Rekordowo dużo cudzoziemców pracuje legalnie nad Wisłą. Białorusini gonią Ukraińców: wybiera się ich do Polski nawet pół miliona!

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Trzeci rok z rzędu Polska przyjmuje najwięcej w Europie cudzoziemców spoza Unii Europejskiej – wynika z danych Eurostatu, unijnego urzędu statystycznego. Urząd ds. Cudzoziemców potwierdza, że na początku sierpnia liczba obcokrajowców posiadających zezwolenia na pobyt, pierwszy raz w dziejach, przekroczyła pół miliona – i stale rośnie; zastrzega przy tym, że dane te nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo np. w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. W tym samym czasie populacja cudzoziemców zarejestrowanych w ZUS zbliżyła się do 900 tys.; to aż 5,2 procent aktywnych zawodowo. Ale wielu pracodawców wciąż nie może znaleźć pracowników i liczy, że lukę wypełnią m.in. Białorusini, których wybiera się na Zachód nawet pół miliona.

FLESZ - Rynek pracy odporny na pandemię

W pierwszej połowie 2021 roku, zwłaszcza zimą i wczesną wiosną, w Polsce szalała pandemia, a działalność znacznej części gospodarki była utrudniona lub wręcz sparaliżowana przez rządowe obostrzenia. Mimo to do ewidencji urzędów pracy wpisano astronomiczną liczbę 998 tys. oświadczeń o zatrudnieniu pracowników ze Wschodu, czyli o… 63 proc. więcej niż przed rokiem i o 18 proc. więcej niż w rekordowej dotąd pierwszej połowie 2019 roku, a więc na długo przed pandemią.

Przybyszy dużo jak nigdy…

Według Urzędu ds. Cudzoziemców, wśród osób posiadających zezwolenia na pobyt w Polsce największe grupy stanowią obywatele: Ukrainy – 277 tys., Białorusi – 34 tys., Niemiec – 20 tys., Rosji – 13 tys., Wietnamu – 11 tys., Indii – 10,5 tys., Gruzji – 9 tys., Włoch – 8,5 tys., Chin – 6,5 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,5 tys. W pierwszej połowie tego roku liczba obcokrajowców posiadających dokumenty pobytowe wzrosła o prawie 42 tys. Największy skok wśród cudzoziemców osiedlających się w Polsce dotyczył obywateli: Ukrainy – o 31,5 tys., Białorusi – o 4,4 tys., Gruzji – o 1 tys. , Mołdawii – o 900 oraz Indii – o 700. Wśród zarejestrowanych przeważają mężczyźni przed czterdziestką szukający pracy pozwalającej im utrzymać rodziny.

Małopolska (z Krakowem na czele) jest drugim po Mazowszu najczęściej wybieranym miejscem osiedlenia obcokrajowców. Zezwolenia na pobyt ma tu już 60 tys. przybyszy (w Wielkopolsce czy na Dolnym Śląsku – o jedną trzecią mniej). Jednak tych, którzy mieszkają i pracują lub uczą się w naszym regionie w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz jest już kilkanaście razy więcej. Od początku 2019 r. do Polski trafiła jedna czwarta cudzoziemców spoza Unii, którzy podjęli naukę lub pracę w krajach wspólnoty.

W aktualnej edycji zestawienia mamy w GUP blisko 2,6 tys. ofert, o 100 więcej niż miesiąc temu. W niektórych profesjach są ich wręcz setki. Odradza się branża usług, ale rośnie też ponownie zapotrzebowanie na pracowników medycznych. Jeśli chcesz poznać szczegóły, kliknij w przycisk "zobacz galerię" i przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE.

Praca w Krakowie szuka człowieka. Ponad dwukrotnie więcej of...

…ale wciąż za mało

Cudzoziemców jest rekordowo wielu, ale wciąż zbyt mało, by zaspokoić potrzeby nieustannie rosnących sektorów polskiej gospodarki, od przemysłu i budownictwa po IT i usługi dla biznesu. Jak wynika z opublikowanego właśnie raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, aż 17 procent pracodawców w naszym kraju zamierza w najbliższych miesiącach pozyskiwać nowych pracowników i rozbudowywać zespoły. To najwięcej od czasu wybuchu pandemii COVID-19. A w Krakowie ów odsetek jest jeszcze wyższy!

Największe zapotrzebowanie na ręce do pracy zgłaszają firmy reprezentujące sektor produkcji przemysłowej oraz budownictwa. „Szczególnie intensywnej konkurencji o kandydatów powinni spodziewać się pracodawcy w południowej oraz centralnej Polsce. Redukcje etatów przewiduje natomiast tylko 5 proc. organizacji. Trzy czwarte firm chce pozostawić liczbę pracowników na niezmienionym poziomie” – czytamy w raporcie.

– Widać wyraźnie, że optymizm polskich pracodawców rośnie, a chęć rozbudowywania zespołów jest wśród nich coraz silniejsza. Odsetek firm, które w najbliższych miesiącach planują zatrudniać nowych pracowników wrócił do wskazań z 2018 roku, czyli okresu rekordowego zapotrzebowania na pracowników. Pozytywną informacją jest również malejący odsetek firm, które nie znają swoich planów rekrutacyjnych, co z kolei potwierdza rosnącą pewność biznesową polskich pracodawców

– komentuje Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup w Polsce. Dodaje, że poważną przeszkodą rozwojową jest dziś dla polskich firm brak pracowników.

- Obserwujemy najwyższy od lat niedobór kadr na rynku, który w świetle trwającej nadal pandemii może być zaskoczeniem. Organizacje podejmują dodatkowe działania, by przyciągnąć pożądane talenty. Najwięcej z nich zachęca do podjęcia pracy poprzez dodatkowe szkolenia i możliwości rozwoju, premie, oferując większą elastyczność w zakresie realizacji zadań oraz podwyższając wynagrodzenie początkowe. Jedna trzecia polskich firm decyduje się na obniżenie swoich oczekiwań od kandydatów dotyczących doświadczenia i posiadanych umiejętności, a także zwiększając pakiet benefitów – wyjaśnia Iwona Janas.

Deficyt Ukraińców, sięgnijmy po Białorusinów, bo… bardzo chcą

Krzysztof Inglot, prezes firmy rekrutacyjnej Personnel Service S.A., zwraca uwagę, że zaczyna nam brakować nie tylko pracowników krajowych, ale i tych z Ukrainy. Dlatego coraz więcej pracodawców widzi alternatywę w przybyszach z Białorusi. Wedle szacunków ekspertów Personnel Service, Polska jest w stanie przyciągnąć około pół miliona imigrantów zarobkowych z „raju” zarządzanego od dekad przez Łukaszenkę.

- Napływ migrantów zmniejsza niedobory na polskim rynku pracy już od kilku lat. Teraz, kiedy wskaźniki związane z rynkiem pracy idą w górę, pracodawcy mierzą się z tymi samymi problemami, które znali sprzed pandemii. Jednym z głównych jest deficyt pracowniczy i obawa o wyczerpujący się zasób rąk do pracy z Ukrainy. Już teraz widać, że pracowników jest za mało, a ofert pracy przybywa

– mówi Krzysztof Inglot.

Do ewidencji urzędów pracy tylko w pierwszym, trudnym przecież, półroczu 2021 wpisano aż 998 tys. oświadczeń dotyczących zatrudnienia pracowników ze Wschodu. To o 63 proc. więcej niż w pandemicznym 2020 roku, ale też o 18 proc. więcej niż w pierwszej połowie 2019 roku. Rekordy widać też w statystykach ZUS – w czerwcu br. zarejestrowanych było 819 tys. cudzoziemców, o 100 tys. więcej niż w styczniu. Natomiast jeżeli chodzi o liczbę wydanych zezwoleń na pracę, to w pierwszej połowie 2021 roku było ich 232 tys., czyli o 34 tys. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Najwięcej zezwoleń na pracę otrzymali Ukraińcy, bo ponad 159 tys., zatem aż 68 proc. wszystkich. Obywatele Białorusi są na drugim miejscu – dla nich wydano ponad 16,5 tys. zezwoleń, o ponad 4,3 tys. więcej niż rok wcześniej.

- Zmiany polityczne na Białorusi oraz związana z tym niepewność obywateli powoduje, że mają oni większą motywację do tego, żeby myśleć o wyjeździe z ojczyzny. Słychać to nie tylko w rozmowach z pracownikami, którzy się do nas zgłaszają i wprost mówią o chęci ściągnięcia do Polski całych rodzin, ale też w statystykach, bo pracujących Białorusinów jest w tym roku o ponad 4 tys. więcej niż rok wcześniej. Zatem na tych politycznych zmianach nasz kraj może gospodarczo zyskać. Już teraz widać, że potencjał migracji zarobkowej z Ukrainy ma swój kres, a Białoruś to dla nas jedna z najlepszych alternatyw. Przedsiębiorcy bardzo cenią pracowników z tego kraju – wyjaśnia Krzysztof Inglot.

Robotnik przemysłowy i operator jak świeże bułeczki

- Mimo wyższej niż przed pandemią stopy bezrobocia pracodawcy mają rosnące problemy ze zrekrutowaniem ludzi posiadających odpowiednią wiedzę i umiejętności. Oczywiście, sytuacja poszczególnych osób poszukujących pracy również może się znacząco różnić – najbardziej poszukiwani są ci z wykształceniem technicznym i do prac technicznych. Należy unikać prostego porównywania liczby wolnych miejsc pracy i liczby osób poszukujących pracy – często barierą w podjęciu pracy jest odległość od miejsca zamieszkania czy wymagania odnośnie umiejętności

– komentuje Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Dane resortu rozwoju, pracy i technologii dowodzą, że najwięcej – bo prawie jedna trzecia ogółu - zezwoleń na pracę cudzoziemców dotyczy w ostatnim czasie kategorii „robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy” (74 tys. w pierwszym półroczu). Ta grupa stale rośnie. Na drugim miejscu znaleźli się „pracownicy wykonujący prace proste” (prawie 70 tys.. tu wzrost jest kilkunastoprocentowy), a na trzecim „operatorzy i monterzy maszyn i urządzeń” (skok z 40 tys. w pierwszej połowie 2020 r. do 54 tys. w pierwszej połowie 2021 r.). Największe zapotrzebowanie na pracowników zgłasza przemysł, na drugim miejscu jest budownictwo, mniejsze były potrzeby usług, ale to się w drugim półroczu, po zniesieniu lockdownów, zaczęło zmieniać.

- Obecnie kluczowym zadaniem stojącym przed polityką rynku pracy jest wprowadzenie mechanizmów, również finansowych, wspierających nabywanie kwalifikacji przez osoby pozostające poza zatrudnieniem oraz podnoszenie kwalifikacji pracowników – przekonuje Monika Fedorczuk. Zwraca uwagę, że w rejestrach bezrobotnych dominują osoby niepracujące od ponad roku, a nawet od kilku lat. Ich aktywizacja jest alternatywą dla wzmożonej imigracji.

- Samo bezrobocie staje się dziś w Polsce zjawiskiem mniej groźnym niż ograniczony dostęp do pracowników, który z czasem przełoży się na wzrost kosztów wytworzenia towarów i usług

– ostrzega ekspertka Lewiatana.

Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego zwraca uwagę, że w czerwcu 2021 r. ubezpieczenie emerytalne w ZUS płaciło 818 tys. cudzoziemców, a zdrowotne 863 tys. Udział przybyszy ubezpieczonych w Polsce przekroczył tym samym 5 procent. Ów rekordowy poziom został osiągnięty tuż po odpływie cudzoziemców spowodowanym pandemią i obostrzeniami wiosną i latem 2020 roku. Odbicie nastąpiło zaskakująco szybko i od tego czasu mamy do czynienia z przyspieszonym napływem obcokrajowców – oraz stałym wzrostem ich udziału w ogólnej liczbie aktywnych zawodowo. W maju 2020 ów udział wynosił 4 proc., a teraz dochodzi do 5,5 proc., przy czym ogólne zatrudnienie jest także najwyższe od wielu miesięcy i wynosi 15,7 mln (o prawie pół miliona więcej niż w połowie 2020 r.).

Wedle różnych szacunków, legalna praca ponad 800 tys. cudzoziemców zwiększa polskie PKB o nawet 3 procent, czyli 60 mld złotych. To dużo więcej niż kosztuje program Rodzina 500 plus.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zbigniew Rusek
Byle nie do Krakowa!!! Miasto jest tak przeludnione, ze życie staje się przykre i uciążliwe a przybysze to dalszy wzrost przeludnienia miasta. lepiej, by pozwalniano całą armię urzędników i zaproponowano im wykonywanie bardziej pożytecznych prac - np. fizycznych. Z siedzenia za urzędniczym biurkiem nie ma pożytku (to jest głupia, bezowocna praca). Powinno się doprowadzić do masowych zwolnień z pracy w biurach.
G
Gość
Tak, "tani pracownicy" całymi hordami będą ściągani do Polski -- aby nie trzeba było uczciwie zapłacić Polakom. Polacy niech szukają jako-takiego życia w UK, czy w Niemczech.
E
Ehh
Nie my ,tylko kapialisci,którzy sa w stanie podpalić kraj dla zysku,bo sami mieszkają za murami na strzeżonych osiedlach albo wogole na innym kontynencie.
Dodaj ogłoszenie