Ryszard Terlecki. O człowieku, któremu wolno więcej

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu
Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu Adam Jankowski
Swoim życiorysem mógłby obdzielić przynajmniej kilka osób: był hipisem, chłopakiem Kory, jako dyrektor krakowskiego oddziału IPN zlustrował własnego ojca. Politykiem i wicemarszałkiem Sejmu też jest kontrowersyjnym - mówi, co myśli, robi, co chce

Marszałek Ryszard Terlecki zaszokował. Nie po raz pierwszy zresztą. Tym razem wicemarszałek Sejmu postanowił skomentować spotkanie liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej z Rafałem Trzaskowskim.

„Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowsiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników” - napisał Terlecki na Twitterze.

Cichanouska ostrożnie stwierdziła, że wpis Terleckiego jest bardzo „dziwny”. Inni zareagowali w mniej dyplomatyczny sposób.

- Wicemarszałek Terlecki wplątał swoją wypowiedzią kwestię białoruską w bieżącą polską politykę, w polskie piekiełko. Tą swoją wypowiedzią odbiera też nadzieję dziesiątkom tysięcy działaczy i działaczek opozycji białoruskiej - stwierdził Krzysztof Śmiszek, wiceszef klubu Lewicy. Według niego, słowa Terleckiego tym bardziej dziwią, że sam był kiedyś opozycjonistą.

- On sam w latach 70. i 80. poszukiwał wsparcia w tych, którzy mieszkali po demokratycznej stronie świata, sam szukał wsparcia, otuchy i nadziei, że Polska kiedyś będzie niepodległa, a władze polskie będą demokratyczne. I tą wypowiedzią przekreśla także swój życiorys. Zasługi historyczne i bycie kombatantem naprawdę nie zwalniają z bycia przyzwoitym - mówił Śmiszek.

„Dalsze pozostawanie pana Ryszarda Terleckiego na stanowisku Wicemarszałka Sejmu narusza powagę naszego państwa. W interesie państwa właśnie jest, aby odszedł. Jako Koalicja Obywatelska złożymy stosowny wniosek” - napisał na Twitterze Cezary Tomczyk, szef klubu parlamentarnego KO.

Nawet niektórzy członkowie rządu nie kryli zdziwienia.

- Jestem przekonany, że doszło do jakiegoś włamania, bo nie wyobrażam sobie, żeby spod jego palców mógł wyjść taki wpis. Każdy polityk zagraniczny ma prawo spotykać się z politykami, jakimi chce. Rafał Trzaskowski nie jest przedstawicielem antydemokratycznej opozycji, jest wybrany zgodnie z prawem - stwierdził Jarosław Gowin, wicepremier na antenie TVN24.

Terlecki jeszcze tego samego wieczora postanowił wyjaśnić tym, którzy nie zrozumieli.

„Oburzonym moim tt wyjaśniam, że w czasie gdy polski rząd upomina się w Europie o wsparcie dla wolnej Białorusi, walczy o prawa polskiej mniejszości, finansuje niezależną telewizję, udziela białoruskim działaczom różnorodnej pomocy, pani Cichanouska zgadza się brać udział w mityngu opozycji, która w Polsce nie uznaje wyniku demokratycznych wyborów, kwestionuje legalność państwowych instytucji i wspiera łamiących prawo sędziów. W dodatku pani Cichanouska ma tam występować razem z liderem opozycji wobec rządu Victora Orbana. Gratuluję pomysłu. Co innego spotykać się z kim tylko ma ochotę, a co innego brać udział w werbunku antyrządowych kadr. Oto jak łatwo stracić sympatię większości Polaków” - napisał na Facebooku.

Tym razem Cichanouska skomentowała wpis Terleckiego na antenie TVN24.

- Teraz nie walczycie przeciwko sobie, tylko za Białorusinów. Nie wydaje mi się, byśmy musieli być w centrum sporu. Na Białorusi pojawia się pytanie, dlaczego mielibyśmy być. To bardzo dziwny tweet - powiedziała. - Nie sądzę, że to w porządku wobec sytuacji, w której są Białorusini. Jest porozumienie pomiędzy wszystkimi partiami politycznymi. Białoruś jednoczy w tym wyjątkowym momencie. Kraje się jednoczą, partie się jednoczą - dodała.

Wicemarszałek Terlecki poinformował w końcu, że napisał list do liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej „wyjaśniający, z kim ma do czynienia” w kwestii projektu Campus Polska.

Zapytany przez dziennikarzy, czy przeprosi za swój wpis, oświadczył, że tego nie zrobi.

- Przepraszać z pewnością nie będę. Nie widzę powodu żeby ujawnić pewną sprawę, która się dopiero toczy. Nawet napisałem taki list do pani Cichanouskiej wyjaśniający z kim ma do czynienia zadając się z Campusem - powiedział Terlecki dodając, że list „będzie publiczny”. Na uwagę dziennikarzy, że Swiatłana Cichanouska ma do czynienia z różnymi politykami w Polsce odparł: „Ale to jest specyficzny rodzaj polityków i dobrze żeby o tym wiedziała”.

Lewica i Polska 2050 złożyły już wspólny wniosek o odwołanie z funkcji wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego. Podobnie klub Koalicji Obywatelskiej. Ale to nie pierwszy raz, kiedy Ryszard Terlecki wprawia, co niektórych w osłupienie.

„To jakiś świr” - powiedział Terlecki o synu Jarosława Gowina, Ziemowicie, którego krytyczna piosenka o rządzie PiS w ramach Hot16Challenge2 obiegła internet. „Bezczelność prezes SN nie ma granic. Ale jej lament jest świadectwem bezradności: rozpanoszona kasta traci wpływy i dochody” - to z kolei o Małgorzacie Gersdorf. „Ja z pewną przykrością stwierdzam, że na sali wśród posłów Lewicy i PO są posłowie, którzy mają maseczki ze znakami do złudzenia przypominającymi symbole Hitlerjugend i SS. Ale rozumiem, że opozycja totalna nawiązuje do totalitarnych wzorów i z przykrością to przyjmujemy” - to o posłach protestujących przeciwko zaostrzeniu przez kontrolowany przez PiS Trybunał Konstytucyjny przepisów dotyczących aborcji. I wreszcie o Januszu Gajosie, który śmiał skrytykować Jarosława Kaczyńskiego: „Mali, śmieszni ludzie. Wydaje się im, że występują na Narodowej Scenie, a to tylko teatrzyk marionetek.”

Ryszard Terlecki nie oszczędza też koalicjantów, co jakiś czas wskazując im miejsce w szeregu.

- Terlecki jest bez wątpienia najinteligentniejszy z polityków PiS-u, jest po tym względem partnerem dla Jarosława Kaczyńskiego. Prezes go lubi, bo może z nim rozmawiać jak równy z równym na wiele tematów. Można mieć swoją autonomiczną pozycję w PiS-ie, ma ją niewiele osób i Terlecki jest jednym z tych, którzy ją mają. Wydaje mu się, że może więcej i tak jest - może. Mówi, co myśli, robi, co chce - opowiada nam jeden z polityków prawicy. I dodaje, że Terlecki ostentacyjnie pokazuje swoją intelektualną wyższość nad partyjnymi kolegami, przez co nie jest specjalnie lubiany w Prawie i Sprawiedliwości.

- Nie jest lubiany także przez polityków opozycji, bo doskonale wie i rozumie, co dzieje się w kraju, co robi PiS - mówi nam inny rozmówca. - Życiorys ma przecież, jaki ma - dodaje.

Rzeczywiście, nie byłoby przesadą określić życie Ryszarda Terleckiego mianem - barwnego, zwrotów było w nim całkiem sporo.

Kiedy w drugiej połowie lat sześćdziesiątych krakowianie zaglądali czasem na Planty, u wylotu placu Szczepańskiego, zwykle zastawali tam jeden z bardziej egzotycznych widoków w mieście: przy Pawilonie Wystawowym, dzisiejszym Bunkrze Sztuki, przesiadywali hipisi - kolorowi, długowłosi, o ekstrawaganckim (szczególnie jak na tamte czasy) wyglądzie. A wśród nich on - „Pies”. Niektórzy do dziś tak mówią do Ryszarda Terleckiego.

Ale Terlecki od tych młodzieńczych lat zmieniał swoje twarze wielokrotnie. Gdy znudziło mu się byciem dzieckiem kwiatem, zajął się działalnością opozycyjną. Później też pisaniem. Karierą naukową. Gdy został szefem krakowskiego IPN-u, zlustrował własnego ojca, opisując w „Rzeczpospolitej” jego wieloletnią współpracę z SB.

Był krakowskim radnym, prorektorem Akademii Ignatianum, bez powodzenia kandydował w wyborach na prezydenta Krakowa. Ostatnio zaś robi karierę jako jeden z najbliższych współpracowników prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Kiedy 10 listopada 2015 roku członkowie klubu PiS wybrali Terleckiego swoim nowym szefem, poseł Krystyna Pawłowicz z Sali Kolumnowej wyszła niezwykle rozbawiona.

- Ha, ha, ha, nie wiedziałam, że był hipisem - zaśmiewała się do dziennikarzy. - Z rasą jakąś czy bez rasy? - zastanawiała się.

Może poseł Pawłowicz nie wie, ale pseudonim „Pies” nie wziął się znikąd. Terlecki był z kolegami w Radomiu, kiedy zatrzymała ich milicja. Terlecki poinstruował milicjanta: pisać, że jesteśmy hipisami. „Hippies”, z angielskiego, jak „hip” i „pies”.

I już tym „Psem” został. Bogusław Sonik, eurodeputowany Platformy Obywatelskiej, a w czasach PRL działacz opozycyjny, wspominał swego czasu, że długo przed tym, jak zakładał z Terleckim Studencki Komitet Solidarności, znał go z widzenia. Już jako 14-latek, przechodząc przez Planty, patrzył z fascynacją na kolorowego Terleckiego.

- Z tamtych czasów zostało mu to, że nie przejmuje się zbytnio troskami - opowiadał Sonik. - Bierze życie, jakie jest. Może teraz tego nie widać, ale charakteryzuje go żart, ironia, dystans do świata i do samego siebie - mówił.

Pomimo lekkiego podejścia do życia Terlecki poszedł na studia - historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zresztą jako naukowiec osiągnął całkiem sporo - został profesorem, prorektorem krakowskiej Akademii Ignatianum, autorem licznych książek. I wykładowcą, ponoć lubianym przez studentów.

Ale zanim do tego doszło, na pierwszym roku studiów chodził z piosenkarką Olgą Jackowską, czyli Korą. Wiele lat później Kora napisze w swoich wspomnieniach: „Byłam zapatrzona w niego (...) Chciałam tylko z nim być. Dużo tańczyliśmy, kleiliśmy się”.

Doprecyzujmy: „kleić się” to wąchać klej. Terlecki ponoć lubił też podpalać trawkę, choć później pytany o to przez różnych dziennikarzy, plątał się w zeznaniach.

„Wielu moich ówczesnych przyjaciół nie żyje przez tzw. kompot. Ja odszedłem, zanim narkotyki zaczęły niszczyć ten ruch. Ktoś namówił mnie i kilku znajomych, byśmy pojechali studiować na KUL w 1972 r. Byłem już wtedy po pierwszych doświadczeniach marca 1968 r., a także po aresztowaniu w 1970 r., kiedy nieudolnie próbowano mi udowodnić związek z narkotykami i przesiedziałem za kratkami miesiąc. Potem było też zatrzymanie w pierwszym dniu rozruchów na Wybrzeżu w grudniu 1970 r., przetrzymano mnie aż do ich końca w areszcie na Montelupich. Byłem wtedy studentem historii na UJ, nie zaliczyłem roku, a zanim moje odwołanie zostało rozpatrzone, dostałem bilet do jednostki pancernej w Wałczu. Uciekłem przed armią ludową do szpitala, symulując zatrucie narkotykami. Następnego roku w dużej grupie pojechaliśmy na egzaminy do Lublina i wraz z kilkoma osobami dostałem się na KUL” - mówił Terlecki w rozmowie z Markiem Kęskrawcem.

A wracając jeszcze do Kory, razem z Terleckim pojechali m.in. na pierwszy hipisowski zlot w Mielnie w 1968 roku. Oczywiście autostopem. Uwielbiali spędzać czas na krakowskich Plantach. Słuchać muzyki, imprezować. „Tak bardzo się wtedy zakochałam, że straciłam swoją osobowość, zatraciłam siebie” - opowiadała Olga Jackowska.

Byli razem rok. Artystka określiła psychiczne połączenie między nimi jako „intelektualny układ sadomasochistyczny”. Wyjaśniła też, że rozstali się, bo na oczach Ryszarda Terleckiego dopuściła się zdrady.

Jak sam Ryszard Terlecki zapamiętał Korę?

„Jest to jeden z pięknych epizodów w mym życiu i zawsze to powtarzam. Rozmawiałem długo z Kamilem Sipowiczem, jej drugim mężem, przy okazji jego książki o hippisach. Zdarzały nam się po rozstaniu z Korą przypadkowe spotkania, od bardzo dawna też różniliśmy się politycznie, na pewno od pierwszych wyborów prezydenckich, gdzie ja byłem za Wałęsą, a ona za Mazowieckim. Potem się to jednak zupełnie zatarło, aż spotkałem ją na ulicy mniej więcej 2 lata przed jej śmiercią i dość serdecznie się przywitaliśmy. Zawsze szanowałem ją za wspaniałą muzykę tworzoną przez nią i Marka Jackowskiego w Maanamie” - mówił w rozmowie z Markiem Kęskrawcem.

Róża Thun, eurodeputowana PO, która również znała Terleckiego z czasów studenckich opowiadała nam swego czasu, że z ekipą tworzącą SKS spotykali się w domu Terleckiego. „Pies” początkowo miał pomysł, żeby Thun, studentka anglistyki, uczyła ich języka.

- Ale zawsze zamiast tego długo debatowaliśmy o sytuacji w Polsce. „Pies” odzywał się najmniej. Pamiętam go z tymi jego długimi włosami i tajemniczym uśmiechem, jak siedział i milczał. Biła z niego jakaś życzliwość, łagodność, akceptacja dla wszystkich ludzi. Nie mogę się nadziwić, że akurat on bierze teraz udział w tej wściekłej działalności PiS. Na długo straciłam z nim kontakt, więc gdy dowiedziałam się, że jest politykiem PiS, myślałam, że to zbieżność nazwisk - opowiadała Thun.

O ile Thun uważa, że od tych czasów Terlecki zmienił się na gorsze, tak Jan Franczyk, samorządowiec, psycholog, wykładowca akademicki - a prywatnie przyjaciel Terleckiego - widział to w zupełnie innych barwach.

- Zna pani życiorys świętego Augustyna? To człowiek, który żył w wyjątkowo hedonistyczny sposób. Ale dzięki gorliwym modlitwom jego matki nawrócił się i został jednym z najważniejszych świętych Kościoła katolickiego. Z Ryśkiem było podobnie. Zrozumiał swój błąd i młodzieńczy bunt, który początkowo przejawiał się w działalności hipisowskiej, obrócił w dobro. Impulsem była dla niego pacyfikacja studentów w 1968 roku. Zaczął w sposób dojrzały walczyć o lepszą Polskę. I walczy o nią do dzisiaj - mówił Franczyk. I dodał: - Gorzej, jakby zaczynał od Kościoła, a skończył na narkotykach.

To właśnie z Franczykiem i Jerzym Lackowskim Terlecki „trzymał sztamę”, zasiadając w krakowskiej Radzie Miejskiej (w sumie przez dwie kadencje: w latach 1998-2002 i 2006-2007). Terlecki, jeśli już mowa o krakowskiej polityce, w 2006 roku próbował zostać prezydentem tego miasta. Przeszedł nawet do drugiej tury, przegrywając w niej z Jackiem Majchrowskim.

Jako poseł (pierwszy raz został nim w roku 2007) przez długi czas nie wyróżniał się niczym szczególnym. Zasłynął za to czymś innym. Od 2000 do 2007 roku pracował w krakowskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, w ostatniej fazie - jako jego dyrektor. W 2003 roku trafił w archiwach na teczkę swojego ojca, historyka Olgierda Terleckiego. Postanowił sam go zlustrować, opisując jego 30-letnią współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa na łamach „Rzeczpospolitej”. Jedni go za to ganili, inni twierdzili, że nie miał wyjścia, gdyby tego nie zrobił, naraziłby się na oskarżenia, że kryje ojca. Pracownicy IPN-u napisali nawet wtedy list otwarty broniący Terleckiego.

W 2008 wstąpił do Prawa i Sprawiedliwości. W styczniu 2011 wszedł w skład komitetu politycznego PiS. W wyborach w tym samym roku z powodzeniem ubiegał się o poselską reelekcję, w 2015 roku został ponownie wybrany do Sejmu. Na pierwszym jego posiedzeniu został wybrany na wicemarszałka Sejmu. I co tu dużo mówić, dawał się opozycji we znaki, a to przywołując jej posłów do porządku, a to nakładających na nich kary.

„Coś jednak jest chorego w polskiej kontestacji, skoro wydała Kukiza i Tekielego, albo Sellina czołgającego się dziś pod Kaczyńskim (nawet ja się polskiej kontestacji nie we wszystkich aspektach do końca udałem). A na czele tych wszystkich postpunków i posthipisów, niedojrzałych, nawet nie do końca wyszłych z fazy embrionalnej i jej wszystkich „transów” (…), najbardziej groteskowy z nich/z nas wszystkich, człowiek, który nigdy nawet nie otarł się o proces dojrzewania i pozostał w nieustającym, sprawiającym mu przyjemność ekstatycznym „transie”: Ryszard Terlecki - hipis zamordysta” - pisał Cezary Michalski w „Kokluszu 2” na krytykapolityczna.pl

W 2019 roku sytuacja się powtórzyła, wpierw był mandat posła, a potem fotel wicemarszałkiem Sejmu IX kadencji. Równie ostry język, równie kontrowersyjne wypowiedzi.

Chociaż w 2019 roku tak Ryszard Terlecki mówił Markowi Kęskrawcowi:

„Są ludzie żyjący polityką przez cały dzień. Ja taki nie jestem, nużą mnie programy publicystyczne z politykami, te nawalanki bez konkluzji. Wolę znajdować sobie obszary dalekie od tego świata, rejony zupełnego oderwania od polityki, choć faktem jest, że mało czasu na to mi zostaje. Staram się np. skończyć książkę o polskich strukturach państwowych na emigracji po drugiej wojnie, podpisałem na nią wiele lat temu umowę z Wydawnictwem Literackim. Na szczęście oni patrzą na mnie łaskawym okiem, rozumiejąc moje zagonienie, ale czuję się w obowiązku skończyć tę pracę, inaczej trzeba będzie zwrócić zaliczkę. Efekt jest też taki, że piszę, ale za to mało mam czasu na czytanie”.

Współpraca: Maria Mazurek,
Marek Kęskrawiec

Trwa sezon na arbuzy. Jak wybrać najlepszego?

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

v
viola

Cieszę się, że moja szkoła ma za sobą takiego członka. Wsparcie tej osoby było dla nas ważne. Dziś jestem na dziennikarstwie prasowym w AI w Krakowie i nie mogę narzekać. Dla mnie to jest dobry kierunek i wiem, że pracę będę miała odpowiednią. I dużo wiedzy w głowie.

K
Karolina

Gadzinówka nie schodzi z tematu marszałka Terleckiegp , może dla odmiany coś o "krystalicznym" marszałku Grodzkim napiszecie , chyba dwustu świadków w jego sprawie miało coś do powiedzenia

Dodaj ogłoszenie