18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Rozluźnijmy gorset integracji z Unią

Konrad Szymański, europoseł PiS
Z Konradem Szymańskim, europosłem PiS, rozmawia Anna Gwozdowska

Czy za sprawą odrzucenia traktatu z Lizbony wróci idea Europy a la carte, czyli Unii składającej się z państw zintegrowanych w różnym stopniu?
Zawsze kiedy mamy w Unii problem z reformą traktatową, czyli od około 15 lat, pojawiają się pomysły na różne rodzaje integracji. Mówi się o Europie a la carte, o Europie wielu prędkości czy o twardym jądrze Unii. A ich wspólny mianownik to różny stopień integracji państw członkowskich.

W pewnych dziedzinach już dziś stopień integracji niektórych krajów jest ograniczony.

Tak dzieje się w przypadku euro i Schengen. Wiele państw, mniej lub bardziej zdecydowanie, domaga się gwarancji dla swojej samodzielności w kreowaniu polityki.

Czy po referendum w Irlandii ktoś będzie się chciał posunąć jeszcze dalej?
Nie będzie to takie łatwe i niekoniecznie sensowne. W takich dziedzinach jak polityka zagraniczna i obronna, gdzie można sobie wyobrazić większy stopień narodowej samodzielności, ograniczenie integracji doprowadzi do osłabienia wspólnego stanowiska europejskiego. Bo jeśli w europejskiej polityce zagranicznej uczestniczy tylko kilka państw, to cały świat to natychmiast zauważy. Traktat zresztą tych ograniczeń nie likwidował. Z kolei w wielu dziedzinach regulacyjnych, takich jak handel emisjami, autoryzacja chemikaliów czy wreszcie polityka podatkowa, próby ograniczenia integracji napotkają na silny opór Komisji Europejskiej.

Wizja wspólnej polityki podatkowej budzi chyba największy opór członków Unii, co zresztą pokazało referendum w Irlandii.
UE formalnie nie ma kompetencji do kształtowania wspólnej polityki podatkowej. Wyjątkiem jest ustalanie minimalnych stawek VAT.

Skąd wzięły się więc obawy Irlandczyków?
Były o tyle uzasadnione, że kilka miesięcy temu rząd w Dublinie otrzymał z Brukseli projekt harmonizacji bazy podatkowej dla podatków od osób prawnych. To przykład na to, że Komisja Europejska posuwa się chętnie dalej, niż pozwalają jej na to traktaty. W tym tkwi cały problem. W takich przypadkach UE bada, jak daleko może się posunąć. Jednak to jest problem ścisłego wydzielenia kompetencji, a nie Europy a la carte.

Jak się przed tym zabezpieczyć, nie rezygnując z głębszej integracji?

Wystarczyłoby precyzyjnie określić kompetencje unijne w takich dziedzinach jak np. podatki, polityka społeczna czy kreowanie prawa karnego.

Czy model Europy a la carte nie byłby mimo wszystko dla Polski korzystny?
Wszystko zależy od tego, o jakiej dziedzinie integracji mówimy. W Polsce niesłusznie z góry uznaje się taki model za poważne zagrożenie. Oczywiście powinno nam zależeć, aby UE była jednolitym blokiem. Aby UE jasno mówiła np. o polityce energetycznej. Nie powinniśmy też z góry przekreślać unijnej polityki zagranicznej. Może być dla nas bardzo użyteczna, jeśli uda się przenieść nasz punkt widzenia, szczególnie zaś nasze interesy w regionie na forum Unii. Natomiast w takich dziedzinach jak polityka podatkowa, polityka społeczna, na które Unia próbuje wpływać, powinniśmy stanąć po stronie państw domagających się jednoznacznych kompetencji narodowych.

Czy klęska traktatu to dobra okazja, aby Polska dołączyła do grona najsilniejszych państw Unii i nadawała ton integracji?
Łatwiej zadeklarować, niż zrobić. To byłoby sensowne pod warunkiem, że nasze postulaty znajdą swoje odzwierciedlenie w agendzie grupy G6, największych państw unijnych. Mam na myśli postulaty w zakresie polityki zagranicznej wobec Rosji czy tych związanych z polityką energetyczną. Wtedy czemu nie. Niestety dziś mamy tylko do czynienia z zachętami prezydenta Sarkozy'ego, ale nie widać śladu naszych postulatów w unijnej polityce. Niemcy prowadzą chwiejną politykę wobec Rosji, często rozbieżną z naszymi interesami. Akces Polski do awangardy tego nie zmieni.

Jakie korzyści może wyciągnąć Polska z odrzucenia traktatu?
Korzystny jest sam fakt odłożenia traktatu z Lizbony. To spowoduje, że zmniejszy się ryzyko związane z decyzjami przyjmowanymi w systemie większości kwalifikowanej. Poza tym możemy przecież wziąć udział w uzgodnieniach, które za jakiś czas niewątpliwie nastąpią, uściślających traktat z Lizbony. Ewentualne dodatkowe uzgodnienia mogą dotyczyć także nas.

Czy na czwartkowym szczycie UE zapadną jakieś decyzje?
Spodziewam się raczej szamotaniny, wymieniania się zgranymi rozwiązaniami, takimi choćby jak namawianie Irlandii do powtórnego głosowania. Jednak za rok, półtora wygra status quo. A to oznacza dość dobrą Europę, w której niektóre problemy się rozwiązuje, a w niektórych sprawach trwa pat. Lizbona tych problemów i tak nie rozwiązywała, bo procedury nie zastąpią polityki i gry interesów.

José Barroso ostrzega, że UE bez traktatu będzie niezdolna do konkurowania z Rosją i Chinami...
Traktat nie rozwiązałby takich problemów. Różnice między krajami członkowskimi co do tego, czy otwierać rynek, czy stosować protekcjonizm w handlu międzynarodowym, pozostaną. Klęska traktatu w Irlandii to dobry moment, aby odnotować słabość integracji w niektórych dziedzinach. Nadal naprawdę dużo zależy od inicjatywy samych państw członkowskich.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie