Rudolf Skowroński. Najdroższy polski zaginiony

Witold Głowacki
Michał Rozbicki/Reporter
Policja szuka go od ośmiu lat bez specjalnych rezultatów. Rudolf Skowroński nie został też odnaleziony przez nikogo innego - choć próbowało wielu. Historię ściganego zaginionego, który zostawił w Polsce majątek wart co najmniej 150 mln - opisuje Witold Głowacki.

Ktoś pamięta jeszcze to nazwisko? Rudolf Skowroński - w latach 90. jeden z najbogatszych Polaków, oligarcha pełną gębą. Jego bliższych lub dalszych przyjaciół można było znaleźć i w składach kilku rządów, i na liście podejrzanych w co sensowniejszej aferze III RP. To on handlował bronią, szmaragdami i być może narkotykami z legendą afgańskich mudżahedinów Ahmedem Szachem Massudem, to w związku z nim też Andrzej Lepper dostał swój pierwszy wyrok. Należało do niego pół Mikołajek i 6 tys. hektarów ziemi na Mazurach. To on wreszcie był "przewodnikiem po Polsce" dwóch wielkich francuskich sieci hipermarketów, a także niedoszłym wybawcą Nicoli Grauso.

Ale nie był bynajmniej postacią z operetki. Bano się go.

A dziś? Niektórzy mówią, że twórca holdingu Inter Commerce mieszka sobie spokojnie za granicą, inni rzucają coś o Mazurach, gdzie Skowroński miał niejedną posiadłość i całe połacie ziemi. Jeszcze inni wskazują raczej dno Wisły lub piasek Puszczy Kampinoskiej. Ostatni raz poważniej wspominano o nim po śmierci Leppera. Szukali go żona, siostra, syn, były as wywiadu i zarazem współpracownik Skowrońskiego Aleksander Makowski, biznesowi partnerzy i policjanci z CBŚ. Nikt nie chwalił się jednak jego odnalezieniem.

W historii Skowrońskiego i jego biznesów nic nie jest proste. Im dalej w nią zaglądamy, tym więcej widzimy pytań, które przez długie lata pozostawały bez odpowiedzi. I tak tylko na część da się jakoś odpowiedzieć nawet z dzisiejszej perspektywy.

2005 i dużo później

Niebawem już ósma rocznica zniknięcia człowieka, na punkcie którego zwariowała Maria Wiernikowska. Traciła wtedy władzę millerowska lewica, dogorywał rząd Belki, kończył się proces w sprawie Starachowic. Ostatni raz widziano Skowrońskiego 18 stycznia 2005 r. na warszawskiej Starówce, gdzie mieszkał. Mieszkał to trochę za mało powiedziane - chodzi o kawał okazałej kamienicy zbudowanej na zboczu skarpy - tej z efektownym długim mostkiem łączącym górne wejście z malowniczą Brzozową. Od tamtego czasu już Skowrońskiego na Starówce ani nigdzie indziej w Polsce nie widywano. Jego zniknięcie zbiegło się z momentem, w którym prokuratura zamierzała mu postawić zarzuty wyłudzenia dopłat na zboże. Ale i tak miał już jeden proces - o wręczanie łapówek członkom zarządu miasta w Łodzi. Przyjeżdżał tam na rozprawy, nie uchylał się.

Po zniknięciu Skowrońskiego prokuratura rozpoczęła w końcu śledztwo w sprawie jego domniemanego porwania lub zabójstwa. Umorzono je po roku. Za Skowrońskim poszły za to listy gończe - trafił nawet na policyjną toplistę najbardziej poszukiwanych przestępców w Polsce. Już w 2006 r. ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ogłosił, że na liście tej Skowroński figuruje na drugiej pozycji. To za sprawą kolejnych zarzutów - o korumpowanie urzędników Ministerstwa Finansów - co wyszło na jaw przy okazji śledztwa w sprawie Henryka Stokłosy.

Nikt jednak Skowrońskiego nie odnalazł. - Z dwóch niezależnych od siebie źródeł, do jakich dotarliśmy, wynika, że Skowroński żyje i ma się dobrze - pisał wprawdzie w "Polityce" prawie cztery lata temu Piotr Pytlakowski. Ale nikt oficjalnie tego nie potwierdził. Pojawiały się rozmaite pogłoski. Że Skowroński może mieszkać we Francji wspierany przez swych dawnych francuskich partnerów biznesowych. Że do dziś korzysta z ochrony polskich służb. Że ukrywa się - ale nie przed policją, lecz przed wierzycielami - i to w związku z niekoniecznie legalnymi interesami. Że widziano go także w Polsce, na Mazurach.

2010 i dużo wcześniej

Nie licząc przyjaciół i rodziny, najdłużej zapewne pamiętano o Skowrońskim w PKP. Dopiero rok temu koleje przejęły po latach sądowych batalii utworzoną przez Skowrońskiego spółkę Polma. I odzyskały w ten sposób kontrolę nad mitycznym warszawskim budowlanym eldorado, czyli ponad siedmioma do dziś niezagospodarowanymi hektarami ziemi wokół dworca Głównego. Właśnie Polma mogła być chyba największym przedsięwzięciem Skowrońskiego. Konsorcjum powstało pod koniec lat 90. Ale tak naprawdę dopiero po zniknięciu Skowrońskiego do opinii publicznej zaczęło docierać, jak interesujące było to partnerstwo biznesowe. Wśród wspólników Skowrońskiego był więc słynny Edward Mazur - najczęściej wymieniany w związku ze śmiercią generała Papały i nieudanym wnioskiem o ekstradycję biznesmena z USA. Był też wśród założycieli Polmy najbogatszy swego czasu poseł Zbigniew Komorowski, który na początku lat 90. właśnie przy pomocy pieniędzy Mazura kładł fundamenty pod jogurtowe imperium Bakomy. Był i właściciel Marcpolu Marek Mikuśkiewicz (jeszcze w 2010 r. jego majątek był wyceniany na 3,9 mld zł, jednak kilka miesięcy temu komornik musiał podjąć próbę zlicytowania akcji Marcpolu, by zaspokoić dłużników - całą resztą majątku cieszą się już członkowie rodziny). W roli prezesa Polmy obsadzili natomiast panowie byłego ministra Jacka Buchacza (tego od "trójkąta Buchacza", czyli parauwłaszczeniowej operacji, w wyniku której Skarb Państwa za pierwszych rządów PSL i SLD stracił kontrolę nad udziałami w kilku centralach handlu zagranicznego wartymi od 500 do 800 mln zł).

Szukali go żona, siostra, syn, brat, biznesowi partnerzy, policjanci z CBŚ, być może gangsterzy, a nawet pewien krajowy superszpieg. Nikt jednak nie chwalił się jego odnalezieniem

Biznesplan Polmy polegał na budowie ogromnego centrum handlowego właściwie w centrum Warszawy. Miało ono mieć powierzchnię 140 tys. m kw. - zdecydowanie największą wówczas w całej Polsce. Do pozyskania gruntu miały się przyczynić kontakty Skowrońskiego nawiązane z Biurem Nieruchomości PKP w czasach, gdy wespół z Carrefourem budował istniejące do dziś na warszawskiej Pradze CH Wileńska (o koncepcji zbliżonej do tego, co Polma zamierzała zrealizować w wielokrotnie większej skali na dworcu Głównym). To na interesach z Francuzami Inter Commerce zarobiło chyba najwięcej pieniędzy. Skowroński zajmował się wykupem działek dla sieci hipermarketów - z tym też wiązała się część podejrzeń o korupcję na szczeblu miejsko-samorządowym.

Choć Polmie niemal udało się wykupić grunt za śmiesznie niską cenę odpowiadającą zaledwie wartości czynszu za 14 lat i tak dziwnie niedrogiej dzierżawy, to jednak w 2002 r. finalizację transakcji zablokował ówczesny minister infrastruktury Marek Pol. Z przyczyn dość oczywistych ekipa z Polmy wprawiała w konsternację nawet polityków z ekipy Millera. Od tego czasu trwał pat - przerywany starciami w sądach - przez jakiś czas inwestorzy Polmy straszyli np. pozwem na 3 mld zł z tytułu utraconych zysków, by w końcu po prawie dekadzie wycofać się z interesu za marne 8 mln zapłacone przez PKP.

2001 Klewki

Początkowo głównym bohaterem tej historii był Andrzej Lepper. Z sejmowej mównicy oskarżył on polityków lewicy o przyjmowanie łapówek. Mówił też o lądowaniu śmigłowcem afgańskich talibów w latyfundium Skowrońskiego w Klewkach. Informatorem Leppera był niejaki Bogdan Gasiński - były dyrektor jednego z gospodarstw Skowrońskiego. Człowiek, który, jak się później okazało, potrafi bez zająknięcia mieszać prawdę z półprawdą i z wyssaną z palca bzdurą. Dlatego właśnie historia z talibami szybko została uznana za podstawowy dowód kompletnego braku wiarygodności Gasińskiego - i pośrednio Leppera. Śmiechu było co niemiara. "Gazeta Wyborcza" uruchomiła nawet cykl satyryczny "Wieści z Klewek".

Sprawę Klewek zbadała bardziej serio tylko znana dziennikarka TVP Maria Wiernikowska. Pojechała do tej podolsztyńskiej miejscowości, rozmawiała z miejscowymi i pracownikami Skowrońskiego i udowodniła, że rzeczywiście przylatywali tam helikopterem Afgańczycy. Tyle że nie talibowie, a mudżahedini od Ahmeda Szacha Massuda. Nie - jak twierdził Gasiński - po bakterie wąglika, lecz by handlować ze Skowrońskim.

Materiału Wiernikowskiej nie chciała puścić TVP. Żadna gazeta też ponoć nie była zainteresowana jej reportażem. Sprawa Klewek w zasadzie przerwała jej karierę. Dopiero w 2005 r. udało się jej wydać książkę "Zwariowałam", w której opisuje całą historię. Później skończyła film pod tym samym tytułem. Wyemitowano go za sprawą Sylwestra Latkowskiego w 2006 r. - w TVP pod rządami Bronisława Wildsteina.

Dopiero dziś być może wiemy więcej o rzeczywistych powodach wizyt Afgańczyków u Skowrońskiego. Aleksander Makowski, były wysoki funkcjonariusz wywiadu w PRL, w wolnej Polsce zaś współpracujący z WSI, w swej niedawno wydanej książce pisze o operacji specjalnej wojskowych służb obejmującej m.in. handel afgańskimi szmaragdami i druk banknotów dla Afganistanu w Polsce z poszukiwaniami Osamy bin Ladena w tle. To właśnie ze Skowrońskim miał Makowski w 1997 r. po raz pierwszy pojechać do Massuda. Skowroński miał zarabiać właśnie na szmaragdach - płacąc za nie Afgańczykom najprawdopodobniej między innymi bronią (z krajów byłego ZSRR). Ale Gasiński opowiadał też o handlu narkotykami - nie jest tajemnicą, że do dziś jest to jedno z podstawowych źródeł dochodu afgańskich klanów. I o dostarczaniu ich polskim gangom. W żaden sposób tego nie udowodniono.

Z kolei Aleksander Makowski był już znacznie wcześniej powiązany biznesowo ze Skowrońskim.

1994. Z Beatą Tyszkiewicz i Nicolą Grauso za pan brat

Dziwnym trafem o tej akcji Skowrońskiego już w epoce Klewek wspominano niezwykle rzadko. A była ona brawurowa.

W 1994 r. weszły w życie przepisy regulujące dziki dotąd rynek telewizyjny. Powstała KRRiT, która miała przyznać pierwszą koncesję na ogólnopolskie nadawanie. Nowe przepisy najmocniej biły w sardyńskiego Włocha Nicolę Grauso, przyjaciela i partnera biznesowego Silvia Berlusconiego, który chciał robić pieniądze na polskich mediach. To do niego należało wówczas "Życie Warszawy", a także największa wtedy komercyjna TV - Polonia 1.

Już pod koniec sierpnia policyjni technicy w asyście antyterrorystów dokonali akcji zamknięcia części nadajników należących do telewizji Grauso. Wtedy gruchnęła wieść, że Polonię 1 kupi polski inwestor - ściśle mówiąc Polska Korporacja Handlowa. Część mediów pisała wręcz już o dokonanym akcie sprzedaży. W rzeczywistości skończyło się na liście intencyjnym. PKH współtworzyli Rudolf Skowroński, Leonard Praśniewski, January Gościmski, Lech Jaworowicz, Tadeusz Jastrzębski, Zbigniew Grycan, Adam Kozłowski, Holding Wars, Izba Kupców i Przemysłowców, Jerzy Krogulec, Grażyna Wencel, Beata Tyszkiewicz, Kazimierz Morawski, Marek Mikuśkiewicz, Elżbieta Wiśniewska, Anna Woźniak-Starak. Dodatkowo wśród przyszłych akcjonariuszy PKH wymieniano znanych wówczas polityków - jak Mieczysława F. Rakowskiego, Romualda Szeremietiewa, Jacka Merkla. Ten ostatni, wraz zresztą z m.in. Beatą Tyszkiewicz, zasiadł nawet w radzie nadzorczej PKH.

Wyglądało to tak, jakby pół elity polskiego biznesu zamierzało inwestować w firmę Grauso. W rzeczywistości nie doszło jednak do rzeczywistej transakcji. Mogło natomiast chodzić o wywarcie na KRRiT wrażenia, że Polonia 1 będzie niebawem w polskich rękach - zatem ma prawo ubiegać się o pierwszą koncesję.

Nie wyszło. Krajowa Rada przyznała ostatecznie tę pierwszą koncesję Polsatowi. Tym oto sposobem dalszą historię komercyjnej TV w Polsce pisał już Zygmunt Solorz-Żak, nie zaś Grauso ze Skowrońskim. Sam Grauso niedługo później wycofał się z polskich interesów. Za to do dziś działa - jako telewizja satelitarna - sama Polonia 1.

Przed 1989. Oficjalna legenda - złoty biznes czasów przełomu

Historia Skowrońskiego urywa się tajemniczym zniknięciem. Zdecydowanie nietypowo więc, jak na schemat największych biznesowych karier rozpoczętych u schyłku PRL. Za to zaczyna się jak najbardziej zgodnie z klasycznymi regułami gatunku. Wszystko tu było jak należy.

Inter Commerce powstało na początku 1987 r. W 1989 r. - ale jeszcze mocno przed czerwcem spółka ogłosiła i wsparła kampanię reklamową z gigantycznym jak na owe czasy rozmachem - swą superofertę. Otóż każdemu, kto wpłaci odpowiednią kwotę w walucie, przed upływem trzech miesięcy zostanie dostarczony telewizor lub magnetowid koreańskiej firmy Gold Star.
Ceny były świetne - odpowiadały kosztom sprzętu krajowej produkcji, a kasowały w przedbiegach ofertę Pewexu i Baltony. Polakom to się wyraźnie spodobało. Firma Skowrońskiego zebrała łącznie prawie 40 tys. zamówień na około 100 tys. sztuk sprzętu.

Przed 1989. Drugie dno legendy - przekręt na walucie

Nie każdy w ogóle odebrał swojego Gold Stara. A już mało kto odebrał go na czas. Od wiosny 1989 r. aż do początków 1990 r. Inter Commerce dysponowało dzięki temu czymś w rodzaju nieoprocentowanego kredytu w dolarach. W warunkach hiperinflacji - rzecz bezcenna. Tym bardziej, że chodziło o łącznie 15 mln dol. W 1990 r. Inter Commerce zalegało jednak tysiącom klientów ze zwrotem wpłat i z dostawą sprzętu Gold Star. Zaległości zostały w końcu uregulowane. Czy i ile zarobił Skowroński na obrocie walutą klientów w warunkach złotówkowej hiperinflacji, nie sposób oszacować.

Przed 1989. Trzecie dno legendy - i druga strona lustra

W filmie Wiernikowskiej jednym z najciekawszych momentów jest widzenie z Grzegorzem Żemkiem, głównym oskarżonym w "matce wszystkich afer", czyli w sprawie FOZZ. - Poznał mnie z nim ten Dochnal - mówi między innymi z dziwnym uśmieszkiem Żemek. Dodaje co nieco o pewnym generale uczestniczącym w rozmowach.

Jeszcze głębiej sięgnęło w latach 90. "Życie Warszawy" - pisząc, że kariera Skowrońskiego zaczęła się od kłopotów z prawem na początku lat 70 . Mimo tych kłopotów Skowroński miał jednak dziwnym trafem dostać paszport i zacząć robić interesy na Zachodzie. Na przykład w Berlinie Zachodnim, gdzie miał w latach 70. współpracować z czymś w rodzaju parabanku kontrolowanego przez ludzi peerelowskiego wywiadu.

Przy okazji historii z Nicolą Grauso i Polonią 1 "Rzeczpospolita" prześwietliła z kolei biznesowe początki firmy Inter Commerce - jeszcze w czasach PRL. Pojawia się tam Chrześcijańskie Stowarzyszenie Społeczne jako udziałowiec firmy Skowrońskiego. I Kazimierz Morawski - w latach PRL m.in. wiceszef Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej , członek PRON i Rady Państwa, a także regularny tajny współpracownik SB przez dwie dekady. W początkach III RP polityk pozujący wręcz na katolicko-narodowego prawicowca, później za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego przez rok jego doradca ds. mniejszości narodowych.

Oprócz Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego i KazimierzaMorawskiego pojawiają się w tym czasie powiązania Skowrońskiego z peerelowskim wywiadem. A we wczesnych latach 90. w dokumentach Inter Commerce zaczyna się stale przewijać nazwisko Aleksandra Makowskiego. Już wtedy też Skowroński zaczął nawiązywać kontakty w krajach b. ZSRR., wpisał też do zakresu działalności jednej ze swych firm (agencji reklamowej) handel bronią, amunicją, materiałami wybuchowymi, statkami, samobieżnymi pojazdami opancerzonymi i czołgami.

W 2013 r. będzie przypadać 62. rocznica urodzin Rudolfa Skowrońskiego

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
T.K
Czekam az go znajda
G
Gość
...I to dwukrotnie. Bez odniesienia do niego trudno pisać o Skowrońskim. Pozdrawiam, WG
i
iye
PT "Zwariowałam"
Dodaj ogłoszenie