Roy: Przeceniliśmy możliwości Al-Kaidy. Organizacja bin Ladena nie miała własnej struktury

Redakcja
- Organizacja bin Ladena nie miała własnej struktury - mówi arabista Olivier Roy w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Po 11 września 2001 r. cały świat zaczął się bać arabskich terrorystów. Dziesięć lat później cały świat kibicuje prodemokratycznym przemianom w krajach Afryki Północnej. Co się stało przez tę dekadę, że staliśmy się świadkami tak poważnej zmiany?
Bez dwóch zdań z perspektywy Zachodu sytuacja na Bliskim Wschodzie jest dużo bardziej pozytywna niż dziesięć lat temu. Z jednej strony, wyraźnie widać tam coraz bardziej aktywny prodemokratyczny ruch, z drugiej - Al-Kaida staje się coraz mniej widoczna. Dziś ta organizacja zachowała wpływy jeszcze w Algierii, Jemenie i Somalii - mówię tylko o krajach arabskich, a nie szerzej islamskich, bo wtedy wymienianie należałoby zacząć od Pakistanu. Z innych krajów wypierają ją ruchy demokratyczne. Wyraźnie widać, że Al-Kaida poniosła w nich porażkę.

Tyle że Al-Kaida to nie typowa organizacja terrorystyczna, taka, jaką na przykład były Czerwone Brygady we Włoszech. To raczej idea, koncepcja, której realizacji mógł się podjąć każdy podzielający sposób oceny rzeczywistości z Osamą bin Ladenem. Na ile ta idea jest żywa po śmierci przywódcy?
Rzeczywiście, Al-Kaida różniła się zasadniczo od znanych nam wcześniej organizacji terrorystycznych sposobem działania. Przede wszystkim nie była ona związana z jednym państwem, działała ponad granicami. Ona kierowała się własną interpretacją Koranu. Jej celem nie była budowa państwa islamskiego. Miała bardziej destrukcyjne zamiary - chciała zniszczyć potęgę Zachodu. Jednak by zrealizować swoje zamiary, nie budowała jednolitej organizacji, nie starała się stworzyć hierarchicznych struktur czy pozyskać zaplecza politycznego. Długo to trwało, zanim Zachód zorientował się po 11 września, że ta organizacja nie ma jednolitej struktury - dlatego też bardzo długo przeceniano jej możliwości i wpływy.

Trudno mówić o przecenianiu. Przygotowanie takiego zamachu, jaki miał miejsce 11 września, wymagało dużego wysiłku i poważnych nakładów finansowych. A po nim Al-Kaida była jeszcze w stanie uderzyć - równie spektakularnie - w Madrycie i Londynie. Naprawdę nie było powodu, by się jej bać? Nie należało atakować Afganistanu i Iraku? Bo przecież w ten sposób Zachód chciał zażegnać niebezpieczeństwo.
Nie, tego nie powiedziałem. Na pewno należało zaatakować Afganistan - nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Trzeba było jak najszybciej zniszczyć Al--Kaidę, a właśnie w tamtym kraju ta organizacja zapuściła korzenie. Pytanie jednak, czy wojna w Iraku też miała uzasadnienie. Nie jestem do tego przekonany. Mimo że obalono dyktatora Saddama Husajna, nie udało się zaprowadzić w tym kraju porządku demokratycznego - a taki był główny cel tej interwencji.

CZYTAJ TEŻ:
* Światowa gospodarka dostała potężny cios od ludzi bin Ladena
* Rocznica zamachów 11 września. Teorie spiskowe wciąż popularne
* Liedel: 11 września zaskoczył nas wszystkich. Nie byliśmy przygotowani na taki terroryzm

Ale w Iraku zorganizowano wybory - frekwencja dowodzi, że Irakijczycy chcą głosować.

Na Bliskim Wschodzie rozpoczął się właśnie proces demokratyzacji. Przykład Turcji dowodzi, że przyniesie on same korzyści. Ale też będzie trwał dekady. Efektów szybko nie będzie

Jeszcze raz powtórzę: wojna w tym kraju była błędem. Nie da się stworzyć nowego ustroju, narzucając go z zewnątrz, a właśnie na takiej zasadzie działali Amerykanie w Iraku. Zresztą wydarzenia, jakie miały miejsce w arabskim świecie na początku tego roku, dowodzą, że nie trzeba robić właściwie nic, by zaprowadzić w nim demokrację - wystarczy tylko wspierać siły prodemokratyczne. Atak na Irak tylko okazał się pożywką dla różnych grup terrorystycznych, umacniał takie organizacje jak Al-Kaida, Hezbollah, Hamas. Jedną z przyczyn takiego rozwoju sytuacji jest międzynarodowa izolacja Autonomii Palestyńskiej - nikt bowiem nie chce rozmawiać z Hamasem, który zdobył tam dominującą pozycję na fali antyamerykańskiej retoryki. Obawiam się, że w podobną stronę będzie ewoluować sytuacja w Afganistanie. Owszem, to państwo było bazą Al-Kaidy i należało się uporać z tym problemem. Ale udało się ten problem rozwiązać już kilka lat temu. A dziś naprawdę trudno wyjaśnić, co NATO dalej robi w tym państwie.

Kilka lat temu miałem okazję rozmawiać z prof. Fouadem Ajamim - cenionym politologiem, który jest Libańczykiem, ale od wielu lat mieszka w USA. On bardzo się cieszył z wojny w Iraku, twierdził, że w ten sposób uda się zaszczepić demokrację na Bliskim Wschodzie. Patrząc na to, co się stało w Tunezji czy Egipcie, nie sposób odmówić mu racji.
Nie akceptuję takiego sposobu myślenia, on nie ma sensu. Nie da się zaszczepić demokracji za pomocą interwencji wojskowej. Żeby zbudować trwały porządek demokratyczny, muszą powstać organizacje, które mają poparcie społeczne, są przez nie akceptowane. To muszą być ruchy, które wyrastają z kultury danego kraju, być autentyczne. Na pewno nie mogą stać za nimi armie innych państw.

Co takiego więc się stało, że nagle w świecie arabskim doszło do serii rewolt, które wyglądają jak typowe przewroty prodemokratyczne? Powszechnie porównuje się je do wydarzeń w Europie Środkowej w 1989 r. Czemu nagle do nich doszło?
To efekt zmiany pokoleniowej - tak najkrócej można opisać przyczynę tych przewrotów. Kraje arabskie przez lata utrzymywały tradycyjny model państwa: patriarchalny, oparty na rolnictwie. Młodemu pokoleniu taki porządek rzeczy jednak się nie podobał. Oni nie chcieli powielać wzorców życia generacji swoich rodziców. Mieli dostęp do internetu i widzieli, że gdzie indziej, poza ich granicami, żyje się inaczej, lepiej. I zapragnęli, żeby ich życie też tak wyglądało. Zapragnęli żyć w krajach bardziej otwartych na świat, w krajach, które nie są tak hermetyczne religijnie. Właśnie takie motywacje stały za pokoleniem współczesnych dwudziestolatków, którzy zbuntowali się przeciwko starym reżimom w krajach Afryki Północnej.

Rozmawiał Agaton Koziński

Prof. Olivier Roy to znany francuski arabista z European University Institute. Był doradcą MSZ Francji. Autor wielu książek, m.in. "Globalized Islam"

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

CZYTAJ TEŻ:
* Światowa gospodarka dostała potężny cios od ludzi bin Ladena
* Rocznica zamachów 11 września. Teorie spiskowe wciąż popularne
* Liedel: 11 września zaskoczył nas wszystkich. Nie byliśmy przygotowani na taki terroryzm

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie