Rosyjska klasyka w Powszechnym. Nowa wizja "Zbrodni i kary" Dostojewskiego

Lucjan Strzyga
fot.Katarzyna Marcinkiewicz
Kilka lat temu teatrolodzy z Uniwersytetu w Nowym Jorku obliczyli, że co roku na świecie dokonuje się blisko trzystu przeróżnych inscenizacji "Zbrodni i kary" Fiodora Dostojewskiego. Czasami zdumiewających: w konwencji melodramatu, krwistej kryminalnej sensacji lub genderowego wykładu filozofii feministycznej. Za bary z dramatem Dostojewskiego biorą się szacowne sceny, objazdowe trupy, studenckie teatrzyki. Co znaczy, że etyczny niepokój, emanujący z tekstu Rosjanina, wciąż działa na ludzką wyobraźnię.

Teraz do "Zbrodni i kary" zabrał się Waldemar Śmigasiewicz i w niedzielny wieczór na deskach Dużej Sceny Teatru Powszechnego obejrzymy efekty jego przemyśleń. Reżyser przez kilka ostatnich lat zajmował się różnymi pomysłami: w reporterskim stylu zrealizował "Kieszonkowy atlas kobiet" Sylwii Chutnik (2009), a także "Proces" Franza Kafki, tym ciekawszy, że dziejący się na plaży w Orłowie (2009).

Warszawskie spotkanie z Dostojewskim nie jest jego pierwszym zetknięciem z rosyjskim pesymistą. W 2007 roku wyreżyserował w krakowskim teatrze Bagatela tekst "Zbrodni i kary" z udziałem m.in. Wojciecha Leonowicza, Marka Boguckiego i Anny Rokity. Ponadto z reżyserskich zapowiedzi można wywnioskować, że Śmigasiewicz w dalszym ciągu traktuje zawartość dramatu jako dyskusję nad kondycją człowieka, nad źródłami rządzącej nim moralności, jako pretekst do wypowiedzi na temat wolności, odpowiedzialności i społeczeństwa. Co by z grubsza odpowiadało także zamierzeniom autora "Zbrodni i kary" i dawało gwarancję nienarażania widzów na uczestniczenie w kolejnym teatralnym eksperymencie. Przywołana tu krakowska "Zbrodnia..." okazała się interesującym studium człowieka chorego psychicznie, który szaleńczo chwyta się swoich teorii o zbrodni w imię ludzkości.

Czytaj także:Cannes 2012: Filmy Cronenberga i Loacha, adaptacja powieści Kerouaca... Kto powalczy o Złotą Palmę?

Literacka legenda powiada, że nim powieść Dostojewskiego ukazała się drukiem w 1867 roku, pisarz przemyśliwał nad nią prawie 20 lat. Przebywając w latach 50. na katordze, przeczytał w gazecie notatkę o niejakim Lacenairze, francuskim studencie, który z banalnego powodu, bowiem dla pieniędzy, zabił bogatą ciotkę. Nie sama zbrodnia zafascynowała jednak pisarza, lecz to, że Lacenaire nie poczuwał się do skruchy. Co więcej, uważał się za ofiarę epoki, człowieka stojącego ponad ogólnie panującą moralnością.

Echa owej heglowskiej etyki w poglądach zabójcy odnaleźć można także w "Zbrodni i karze". Opowieść rozgrywa się w ciągu czternastu dni, kiedy to bohater Rodion Raskolnikow, były student prawa, uzbrojony w siekierę zabija z premedytacją lichwiarkę, a przy okazji jej siostrzenicę. Nie wykazując skruchy, trafia w ręce śledczego policyjnego Porfirego. Ten, stosując z wprawą kilka policyjnych sztuczek, zmusza Raskolnikowa do moralnej spowiedzi. A także do zrozumienia, że nikt nie może stanąć ponad moralnością, a będąca osią akcji kara nie jest niczym innym jak niemożnością pogodzenia zbrodni z własnym sumieniem.

Czytaj także:Premiera "To Rome with Love" Woody'ego Allena w Rzymie [TRAILER+ZDJĘCIA]

Wydaje się, że Śmigasiewicz tym razem także podąży tym - ustalonym przez pokolenia reżyserów - klasycznym tropem.
"Zbrodnia ..." jest przecież wciąż kuszącą wyprawą w głąb ludzkiego rozumienia podstawowych etycznych zasad, Dobra i Zła, sensu istnienia, a przede wszystkim roli, jaka przypada jednostce pośród społeczności bliźnich. Jest to zatem swoisty filozoficzny traktat, przełożony na język sceny, dyscyplinujący zarazem oglądającego do odpowiedzi na kilka podstawowych pytań.

W tym dziele Śmigasiewiczowi pomaga imponujący zespół aktorski. Raskolnikowa gra Michał Perchuć, Sonię Paulina Holtz, która podjęła się równolegle zadania bycia asystentką reżysera, a Porfirego Kazimierz Kaczor. W pozostałych rolach zobaczymy: Annę Moskal (Marfa), Jarosława Grudę (Zosimow), Michała Napiątka (Sobowtór), Michała Sitarskiego (Razumichin). Scenografię przygotował Maciej Preyer, a muzykę skomponował Mateusz Śmigasiewicz.

Czy Michał Perchuć da sobie radę z tą rolą? Nie jest łatwo zagrać człowieka, który przechodzi całą sekwencję doznań: przerażenie, lęk, szaleństwo, starcie z własnymi przekonaniami. Czy jest zdolny do zweryfikowania postępowania i przewartościowania ideałów? Miejmy nadzieję, że tak, że dzięki niemu niedzielny wieczór będziemy wspominać jako prawdziwe teatralne doświadczenie.

Czytaj także: Zespół Myslovitz bez Artura Rojka! Będzie nowy wokalista! [WIDEO]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie