18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Republikanie kontra Demokraci - celebryci wybierają prezydenta [GALERIA]

Matt Spence, Catherine Philp
Janine Turner
Janine Turner Darren Calabrese
Udostępnij:
Amerykę ogarnęła widowiskowa i emocjonująca walka o władzę. Ale kampania wyborcza Romneya i Obamy jest nudna w porównaniu z walką, jaką toczą ze sobą najwięksi celebryci.

Na pierwszy ogień poszedł Clint Eastwood. Na jednym z wieczorów Mitta Romneya starzejący się gwiazdor Hollywood zaskoczył wszystkich osobliwym występem. 82-letni Eastwood kilka minut po wejściu na scenę, przy ogłuszającym aplauzie, zwrócił się do pustego krzesła ustawionego obok mównicy. Krzesło odgrywało rolę prezydenta Baracka Obamy, a sędziwy aktor zaczął je wypytywać o złamane obietnice wyborcze. Odpowiedzi krzesła były, w interpretacji Eastwooda, niezwykle ordynarne.

- Co chcesz, żebym powiedział Romneyowi? - pytał z udawanym przerażeniem. - Nie mogę mu powiedzieć, żeby sobie to zrobił! - padło w odpowiedzi. Gdy wśród sztabowców Romneya za kulisami zaczęła się szerzyć panika, Eastwood dopiero łapał swój rytm, wyrażając opinie wyraźnie odbiegające od przekazu Republikanów. Zaatakował krzesło za niezamknięcie więzienia w Guantanamo i za określenie daty zakończenia wojny w Afganistanie, informując publiczność - błędnie - że Romney chce "sprowadzić żołnierzy do domu jutro rano". - Wiecie, nigdy nie uważałem, że to dobry pomysł, by prawnik był prezydentem - stwierdził Eastwood, najwyraźniej nieświadomy faktu, że republikańscy kandydaci, których popiera, są podobnie jak Obama prawnikami z wykształcenia, a prawnikami było też 24 innych prezydentów USA. Zwykle wygadani komentatorzy telewizyjni zaczęli się jąkać, gdy Eastwood zszedł ze sceny, a publiczność skandowała jego słynną odzywkę: "Make my day" ("Zrób mi frajdę").

Ale to nie koniec! Niemal 15-minutowy improwizowany występ Eastwooda był trzy razy dłuższy, niż wynosił przeznaczony dla niego czas. W ten sposób sławny aktor i reżyser zepchnął przemówienie Romneya poza okienko czasu największej oglądalności. Ostatecznie Romney wszedł na scenę na zaledwie 24 minuty przed 23.00 i nadal mówił, gdy jego sztab wydał utrzymane w poważnym tonie oświadczenie dotyczące występu Eastwooda. - Do takiej amerykańskiej ikony jak Clint Eastwood nie można przykładać zwykłych kryteriów politycznych - stwierdził sztab Romneya.

Gdyby sztab wyborczy Republikanów odrobił swoje zadanie domowe, to wiedziałby, że ściągnięty na konwencję gwiazdor niesie ze sobą spore ryzyko. Eastwood, jako zwolennik dopuszczalności aborcji i legalizacji małżeństw homoseksualnych, a także ojciec siedmiorga dzieci urodzonych przez pięć kobiet, z których tylko dwie poślubił, raczej nie jest ucieleśnieniem konserwatywnych wartości.

Sztab Obamy zasugerował inną inspirację popularnego aktora. Wszelkie pytania dotyczące przemówienia Eastwooda odsyłał "do Salvadora Dalego".

Najważniejsze z punktu widzenia polityków pytanie jednak brzmi: którą partię popiera więcej sław?

Co cztery lata Hollywood ogarnia polityczna gorączka. Gwiazdy pędzą na konwencje, byle tylko być tam, gdzie coś się dzieje. Znudzeni własnym towarzystwem aktywni politycznie hollywoodzcy aktorzy próbują zaprzyjaźniać się z prawnikami, dziennikarzami i politykami.
Zjawisko to chyba nigdy nie było bardziej widoczne niż podczas kampanii wyborczej w 2008 r., gdy Barack Obama błyskawicznie osiągnął status gwiazdy rocka, a hollywoodzkie grube ryby prześcigały się, by uścisnąć mu dłoń. Na tegorocznej Konwencji Demokratów w Charlotte obok polityków pojawiły się zaś takie gwiazdy jak Scarlett Johansson, Natalie Portman czy Kerry Washington.

Towarzystwo sław nie jest obce i Republikanom, których wspiera m.in. była modelka Cindy Crawford czy znana z serialu "Przystanek Alaska" aktorka Janine Turner.

Pytanie jednak, kto robi to lepiej? Celebryci prorepublikańscy czy prodemokratyczni? I tak np. piękna Jessica Alba czy podstarzały John Voight? Alba wraz z mężem aktorem Cashem Warrenem byli gospodarzami przyjęcia zamykającego Konwencję Demokratów. Voight był gwiazdą Konwencji Republikanów w mieście Tampa. Zwycięstwo teamu Romneya wydawało się być o włos, w końcu Voight ma na półce Oscara i kilka Złotych Globów. Ale Jessica Alba zdecydowanie jest gwiazdą klasy A, a John Voight już dawno nie.

Zadajmy jednak kolejne pytanie: Alec Baldwin czy Stephen Baldwin?

Alec, który w serialu "30 Rock" wciela się w Jacka Donaghy'ego, superrepublikańskiego prezesa NBC, w prawdziwym życiu jest zdecydowanym zwolennikiem Baracka Obamy. W maju w serwisie Twitter ostro skrytykował Mitta Romneya, pisząc m. in.: "Chcecie, żeby do Białego Domu wrócili kłamcy?". Potok tweetów zakończył stwierdzeniem "Obama ... 2012". Z drugiej strony młodszy brat Aleca i zdecydowanie mniej od niego znany Stephen rzucał się w oczy podczas republikańskiego święta w Tampie. Jako że jednym z jego największych osiągnięć była rola kumpla Freda Flinstone'a Barneya Rubble'a w filmie "Flinstonowie: Niech żyje Rock Vegas!" z 2000 r., a świat zna go przede wszystkim jako byłego narkomana, to starcie bez wątpienia przytłaczającą większością głosów wygrywa Alec.

Stevie Wonder czy Pat Boone? Oni są dowodem na to, że starsze gwiazdy też mogą startować. 62-letniego Steviego Wondera nie trzeba nikomu przedstawiać. Muzyk ma na koncie 22 nagrody Grammy i hity takie jak "Superstition" czy "You Are the Sunshine of My Life".

Nazwisko może brzmieć obco dla osób poniżej 50 roku życia, ale wierzcie mi, Pat Boone był niemal największym amerykańskim artystą pod koniec lat 50. Gdyby nie facet nazwiskiem Elvis Presley, 78-letni Boone byłby dziś ikoną. W ciągu ponad 60 lat na scenie sprzedał 45 mln albumów i nagrał 38 przebojów, które trafiły na listę Billboard Top 40. Do dziś jest rekordzistą "Billboardu" - przez 220 tygodni z rzędu co najmniej jedna jego piosenka zawsze była na liście. Boone przyjechał do Tampy, gdzie w białym garniturze z czerwonym kwiatem w klapie i okularach przeciwsłonecznych typu awiator wyglądał jak prawdziwy celebryta. Jednak 100 mln sprzedanych albumów Steviego Wondera to prawie dwa razy więcej niż cały dorobek Boone'a. Trudno się z tym nie zgodzić. Poza tym, czy jest ktoś bardziej cool niż Stevie Wonder?!
I na koniec Eva Longoria czy Chuck Norris? Longoria podczas Konwencji Demokratów wcieliła się w postać współprowadzącej kampanię wyborczą Baracka Obamy. Gwiazda serialu "Gotowe na wszystko" od lat zajmuje najwyższe miejsca na rozmaitych hollywoodzkich listach "Najpiękniejszych", na koncie ma też nominację do Złotego Globu. Ze względu na amerykańsko-meksykańskie korzenie została zaproszona do udziału w kampanii Obamy.

Z kolei słynny strażnik Teksasu w dramatycznym apelu prosi swoich rodaków, by nie dopuścili do ponownego wyboru Baracka Obamy na prezydenta USA, bo to może oznaczać ciemny wiek Ameryki, stoczenie się jej w socjalizm "albo coś jeszcze gorszego".

Kultowy bohater amerykańskiego kina akcji, znany zwolennik Partii Republikańskiej, powiedział w nagraniu wstawionym na YouTube, że Ameryka znalazła się w krytycznym momencie. - Całkiem prawdopodobne, że kraj jaki znamy, utracimy na zawsze, jeśli nie zmienimy kierunku, w którym jest prowadzony - tak 72-letni aktor i mistrz sztuk walki wraz z żoną Geną apeluje do 30 milionów Amerykanów, którzy cztery lata temu nie poszli na wybory. Żona aktora Gena przypomina, że Obama wygrał wówczas z Johnem McCainem większością około 10 milionów głosów. Gdyby więc zwolennicy Partii Republikańskiej, którzy uznali wówczas jej program za nie dość radykalny, poszli na głosowanie, Obamie by się nie udało.

- Wiemy, że kochacie swój kraj i wolność tak bardzo, jak Gena i ja - mówi Norris. - Dlatego uznaliśmy, że nie możemy siedzieć bezczynnie albo stać z boku i patrzeć, jak kraj stacza się na drogę socjalizmu, albo i jeszcze czegoś gorszego - dodaje. Amerykański gwiazdor przypomniał słowa XVIII-wiecznego irlandzkiego filozofa Edmunda Burke'a, krytyka rewolucji francuskiej, który mówił, że aby zło zwyciężyło, wystarczy, by dobrzy ludzie nic nie robili. Przypomniał też wypowiedź Ronalda Reagana, który stwierdził, że wolność, o którą się nie walczy, trwa jedno pokolenie.

Eva Longoria jest wspaniała i na pewno sławna, ale z drugiej strony to sam Chuck Norris. Człowiek legenda. Wygrywa bez dwóch zdań.

W rozliczeniu końcowym jednak, gdyby o zwycięstwie wyborczym decydowało poparcie sław, Barack Obama miałby reelekcję w kieszeni. To również dzięki celebrytom, którzy nie tylko błyszczą na konwencjach, ale i zbierają pieniądze dla prezydenta - George Clooney, Sarah Jessica Parker, Anna Wintour, Oprah Winfrey czy Harvey Weinstein to zaledwie kilka wielkich nazwisk widniejących na czekach dla Obamy. Celebrycka stajnia Romneya po prostu się do tego nie umywa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie