatury. W swoim programie ma tylko jeden polityczny plan - reformę podatków zwaną 9-9-9 [9 proc. PIT, 9 proc. CIT i 9 proc. federalny podatek obrotowy].

Czytaj też:W okna Białego Domu strzelał chory psychicznie? FBI i Secret Service schwytały podejrzanego

Cain był nieustępliwy w kwestii Libii, tłumaczył, że nie można oczekiwać, by miał konkretną opinię w tej sprawie, dopóki nie będzie miał materiałów przygotowywanych dla prezydenta. Nagranie wideo przynajmniej odciągnęło uwagę od oskarżeń o molestowanie seksualne i skupiło ją na jego słabej orientacji w polityce zagranicznej, którą Cain już raz ujawnił, ostrzegając, że Chiny starają się uzyskać broń atomową - którą mają od 50 lat. Zapytany, czy wideo z pytaniem o Libię ujawniło braki jego wiedzy na temat polityki zagranicznej, Cain odpowiedział tylko: "999".
W tej sytuacji dziwi nieco pasywna postawa Obamy, choć już za niecały rok Amerykanie zdecydują, czy przyznać Obamie kolejne cztery lata rządów, czy upokorzyć go i wybrać jego następcę. Jeśli prezydent przegra wybory, będzie dopiero drugim w czasie ponad stu lat, który musiał pożegnać się z urzędem po jednej kadencji. Pierwszym był Jimmy Carter. Są spore szanse, że Obama dołączy do tego nieco smutnego prezydenckiego podzbioru.

Jednak człowiek, który zaczął przywracać Ameryce wiarę w nią samą, a światu w swój kraj, wciąż może rządzić przez kolejną kadencję i osiągnąć oba cele. Dysponuje wypchanym funduszem na kampanię i potrafi zrobić użytek ze wszystkich korzyści, jakie daje sprawowanie prezydentury. Nieraz przyprawiał o ból głowy tych, którzy w niego zwątpili. Ponadto jako głowa państwa ma spore osiągnięcia.

Czytaj też:W okna Białego Domu strzelał chory psychicznie? FBI i Secret Service schwytały podejrzanego

Nie udało się mu uleczyć gospodarki i uzyskać przewagi nad Republikanami w Izbie Reprezentantów. Nie zdołał utrzymać zaufania niezależnych wyborców. Jednak niedawno niespodziewanie prezydent przeszedł do ofensywy i zaczął piąć się do góry. Wydał kilka rozporządzeń mających ulżyć sytuacji studentów, właścicieli domów i weteranów wojennych. Amerykanie poczuli, że po miesiącach impasu legislacyjnego Biały Dom przystąpił do działania. Prezydentowi pomógł też spektakl, gdzie dwu nieudolnych republikańskich kandydatów nie potrafiło odeprzeć stawianych im zarzutów. Cain - o nękanie na tle seksualnym. Perry - o to, że pozycja przewróciła mu w głowie. Obecnie głowa państwa cieszy się najwyższym poparciem w całym okresie od lipca br. Jednak i tak jest ono aż o 48 proc. niższe, niż gdy obejmował urząd.

Obie strony są pewne jednego: przyszły rok będzie w polityce brudny i bezwzględny. Wojna będzie dotyczyć wzniosłych kwestii dotyczących roli rządu, ale walki będą brutalne.

Obama wchodzi w czwarty rok swej pierwszej kadencji z osiągnięciami. Kraj jednak jest jeszcze bardziej podzielony, niż zostawił mu go jego poprzednik. Niezdolność do wzniesienia się ponad podziałami partyjnymi i rozpoczęcia w Waszyngtonie nowej ery rządów post(dwu)partyjnej kompetencji stanowi największą z wszystkich jego porażek.

Niemal wszystko mu o niej przypomina. Ostatni przykład. Obama wraz z rodziną zasiadł, aby obejrzeć w stacji telewizyjnej ESPN program sportowy "Monday Night Football".

To poniedziałkowa transmisja zmagań drużyn futbolu amerykańskiego. Zwykle zaczynała się od wykonania przez wielu niestrawnego Hanka Williamsa juniora pieśni "All My Rowdy Friends Are Coming over Tonight". Piosenkarza już nie zobaczymy. Kanał zwolnił go, gdy porównał Obamę do Hitlera i wykpił wysiłki prezydenta znalezienia wspólnego mianownika z republikańskim przewodniczącym Izby Reprezentantów Johnem Boehnerem. Obaj politycy spotkali się na polu golfowym pod Waszyngtonem. Porównanie do Hitlera jest nie do przyjęcia. Ale w wypomnieniu partyjki golfa jest coś na rzeczy.

Czytaj też:Obama: USA pozostaną mocarstwem Pacyfiku. To tu zdecydują się losy nowego stulecia

Dziś okazuje się, że marzenia Obamy o staniu się po dekadzie podziałów rozjemcą na scenie politycznej były od początku skazane na klęskę. A z pewnością nie sposób zrealizować ich dzisiaj. Chwila prawdy prezydenta nadeszła wraz z mającym miejsce w lecie kryzysem związanym z długiem publicznym. Dążenia do uzyskania kompromisu odrzucała republikańska prawica. Nic dziwnego - chodzi jej o jedno: odsunięcie go od władzy. Boehner okazał się sługą, a nie liderem radykałów własnego obozu. Jeden ze strategów Białego Domu skarżył się, że "interes 30 republikańskich członków ruchu Partii Herbacianej stawia się przed interesem 300 mln Amerykanów".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie