Rybiński: Bez szybkich i radykalnych działań strefę euro czeka wyrok śmierci

Redakcja
Prof. Krzysztof Rybiński
Prof. Krzysztof Rybiński Bartłomiej Ryży/Polskapresse
- Dla większości ekspertów jest już oczywiste, że strefa euro w obecnym kształcie nie przetrwa - dlatego wiara w to, że uda się zachować status quo, przypomina zachowanie hazardzisty - mówi ekonomista prof. Krzysztof Rybiński w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Polskie elity polityczne, z premierem, prezydentem i szefem MSZ na czele, zainwestowały właściwie cały swój kapitał polityczny w to, by zachować Unię Europejską w kształcie zbliżonym do obecnego. To właściwa inwestycja?
Równie dobrze można zapytać, czy właściwie postępuje hazardzista, który cały swój majątek stawia w kasynie na jedną liczbę w przedziale od 11 do 12. Gdy trafi on właściwy numer, potroi swój wkład - ale gdy nie trafi, straci wszystko. Tak właśnie wygląda obecna sytuacja. Dla większości ekspertów jest już oczywiste, że strefa euro w obecnym kształcie nie przetrwa - dlatego wiara w to, że uda się zachować status quo, przypomina zachowanie hazardzisty.

Hazardzista, obstawiając jeden numer, kieruje się intuicją, nie ma danych do analizy. Polska je ma - nasze dotychczasowe doświadczenia z Unią są bardzo pozytywne. Politycy mają na czym opierać swoje przekonania. Tym bardziej że mamy szansę na 80 mld euro w ramach polityki spójności na lata 2014-2020.
Elementem hazardu jest składanie gotowości Polski o wejściu do strefy euro. Bo w takich deklaracjach pobrzmiewa przekonanie, że uda się utrzymać obecny kryzys finansowy pod kontrolą. A to jest niemożliwe. Nie uda się uniknąć głębokiej recesji w strefie euro, która doprowadzi do głębokiego załamania europejskiej gospodarki. Można debatować, na ile ten kryzys zmieni całą Unię. Ale moim zdaniem obecne problemy odbiją się także na podstawowych wartościach UE, na przykład na strefie Schengen. Ciężka recesja spowoduje bowiem, że w Europie pojawią się obszary biedy, a kraje bogatsze będą w ten sposób chciały się od nich odciąć. Rozumiem, że polski rząd pokłada nadzieje w Unii, gdyż dzięki pieniądzom przyznanym nam obecnie w ramach polityki spójności może budować autostrady i stadiony - choć prawdę mówiąc, uważam, że za biedni jesteśmy na to, by na obecnym etapie rozwoju inwestować w infrastrukturę sportową. Ale jeśli ktoś liczy, że po 2014 r. dostaniemy 80 mld euro na rozwój z Brukseli, to się przeliczy.

Jak bardzo?

Kraje strefy euro przez najbliższe pięć lat będą się zajmować dzieleniem biedą. Muszą one ustalić, które państwo ma zbiednieć i o ile. Polska do tego nie powinna się wtrącać

Skala kryzysu, który nadchodzi, i konieczność ratowania strefy euro będą Unię tyle kosztowały, że możemy zapomnieć o środkach, o jakich marzymy. Nie wiem, kiedy decyzje w tej sprawie zostaną podjęte: czy w roku następnym, czy w 2013. Ale nie mam wątpliwości, że środki na inwestycje z UE w następnej perspektywie finansowej będą dużo mniejsze niż wcześniejsze przewidywania. Na pewno dostaniemy środki na dokończenie rozpoczętych już inwestycji - Unia nie oszalała na tyle, żeby zostawić rozgrzebane drogi. Ale nie liczyłbym na żadne nowe pieniądze. Może co najwyżej będą ogólnie dostępne środki na badania i rozwój, które będą rozdzielane w konkursach. Dlatego tym bardziej należy przeanalizować nasze deklaracje o gotowości do wejścia do strefy euro. Tym bardziej że przykład Finlandii, która do niej weszła, dowodzi, że wcale nie musi to być właściwy ruch - sąsiednia Szwecja, która nie przystąpiła do unii walutowej, radzi sobie dużo lepiej.

CZYTAJ TEŻ:
* Szczyt UE: Londyn zablokował zmianę traktatu. Będzie Europa 17+6
* 200 mld euro dla MFW. Van Rompuy: UE zwiększa środki, bo odpowiedzieć na kryzys
* Petru: Polska może pozostać zieloną wyspą. Z pomocą Niemiec...
* Tusk o ''diabelskiej'' alternatywie. ''Doprowadzą UE do ruiny, a swoich pieniędzy i tak nie uratują''

Z drugiej strony ekonomiści i politycy zgodnie podkreślają, że Unia jest na tyle bogata, że byłaby w stanie spłacić własne długi. Czy mówiąc o recesji, ma więc Pan na myśli fakt, że te oszczędności są ulokowane na prywatnych kątach, czy raczej to, że Europa zatraciła możliwość rozwoju i pozostaje jej jedynie wyprzedawanie sreber rodowych?
Unia nie ma tak dużych pieniędzy, by uratować Włochy przed bankructwem. Rzym ma prawie 2 bln euro długu. Jeśli do tego doliczymy źle ulokowane kapitały europejskich banków, których wartość sięga już biliona euro, to widzimy, że trzeba natychmiast wyasygnować ok. 3 bln euro na pokrycie strat i nie dopuścić do załamania się systemu gospodarczego strefy euro. Takich pieniędzy dziś w Europie nikt nie ma. Być może komuś wydaje się, że można wprowadzić narodowy podatek w wysokości 50 proc. oszczędności i w ten sposób pokryć straty, ale ja nie uważam tego za właściwe rozwiązanie. Bo takie rozwiązanie można by przeprowadzić tylko w sytuacji, kiedy władzę w Europie obejmuje junta wojskowa. Mimo wszystko na kontynencie jakieś resztki demokracji pozostały. Ona i tak jest kulawa i stosowana głównie na użytek mediów. Wprowadzone niedawno rządy technokratów w Grecji i we Włoszech deficyt demokracji jeszcze pogłębiły, ale mimo wszystko cały czas jej pozostałości obowiązują, nie doczekaliśmy się czasów junty. A skoro tak, to nie wyobrażam sobie sytuacji, w której wprowadzamy duży podatek od oszczędności. A inaczej obecne problemy będzie bardzo trudno rozwiązać.

Wszyscy pokładają nadzieję, że sytuację uratuje Angela Merkel.
Gdyby Berlin dał gwarancje pokrywające dług publiczny Włoch, to niemiecki dług publiczny przekroczyłby 120 proc. PKB. W takiej sytuacji Niemcy pożegnałyby się z wysokim ratingiem, straciłyby nie tylko obecne AAA, ale nawet AA.

Od tego, czy obecny pożar w strefie euro uda się zahamować, zależy polityczna przyszłość Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy'ego. Trudno sobie wyobrazić opanowanie problemów bez mocniejszego otwarcia portfeli. Czy nie będą oni chcieli na przykład przekonać Europejskiego Banku Centralnego, by w końcu dodrukował więcej euro?
Wyobrażam sobie, że na tym polega finezyjna gra, która teraz jest prowadzona. Jej celem jest stworzenie warunków dla EBC, by połamał wszystkie zasady do tej pory go obowiązujące. W wielu stabilnych krajach Europy od czasów II wojny światowej zasady prowadzenia są jasne. Teraz jednak powoli zmierzamy w kierunku sytuacji, kiedy zostaną one radykalnie zmienione.
W brukselskim żargonie mówi się o zamianie EBC w europejski Fed, amerykański bank centralny.
Tyle że w Europie przez kilkaset lat wykształciła się inna tradycja. Amerykański bank centralny ma jednak kompletnie odmienny mandat do działania niż jego europejski odpowiednik. Fed w USA ma dwa cele: utrzymać stabilne ceny i niskie bezrobocie, natomiast EBC ma przede wszystkim troszczyć się o niskie ceny. Zatrudnienia miały pilnować przede wszystkim rządy, które jednak pokpiły sprawę, zadłużając się do granic absurdu. Ale nie znaczy to, że można uratować sytuację prostą zamianą EBC w euro-Fed. Przede wszystkim nigdy nie zgodzą się na to Niemcy. Gra toczy się więc o to, żeby zmusić bank centralny do masowego dodruku pieniądza. Oczywiście, zostanie to jakoś ładnie nazwane, stworzy się jakiś międzynarodowy fundusz o wygodnym skrócie jak EFSF czy ESM - ale dojdzie do tego tylko dlatego, że wygodniej jest pożyczać pieniądze od międzynarodowej instytucji niż od innego rządu. Ale takie działanie ma swoje ograniczenia. Naciskanie na EBC, aby dodrukował bardzo duże sumy, rodzi ryzyko, że z tego interesu wypiszą się Niemcy. Bo drukowanie pieniędzy niczego nie załatwia.

CZYTAJ TEŻ:
* Szczyt UE: Londyn zablokował zmianę traktatu. Będzie Europa 17+6
* 200 mld euro dla MFW. Van Rompuy: UE zwiększa środki, bo odpowiedzieć na kryzys
* Petru: Polska może pozostać zieloną wyspą. Z pomocą Niemiec...
* Tusk o ''diabelskiej'' alternatywie. ''Doprowadzą UE do ruiny, a swoich pieniędzy i tak nie uratują''

Pozwala kupić czas.
Opóźnia tylko to, co jest nieuchronne. Nawet jeśli się wydrukuje pierdylion euro, jak teraz mówi młodzież, by wykupić włoskie długi, to i tak za chwilę pojawią się nowe dane o PKB Włoch - i okaże się, że ich gospodarka kurczy się o kilka procent. I problemy znów wrócą. Bo politycy nie rozumieją podstawowych kwestii. Od pewnego czasu nie mówię o nich inaczej niż euromatoły. Jeśli EBC zacznie kupować włoskie obligacje, to banki uciekną z tego kraju jak szczury. A przecież od takiego działania dług publiczny Włoch nie spadnie, a w takiej sytuacji żaden inwestor nie zaryzykuje wydania pieniędzy na papiery dłużne tego kraju. Także deklaracje Merkel i Sarkozy'ego o tym, że sektor prywatny nie straci pieniędzy w wyniku tego kryzysu, są bez pokrycia. Dziś trudno w to uwierzyć. Natomiast interwencja banku centralnego pozwoliła bankom na szybką ucieczkę z Włoch i z kilku innych zagrożonych kryzysem krajów, także Francji. Jak się tego nie rozumie, jeśli politycy nie rozumieją tak podstawowych procesów ekonomicznych, to znaczy, że Unią Europejską zarządzają euromatoły. Oni muszą opanować podstawowe zasady, na przykład takie, że dodrukowanie pieniędzy tylko odroczy problemy. Być może o trzy miesiące, być może o pół roku, a być może o trzy dni - bo rynki w tym czasie dojdą do wniosku, że w ten sposób problemów zatrzymać się nie da. Dlatego uważałem od początku, że należało działać w inny sposób.

(...)

Jak wobec obecnych zmian powinna zachować się Polska? Wyraźnie widać, że z głównego nurtu integracji jesteśmy wypychani - choć wcale nie stanowimy źródła problemów.
Nam się wydaje, że nasz głos jest słyszany i może wpłynąć na bieg sytuacji w strefie euro. Na pewno w interesie Polski jest to, żeby Unia się rozwijała - i to powinniśmy mówić przede wszystkim. Naszym zadaniem nie powinno być wpychanie się do eurordzenia - bo tak naprawdę nie wiadomo, w jakim kształcie on przetrwa.

Patrząc na sytuację z perspektywy geopolitycznej, jest to ważne - Polska w sojuszu z Europą szuka dla siebie gwarancji bezpieczeństwa.
Tak, nasze położenie geograficzne zawsze było nieszczególne - i to się już nie zmieni. Na pewno ma to duży wpływ na nasze wybory polityczne. Ale eurordzeń staje się grupą krajów, która w najbliższych pięciu latach będzie się zajmować dzieleniem biedy. Te 17 państw musi teraz określić, jak bardzo mają zbiednieć Włosi, jak Grecy, a jak Francuzi i Niemcy. Taka dyskusja nie jest zbyt porywająca. Dlatego Polska powinna stać w jednym szeregu z Wielką Brytanią, Szwecją i pilnować, zachowania obecnego kształtu UE. Krajom strefy euro nie należy przeszkadzać w ich dzieleniu się biedą. Ale powinno nam zależeć, by zachować główne filary UE, jak swobodny przepływ towarów, usług, ludzi. Te wolności należy utrzymać, bo to jest największa wartość zjednoczonej Europy.

Wideo

Komentarze 15

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
Lubelak.

Trzeba zrobić wszystko aby Euro upadło ,to jedyny ratunek dla Europy przed całkowitą globalizacją i zniewoleniem.

S
Sybirak

Takichuj jak słonia nos. Urban

_JaC.

...które sama stwarza. Zupełnie, jak realny socjalizm. A rządy się przecież jakoś wyżywią. Nawet grecki jakby co. I o to chodzi. Aby im wszystkim wyżywiało się lepiej.

t
todd

no i okazuje się,że dobrze,że namawiał. Bo teraz zapanował conDonkoPOdobny szrot do POklepywania. A tam za swoją pracę mają mieszkania, domy i samochody oraz rząd co wpierw uzgadnia stanowisko w parlamencie SWOJEGO kraju a dopiero później POza granicami. Ale ty sybirak wolisz "conDonkoPOdobny wysoki standard POklepywania PO pleckach i POsyłania durnia na wycieczki (sympozja)"... widać,iż Syberia nie jest gwarantem rozumu lecz przywiazania . Tylko do czego ? Eurokołchoz ci się zamarzył ?

s
sułek

Europa federalna to utopia- za duże różnice kulturowe, cywilizacyjne i gospodarcze. Ńiwelowanie tych różnic to zadanie na setki lat pod warunkiem znalezienia madrej scieżki dojścia. Najpierw musiałoby dojść do wyrównania poziomów gospodarczego i cywilizacyjnego. Najtrudniejszy problem to różnice kulturowe w tym oczywiście sprawa różnorodności języków. W tym zakresie łagodzenie różnic trwałoby najdłuzej i to pod warunkiem istotnego wyrównania poziomów zycia ludności celem stworzenia klimatu dla innych przedsięwzięc. Jeżeli właśnie tak spojrzeć na ten problem Europy to na najblizsze kilkadziesiat lat musi wystarczyć strefa wolnego handlu, przepływu kapitałów, towarów i ludzi i powolne wprowadzanie wspólnej waluty i to tylko w tych krajach, które gwarantują odpowiedni poziom. Na obecna chwilę federalną Europę mozna tylko utworzyć siłą lub ajkimś przymusem ekonomicznym ale skutki takiego kroku byłyby opłakane.

S
Sybirak

Ty, pislamski idioto, przynajmniej nie łżyj jak bura suka Dorna, bo do wyjazdu do Anglii i Hiszpanii namawiał Marcinkiewicz, wówczas pislam, więc nie zwalaj winy na PO.

S
Sybirak

A jaki ten s.s. zadowolony.

W
Widukind

Nie uwzględniłeś tych co wyjechali za chlebem tj. 3-5 mln ( dokładna liczba nie jest znana). Partia Obłąkanych nie zrobiła nic aby choć nie przeszkadzać tym który się jeszcze chce . Wręcz odwrotnie, mam wrażenie jakby chciała ich dobić. No to w końcu dopuścił tych wariatów POnownie do koryta ?

i
inżynier

Nie trzeba być wielkim ekspertem, aby dojść do wnisku że UE nie przetrwa. Wystarczy nieco orientacji w ekonomii. Jeśli działania ekonomicczne oparte są o masowy druk pieniędzy (obligacje na 10 pokoleń do przodu) oraz chojne rozdawanie ich, aby zaspokoić coraz bardziej absurdalne ambicje polityków, to trudno zakładać, ze to jest zdrowy mechanizm. Parę lat temu (przed wstąpieniem do UE) mówił o tym pan Janusz Korwin-Mikke, no ale cóż ... . My się zawsze musimy wpakować w jakieś utopie, nakręcani wzniosłą ideą.

t
todd

uprawianie POlityki POprzez POklepywanie się PO pleckach i POdjudzanie "tresowanych POprzez zaprzyjaźnione media" Baranów na innych Polaków wcześniej czy później musiało przynieść opłakany rezultat..."CUDOTFÓRCA" okazał się nagusieńki, bo nagi był od POczątku. Tylko Barany chciały być naiwne i nawet zapleśniałą ścianę POd którą CUDOTFÓRCA wraz z plemiennym szamanem się fotografował POsłusznie POmyliły z Wyspą zaPOminając o obiecanych "szufladach" i "fachowcach" nawet gdy ci okazywali się wyżelowanymi Baranami i dwóch lewych raciczkach.

t
tak

Tam jest cała prawda!

J
Jacek

Ale w tej wypowiedzi tkwi błąd, że tak powiem, systemowy. Wedle obecnie obowiązującej doktryny społeczno-ekonomicznej państwo niewiele może zdziałać w zakresie likwidacji bezrobocia; to mają zrobić prywatni przedsiębiorcy. A jak skutecznie oni to robią to widać. Prywatny przedsiębiorca jest z natury egoistą i zawsze będzie patrzył tylko na czubek własnego nosa. Żeby go zmusić do działania, czyli tworzenia nowych miejsc pracy a raczej miejsc zysku dla niego, bo to jest właściwe określenie, trzeba sprawić, aby stał się biedniejszy i to jest jedyna droga w naszej rzeczywistości. Tymczasem obecne władze starają się im "ulżyć" czyli dać im więcej bez żadnego wysiłku z ich strony. Oczywiście, koszty pracy należy zmniejszać; przedsiębiorców należy skubać zwiększając im podatki z osiąganych zysków a pozostałe należy zmniejszać. Inną drogą jest zmiana podstaw ustrojowych państwa i wprowadzenie konkurencji między sektorem prywatnym i państwowym.

c
cezar

Od 12 grudnia przez Polskę będzie mknął luksusowy pociąg Paryż - Moskwa. PKP na potrzeby tego składu wynajmuje swoją najlepszą i najszybszą lokomotywę. Nie byłoby może nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że w naszym kraju nikt nie ma prawa do tego pociągu wsiąść. Już nawet nie chcą POpaprańców ogladać.

J
Jacek

Powiem szczerze, że wypowiedź pana profesora wydaje mi się naiwna. Spodziewałem się po nim więcej. Niewiele jego opinia rożni się od urzędowej opinii lansowanej przez służebne wobec PO media. Różnica jest chyba tylko w tym, że tamci są większymi optymistami.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Rybiński: Bez szybkich i radykalnych działań strefę euro czeka wyrok śmierci

Dodaj ogłoszenie