Redaktor naczelny "Faktów i mitów" zaprzecza współpracy z SB

Redakcja
fot. facebook.pl
Nowo wybrany łódzki poseł Ruchu Palikota Roman Kotliński zaprzyczył w rozmowie z PAP, jakoby miał współpracować z SB i być tajnym współpracownikiem. Podkreślił, że na swoim "żywym przykładzie wykaże, jak patologiczną instytucją jest IPN".

Według sobotniej "Rzeczpospolitej" Kotliński, jako kleryk Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku, miał zostać pozyskany jako TW "Janusz" i w 1989 r. podpisać zobowiązanie dla SB. Kotliński w swoim oświadczeniu lustracyjnym twierdzi, że nie współpracował z SB.

Czytaj także: Poseł Ruchu Palikota w rejestrach SB. Kotliński to TW "Janusz"?

W rozmowie z PAP nowo wybrany poseł powiedział, że w 1987 lub 1988 roku, jak każdy kleryk w tym czasie, odbył trwającą kwadrans "standardową rozmowę z funkcjonariuszem SB, który wtedy przedstawił się jako milicjant".

Relacjonował, że do rozmowy z młodym człowiekiem, który przedstawił się jako milicjant, doszło podczas jego pobytu w domu w czasie wakacji czy przerwy świątecznej. - Miałem wtedy 19 lat i wcześniej chyba w ogóle z milicjantem nie rozmawiałem. On poprosił mnie na rozmowę na spacer. W trakcie tej krótkiej rozmowy zaczął mi opowiadać rzeczy, o których wiedziałem z seminarium m.in. co mówi jakiś ks. profesor na wykładach, jak się zachowuje, takie plotki z seminarium- powiedział Kotliński.

Jak mówił, nie wiedział, o co chodzi, ale zorientował się, że jest to chyba ktoś z SB, bo "byliśmy przez przełożonych uprzedzani". - Powiedziałem mu, że nie chcę dalej rozmawiać, bo nie mamy o czym. On chciał coś ode mnie wydobyć, ale ja mu nic kompletnie nie powiedziałem - dodał. Przyznał, że "zrobił chyba błąd", bo na prośbę tego człowieka podpisał dokument, że "odbył z nim rozmowę".

Zapewnia, że na tym się sprawa skończyła. - Nigdy więcej z nikim nie rozmawiałem z żadnej Służby Bezpieczeństwa, ani z milicji - powiedział.

Zaprzeczył, że podpisał zobowiązanie dla Służby Bezpieczeństwa. - Jeśli coś jest, to jest to sfabrykowane - dodał.

Zaznaczył jednocześnie, że cieszy się z nagłośnienia sprawy, bo Ruch Palikota ma w programie likwidację IPN. - I na moim żywym przykładzie wykażę, jak patologiczną instytucją jest IPN - dodał. Zapowiedział, że w poniedziałek wystąpi na konferencji prasowej.

Na konferencji prasowej w Warszawie rzecznik klubu Ruchu Palikota Andrzej Rozenek przedstawił pisemne oświadczenie Kotlińskiego, w którym ten zapewnił, że nigdy nie był współpracownikiem służb bezpieczeństwa PRL, ani żadnych innych służb.
Czytaj także: Prof. Czapiński: Palikot w najbliższych latach może "wchłonąć" Tuska. To zmiana kulturowa

- Chyba, że za takową współpracę należy uznać rutynową rozmowę, którą przed rokiem 1990 przeprowadzali funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa ze wszystkimi alumnami seminariów duchownych - napisał Kotliński.

Zaznaczył, że z nim taką rozmowę przeprowadził "jeden, jedyny raz" mężczyzna podający się za milicjanta. - Z zadawanych pytań i sposobu prowadzenia rozmowy zorientowałem się, że mój rozmówca jest funkcjonariuszem jakiejś tajnej służby, bo przed kontaktami z takimi właśnie ludźmi często ostrzegano nas w seminarium - napisał w oświadczaniu Kotliński.

Jak poinformował, spotkanie trwało ok. 15 minut a jego rozmówca nalegał, by opowiadać mu o wewnętrznych sprawach seminarium "sam podając liczne przykłady na dowód, że wiedzę na temat życia alumnów ma dużą".

- Gdy kategorycznie i kilka razy odmówiłem jego żądaniom, poprosił, abym pokwitował mu jedynie sam fakt odbycia rozmowy, bo tylko w ten sposób - tak twierdził - otrzyma zwrot kosztów przyjazdu do Kłodawy, gdzie nasza rozmowa miała miejsce - napisał Kotliński. Jak zaznaczył, przystał na tę prośbę, "kierując się odruchem współczucia".

- Na tym nasze kontakty się skończyły i nigdy więcej żadnych dokumentów swoim podpisem nie sygnowałem. Nie spotkałem się też nigdy z żadnym innym funkcjonariuszem SB, czy też innej służby - oświadczył Kotliński.

Poinformował też, że jego prawnicy rozważają skierowanie pozwu przeciwko wydawcy "Rz" oraz autorowi tekstu, a także Tomaszowi Terlikowskiemu, który - napisał Kotliński - publicznie go zniesławia.
Rzecznik klubu Ruchu Palikota przekonywał, że w Polsce od kilku lat trwa "walka na teczki". - Ofiarą walki teczkowej został b. prezydent Lech Wałęsą, b. prezydent Aleksander Kwaśniewski, b. premier Józef Oleksy. Ujawniona została teczka Jarosława Kaczyńskiego, która zawiera ponad 200 stron bardzo ciekawych materiałów, w tym również jego rozmowy z oficerami SB - powiedział. Jak zaznaczył, nie oznacza to jednak, że Jarosław Kaczyński podjął współpracę z SB. Zdaniem Kotlińskiego, w tej chwili zaczyna się walka teczkami z Ruchem Palikota.

- IPN rocznie pochłania 250 mln zł, są to pieniądze wyrzucone w błoto, pieniądze, które państwo przeznacza na to, żeby dzielić rodaków, żeby dzielić na lepszych i najgorszych, żeby używać zamierzchłej przeszłości, która w większości nikogo nie obchodzi, do walki politycznej - ocenił Rozenek.

Jak powiedział, zdaniem Ruchu Palikota, IPN "jako skrajnie zideologizowana instytucja", powinien zostać zlikwidowany. - Materiały, które są w tej chwili dostępne w IPN, powinny zostać ujawnione i przekazane do archiwum akt nowych - powiedział. Jak przekonywał, państwo zaoszczędzi dzięki temu rocznie ok. 180 mln zł.

Zdaniem Rozenka, również Kościół powinien być zainteresowany tym, żeby wszystkie dokumenty znajdujące się w IPN ujawnić i "zamknąć w końcu grę teczkami w Polsce". Przekonywał, że "według informacji od oficerów IV departamentu SB (ds. kościołów i związków wyznaniowych) między 50 a 80 proc. funkcjonariuszy kościelnych zostało zwerbowanych w czasach PRL". Zaznaczył, że Ruch Palikota nie ma jednak zamiaru lustrować Kościoła.

Czytaj także: Bitwa o sejmowy krzyż trwa. Wałęsa ostrzega, Komorowski się niepokoi

Według "Rz" w IPN zachowała się szczątkowa dokumentacja jego kontaktów z SB - tzw. teczka personalna. Mimo zniszczenia części dokumentów, można odtworzyć proces werbunkowy. Kotliński podpisał zobowiązanie dla SB o zachowaniu tajemnicy już na pierwszym tzw. rozpoznawczym spotkaniu, 29 marca 1989 roku. Do formalnego pozyskania doszło 27 kwietnia w Kłodawie.

Niespełna rok później, 2 marca 1990 roku, kiedy upadł komunizm i priorytety służb specjalnych się zmieniły, SB nadal nie chciała rezygnować ze współpracy z TW "Januszem". Planowano zmienić jedynie priorytety z inwigilacji Kościoła na osoby świeckie. Współpraca została zakończona wraz z rozwiązaniem SB dwa miesiące później - podała "Rz".

Pion lustracyjny IPN nie sprawdził jeszcze jego oświadczenia. Rzecznik prasowy Instytutu Andrzej Arseniuk powiedział PAP, że oświadczenia lustracyjne nowo wybranych posłów są jeszcze w PKW i jak zawsze będą podlegały weryfikacji, do czego zobowiązuje IPN ustawa.

Jeśli prokurator IPN uzna, że nowo wybrany poseł złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, to będzie kierował wniosek do właściwego sądu. Osoba uznana prawomocnie przez sądy za kłamcę lustracyjnego traci pełnioną funkcję publiczną (w tym przypadku mandat poselski) i na okres od 3 do 10 lat nie może sprawować urzędów publicznych i kandydować w wyborach.

44-letni Kotliński to były ksiądz katolicki, redaktor naczelny i właściciel określającego się jako antyklerykalny tygodnika "Fakty i Mity". W 1997 r. pod pseudonimem "Roman Jonasz" opublikował książkę "Byłem księdzem".

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
J.W.
Troszke tolerancji by Ci nie zaszkodzilo!Ziejesz nienawiscia,z pisownia tez masz lekkie klopoty,ale to juz tak na marginesie.Bardzo dobrze,ze w partii Palikota sa rozni ludzie i nie widze w tym nic szokujacego.Nalezy miec na uwadze,ze w kazde spoleczenstwo sklada sie z ludzi roznych(narodowosc,wyznanie,orientacja seksualna,poglady).Trzeba potrafic to zrozumiec i uszanowac.Panstwo nie jest tylko dla takich jak Ty.
a
adiafora
Janusz Palikot - historia prawdziwa.
Meandry powstania i działalności Ruchu Wspierania Palikota.

Palikot będąc członkiem PO zdobył „rozgłos” w jej szeregach, dzięki temu, że sprawdzał się w „roli klauna nadwornego” (mając talent do rozbawiania słuchaczy). Zarazem „Sztukmistrz z Lublina” postać o „wielu twarzach” wg niektórych ludzi z którymi się zetkną posiada również umiejętność bycia bardzo obskurnym i odpychającym w obyciu, potrafi być chamski i „brutalny”(ostry) w swoich wypowiedziach i posunięciach, (wyzywanie politycznych konkurentów od prostytutek czy alkoholików, sugerowaniem im homoseksualizmu i przekraczaniem kolejnych granic podłości). O usposobieniu szołmena, prowokatora łaknący rozgłosu, bycia w świetle jupiterów. Wzbudzający kontrowersje wokół swojej osoby - zachowaniem obscenicznym, „krzykliwym” ( happeningi typu popijanie małpek pod osiedlowym sklepem). Określany mianem „zombi” przekraczał wszelkie możliwe granice kompromitacji, której osobie publicznej nie można przekroczyć. Byli koledzy partyjni nie doceniali jego potencjału politycznego a raczej umiejętności skupiania na sobie uwagi masmedi. Otoczenie partyjne w końcowym okresie jego przygody z PO widziało w nim tylko wichrzyciela, niegroźnego „oszołoma” nie mogącego zagrozić w jakim kolwiek stopniu obecnemu systemowi polityczno-medialnemu( czy się pomylili?).
W początkowej stadium kiełkowania w jego barwnym umyśle koncepcji zbudowania ugrupowania politycznego, w jego ówczesnych wypowiedziach, wdarł się dylemat czy zostać w PO rozpychając się i czekając na odejście Donalda Tuska oraz szukać wśród działaczy Platformy oparcia w dążeniu do z-marginalizowania politycznego PiS, który uważał (uważa) za zagrożenia dla Polski, czy budować własną formacje. Jego ambicje polityczne tłumaczył również potrzebą zmian na skostniałej scenie politycznej. Przekonywał o potrzebie zaistnienia jego formacji politycznej w sejmie dosyć nieudolnie lansując tezę, iż istnieje w przypadku zdominowania sceny politycznej w Polsce przez dwie partie (PO i PSl) - zagrożenie dla rozwoju polskiej demokracji (co jest niedorzeczne ponieważ na świecie w dojrzałych i zdrowych demokracjach istnieją nawet systemy zaledwie dwupartyjne, np. USA ).
Już zdecydowanie lepiej brzmi inna teza, która szczególnie po wyborach zaczęła być lansowana przez „mesjasza lewicy” – o próbie budowy ugrupowania na wzór współczesnej zachodniej socjaldemokracji. To mnie osobiście bardziej „przekonuje”, biorąc pod uwagę fakt iż z-marginalizowana, obsadzona byłymi PZPR-owskimi aparatczykami SLD do pełnienia roli lewicy w Polsce zupełnie się nie nadaje.
Palikot na potrzeby kampanii wyborczej ukuł jeszcze jedną zręczną teorie – cyt: „Nasz system partyjny tak naprawdę służy samym partiom i ich liderom, a nie wyborcom”. Oczywiście „można się z tym zgodzić” tylko pojawia się pytanie czy w przypadku kiedy „mesjasz lewicy” zacznie dzierżyć ster władzy w Polsce, czy cos się zmieni w tej materii? - wątpię!
Zręcznie wymachiwał hasłami reform strukturalnych, naprawy finansów państwa, ułatwień dla rozwoju „ducha przedsiębiorczości” wśród obywateli, uproszeniu prawa, usprawnień w funkcjonowaniu struktur państwa na styku państwo-obywatel (komisją przyjazne państwo kierował Palikot, przygotowało kilkadziesiąt fundamentalnych zmian prawa ale niestety żadne z nich nie zostało nawet poddane pod głosowanie, „zombi” odpowiedzialnością za fiasko tego projektu obarcza głównych liderów koalicji PO-PSL). - „Wzniosłe” cele, którym należy się pełna aprobata, tylko jak to się ma do cynizmu bohatera tego artykułu, który wg wielu uznanych i cenionych postaci publicznych przekłada ponad wszystko karierę polityczną i realizacje prywatnych celów.
W jego wywodach przedwyborczych znalazły się bardzo trafne racje jak chociażby: - - państwo jest od planowania(np. dalekosiężne wizje, szeroko zakrojone projekty trafiające przez naukę do biznesu); potrzeba drastycznych reform bez których polska nigdy nie będzie w stanie konkurować na europejskim czy globalnym rynku; etos solidarnościowy, rozumienie polityki jako służby społeczeństwu itp..
Ale co to ma do uprawiania warcholstwa świeżo po wyborach. Jątrzenie i inicjowanie „afer medialnych” (zapowiedz zdjęcia krzyża w sejmie). Już teraz zapomina założyciel ruchu o wzniosłych celach jakie deklarował przed wyborami, zapomina o priorytetach społecznych, od początku skupia się na małoistotnych i marginalnych aspektach kulturowych i obyczajowych, wprowadzając chaos i atmosferę kontrowersji. Pierwsze jego reakcje po wyborach będą decydujące o jego wizerunku, o jego odbiorze przez opinie publiczną. Zamiast pokazać górnolotne cele, zamiast „pokazać się od dobrej strony”, zamiast pokazać społeczeństwu, że zależy mu na dobru kraju, na rozwoju gospodarczym, zamiast pokazać, ze etos solidarnościowy nie jest mu obcy, on decyduje się na kreowanie wizerunku „oszołoma” i skazuje się na wrzucenie go do jednego worka z takimi partiami jak samoobrona(czym potwierdza ogólną negatywną opinie na jego temat).
Początek wykluwania się Ruchu Poparcia Palikota był usłany piętrzącymi się przeszkodami (ruch nie złożył w terminie finansowego sprawozdania). Ruch Palikota jest już drugą partią polityczną byłego polityka Platformy. Wcześniej - w październiku 2010 roku - zarejestrował on partię o nazwie Ruch Poparcia. Ugrupowaniu temu jednak, z powodu niedostarczenia sprawozdania finansowego do Państwowej Komisji Wyborczej, groziło wykreślenie z ewidencji partii. (Zgodnie z ustawą o partiach politycznych, każda partia, aby mogła funkcjonować zgodnie z prawem, musi co roku przedkładać PKW sprawozdanie finansowe ze swojej działalności).
Palikot „nękany”(posiada dochodowy biznes) niedoborem finansów niezbędnych do przeprowadzenia sprawnej kampanii wyborczej i stworzenia struktur partyjnych, wpadł na pomysł aby pod chwytliwym hasłem „Teraz i ty możesz znaleźć się wśród kandydatów do Sejmu” skaptować do współfinansowania tworzącej się partii hojnych i „dobrodusznych” „dawców” finansowych. Za ich hojność obdarował ich wysokimi miejscami na listach wyborczych . Cały pomysł znalezienia sponsorów ubrał w otoczkę „uzupełniania swoich list o kandydatury obywatelskie” Zrobiła się z tego „licytacja giełdowa” na której każdy z odpowiednio dużą kasą mógł zdobyci upragnione wysokie miejsce na listach wyborczych „podbijając stawkę licytacji”. W konsekwencji na najwyższych miejscach list poszczególnych okręgów znaleźli się ci co dali najwięcej kasy, potwierdzając tezę, którą samo życie ukuło w Polsce, że „tylko kasa się liczy”. Przy wyborze szczęśliwców nieraz padały niefortunne na wyrost obietnice (deklaracje) kierownictwa partii. Zdążało się, że osoba zapewniana o wysokim miejscu na liście była „wykopywana” bo nieoczekiwanie znalazł się „fundato” który operował większą ciapą.
Skutkiem tego nieskoordynowanego „skoku na kasę” było grono „pokrzywdzonych”. Finał tego procederu miał miejsce w sądzie. Sądowa konfrontacja zakończyła się przegraną Ruch Palikota. W uzasadnieniu wyroku przeczytać można o interesujących kulisach powstawania partii. Pozew do sadu trafi z powodu konfliktu Ruchu Palikota kontra Paweł Tanajno. W relacjach składnych w sadzie przez Tanajno padł zarzut, że ruch działa jak „organizacja mafijna”(ten akurat zarzut sąd oddalił). Tanajno oskarżył Ruch o nieuregulowanie należności w połowie albo wcale.
Szokuje rozbieżność głoszonych haseł wyborczych przez Palikota z rzeczywistością z którą możemy się zderzyć czytając uzasadnienie wyroku. - Np. odwołanie do słów Tanajno: „Palikot promował tych, którzy mieli pieniądze i byli mu oddani”. Z maili i zeznań świadków wynika, że planowano w Stowarzyszeniu system punktowy – punkty miały być przyznawane za m.in. za wpłaty dla Stowarzyszenia. Inicjatorem był sam Palikot. Rozgrywał się również proceder polegający na nagrywaniu działaczy z ukrycia, a potem zmuszaniu do odejścia. Okazuje się że ugrupowanie Palikota miało długi. Dowodem są wypowiedzi wierzycieli, orzeczenia sądowe zasądzające wierzytelności, oraz mail Janusza Palikota: - cyt:„....konieczność utrzymywania stanu „permanentnego zalegania”, płacenia „z poślizgiem”. W uzasadnieniu sadowym opisany jest incydent, który rozegrał się podczas konferencji prasowej przy ul. Rozbrat, - Tanajno wykrzykiwał: „Oddaj kasę”, „Janusz, przestań oszukiwać naród”, „Kiedy zaczniesz płacić za to, co zlecasz”.
Barwna i okraszona kontrowersyjnymi posunięciami kampania Palikota miała swoje wzloty i upadki. Do jednego z„upadków” doszło w czasie manifestacji Inicjatywy Wolne Konopie! - Janusz Palikot nie tylko popierał tą inicjatywę ale co bardziej bulwersujące idąc w pochodzie razem z marihuanowymi aktywistami zachęcał do głosowania na kandydatów Inicjatywy Wolne Konopie – uwaga! - startujących z jego list wyborczych. To nic innego jak granie na emocjach wśród młodzieży i próba zdobycia tanim kosztem głosów wyborczych. Utożsamianie się z „niepohamowanie bujnął wyobraźnią ludzi młodych”, żerowanie na ich ekscentryzmie aby potem w sposób nad-wyraz nieodpowiedzialny przenosić to do świata polityki. Wtedy nie jest to już tylko niewinny wybryk młodzieży i próba zwrócenia na siebie uwagi (którą wytłumaczyć można „prawami młodości’) ale może również przybrać wymiar ogólnospołecznie demoralizujący! To potwierdza jego nonszalancje, nieobliczalność i nieodpowiedzialność polityczną.
Guru ruchu oczami swojej wyobraźni, w czasie kampanii wyborczej, wybudował nawet tor wyścigowy formuły 1 w Radomie. Zapewniał wszystkich zgromadzonych, przebywając z „wizytą humanitarną” w tym mieście, że wszystko jest na dobrej drodze aby tą inicjatywę wprowadzić w życie. Każdy racjonalnie myślący Polak pewnie skręcał się ze śmiechu!
Obserwując grę polityczną Palikota, którą przenika na wskroś demagogia, populizm, awanturnictwo, zmienianie co kilka lat poglądów - dochodzimy do wniosku, że nasz bohater jest współczesnym (zmodyfikowanym, udoskonalonym) demagogiem. Od „prekursora” tego zjawiska w naszym kraju nieżyjącego A. Lepera odróżnia się tylko poziomem wykształcenia, większą inteligencją albo raczej cwaniactwem.
W poczynaniach Palikota co róż można natknąć się na sprzeczności. np. finansował tygodnik „Ozon”, który miał być pismem pokolenia JP2, teraz głosi hasła antykościelne, wprowadził do sejmu ze swojej listy Romana Kotlińskiego, który wszystko na to wskazuje był współpracownikiem SB i na dodatek może okazać się kłamcą lustracyjnym za co grozi mu utrata mandatu poselskiego, biernego prawa wyborczego i zakaz pełnienia funkcji publicznych od trzech do dziesięciu lat. I co jeszcze bardziej jest wstrząsające, Kotlinski podobno korzystał z sponsoringu zabójcy księdza Popiełuszki poprzez reklamę w gazecie ( w której zabójca przekonywał że tego nie zrobił).
Po wprowadzeniu stanu wojennego wylądował w więzieniu, został zawieszony w prawach ucznia. Teraz Ruch Palikota próbował wprowadzić do sejmu największą po SLD liczbę kandydatów na parlamentarzystów, którzy w oświadczeniach lustracyjnych przyznali się do związków z SB!
„Wyzywał wrogów od homoseksualistów”, teraz jest zagorzałym zwolennikiem równouprawnienia wszystkich orientacji seksualnych. Itd. itd..
W szeregach jego drużyny sejmowej znaleźli się drobni przedsiębiorcy jak i bardzo ale to bardzo barwne postacie, czym ponownie Palikot potwierdza ze „lubi szokować” opinie publiczną. Znajdziemy tam m.in. zgodnie z nagłówkami artykułów w masmediach: „mężczyznę od gwiazdy Dawida”, „uzdrowiciela Kościoła”, transseksualistkę Anne Grodzką, „gorliwie wierzących w lidera” ci którzy zgodnie z słowami Lepera chcą skończyć z wersalem”, "ełcki Palikot", "Chwilowo bezrobotny", „wielokrotnie skazany”, "fan internetu"; "Czarny koń", sąsiedzi palikota”.
Po analizie zjawiska wręcz „rodem z filmów Sajens- fikszyn” pod tytułem Ruch Poparcia Palikota nie zdołałem się powstrzymać mimo najszczerszych chęci i wybuchłem śmiechem, po ochłonięciu na usta ciskały się tylko takie zwroty jak żenada, zjawisko budzące politowanie!
adiafora.pl
z
zdzich
kaczyńscy,wałęsa,niezabitowska,boni,gilowska no i buzek też się tłumaczył jak go oskarżano że po jego wyjściach z tajnych narad zaraz wpadało zomo,i wielu,wielu tych bohaterskich opozycjonistów stanu wojennego,całe masy biskupów,księży, zakonnic i zakonników,tych których akta zostały podstępnie wyniesione,i tych których akta są ale są nazywane fałszywkami. oni również również zaprzeczają że byli kapusiami tyle że jak należą do pisu to wierzą im ludzie pisu,a jak do platformy to wierzą im ludzie platformy,ale jak już należy do ruchu palikota to nie ma wyjścia musi być to kapuś.poniżej przeczytałem tekst "pola"pisze on "to obcy,którzy żrą polski chleb ale z polską nie mają nic wspólnego."i to całkowita prawda ci obcy to właśnie ludzie kościoła katolickiego którzy cały swój rząd i ministrów mają w watykanie a tu tylko wypełniają jego rozkazy i "żrą polski chleb"panie "polo".
p
polo
do upadłego. Mentalność POlactwa to mentalność konfidenta, taki pójdzie na każdą współpracę,
byle micha była pełna.
Współpracowali z Hitlerem, Stalinem. Bierutem, Jaruzelskim i będą nadać szkodzić Polsce, taka
to ich kacapska mać.
To Obcy, którzy żrą polski chleb ale z Polska nie mają nic wspólnego.
q
qaz
PO i PIS boją się ludzi Palikota, banda czworga nie odda tak łatwo władzy
d
długo_pis
....nawet z przynaleznosci do pisu...
T
Turbulencja
Mówi, że jego zabiegi o zdjęcie krzyża w sali obrad Sejmu to konsekwencja decyzji prezydenta Komorowskiego, który kazał usunąć krzyż "smoleński" z Krakowskiego Przedmieścia.

Tusk przed 2005 r. zażądał od Zyty Gilowskiej (która była lokomotywą PO) ustapienia jedynki na liście lubelskiej dla Palikota. Nie zgodziła się, więc znalazł pretekst, upokorzył ją i zmusił do odejścia.

Ruchu Palikota został celowo wykreowany przez media i towarzyszące im układy. Wszystko po to, aby stworzyć blokująco-kontrolującą mniejszość na wzór dawnej Samoobrony. Palikot już zapowiedział, że poprze rząd PO-PSL, nie stawiając żadnych warunków Donaldowi Tuskowi.

Przed wyborami mózgi PO kombinowały, jak uderzyć w opozycję, by zmniejszyć jej szanse na zwycięstwo. Najłatwiej obniżyć poparcie dla opozycji przez rozproszenie głosów, czyli przez stworzenie wiarygodnych alternatyw.

Najpierw wypuszczono wabik na wyborców Prawa i Sprawiedliwości przez stworzenie partii Polska Jest Najważniejsza. Wiadomo, że rozłam w PiS dokonał się po konsultacjach przyszłych rozłamowców z politykami PO, w tym z Palikotem.

Gdy sondaże nie pozostawiały złudzeń, że PJN poniesie totalną katastrofę, i ta prowokacja polityczna się nie powiodła, wypuszczono kolejny wabik -- tym razem na wyborców lewicy.

Palikot ma za zadanie kanalizować frustrację wyborców, by nie obróciła się ani przeciw Komorowskiemu, ani przeciw Platformie. Ma wywołać wojnę religijną w Polsce, by np. poprzez konflikt o krzyż w Sejmie przykryć prace nad budżetem i działania rządu w sferze finansowej. Media będą wolały zająć się walką o krzyż w Sejmie, niż pracami nad budżetem i narastającym kryzysem w państwie.

W podziękowaniach dla wspierających go znanych osób Palikot wymienił Jerzego Urbana, Lecha Wałęsę, Andrzeja Olechowskiego, Władysława Frasyniuka, Jolantę Kwaśniewską, Kazimierza Kutza, Magdalenę Środę i Piotra Tymochowicza.

Tak, ten starszy pan stojący nieopodal lidera formacji Palikota, to Jerzy Urban, były rzecznik rządu PRL, który zajmował się w latach 80. gnojeniem ludzi, w tym błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. W powszechnej pamięci pozostał jako ten, którego artykuły -- jak zeznawał Grzegorz Piotrowski -- motywowały funkcjonariuszy SB do działania, czyli do zamordowania kapłana. Przestępcy -- jak mówili w czasie procesu toruńskiego -- nie mogli znieść mieszania się ludzi Kościoła w sprawy polityczne.

W latach 90. Urban kontynuował swą pracę na rzecz ośmieszenia Kościoła i jego ludzi -- w tygodniku "Nie". Tuż obok Palikota i Urbana kolejna postać z przeszłością: Roman Kotliński, redaktor antychrześcijańskich "Faktów i Mitów", w którym pisywał morderca ks. Jerzego, Grzegorz Piotrowski.

Dotychczasowy zastępca Urbana, Andrzej Rozenek dostał się z listy Ruchu Poparcia Palikota do parlamentu i został rzecznikiem klubu. Andrzej Rozenek jako jeden z trzech Polaków (obok Adama Michnika i Leszka Millera) został zaproszony na cykliczne spotkanie Klubu Wałdajskiego organizowane pod patronatem Władimira Putina. Po oficjalnych obradach w Sankt Petersburgu, panowie byli gośćmi prezydenta Rosji w Soczi.

Kolejne postulaty Palikota to łatwiejsze uśmiercanie poczętych dzieci w imię uproszczenia życia kobietom, refundacja in vitro, usunięcie religii ze szkół, dołożenie księżom, legalizacja marihuany i przywileje dla homoseksualistów. W skrócie -- nowoczesne państwo z marzeń Jerzego Urbana.
W
Widukind
SB sfabrykowała dokumenty ? Jeśli IPN mówi nieprawdę to podaj ich do sądu. Jak powyżej zauważono niejaki Boni długo utrzymywał że jest czysty...
c
cholc
wieprz!!!!!
f
funkcjonariusz
To może być prawda, że nie wspólpracował z SB. To SB wspołpracowała (i współpracuje - nie ma bylych agentow) z nim.
Wyjątkowo paskudny typ.
H
HistoryJa
W żadnym z byłych "demoludów" do głowy nawet nikomu nie przyszło by likwidować ichnie "komisje historyczne". W żadnym z byłych "demoludów" nikt publicznie nie kwestionował zasadności oczyszczenia życia publicznego, politycznego i społecznego z tajnej agentury komunistycznych służb specjalnych.

Problem Waszego ruchu polega na tym, ze po SLD ma największą ilość byłych współpracowników SB i WSI...

Nie wszyscy klerycy, nie wszyscy duchowni na spotkania z milicjantami i funkcjonariuszami SB chodzili.
Tych, którzy to zrobili w swoich pracach poznała "Komisja Historyczna Episkopatu".

Michał Boni też zaprzeczał i domagał się zniszczenia archiwów komunistycznych służb specjalnych.
Zaprzeczał przez ponad 13 lat by później przyznać się i zostać szefem doradców premiera D. Tuska.

Teraz Michał Boni ma zostać szefem MEN, a zastąpi go zapewne pan Roman Kotliński, były... kleryk.
...
gnida..
Dodaj ogłoszenie