Rugby: Mołdawski walec odbił się od polskiej ściany. Polska...

    Rugby: Mołdawski walec odbił się od polskiej ściany. Polska - Mołdawia 18:14 [ZDJĘCIA]

    Robert Małolepszy

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Polska - Mołdawia 18:14
    1/38
    przejdź do galerii

    Polska - Mołdawia 18:14 ©Bartek Syta

    Takiego meczu polscy kibice rugby nie widzieli od dawna. Biało-czerwoni pokonali w Warszawie na stadionie Polonii faworyzowaną Mołdawią 18:14. Polacy do ostatniej sekundy meczu bronili się na linii własnego pola punktowego.
    Publiczność, wśród której był m.in. prezes PZPN Zbigniew Boniek, szalała. Nie było chyba nikogo, kto wyszedł ze stadionu bez zdartego gardła. Podopieczni Marka Płonki dwoili się i troili, by zatrzymać Mołdawian. Rywale to zespół złożony w zdecydowanej większości z zawodników występujących w bardzo dobrych, europejskich klubach. Zwłaszcza ich formacja młyna to prawdziwy potwór, czy jak kto woli walec, który potrafi zmiażdżyć każdą obronę. Mołdawianie, którzy rugby uczyli się od Rumunów (regularny uczestnik Pucharu Świata) mają zawodników o monstrualnych wręcz warunkach fizycznych. Potrafią to świetnie wykorzystać.

    Biało-czerwonym nigdy nie grało się z nimi dobrze. Dość powiedzieć, że na siedem rozegranych do soboty meczów, nasza drużyna wygrała tylko jeden i jeden zremisowała. Ostatnie starcie, w listopadzie zeszłego roku w Kiszyniowie skończyło się porażką biało-czerwonych 28:45.

    Przed meczem Polacy pojechali pod francuską ambasadę – złożyli wieniec i zapalili znicz. Wcześniej kapelan kadry Tyberiusz Kroplewski odprawił dla zawodników mszę, intencja była oczywista. Wielu Polaków gra we Francji. Nasze związki z tamtejszym rugby są wyjątkowo mocne.

    Organizatorzy ze względu na wydarzenia w Paryżu zrezygnowali z wyjątkowo efektownej, pierwszej takiej w historii polskiego rugby oprawy meczu. Zamiast tego była minuta ciszy i Marsylianka.

    - Wszyscy skazali was na porażkę. Zamierzacie tak wyjść na boisko. Podnieście głowy, uwierzcie w siebie. Pokażcie na co was stać – krzyczał w szatni przed meczem do swoich zawodników trener Marek Płonka.

    I uwierzyli! Od pierwszej minuty rozgorzała walką, której nie powstydziłby się najlepsze ekipy Europy. Rywale atakowali niemal non stop, nasi bronili z niesamowitą determinacją. Dawno już hasło jeden z wszystkich, wszyscy za jednego, nie miało tak naocznego zastosowania, jak w tym spotkaniu.

    - Mamy to!!! Walec zderzył się ze ścianą – napisał po meczu Adrian Chróściel, zawodnik pierwszej linii młyna, który pojawił się na boisku w drugiej połowie.

    Polacy szarżowali rywali jak szaleni. Po dwóch, po trzech. Natychmiast podnosząc się z ziemi, by w tej samej akcji wziąć udział w obronie raz jeszcze.

    Biało-czerwoni grali z wielkim sercem, ale też z głową. Sprytnym, taktycznym fortelem wytrącili Mołdawianom z rąk ich największy atut, czyli możliwość wiązania tzw. formacji mola po aucie. Skupieni w jednym miejscu, chroniąc piłkę u ostatniego, potrafią zdobyć tym molem kilkadziesiąt metrów. W Kiszyniowie większość punktów traciliśmy właśnie po takich akcjach. Teraz udało się Mołdawianom związać ofensywnego mola tylko raz. Oczywiście przepchnęli naszych dobre 30 m, ale stracili ostatecznie piłkę.

    Do przerwy było 3:0 po udanym kopie na bramkę z rzutu karnego Dawida Banaszka. Potem 6:0. Ok. 25 minut przed końcem meczu mołdawski walec wreszcie wjechał na nasze pole punktowe. Zrobiło się 7:6 dla rywali. Polacy się nie załamali – dwie wspaniałe akcje całej naszej drużyny, szybkość i spryt Szymona Sirockiego, inteligencja Patryka Reksulaka – dały nam dwa przyłożenia. Sirockiego i Wilczuka. Siedem minut przed końcem prowadziliśmy 18:7. A potem emocje… już tylko rosły. Rywale znów wjechali swoim walcem za linię pola punktowego. 18:14 i dalszy atak Mołdawii.

    Czas minął, sędzia jednak nie przerywał. Takie są przepisy rugby. Nawet jeśli minie regulaminowy czas gry, a minął, akcja toczy się aż do momentu, aż piłka stanie się martwa (zostanie wykopana w aut, wypadnie do przodu, lub zespół zdobędzie punkt). Mołdawia przez cztery minuty była metr od naszego pola. W końcu udało im się po raz trzeci tego dnia znaleźć się za upragnioną linią.

    I znów zadecydował spryt Polaków. Przyłożenie, by było zaliczone, musi być wykonane tak, by piłka dotknęła murawy. Nie wystarczy tylko być na polu punktowym, jak w futbolu amerykańskim. Nasi podłożyli ręce pod jajo – utrzymali ją w górze. A to również jest moment, który uznawany jest za chwilę, gdy piłka staje się martwa. Sędzia skończył mecz. Wygraliśmy 18:14.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Tabela Ekstraklasy

    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Awans do grupy mistrzowskiej
    Miejsce w grupie spadkowej
    1 Legia Warszawa Live 12 24 7 3 2 18-12
    2 Jagiellonia Białystok Live 12 23 7 2 3 19-14
    3 Lechia Gdańsk Live 12 22 6 4 2 21-14
    4 Piast Gliwice Live 12 21 6 3 3 18-16
    5 Wisła Kraków Live 12 20 6 2 4 20-12
    6 Lech Poznań Live 12 20 6 2 4 19-15
    7 Korona Kielce Live 12 19 5 4 3 16-14
    8 Arka Gdynia Live 12 17 4 5 3 14-12
    9 Zagłębie Lubin Live 12 17 5 2 5 20-20
    10 Pogoń Szczecin Live 12 13 3 4 5 14-15
    11 Śląsk Wrocław Live 12 12 3 3 6 17-17
    12 Miedź Legnica Live 12 12 3 3 6 16-23
    13 Wisła Płock Live 12 11 2 5 5 17-23
    14 Zagłębie Sosnowiec Live 12 10 2 4 6 18-25
    15 Górnik Zabrze Live 11 9 1 6 4 11-17
    16 Cracovia Live 11 7 1 4 6 8-17