Real i Barça to dla nich styl życia

Hubert ZdankiewiczZaktualizowano 
„Z różnych miast pochodzą, zawsze najwierniejsi” – polscy Cules w Totanie na międzynarodowym zlocie fanklubów Barçy Fanclub Barca Polska, RealMadrid.pl
Nie tylko Hiszpania żyje sobotnim meczem Realu Madryt i Barcelony. Również w Polsce są ludzie, dla których będzie to coś więcej niż tylko wielkie piłkarskie widowisko. Tak jak Barcelona to "més que un club" (coś więcej niż klub), jak brzmi motto zespołu ze stolicy Katalonii.

- My mówimy: "ahora y para siempre alma blanca" (teraz i na zawsze biała dusza) - uśmiecha się Rafał Sahaj (Rafhack), jeden z redaktorów Realmadrid.pl, największej i najpopularniejszej polskiej strony internetowej poświęconej Królewskim.

Herb na Camp Nou
Swoje witryny mają rzecz jasna również polscy Cules, jak nazywa się kibiców Barcelony. Ci ostatni w 2005 r. doczekali się nawet własnej penyi, czyli oficjalnego fanklubu. Zarejestrowało się w nim prawie 1000 osób (dokładnie 907). - W zeszłym roku nasz herb został wmurowany w ścianę stadionu Camp Nou - mówi z dumą Tomasz Lasota, prezes Fan Club Barça Polska. - Na dziś jesteśmy jedyną taką organizacją w naszym kraju - podkreśla.

Wszystko wskazuje na to, że nie ostatnią. Trwają już przymiarki do powstania kolejnych. - W drugiej połowie lutego złożyliśmy w sądzie niezbędne do rejestracji stowarzyszenia dokumenty i oczekujemy na decyzję o zarejestrowaniu fanklubu pod nazwą Águila Blanca, czyli Biały Orzeł - zdradza Darek Dobek (dziobo) z Realmadrid.pl.

Na swoją penyę czekają również fani skupieni wokół strony Blaugrana.pl - to z kolei jeden z najpopularniejszych serwisów poświęconych Barcelonie (wielu sympatyków mają także Fcbarca.com i Barcaserwis.com).

- W odróżnieniu od istniejącego już fanklubu chcemy skoncentrować się głównie na Warszawie. Będziemy nazywać się Penya Barcelonista de Varsovia - mówi Natalia Pietraszewska (kluiverta) z Blaugrana.pl. Na takich jak oni niektórzy patrzą z pobłażaniem. Innych z kolei irytują. Dlaczego? Powód jest zawsze ten sam. Wielu ludzi nie potrafi zrozumieć, dlaczego, mieszkając w Polsce, nie kibicują polskim klubom. Zarzuca im się pójście na łatwiznę, łatwiej jest przecież podziwiać Messiego i Raula niż Brożka i Grzelak.- To moja prywatna sprawa, komu kibicuję. Nie muszę koniecznie być za Legią albo Polonią tylko dlatego, że mieszkam w Warszawie - wzrusza ramionami Piotr Gwiazda (gwzd). Wtóruje mu Lasota.

- Ludzie, którzy tak mówią, powinni zastanowić się, w czym niby są od nas lepsi. Co robią dla swojego ulubionego klubu poza tym, że chodzą na jego mecze? Czy tamtejsi piłkarze i działacze cokolwiek o nich wiedzą? O nas jak najbardziej. Spotykaliśmy się m.in. z trenerem Josepem Guardiolą, prezydentem Barçy Joanem Laportą i Xavierem Baguésem, członkiem zarządu klubu, którego można chyba nazwać naszym przyjacielem - mówi.

Barman był zdziwiony
- Więź z zagranicznym klubem może być jeszcze silniejsza niż z miejscowym. Niektórzy fani tylko raz w ciągu całego życia mogą sobie pozwolić na wyjazd do Madrytu czy Manchesteru, i w tym jest całe piękno, swego rodzaju mistycyzm. Kibicuje się drużynie, która jawi się nam jako coś niewyobrażalnego, jakby była z innej planety, z lepszego świata. Dlatego jest się z nią na dobre i na złe, a nie wygwizduje po kilku kiepskich zagraniach - podkreśla Dobek. - Dobrze pamiętam, jak na początku pobytu w Krakowie [studia - red.] sam chodziłem do pubu oglądać mecze. Prosiłem barmana, by przełączył na Real, a on patrzył, jak by chciał powiedzieć: "Jak to? Przecież teraz wszyscy kibicują Barcelonie!". Z czasem się to na szczęście zmieniło - dodaje.

Nie tylko kibicują
- Reputację psują nam tzw. kibice sezonowi. Ci, co w jednym roku kibicują Barcelonie, a w kolejnym Chelsea. Sporo pojawia się ich na naszym forum. Wypisują jakieś bzdury, w stylu: kocham Messiego, Barça rządzi a Real to... Wpisz dowolny wulgaryzm - mówi Pietraszewska. - Co z nimi robimy? Zazwyczaj "banujemy". Albo próbujemy wychowywać. Niektórzy nasi koledzy też byli kiedyś "sezonowcami" - dodaje jedyna wśród naszych rozmówców kobieta, która nie kryje również swojej wielkiej sympatii do Legii (w redakcji Realmadrid.pl też można spotkać jej fanów). - Jak widać, jedno wcale nie musi przeszkadzać drugiemu - mówi. Wszyscy nasi rozmówcy podkreślają, że ich działalność nie ogranicza się tylko do kibicowania i pisania kolejnych newsów. Zaglądając na ich strony, można się dowiedzieć, że jeżdżą również do Hiszpanii na mecze, organizują zloty fanów w całej Polsce (sporo będzie się działo również podczas sobotnich Gran Derbi), drukują okolicznościowe koszulki, szaliki i inne gadżety.

- Współpracujemy ze szkołami językowymi w całej Polsce, nasi członkowie mogą w nich liczyć na spore zniżki. Mamy całą siatkę patronatów nad imprezami promującymi w naszym kraju katalońską i hiszpańską kulturę. Promujemy nawet kursy tańca - wylicza Lasota. - W zeszłym roku byliśmy też jednym z organizatorów wystawy "110 lat FC Barcelona. Polskie ślady w historii klubu", którą można było obejrzeć w Warszawie, Płocku i Kielcach, bo właśnie w tym ostatnim mieście jest siedziba naszej penyi. Z tej okazji przyjechał do Polski wiceprezydent Barçy Alfons Godall, który przyznał, że był pod dużym wrażeniem tego, co zobaczył - dodaje.

Guardiola ich posłuchał

Pod wrażeniem byli również dziennikarze "El Mundo Deportivo" (jedna z największych w Hiszpanii gazet sportowych), których redakcję odwiedziła z kolei wycieczka z Blaugrana.pl.

- Przyjęto nas fantastycznie. Jedna pani redaktor była w szoku, że są w Polsce ludzie, którym chce się telepać 30 godzin autokarem, żeby obejrzeć na żywo jeden mecz - wspomina Gwiazda. - Wszystkim podobał się również transparent, jaki ze sobą przywieźliśmy, z napisem: Real Co_mpra, Barça Cria [Real kupuje, Barça wychowuje - red.], świetnie obrazujący różnicę w sposobie zarządzania obu klubów. Napisali nawet o nas artykuł.

Wspomniany transparent zawisł również na płocie w Mona_co podczas ubiegłorocznego meczu o Superpuchar Europy z Szachtarem Donieck.- Dzięki niemu zaistnieliśmy nie tylko w Katalonii, bo wspominały o nim w swoich relacjach m.in. włoska "La Gazzetta dello Sport" czy angielski "Daily Telegraph". Żartowali nawet, że Guardiola chyba nas posłuchał, bo wpuścił na boisko wychowanka Pedro, który strzelił zwycięską bramkę - śmieje się Gwiazda.
Brat Van Nistelrooya

Nie próżnują również "Madridiści" . Na ich stronie można znaleźć nie tylko relacje z podróży do Madrytu i wizyt na Santiago Bernabeu (o ogólnopolskiej fieście z okazji zdobycie przez Real w 2007 r. mistrzostwa Hiszpanii napisała nawet oficjalna strona klubu). Są nawet ich własne wywiady z gwiazdami Królewskich.
- Nasza koleżanka Anita Kobylińska rozmawiała m.in. z Fernando Morientesem i Juanem Matą. Ja z kolei wybrałem się w czerwcu ubiegłego roku z Leszkiem Kazimierczakiem [kolejny redaktor serwisu - red.] na pole golfowe do podkrakowskich Paczółtowic, gdzie w turnieju charytatywnym grał Jerzy Dudek - wspomina Dobek. - Organizatorzy nie byli w stanie umówić nas na rozmowę, więc staliśmy przez kilka godzin w deszczu, czekając, aż skończy. W końcu wyszedł i udzielił nam wywiadu, w którym oznajmił, że najprawdopodobniej pozostanie w Realu na kolejny sezon. Podaliśmy tę informację jako pierwsi w Polsce - podkreśla z dumą.Ciekawe były również kulisy spotkania z Ruudem Van Nistelrooyem, do którego dotarli dzięki... bratu słynnego Holendra. - W czerwcu 2007 r. okazało się, że za pośrednictwem naszej strony oglądał bramki Królewskich. Dzięki niemu kilka dni po zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii Van Nistelrooy udzielił wywiadu specjalnie dla naszego serwisu - wspomina Dobek.

Profesor też jedzie

"Z różnych miast pochodzą, zawsze najwierniejsi. Biały Orzeł w sercu, Blaugrana na piersi" - taki transparent zabrali ze sobą ludzie z polskiego fanklubu na ubiegłoroczny międzynarodowy zlot w Totanie (koło Murcii). Jak wspomina Lasota, byli jedyną (z 266!) zagraniczną penyą na spotkaniu, co zauważył również na nim obecny wiceprezydent Godall.

- Barça to więcej niż hobby, to styl życia. Zaczynasz od futbolu, potem chcesz poznać historię miasta, kulturę, język - mówi prezes Barça Polska. - A jak już pojedziesz do Barcelony i pomieszkasz tam trochę jak ja, to ciężko jest potem wrócić do rzeczywistości - mówi Pietraszewska, która przed wyjazdem do Katalonii (spędziła tam prawie rok) studiowała zarządzanie i pracowała w biurze.

- Dziś nadal studiuję, ale do pracy przed komputerem wrócić już nie potrafiłam. Zajmuję się studentami zagranicznymi, którzy przyjeżdżają na wymianę do Polski. Studia kiedyś skończę, ale jeszcze trochę to potrwa - dodaje z uśmiechem.

- Nasz portal ściąga różnych ludzi. Starych i młodych. Na mecz z Deportivo La Coruna [tydzień po Realu - red.] chce np. jechać profesor z Gdańska, który przyznał, że po raz ostatni widział Barcelonę na żywo... w 1973 r. Na marcowe spotkanie z Valencią wybrał się z kolei prezes drugoligowego klubu piłkarek ręcznych - mówi Gwiazda.

Podobnie jest u konkurencji.

- Obok studentów dziennikarstwa, politologii, prawa czy socjologii mamy w swoich szeregach również przyszłych ekonomistów, informatyków. Najstarszy w naszym gronie jest nauczycielem języka angielskiego w gimnazjum. Jesteśmy z różnych miast i mamy różne zainteresowania, połączyła nas miłość do Realu - mówi Dobek.

Współpraca Przemysław Burek

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

C
Czuczi

ale pokazali fanów Barcy ;] stare dziadki :D

Dodaj ogłoszenie