Romney vs Obama: Jeśli wygra mormon, będzie przełom

Andrew Sulivan
Amerykę często, i słusznie, uznaje się kraj konserwatywny. Ona sam jednak nigdy nie przestaje nas zaskakiwać. Chociaż Mitta Romneya na początku powitano zbiorowym ziewaniem, obecnie jesteśmy świadkami czegoś niezwykłego. Polityka tego - dziś już prawie pewnego kandydata do nominacji republikańskiej - uznawano za pozbawionego polotu nieokrzesanego niezdarę. A jednak - do walki o Biały Dom staną zapewne mormon i Afroamerykanin.

Sytuacja taka nie ma precedensu w całej amerykańskiej historii. W kraju powstałym na niewolnictwie, gdzie w brutalnych zmaganiach o jego zniesienie zginęło 700 tys. Amerykanów, Murzyn Barack Hussein Obama jest dziś prezydentem.
Znacznie mniej docenia się przełom, jaki będzie stanowił ewentualny start w wyborach prezydenckich mormona. Rzadko która sekta w historii Ameryki spotykała się z takimi prześladowaniami jak Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Już od samej chwili powstania nie cieszył się popularnością. Większość okresu od początku do drugiej połowy XIX w. społeczność mormonów spędziła na chronieniu się przed agresją ślepego, obecnego w wielu stanach motłochu chętnego niemal linczować nowych wyznawców. Romney jest członkiem jeszcze mniej licznej mniejszości niż Obama. W Ameryce mieszka ok. 6 mln mormonów.

Od samego początku istnienia sekty, czyli późnych lat 20. XIX stulecia, nowojorscy znajomi jej założyciela Josepha Smitha uznawali jego opowieści za wyjątkowo mętne i niejasne. Na górze Cumorach prorok Mormon miał przekazać mu złote płytki z wyrytym na nich przekazem w tajemnym języku, który znał tylko on sam. Opisano na nich historię amerykańskiej cywilizacji. Kontrowersję wzbudzała również sama doktryna - Bóg był istotą ludzką w postaci fizycznej. Podobnie Jezus, który zresztą po zmartwychwstaniu miał przybyć do Ameryki. Każdy może zostać bogiem. Już same tego typu poglądy wystarczyły. Reszty dopełniła poligamia.

Czytaj także: Obama wygrywa z Romneyem w sondażach... ale nie w ocenie kwalifikacji ekonomicznych

Wspólnoty wyznające mormonizm stały się przedmiotem niechęci. Mormoni tworzyli klany i często - tam gdzie się osiedlili - występowali jako polityczny monolit. Taka sytuacja zagrażała władzy już istniejących struktur. A te szybko zareagowały na nowe zjawisko.

W Missouri, jednym z pierwszych stanów, gdzie się osiedlili, szybko zaczęły się polowania na czarownice. Gubernator wydał rozkaz eksterminacji. Rozkaz formalnie unieważniono dopiero w 1976 r.! Zmuszono ich też do opuszczenia Illinois, gdzie nowi przybysze zbudowali miasto Nauvoo i tworzyli oddziały milicji w celu samoobrony. To na terenie tego stanu aresztowano samego Smitha, a następnie zamordowano w więzieniu jeszcze przed rozprawa sądową.

Wyznawcy Kościoła przenieśli się na dzikie tereny Utah. Tu zmusili do wyjazdu wielu urzędników federalnych. Zaogniona sytuacja zmusiła prezydenta Jamesa Buchanana do wysłania do tego stanu niemal jednej trzeciej armii. Uznano, że sekta stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.
W ucieczce przed prześladowaniami mormoni osiedlali się także w północnym Meksyku. Właśnie w jednej z tamtejszych diaspor znajdujemy pradziadka Mitta Romneya. Miał on pięć żon. Prapradziadek obecnego kandydata do nominacji republikańskiej miał ich jeszcze więcej, bo 12. Ojciec tego drugiego George Romney urodził się właśnie w jednej z takich meksykańskich kolonii.

Miastem rodzinnym samego kandydata jest Detroit. Jego ojciec został tu szefem dużego producenta aut, a przez pięć lat był zwierzchnikiem gminy bostońskiej. Odpowiadał za doradztwo i pracę wychowawczą, a także za nauczanie doktryny. Mówiąc wprost: Mitt Romney nie jest zwykłym mormonem. To prawdziwy mormon z krwi i kości. Historia jego rodziny sięga korzeniami do najwcześniejszych lat Kościoła. I zajmuje w nim ważną pozycję.

Czytaj także: Obama za "regułą Buffetta". Republikanie zarzucają mu populizm

Zatem ewentualne uzyskanie nominacji prezydenckiej przez mormona ma wymiar historyczny. Długa droga dzieli buntowniczy start w wyborach prezydenckich 1844 r. Josepha Smitha od wyważonej i spokojnej walki o nominację Mitta Romneya. Najmniej jednak z powodu jej ewentualnego uzyskania będą świętować sami mormoni, bo skrajnie nerwowo reagują na eksponowanie ich wiary w czasie kampanii prezydenckiej. Nie ma tu porównania z ekscytacją Afroamerykanów przed wyborem ich kandydata na prezydenta. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Jest faktem, że w żadnych z prawyborów Mitt Romney nie uzyskał głosów ewangelików. Gdyby Mitt Romney zaczął mówić, że każdy z nas może stać się bogiem, jego baza wyborcza uciekłaby gdzie pieprz rośnie.

To jedna z przyczyn, dla których kandydat nie może do końca dogadać się z wyborcami. Aby go naprawdę poznali, musiałby im opowiedzieć o swojej wierze, tradycji, wychowaniu, genealogii i pracy na rzecz Kościoła. A to stawiałoby go w wyjątkowo niewygodnej sytuacji. Dlatego niektórzy mormoni mówią o mormońskiej masce - nieco fałszywej, uśmiechniętej, na wskroś amerykańskiej, skromnej i nieśmiałej twarzy publicznej, którą nakładają na siebie niektórzy przywódcy mormonów, aby móc się zasymilować.

Mitt Romney ma taką postawę głęboko we krwi. Rzadko udziela się w towarzystwie. Nie pije. A gdy nie jest zajęty zarabianiem pieniędzy, poświęca się rodzinie i Kościołowi. Trzymający się nieco na uboczu członek kiedyś prześladowanej mniejszości?
Tu mają z Obamą punkt wspólny. Tyle że Romney w większości wciąż musi trzymać go w tajemnicy.

_Czytaj też: **

Pozostałe komentarze publicystów "Timesa"

**_

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

h
hypatia k.łyszczyński
prześladowania mormonów? a napaść i zamordowanie przez mormonów przebranych za indian osadników -tzw.masakra w meadows mountains?!
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Romney vs Obama: Jeśli wygra mormon, będzie przełom
s
spokojny
Jaki „przełom”? Bez przesady. Ameryka jest Ameryką, obojętnie kto rządzi.
A co wielkiego zrobił Obama? Moron czy nie moron żadnych przełomów nie będzie.
Dodaj ogłoszenie