Rosja może nie oddać Tu-154m. Zwrot wraku mógłby stanowić precedens

Redakcja
Wrak niedługo wróci do Polski - zapowiedział prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Dziś już wiadomo, że to zdanie, które pojawiło się w depeszach agencyjnych w grudniu 2010 r., jest podwójnie fałszywe. Po pierwsze, wrak Tu-154 cały czas znajduje się w Rosji. Po drugie, Miedwiediew utracił władzę w tym kraju. Co więcej, nie widać szans, by jakaś część tego stwierdzenia miała okazać się w przyszłości prawdą.

Scenariusz, w którym Miedwiediew wraca na Kreml, może napisać tylko autor powieści science fiction. Także perspektywy przekazania Polsce pozostałości po samolocie prezydenckim są bardzo mgliste. Rosja nie kwapi się do jego zwrotu, oficjalnie zasłaniając się ciągle trwającym śledztwem dotyczącym katastrofy z 10 kwietnia. Z kolei polskiemu rządowi brakuje pomysłu na to, jak przekonać Moskwę do tego, żeby wrak nam oddać. - Zwyczajnie nie mamy instrumentów do tego, żeby Rosjan przekonać do jego wydania - mówi nam źródło w rządzie.

CZYTAJ TEŻ: Rosjanie: Wrak Tu-154m nie był czyszczony. Osoby postronne nie miały do niego dostępu

Kwestia zwrotu wraku w ostatnich tygodniach powraca coraz częściej. O konieczności przekazania go Polsce od dawna mówi PiS. Od pewnego czasu tej kwestii dotykają również członkowie rządu Donalda Tuska, m.in. Radosław Sikorski i Jarosław Gowin. Najwięcej jednak o wraku Tu-154 mówiło się podczas posiedzenia Sejmu 13 kwietnia. Tego dnia PiS złożył wniosek o przyjęcie uchwały wzywającej władze rosyjskie do zwrotu tego wraku. Przeciwko tej propozycji wystąpił osobiście Donald Tusk. - Rosja w kwestii śledztwa smoleńskiego nie postępuje tak, jak my byśmy sobie tego życzyli" - mówił premier i wyjaśniał, że polskie władze podejmowały wielokrotnie działania na najwyższym szczeblu w sprawie jak najszybszego ściągnięcia wraku Tu-154M do Polski.

Wniosek PiS został odrzucony głosami posłów PO. Tusk sam pomysł jego złożenia uznał za dowód zdrady narodowej. - Tylko ludzie opętani nienawiścią do własnego państwa, pogardą do swoich oponentów, pozbawieni naturalnego szacunku do ojczyzny, w której żyją tu i teraz, są gotowi wnosić projekt uchwały, adres do władz Federacji Rosyjskiej, adres do Dumy, adres do cara, po to by stwierdzić, że państwo polskie źle działa - mówił. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że słowa rzucane z sejmowej mównicy mogły brzmieć zupełnie inaczej. Na przykład premier mógł powiedzieć: nie ma sensu przyjmować uchwały o zwrocie wraku, bowiem ona nic nie zmieni, a Polska w tej kwestii jest zdana tylko na łaskę i niełaskę strony rosyjskiej.

- Rząd powinien wywierać presję dyplomatyczną w pierwszych dniach po katastrofie, bo wtedy była ku temu odpowiednia atmosfera. Teraz rzeczywiście argumentów po swojej stronie mamy niewiele - mówi "Polsce" prof. Włodzimierz Marciniak, znawca Rosji z PAN. Czemu tych argumentów nie ma? Bowiem stosunki polsko-rosyjskie są bardzo szczątkowe. Kwestie, które zajmują obie strony, można policzyć dosłownie na palcach dwóch rąk. Sprawy, na których Rosji zależy w Polsce, jest jeszcze mniej. Dlatego też Moskwie nie zależy na tym, by z naszym krajem podtrzymywać ciepłe relacje. Zwyczajnie nie musi. - Rosjanie dziś nie mają powodu, by oddać nam wrak. A ponieważ czują presję, to nie oddają go tym bardziej. W ten sposób pokazują, że są suwerenami w tej sprawie - podkreśla w rozmowie z "Polską" Paweł Zalewski, europoseł PO. Ale natychmiast wskazuje pozytywne strony tego konfliktu: coraz lepsze kontakty handlowe między naszymi krajami. - Rosjanie pogodzili się z tym, że jesteśmy członkami UE i NATO, i od kilku lat nie czynią nam z tego powodu wstrętów - zaznacza europoseł.

Kontakty handlowe Polski z Rosją rzeczywiście wyglądają coraz lepiej. Do tej pory szczyt obrotów (prawie 30 mld dol.) zanotowaliśmy w 2008 r., później załamały się z powodu kryzysu gospodarczego. Jednak od tamtej pory notowaliśmy dwucyfrowy wzrost. W ubiegłym roku przebiliśmy wyniki osiągane przed kryzysem. - Owszem, moglibyśmy postawić sprawę Tu-154 na ostrzu noża. Tylko co byśmy w ten sposób uzyskali? Doszłoby pewnie do kolejnego oziębienia stosunków, nasz eksport do Rosji gwałtownie by spadł, a wraku pewnie byśmy i tak nie odzyskali - przyznaje nasz informator z kręgów rządowych.

- Nawet jeśli brakuje nam narzędzi dyplomatycznych w kontaktach z Rosją, możemy szukać wsparcia gdzie indziej, na przykład rozmawiać z Moskwą za pośrednictwem naszych sojuszników na Zachodzie - podrzuca myśl prof. Marciniak. Ta metoda mogłaby okazać się dość skuteczna, gdyż Rosja zawsze jest bardzo wrażliwa na to, co się o niej mówi w innych krajach, zwłaszcza zachodnioeuropejskich.

CZYTAJ TEŻ: PiS chce zmusić Rosję do oddania wraku Tu-154m... uchwałą. "To test"

Pytanie jednak, czy w ten sposób udałoby się przekonać Rosję do wydania wraku. Dla Moskwy jego oddanie może się bowiem kojarzyć z niebezpiecznym precedensem realizowania postulatów Polski w sprawie katastrofy smoleńskiej. Na razie najczęściej powtarzaną kwestią jest sprawa wraku. Gdyby została ona rozwiązana, Warszawa mogłaby wysunąć kolejne, na przykład próbować wyjaśnić odpowiedzialność rosyjskich kontrolerów za przebieg lotu 10 kwietnia. Rosja konsekwentnie odrzuca wszelkie próby obarczenia jej jakąkolwiek odpowiedzialnością za tragedię Tu-154. Nieodrzucenie wniosku o wydanie wraku mogłoby stać się precedensem, na który ona nie chce pozwolić. I choćby z tego powodu śledztwo rosyjskich prokuratorów wyjaśniające przyczyny katastrofy smoleńskiej może trwać jeszcze bardzo długo - a zgodnie z zapowiedziami przed jego zakończeniem wrak do Polski nie wróci.

Agaton Koziński

Wideo

Komentarze 20

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jureq
Rosja po raz pierwszy i to nie po pijaku lub kałachu zrobiłaby normalny, przyzwoity uczynek.
P
Pawel z Rochdale
Fakty byly takie, ze nikt nie ladowal za wszelka cene, opoznienie spowodowane bylo stanem technicznym samolotu, którym miala poleciec generalicja, a wizyta zwiazana byla z rocznica zbrodni, a nie z checia pogadania z tyranem.
o
ola
debil
k
kłamiesz
Kłamiesz
M
Mający już dość
Katastrofy smoleńskiej niebyłoby - gdyby prezydentem Polski byl każdy inny z kandydatów niż wybrany bo: 1) Nikt z innych wybranych - jako głowa państwa nie pojechałby będąc nie zapraszany, 2) nie lądował by za wszelka cenę bo uroczystość wymagała punktualności a nie zapasowego lotniska 3) wylot z Polski nastąpilby jak zaplanowano a nie 53 minuty później jak pogoda była już beznadziejna.
M
Milo
Lobbowanie i to bardzo agresywne ze strony Ryszarda S. było i ulegał jej dość wyraźnie były minister. Myślę jednak, że Tusk ze Schetyną całkiem sprawnie trzymali nad nim kontrolę, dlatego też do zmiany zapisów nie doszło (nie było przyzwolenia z góry).

Co do złej woli Putina, to jest ona oczywista. Nie chce ułatwiać spraw Polaków, gdyż taką obrał taktykę w załatwianiu spraw drażliwych (egzekucje na polskich oficerach, wrak Tupolewa itp.). To wynika po części z niewygodnej dla Rosji polityki zagranicznej Polski. My chcemy zaznaczyć swoją obecność w regionie, jako duży kraj mamy do tego narzędzia. Rosja traktuje nas jako konkurencję ograniczającą jej wpływy. W naszym interesie jest zbliżenie z Europą byłych republik radzieckich a to się Rosji podobać nie może. Poza tym, przyznając się do błędu kontrolerów Rosja ryzykuje wizerunkiem na arenie międzynarodowej i konsekwencjami prawnymi - roszczenia odszkodowawcze. Dlatego jestem przekonany, że będą utrudniać nam zadanie jak tylko mogą.
S
Sokrates
POdejrzany o zbrodnię nie da przecież dowodów do ręki.
m
max
masz tu racje sami to se możemy !!!! PO-GADAĆ- bez wsparcia Ue oraz Nato i ONZ - ZWŁASZCZA PO TYM JAK TUSK WPAKOWAŁ SIEBIE I NAS WSZYSTKICH W ten pieprzony 13 załącznik
m
max
Po tygodniu pogróżek, że skończy z „wojną na dwa fronty”, premier Tusk, wbrew oczekiwaniom, nie wprowadził stanu wojennego dla „zapewnienia poczucia bezpieczeństwa wszystkim Polakom nie tylko wobec kryzysu ekonomicznego, ale także politycznego”, tylko udał się z czterodniową wizytą do Abu Zabi, Dubaju i Arabii Saudyjskiej.
Publiczność straciła więc okazję aby obejrzeć premiera w mundurze (rezerwisty?). Tym którzy przed kilku laty zachwycili się Słońcem Peru w indiańskiej czapce z nausznikami, pozostała nadzieja, że aktualnie – w trakcie kolejnej „podróży życia” – obejrzą go w turbanie na głowie. „Jak w dezertej Arabiji, złotosiejny wzrok Febowy, niesie skwarem śmierć liliji, aż nakłoni białej głowy…” – deklamował Papkin (Zemsta, akt II. Scena 7). Przy czym – dodam od razu, żeby uniknąć procesu o zniesławienie, jako że Rafał Grupiński w piątek sugerował, iż politykami PiS powinna zająć się prokuratura – nie chodziło mu o dezercję premiera, tylko o odpowiednio efektowne powitanie Klary. Albowiem deserta, orum – to po łacinie również pustynia. Która to eksplikacja ma na celu uchronienie przed procesem także Papkina.
Przed wyjazdem jednak nakłamał. To znaczy Tusk. Papkin też, ale to już zmartwienie „starościanki miodopłynnej” a nie nasze. Nakłamał, że decyzja Lecha Kaczyńskiego o wyjeździe do Katynia zapadła dopiero po ogłoszeniu wspólnej wizyty jego i Putina, i że prezydent o swoich zamiarach nie informował rządu.
Na szczęście zachowały się papiery. Wynika z nich jednoznacznie, że wizyta Lecha Kaczyńskiego była planowana wcześniej oraz zakomunikowano o niej maksymalnie szeroko. Otóż mój świętej pamięci kolega z Kancelarii, minister Mariusz Handzlik, jak dobry urzędnik zadbał, by o zamiarach prezydenta powiadomić wszystkich dookoła. Już więc 27 stycznia (a informacja o telefonie od Putina pojawiła się dopiero 3 lutego) rozesłał pisma do Radosława Sikorskiego, Andrzeja Kremera (z kopią dla ambasadora Bahra, dyrektora Bratkiewicza z MSZ i ministra Rotfelda – od spraw trudnych), Andrzeja Przewoźnika oraz – co warto podkreślić – ambasadora Rosji Władimira Grinina. List do ostatniego z adresatów zawierał nie tylko informację o zamiarze prezydenta Polski udania się do Katynia na 70. rocznicę mordu na polskich oficerach ale także propozycję udziału w uroczystościach prezydenta Miedwiediewa. Handzlik liczył, że ambasador przekaże wiadomość do Moskwy i wysonduje stanowisko Kremla. Można domniemywać, że tak się stało, choć z pewną modyfikacją. Najpewniej to list Handzlika zmobilizował Rosjan do szybszego działania. I to w jego efekcie po kilku dniach Putin zadzwonił do Tuska.
Jeśli Donald Tusk przed odlotem świadomie nie nakłamał, to znaczy że nie wiedział. Czyli jego urzędnicy przez prawie dwa i pół roku nie poinformowali go o ważnej korespondencji z Kancelarii Prezydenta, pozwalając na mega kompromitację szefa. Kłamczuch czy niezguła? Jak napisałby Forsyth: diabelska alternatywa.
List Handzlika do Kremera publikowała już prasa. Jakiś polityk Platformy w charakterystyczny dla prominentnych reprezentantów tej partii subtelny sposób skomentował całą sprawę: Kremer nie żyje i nie zabierze głosu. To prawda. Andrzej Kremer, specjalista w zakresie prawa traktatowego i porządny człowiek zginął pod Smoleńskiem. Nie żyje również Andrzej Przewoźnik. Ale pozostali adresaci na czele z ministrem Sikorskim – jak rozumiem – mają się nieźle. Mowy im nie odjęło.
Na marginesie: warto pamiętać, że starościanka Klara nabrać się nie pozwoliła, tylko zażądała od Papkina dowodu miłości w postaci … krokodyla. Który to morał dedykuję opinii publicznej.
PS. Premierowi w wizycie towarzyszy orszak biznesmenów, wśród których szczególnie pozdrawiam przedstawicieli środowiska pszczelarzy.
Maciej Łopiński
C
Cenzor
Polska tak się ma do wszech Rosji jak nos Maciarewicza do trąby słonia bengalskiego!
M
MAX
ale mi pana wpis przypomina tłumaczenie sie z Afery hazardowej Platforymy obywatelskiej !

brzmiało to tak niema żadnej afery sa tylko drobne nieprawidłowosci !!!!!

niech sie pan nad tym zastanowi - a co do reperkusi zwjaznaych z katstrofa ze strony Putina to się zgadzam z panem pod jednym warunkiem ze premierem nie będzie Donek !
k
kaska
Pan pisze? Oni nie tylko oddali wrak, zgodzili się na strefę przygraniczną , na zablokowanie w przyszłości
portu w Świnoujściu, płacimy najwyższą cenę w Europie za gaz. Czy tak postępują inne rządy w Europie?
Ile jeszcze musimy dostać od ruskich i "naszego rządu cwelów" kopniaków - jak ktoś słusznie zauważył , żeby "dziennikarze" zaczęli pisać prawdę.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Rosja może nie oddać Tu-154m. Zwrot wraku mógłby stanowić precedens
L
Leon zawodowiec
UZBROJENIE CZECZENÓW W PRZENOŚNE WYRZUTNIE PRZECIW LOTNICZE ORAZ WYZNACZENIE NAGRODY WYSOKOŚCI POWIEDZMY 10 MIL EURO LUB DOLCÓW I CZEKANIE NA KOMUNIKAT O KATASTROFIE

OCZYWIŚCIE WCZEŚNIEJ ZAPROSIŁ BYM PANA KGB DO POLSKI W CELU OMÓWIENIA WARUNKÓW UROCZYSTOŚCI I USTALENIA TWARDOŚCI DRZEWA BO OSTATNI SĄ WĄTPLIWOŚCI !
M
Milo
Były już przeprowadzane ponowne sekcje (oczywiście nie na wszystkich ciałach) i niczego takiego nie potwierdziły. Żadnego zamachu nie było. Co najwyżej błędy proceduralne kontrolerów, które w połączeniu z błędami pilotów, nawigatora oraz ciężkimi warunkami atmosferycznymi itd. doprowadziły do katastrofy. Rosjanie doświadczeni batalią o zweryfikowanie winnych zbrodni katyńskiej bardzo obawiają się jakichkolwiek roszczeń ze strony Polski. Łączy nas trudna historia, przez którą mamy wiele powodów do wysuwania pretensji względem Rosji. Zła wola Rosjan w wielu kwestiach pozostawia wiele niesmaku i niestety potwierdza, iż władze Rosji niewiele się zmieniły - wciąż zachowując się w sposób arogancki, pogardzający, z zapędami mocarstwowymi.
Dodaj ogłoszenie