Rozrywka, wykwintne jedzenie i drogie trunki. Kulisy nieformalnych spotkań w Davos

Redakcja
Poza oficjalnymi panelami, które miały miejsce w klimatyzowanych salach i pod czujnym okiem kamer, dochodziło w szwajcarskim kurorcie do setek interesujących, ale nieformalnych spotkań

Kryzys euro? Davos pokazało nam globalny punkt widzenia. Przesłanie szczytu? Poza wolno rozwijającym się Zachodem na świecie kwitnie życie. Ambitne i bujne życie gospodarcze. Bogaci i sławni nie mają zamiaru popadać w przygnębienie. Dlatego nie rozpaczano nad losem europejskiej wspólnej waluty.

Nie oszukujmy się, tych nieco ponad dwa i pół tysiąca znamienitych gości, którzy zjechali do szwajcarskiego kurortu, nie było pochłoniętych tylko zbawianiem świata. Mieli też sporo czasu na rozrywkę, na bardzo luźne dyskusje, a te nie odbywały się w klimatyzowanych salach konferencyjnych, tylko w wykwintnych restauracjach przy równie wykwintnych posiłkach.
Wpływowy "Wall Street Journal" wspomniał też o tym, jakie wspaniałe wina degustowali uczestnicy forum w Davos. Otwierano niejedną butelkę trunku po tysiąc sztuka. Na inaugurującym szczyt piątkowym przyjęciu największą popularnością polityków i ekonomistów cieszyło się na przykład francuskie cabernet sauvignon.

CZYTAJ TEŻ: Forum w Davos. Najbogatsi i najbardziej wpływowi ratują świat

To najbardziej znane i jednocześnie niezwykle klasyczne w smaku czerwone wino produkowane w winnicach Bordeaux. Powszechnie uważa się je za czerwony odpowiednik królewskiego chardonnay. Drugim w kolejności ulubionym trunkiem było pinot noirs. Uczestnicy forum popijali je w wersjach francuskiej, hiszpańskiej, włoskiej, kalifornijskiej i australijskiej.

Wszystkie trunki miały też odpowiednią metrykę - wyprodukowano je między 1960 a 2000 rokiem. I tak do najstarszych należało Inglenook Cabernet Sauvignon z 1962 r., tuż za nim plasowało się BV Georges de Latour Cabernet Sauvignon z 1969 r. - Oba gatunki to trunki eleganckie, w których czuć bogactwo i przepych. Oba bowiem wyprodukowano w klimatycznym Bordeaux, które w latach 60. było istnym królestwem wina - mówi Matt Wilson, odpowiadający za dobór trunków na bankietach w Davos. - W następnych w kolejności Harlan Estate, rocznik 1992, i Colgin Cariad, rocznik 1999, czuć przede wszystkim owoce. Gości mógł też mocno zaskoczyć blisko 16-letni Williams Selyem Rochioli River Block Pinot Noir. Większość z nich piła to wino w cztero-, najwyżej pięcioletniej wersji. Ten 16-letni smak, który im zaprezentowaliśmy, całkowicie ich zaskoczył.

Ale też w czasie Światowego Forum Ekonomicznego byliśmy świadkami wielu debat na temat kryzysu. Odbywały się one jednak w sposób pobieżny. Wręcz - zdawkowy. Nikt np. nie pokusił się o analizę skutków ewentualnej niewypłacalności Grecji. Co mogłaby ona znaczyć dla Portugalii czy Irlandii? Nikt nie wchodził w subtelności prawne. Nie zagłębiał się w sedno sprawy, które w innych czasach zebranych w Davos pracusiów wprowadziłoby w śmiertelne przerażanie. Zdaniem szefa jednego z brytyjskich banków mieliśmy do czynienia ze zjazdem rodzinnym, gdzie wszyscy chowają pod stołem przerażająca prawdę o tym, że głowa rodu miała romans.

Istnieje kilka powodów, dla których nie podjęto tematu.

Pierwszy - zmęczenie i znużenie. Grecja i kłopoty euro towarzyszą nam od dwu lat. Davos natomiast kocha to, co nowe. Drugi powód to ignorancja. A ściślej - brak wiedzy. Nikt nie może z pewnością orzec, kiedy i jak mogłoby dojść do niewypłacalności Grecji. I co wydarzyłoby się potem. Trzecia przyczyna - lęk. Paskudny i niebezpieczny upadek euro oznaczałby kolejne pięć - albo jeszcze więcej - lat recesji. Nie dziwi, że nikt nie chce zbyt mocno wgłębiać się w taką perspektywę.
Istnieje jeszcze jeden powód. Wielu delegatów miało te kwestie w nosie. Podczas jednego z lunchów pewien dziennikarz siedział obok szefa wielkiego tureckiego konglomeratu przemysłowego. Martwił się o euro? Skąd. Rząd turecki naciska na system bankowy, aby schłodził uciekający do przodu wzrost gospodarczy. To proces dokładnie odwrotny do tego, jaki obserwujemy na Zachodzie.

Podczas wycieczki eleganckim autobusikiem zapytałem indonezyjskiego magnata z branży węglowej, czy niepokoi się losem euro. Spojrzał na mnie, jakbym pytał o to, kiedy szykuje się wyprawa na Marsa. Chiny na gwałt budują stalownie i elektrownie węglowe. Na pniu wykupują wydobywany przez niego surowiec. Nie sposób o bardziej wymowny przykład. Tak właśnie brzmi wymienione na początku przesłanie tegorocznego Davos - poza Zachodem na świecie dzieje się mnóstwo niezwykle ważnych pod względem gospodarczym rzeczy.
Podczas lunchu z udziałem brytyjskich liderów biznesu prezes grupy telekomunikacyjnej BT sir Michael Rake wprost zapytał ministra finansów Wielkiej Brytanii George Osborne o to, jak dalece sięga antybiznesowa retoryka polityków. Przedtem szef resortu w swoim wystąpieniu wychwalał pod niebiosa probiznesowe podejście rządu. Rake wskazał jednak, że stoi ono w sprzeczności z informacjami na temat płac i premii przyznawanymi niektórym szefom banków. Co z premią miliona funtów w akcjach dla Stephena Hestera, prezesa Royal Bank of Scotland (RBS), zapytał Osborne'a jeden z uczestników lunchu. Osborn stawał na głowie, aby odpowiedzieć , ale balansował na krawędzi. Rada nadzorcza RBS ma przecież prawo przyznawać premie.

W 83 proc. bank ten jest własnością podatników, którzy wpompowali w jego ratowanie 23 mld funtów. W ub. roku musiał zwolnić 3,5 tys. osób. Jego akcje spadły o 40 proc. I za działalność w tym czasie prezes otrzymał milionową premię!

CZYTAJ TEŻ: Światowe Forum Ekonomistów. Konferencja w Davos [GALERIA]

Osborne jest świadom zagrożenia. Jednak wszyscy, którzy w ostatnim czasie czytali prasę, nabrali wątpliwości, co rząd zamierza zrobić z RBS. Niedawno premier Cameron twierdził, że Hester nie może otrzymać więcej niż milion premii . Z drugiej strony to rząd "wynajmował" Hestera do ratowania banku.

W Davos podczas spotkania z liderami biznesu brytyjski premier stwierdził, że rozumie, iż antybiznesowa retoryka polityków szkodzi gospodarce. Poważni bankowcy mówili, że w rozmowie Cameron stwierdził, iż ma nadzieję, że Hester wytrwa [na stanowisku].

Cameron czuje się zadowolony. Być może wziął przykład z burmistrza Londynu Borisa Johnsona, który wyrósł na ulubieńca Davos. Ma cięty język. Mówi dowcipnie. Takie wypowiedzi brzmią lepiej niż ekonomiczne wywody czy przechwałki szefów spółek.

W Davos wystarczy zejść z utartego szlaku, aby dowiedzieć się czegoś nowego, interesującego, a nawet przerażającego. Weźmy np. sesję na temat cen żywności. Wciśnięto ją między spotkanie o leczeniu chorób mózgu i panel poświęcony temu, jak podawać do sądu firmy naftowe za przyczynianie się do pogłębiania globalnego ocieplenia.

Yaneer Bar-Yam, szef New England Complex Systems Institute, twierdzi, że gwałtowny skok cen żywności przyczynił się do wybuchu arabskiej wiosny. Jego zdaniem prawdziwe przyczyny wysokich obecnie cen leżą w spekulacjach finansowych i wprowadzaniu programów zwiększania przerobu kukurydzy na etanol. Bar-Yam uważa, że szczytowa fala spekulacji jest za nami, jednak zwiększanie produkcji etanolu będzie oznaczać wzrost cen żywności. Wniosek? W ciągu tego roku będziemy świadkami kolejnych rewolucji.

Davos szczyci się swymi wzniosłymi ideałami, ale forum to też wspaniała maszynka do zarabiania pieniędzy. Biały identyfikator - o każdej porze masz wejście wszędzie - kosztuje minimum 150 tys. dolarów. Taką przepustkę wydaje się tylko największym szychom korporacyjnym i rządowym. Bank Barclays za możliwość uznania go za sponsora szczytu musiał zapłacić 750 tys.

Jednym z głównych tematów plotek na wszystkich tegorocznych przyjęciach okazały się spekulacje, kto zastąpi Klausa Schwaba, twórcę i niekwestionowanego szefa Światowego Forum Ekonomicznego.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jinthek
się tutaj kręci i tak już jest. Na tym tle nasze wysiłki (Tusk za, Kaczyński przeciw - ech i ich poplecznicy) wydają się tuptaniem mrówki przy stadzie słoni. Tylko, mrówek może być tyle, że i słoniom zagrożą i na tym polegają rewolucje, które obalają konstytucje. Te z kolei pięknie się rodzą i detronizują dotychczasowych władców - rodząc jednak nowe słonie żerujące na infantylności mrówek. Historia i biznes się toczą (kołem, drugi raz go nie wynajdziemy!) splatając się, a my "obywatele świata" gonimy króliczka skacząc raz w lewo raz w prawo i dostajemy zadyszki. Moralność Kalego w naszym kraju staje się normą, a rozsądek jest wadą systemową! Domorośli znawcy i eksperci, religijni fanatycy oraz polityczni gracze panoszą się w mediach i robią wodę z mózgu ostatnim Mohikanom, broniącym zasad godnego i godziwego życia. Igrzyska dla ludu i lud dla igrzysk EURO 2012, Olimpiada w Londynie i... Europa w długach.
k
karol
nie dla psa!
a
adaśko
Chyba zapomnieli mnie zaprosić !!!!
Dodaj ogłoszenie