Real Madryt rozbił bank dopiero w dogrywce. Robert Lewandowski kończy marzenia o Lidze Mistrzów

Michał Skiba
AP/EAST NEWS
Królewscy dopiero w dodatkowym czasie gry pokonali Bayern Monachium 4:2. Niemcy byli dzielni i doprowadził do dogrywki, ale w niej Real Madryt był już bezlitosny. Sygnał do walki Bawarczykom dał Robert Lewandowski, który pewnie wykorzystał rzut karny. W dogrywce już nie zagrał, wszystko przez czerwoną kartkę dla jego kolegi Arturo Vidala

Real Madryt tylko raz na trzydzieści jeden przypadków odpadał w europejskich pucharach, gdy wygrał pierwsze spotkanie. Piłkarze Bayernu Monachium jednak wyszli na murawę Santiago Bernabeu z jedną myślą - zdobyć szósty z rzędu półfinał Ligi Mistrzów. Jedni i drudzy rozpoczęli spotkanie niesamowicie naładowani. Krwiożercze tempo utrzymywało się aż do 70. minuty spotkania. Dopiero wtedy ten piękny, techniczny i zdyscyplinowany futbol dostał ostatni składnik - szaleństwo.

Takie było spotkanie w stolicy Hiszpanii. Piłkarze obu ekip robili wszystko, by kibic żałował, że to nie jest finał Ligi Mistrzów. Pierwszy sygnał do ataku dał Bawarczykom w 9. minucie Thiago Alcantara. Świetnie lewą stroną poprowadził akcję Franck Ribery, Francuz wystawił piłkę do Alcantary, ale jego strzał zablokował Marcelo. Jak się okazało, to była jedyna celna próba mistrzów Niemiec w pierwszej połowie.

Gospodarze nic nie robili sobie z optycznej przewagi Bayernu. To Królewscy w swoich ofensywnych poczynaniach byli konkretniejsi. W 30. minucie bardzo groźnie z 20 metrów strzelał Carvajal, a siedem minut później genialny kontratak w wykonaniu Marcelo zmarnował Cristiano Ronaldo. Portugalczyk miał czas, miejsce i piłkę na lewej nodze. Uderzył tylko w boczną siatkę. Sędzia Viktor Kassai do pierwszej połowy nie doliczył ani sekundy, tak płynna i dynamiczna była pierwsza odsłona tego spotkania. Absolutny kosmos.

Ten gwiezdny mecz trwał także w drugich 45 minutach. Bayern wiedział, że musi zacząć więcej ryzykować i opłaciło się bardzo szybko. W 52. minucie po akcji Ribery-Robben, strzał tego drugiego z linii bramkowej wybijał Marcelo. Jednak Casemiro już nie zachował tak zimnej krwi we własnym polu karnym, faulując Robbena. Mimo że jedenastkę chciał wykonać sam poszkodowany, ostatecznie do piłki doszedł Robert Lewandowski. Efekt ten sam co zwykle - fenomenalna egzekucja na dwa tempa w wykonaniu "Lewego". Kapitan reprezentacji Polski strzelił ósmego gola w dziewiątym spotkaniu Champions League.

Casemiro szybko zrehabilitował się za faul. Brazylijczyk uwolnił się spod opieki pomocników Bayernu i doskonale dośrodkował na głowę Cristiano Ronaldo. CR7 do 76. minuty był kompletnie niewidoczny. Chyba to uśpiło czujność Philipa Lahma, który nie miał szans, by zdążyć do szybującego w górę Portugalczyka. Ronaldo strzelił swojego 98 gola w Lidze Mistrzów, a 101 w europejskich pucharach. To był szalony czas na Bernabeu, w 78. minucie głowy stracili Nacho i Sergio Ramos, którzy w sposób zbiorowy strzelili samobójczego gola. Długie podanie w kierunku rezerwowego Thomasa Muellera posłał Mats Hummels. Niemiec zgrywał piłkę do Lewandowskiego, ale Polak zdążył jedynie trącić piłkę, która wpadła w wir błędów stoperów Realu Madryt.

Dogrywka zbliżała się wielkimi krokami, szanse Bayernu rosły w niesamowitym tempie, co jednak zdążył storpedować sędzia Kassai. Węgierski arbiter wiele razy odpuszczał Arturo Vidalowi i nie wlepiał mu drugiej kartki, mimo że Chilijczyk wielokrotnie na to zasługiwał. Pomocnika Bayernu ukarał drugim kartonikiem dopiero po...czystym wejściu w piłkę. Vidal z czerwoną kartką opuścił boisko, a Bayern musiał się przeorganizować. Ofiarą zmian Ancelottiego został Robert Lewandowski, którego w 87. minucie zmienił Joshua Kimmich.

Dogrywka nikogo nie upoważniała do zwolnienia ze swoich obrotów. Bayern pilnował piłki, Real wiele razy był bezradny, ale Real miał jednego piłkarza więcej. To pozwoliło na odważniejszą grę Sergio Ramosowi, który dośrodkował do Cristiano Ronaldo. Gwiazdor Realu nie grał wielkiego spotkania, a paradoksalnie był efektywniejszy niż kiedykolwiek. W 105. minucie Real odzyskał swój zwycięski remis, ale nie można zapomnieć o tym, że fatalny błąd popełnili węgierscy sędziowie.

Bo nie Ronaldo, a Marcelo był prawdziwym bohaterem Realu Madryt. Już w doliczonym czasie drugiej połowy Brazylijczyk zaimponował sprintem w kierunku końcowej linii boiska - w 110. minucie wykonał wrzucił nie piąty bieg, a szósty. Z łatwością minął całą defensywę Bayernu i wyłożył piłkę Portugalczykowi.

Trzeci gol dla Realu rozbił bank, Bayern został pozbawiony nadziei, a za zabawę wziął się Marco Asensio. Hiszpan zakręcił Matsem Hummelsem i w pojedynku z Manuelem Neuerem nie dał szans Niemcowi. Na deskach i tak już wcześniej byli wszyscy ludzie Carlo Ancelottiego.

Real Madryt - Bayern Monachium 4:2 (Ronaldo 76, 105, 110, Asensio 112 - Lewandowski z karnego 53, Ramos samobójcza 78)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie