Rosja jest ważniejsza

Henry Kissinger
Reuters
Rosja może wreszcie stać się demokracją. Coraz więcej łączy ją z Zachodem. Współpraca z Moskwą jest ważniejsza niż szybkie wejście Ukrainy do NATO - pisze były szef amerykańskiej dyplomacji

Poniedziałkowe spotkanie prezydenta Busha z Dmitrijem Miedwiediewem na Hokkaido daje okazję do przyjrzenia się stosunkom Ameryki z nowym przywództwem rosyjskim. Większość komentatorów uznała sukcesję Miedwiediewa za kontynuację epoki Władimira Putina, czyli hegemonii Kremla i asertywnej polityki zagranicznej. Po mojej niedawnej wizycie w Moskwie, gdzie spotkałem się z wybitnymi osobistościami życia politycznego, gospodarczego i intelektualnego, jestem przekonany, że ta ocena jest przedwczesna.

Przede wszystkim wyłaniająca się struktura władzy jest bardziej skomplikowana, niż uważa większość komentatorów. Od początku istniały wątpliwości, dlaczego Putin wybrał skomplikowaną i niepewną drogę zostania premierem, skoro jego zasadniczym celem było zachowanie władzy. Był taki popularny, że mógł zmienić konstytucję i pełnić urząd prezydencki przez trzecią kadencję.

Mam wrażenie, że rosyjska polityka wkracza w nową fazę. Przeprowadzka Putina z Kremla do budynku rządu może mieć symboliczne znaczenie. Miedwiediew powiedział, że chce być przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa Narodowego oraz, jak przewiduje rosyjska konstytucja, publiczną twarzą polityki zagranicznej. Rosyjscy urzędnicy jak mantrę powtarzają stwierdzenie, że prezydent tworzy politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, a premier ją realizuje. Nie spotkałem żadnego Rosjanina - ze struktur państwowych i spoza nich - który nie byłby przekonany, że w Rosji następują jakieś zmiany w układzie władzy.

Putin nadal ma bardzo silną pozycję. Większość Rosjan widzi w nim przywódcę, który przezwyciężył upokorzenia i chaos lat 90., kiedy zawaliło się rosyjskie państwo, gospodarka, ideologia i imperium. Niewykluczone, że wyznaczył sobie rolę recenzenta poczynań swego następcy. Być może trzyma w rezerwie opcję startu w kolejnych wyborach prezydenckich.

Niezależnie od tego, jak zakończą się te przetasowania, ostatnie rosyjskie wybory wyznaczają moment przejścia z fazy konsolidacji do fazy modernizacji. Oddanie władzy przez rządzącego, który znajduje się u szczytu swoich wpływów, nie ma precedensu w rosyjskiej historii. Rosnący stopień złożoności gospodarki zrodził potrzebę przewidywalnych procedur prawnych, co zapowiedział już Miedwiediew. Ustrój z dwoma ośrodkami władzy z perspektywy przyszłych historyków może zostać uznany za początek systemu wzajemnego kontrolowania się organów władzy. Demokratyzacja Rosji nie jest oczywiście z góry przesądzona, ale podobnie było z ewolucją demokratyczną na Zachodzie.

Jakie płyną z tego wnioski dla amerykańskiej polityki zagranicznej? W ciągu następnych kilku miesięcy Rosja będzie wypracowywała praktyczne mechanizmy podziału na tworzenie i realizację polityki bezpieczeństwa narodowego. Byłoby roztropne, żeby administracja Busha i kandydaci prezydenccy nie wywierali na Moskwę presji w tym okresie i powstrzymali się od publicznych komentarzy.

Od rozpadu Związku Radzieckiego w 1991 r. kolejne administracje amerykańskie zachowywały się tak, jakby podstawowym zadaniem Ameryki była budowa demokracji w Rosji. Często słyszymy przemówienia, w których potępiane są niedemokratyczne praktyki w Rosji i gesty rodem z zimnej wojny. Zwolennicy takiej polityki utrzymują, że transformacja w Rosji jest niezbędnym warunkiem harmonijnego porządku międzynarodowego. Dowodzą, że jeśli będziemy wywierali stałą presję na obecną Rosję, ona również w końcu się zawali. Tymczasem agresywne ingerencje w to, co Rosjanie uważają za swoje wewnętrzne sprawy, może spowodować, że nie zrealizujemy ani naszych celów geopolitycznych, ani moralnych.

Z pewnością są w Rosji grupy i jednostki, które oczekują od Ameryki działań przyspieszających ewolucję demokratyczną w ich kraju, ale według prawie wszystkich obserwatorów większość Rosjan uważa, że Ameryka jest arogancka i chce zaszkodzić procesowi odradzania się Rosji. W takich okolicznościach łatwiej jest wywołać nacjonalistyczną i konfrontacyjną reakcję niż demokratyczną ewolucję.

Pod wieloma względami jesteśmy świadkami jednego z najbardziej obiecujących okresów w dziejach Rosji. Kontakty z nowoczesnymi społeczeństwami otwartymi są bardziej intensywne niż kiedykolwiek - i to pomimo niefortunnych działań represyjnych. Im dłużej to będzie trwało, tym większy wywrze wpływ na polityczną ewolucję Rosji.

Ewolucja ta z konieczności przybierze typowo rosyjskie tempo. Możemy na nią korzystniej wpływać cierpliwością i zrozumieniem historycznych realiów niż obrażonym izolowaniem Rosji i publicznymi potępieniami.

Realia geopolityczne stwarzają doskonałe warunki do współpracy strategicznej. Stany Zjednoczone i Rosja mają pod swoją kontrolą 90 proc. światowej broni atomowej. Rosja jest największym krajem świata. Postęp działań zapobiegających rozprzestrzenianiu się broni jądrowej na Bliskim Wschodzie zależy od współpracy rosyjsko-amerykańskiej.

Imperialistyczną politykę carskiej i sowieckiej Rosji ułatwiała słabość prawie wszystkich krajów ościennych. Przez półtora stulecia umożliwiało to Rosji konsekwentną ekspansję od Wołgi do Łaby, wzdłuż brzegu Morza Czarnego, na Kaukaz, w stronę Indii, nad Pacyfik, do Mandżurii i Korei.

Bezpieczeństwo stało się równoznaczne z ciągłą ekspansją, która była również źródłem wewnętrznej legitymacji władzy. Warunki te uległy zasadniczej zmianie. Sąsiedzi Rosji przezwyciężyli swoją słabość. Licząca 4 tys. km granica z Chinami stanowi demograficzne wyzwanie. Na wschód od Bajkału 6,8 mln Rosjan ma do czynienia ze 120 mln Chińczyków mieszkających w przygranicznych prowincjach. Za inną, równie długą granicą, szaleje wojujący islamizm, który rozciąga swoje wpływy na południową Rosję. Od Zachodu Rosja graniczy z członkami już nie Paktu Warszawskiego, lecz NATO.

Chociaż w społeczeństwie rosyjskim odradza się duma narodowa, władze rozumieją, że próby zmiany nowego porządku międzynarodowego tradycyjnymi metodami byłyby ryzykowne. Wiedzą, że lojalność części spośród 25 mln rosyjskich muzułmanów wobec państwa jest wątpliwa. Służba zdrowia wymaga gruntownej reformy. Infrastrukturę trzeba odbudować. Rosja postanowiła skupić się na reformach wewnętrznych, co w jej dotychczasowej historii zdarzyło się dopiero kilka razy. Na przekór konfrontacyjnej i agresywnej retoryce przywódcy rosyjscy zdają sobie sprawę z powyższych strategicznych ograniczeń.

Uważam wręcz, że za Putina Rosja dążyła do znalezienia wiarygodnego partnera strategicznego, z Ameryką jako preferowanym wyborem. Wojownicza retoryka, jaką słyszymy w ostatnich latach, po części wynika z frustracji spowodowanej brakiem pozytywnej reakcji z naszej strony. Na poziomie osobistym Bush i Putin dobrze się ze sobą porozumiewali, ale nie potrafili przezwyciężyć nawyków wytworzonych przez ich kraje podczas zimnej wojny. Te niepowodzenia nie zmieniają ogólnego obrazu sytuacji. Na płaszczyźnie geopolitycznej najważniejsze są trzy kwestie: bezpieczeństwo, Iran i stosunek Rosji do podległych jej dawniej krajów, zwłaszcza Ukrainy.

Ze względu na swoją nuklearną hegemonię Rosja i Ameryka mają szczególny obowiązek stanąć na czele walki z proliferacją broni atomowej. Pojawiły się konstruktywne inicjatywy, takie jak większa transparentność i połączenie systemów obrony przeciwrakietowej skierowanych w stronę Iranu, co ogłoszono w kwietniowym komunikacie wydanym przez prezydentów Busha i Putina w Soczi. Ale te ogólne deklaracje nie zyskały jeszcze konkretnego wymiaru.

W kwestii rozprzestrzeniania broni jądrowej należy odpowiedzieć na cztery pytania: Czy Rosja i Stany Zjednoczone zgadzają się ze sobą co do zagrożenia, jakie stwarzałaby nuklearyzacja Iranu? Czy zgadzają się co do charakteru irańskiego programu atomowego? Czy zgadzają się co do środków dyplomatycznych, jakie należy zastosować? Czy zgadzają się co do tego, jakie środki należy zastosować, jeśli dyplomacja zawiedzie?

Mam wrażenie, że w pierwszych dwóch kwestiach jest coraz większa zgoda. Myśląc o dwóch pozostałych, Stany Zjednoczone i Rosja muszą pamiętać, że żadna ze stron raczej nie rozwiąże tego problemu bez udziału drugiej.

Kwestia ukraińska doskonale odzwierciedla spojrzenie obu stron na charakter stosunków międzynarodowych. Ameryka postrzega sytuację w kategoriach potencjalnego zagrożenia militarnego. Dla Rosji w stosunkach z Ukrainą chodzi przede wszystkim o uporanie się z bolesnym wydarzeniem historycznym.

Autentyczna niepodległość Ukrainy jest niezbędnym filarem pokojowego systemu międzynarodowego i Stany Zjednoczone muszą ją jednoznacznie popierać. Ukraina powinna zacieśniać stosunki polityczne z Unią Europejską i dążyć do członkostwa w niej. Z drugiej strony przybliżenie się zachodnich systemów bezpieczeństwa do granic Rosji z pewnością roznieciłoby emocje, które utrudniłyby rozwiązanie wszystkich innych problemów. Dobrze, że NATO zadeklarowało gotowość do przyjęcia Ukrainy w swoje szeregi, ale nie ma powodu się z tym spieszyć.

Deklaracja z Soczi wytyczyła ogólny plan strategicznego dialogu między Stanami Zjednoczonymi i Rosją. Nowe administracje w Rosji i Ameryce powinny nadać temu planowi treść operacyjną.

Tekst ukazał się również w dzienniku "The Washington Post"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie