Ruch na rzecz federalizacji Europy

Agaton Koziński
Fot. Polskapresse
Udostępnij:
Kobiety w krajach islamu rodzą mniej dzieci - Agaton Koziński podsumowuje tydzień w świecie idei.

Paryż, Francja

Unia Europejska wymaga bliższej integracji. Budujmy eurofederację - twierdzi znany francuski ekonomista Jacques Attali.

Attali w przeszłości był doradcą prezydenta Francji François Mitterranda, a także prezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Dziś jest cenionym komentatorem francuskich mediów, autorem książek (m.in. "Krótka historia przyszłości", "Słownik XXI wieku"), a także autorem bloga publikowanego na stronach tygodnika "L'Express". I właśnie na tym blogu przedstawił manifest eurofederacji - stworzony przez niego, a także przez Simone'a Harariego oraz Benedicta Thieulina.

Na jakich podstawach miałaby się opierać ta eurofederacja? Attali punktuje je bardzo precyzyjnie. Wychodzi z założenia, że Unia Europejska jako całość to najbogatszy region świata o niższym bezrobociu i mniejszym zadłużeniu i deficycie budżetowym niż Stany Zjednoczone. Jednak ten potencjał będzie w stanie wykorzystać tylko wtedy, gdy zacznie się bliżej integrować i wykorzystywać potencjał, jaki tkwi w innowacyjności. "Mamy tylko dwa wyjścia. Albo zachowamy obecną suwerenność narodową i jednocześnie będziemy się borykać z nieuregulowanym rynkiem, albo zaczniemy się wzmacniać poprzez budowę federalnych, demokratycznych instytucji" - twierdzi.

Czytaj też: Reforma emerytalna potrwa jeszcze wiele lat

W ostatniej części swego manifestu Attali wpada w tony bardzo wzniosłe. "My, obywatele Europy, bardzo chcemy zachować niezależność naszych nacji na świecie i wolność naszych ludzi" - podkreśla. I wzywa, aby wszystkie państwa Unii Europejskiej zaczęły się łączyć ze sobą. Przedstawia konkretne pomysły, na jakich to połączenie powinno się opierać. Postuluje na przykład stworzenie Kongresu Unii, dwuizbowego parlamentu europejskiego. Niższą izbą byłby obecny Parlament Europejski - deputowani do niego byliby wybierani w powszechnych wyborach z list ponadnarodowych. Izbą wyższą miałby być natomiast Senat Narodów. Taki parlament wybierałby prezydenta UE.

"Wzywamy Komisję Europejską, żeby podjęła niezbędne kroki potrzebne do zaprezentowania krajom członkowskim działań na rzecz federalizacji i demokratyzacji instytucji" - kończy swój manifest Attali.

Ten dokument został umieszczony na specjalnie stworzonej stronie internetowej Eurofederation.eu. Każdy może na nim złożyć swój podpis pod nim - kandydatury najważniejszych osób są wytłuszczane. Co uderzające, autorzy strony akcentują tylko podpisy obywateli państw starej Europy.

Jerozolima, Izrael

Po latach zaniedbań Jerozolima wreszcie wraca do życia - pisze Khaled Diab, arabski dziennikarz mieszkający w tym mieście.

Diab podkreśla, jak wielki wpływ na Jerozolimę miała intifada. Wtedy miasto zostało podzielone pomiędzy Izraelczyków a Palestyńczyków, co doprowadziło do całkowitej degradacji kulturalnej centrum. Co więcej, w podzielonym mieście brakowało inwestycji, podstawowych remontów. Tego stanu rzeczy nie udawało się zmienić przez wiele lat po zakończeniu intifady - mur dzielący Jerozolimę okazywał się trwalszy.

Przełom nastąpił, gdy zaczęto ożywiać życie kulturalne w Jerozolimie Wschodniej, w której mieszkają przede wszystkim Arabowie. Ważnym krokiem była m.in. budowa kina Al-Kuds, a także centrum kulturalnego Jabus. Właśnie w tym centrum są prezentowane filmy, także te, które pokazują życie Palestyńczyków w Izraelu - ich autentyczność przyciągnęła arabskich mieszkańców miasta do większej aktywności kulturalnej.

Tego typu działania odbudowują więź z miastem, a także wzmacniają poczucie wspólnoty między mieszkańcami Jerozolimy. Takimi krokami powoli udaje się odtworzyć klimat miasta sprzed wojny, kiedy sąsiedzi uważali siebie nawzajem za "przyjaciół" - podkreśla Diab.

Czytaj także: Religia dla niewierzących

Waszyngton, USA
Stoimy w przeddzień cichej islamskiej rewolucji. Ale ona ma niewiele wspólnego z polityką, natomiast wiele z demografią - pisze Nicholas Eberstadt na łamach "Foreign Policy".

Eberstadt jest politologiem i ekonomistą związanym z konserwatywnym ośrodkiem analitycznym American Enterprise Institute (AEI). W swoim artykule dzieli się swoją obserwacją dotyczącą demografii krajów muzułmańskich. Tradycyjnie są one postrzegane jako miejsca, gdzie kobiety rodzą wiele dzieci i gdzie dominują młodzi. Politolog obala jednak ten stereotyp. "W sześciu z dziesięciu największych państw muzułmańskich widać wyraźny spadek liczby narodzin w ostatnich dwóch dekadach" - zauważa. I podkreśla, że pięć z tych krajów położonych jest na Bliskim Wschodzie (Kuwejt, Oman, Iran, Algieria, Liban). "Rozrodczość w Iranie osiągnęła już taki poziom, jaki notuje się w tych stanach USA, gdzie liczba narodzin jest najniższa, na przykład w stanie Nowa Anglia" - dodaje.

Jak wytłumaczyć tę zmianę? Według Eberstadta to konsekwencja zacofania krajów muzułmańskich. Od dłuższego czasu cierpią one z powodu braku modernizacji, rozwoju edukacji, słabej służby zdrowia i niskiego poziomu edukacji. Ale takie wytłumaczenie to tylko połowa prawdy - zaznacza politolog. Na to jeszcze nakłada się większa świadomość macierzyństwa u kobiet w krajach muzułmańskich. "One po prostu nie chcą mieć więcej dzieci i umieją znaleźć sposób, by temu zapobiec" - wyjaśnia.

Ta cicha rewolucja w krajach muzułmańskich będzie miała poważne skutki w przyszłości. Przede wszystkim te państwa zaczną się starzeć, a to będzie miało duży wpływ na przyszłość całego świata, nie tylko tych krajów - uważa Eberstadt.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie