reklama

Rafał Ziemkiewicz: Wzorcem powinna być Polska zwycięska, a nie zmasakrowana

Ewelina NowakowskaZaktualizowano 
Rafał Ziemkiewicz
Rafał Ziemkiewicz FOT. BARTEK SYTA/Polskapresse
- Bohaterstwo niepoparte rozumem oznaczało niestety przekształcenie przegranej w całkowitą zagładę. A po zagładzie Polacy z kolei popadli w depresję, z której do dziś nie mogą się wyleczyć - mówi Rafał A. Ziemkiewicz, pisarz i publicysta.

Bitwa Warszawska z 1920 r. - wielki triumf czy przegrane zwycięstwo?
Zdecydowanie wielki triumf, obok sierpnia 1980 największy w dziejach nowożytnej Polski. Bitwa Warszawska to było coś więcej niż sukces militarny. To było ukoronowanie ciężkiej pracy kilku pokoleń, ich niezłomnego dążenia do wolności, połączenie bohaterstwa i ofiarności z umiejętnością przewidywania i dobrą organizacją. Cud nad Wisłą jest uwiecznieniem procesu odzyskiwania niepodległości i dowodem skuteczności odbudowy struktur niepodległego państwa po 1918 r., przy jednoczesnym łączeniu struktur administracyjnych z ziem trzech zaborów. W rezultacie I wojny światowej i upadku cesarstw powstało wiele nowych państw, ale tylko nieliczne z nich utrzymały niezależność. Myśmy swą niepodległość obronili właśnie pod Warszawą. Co więcej, obroniliśmy także całą Europę i świat, bo powstrzymanie przez nas marszu rewolucji bolszewickiej na Zachód zmieniło historię.

Co przechyliło szalę zwycięstwa na polską stronę?
Popełniamy wciąż błąd, myśląc o Bitwie Warszawskiej wyłącznie w aspekcie militarnym. To skutek międzywojennej propagandy obozu rządzącego, szczególnie z lat 30. Powinniśmy pamiętać, że Bitwa Warszawska to przede wszystkim ogromne zwycięstwo polskiej samoorganizacji. Polska, straszliwie wyniszczona w skutek działań wojennych - przypomnijmy że na ziemiach polskich cała produkcja przemysłowa w 1919 r. wynosiła 30 proc. produkcji z 1913 r. - dopiero się tworząca, niemająca nawet jeszcze ustalonych granic, zdołała wystawić w pierwszej linii milion żołnierzy, uzbroić ich, zaopatrzyć, przetransportować w odpowiednie miejsca. Wygraliśmy skuteczną administracją i samoorganizacją.

Kto jest autorem sukcesu?
Bez względu na to, czy manewr Piłsudskiego był, jak twierdzą entuzjaści, manewrem genialnym, czy tylko sprawnym, rozstrzygający był fakt, że Marszałek miał czym manewrować. Bitwę można wygrać wskutek szczęścia, genialnego dowodzenia, w wyniku zbiegu różnych okoliczności - ale wojny wygrywa się silnym zapleczem, logistyką. Podstawą sukcesu była postawa szerokich rzesz Polaków. Rok 1920 był w pewnym sensie przeciwieństwem 1863 r. Powstanie styczniowe zakończyło się klęską, ponieważ było, generalnie, powstaniem szlacheckim, ziemiańskim, lud odniósł się do niego obojętnie, często wrogo. Natomiast w 1920 r. polski lud zdecydowanie opowiedział się ofiarnie za państwem polskim.

Chodzi o to, że cały lud polski był zjednoczony w obronie?
Chodzi o to, że bolszewicy byli przekonani, że na ziemiach Polski centralnej powtórzy się dokładnie to samo, co na Kresach Wschodnich. Że byle wkroczyć i rzucić hasła rewolty, chłopi wymordują szlacheckie dwory, jak na Ukrainie czy Białorusi - dzisiaj o tym męczeństwie Kresów nie chcemy pamiętać, polecam takie zapomniane książki, jak "Pożoga" Zofii Kossak-Szczuckiej czy "Smutne i wesołe" Kornela Makuszyńskiego. To, że w Polsce centralnej rewolucja nie znalazła gruntu, zawdzięczamy całemu pokoleniu zapaleńców, którzy u schyłku XIX w. pojawiali się w polskich wsiach, stawiali tam pomniki Bartosza Głowackiego, sławnego kosyniera z insurekcji kościuszkowskiej, przypominali chłopom rocznice, uczyli ich, że są to także ich obchody, organizowali kasy samopomocowe, samorząd, działalność kulturalną. Ta cała ogromna praca organiczna, "praca narodowa", jak ją nazywano, dała po 1918 r. plon i to dzięki niej Polacy się obronili.

Prawica stawia na wstawiennictwo Matki Boskiej.
Nie przesadzajmy. "Cud nad Wisłą", to kalka francuskiego określenia "cud nad Marną". W dwudziestoleciu międzywojennym kopiowaliśmy w życiu publicznym wiele takich francuskich wzorców - Grób Nieznanego Żołnierza czy Plac Inwalidów ( wówczas inwalida oznaczał weterana wojennego).Dla ówczesnych ludzi wiara w pomoc Patronki Polski w walce z bezbożnymi hordami była oczywistym elementem zwycięstwa, podobnie jak w upowszechnionej przez Sienkiewicza legendzie obrony Jasnej Góry podczas Potopu. Dla ówczesnych ludzi wpływ Opatrzności był rozstrzygający dla każdego zdarzenia. To wcale nie oznaczało umniejszania sukcesu.
Co by było, gdyby w 1920 r. nie udało się powstrzymać bolszewików?
Europę zalałaby fala komunizmu, doszłoby do masowych zbrodni, gwałtów i bestialstwa. Gdyby w Polsce nie wykonano po 1863 r. tej ogromnej "pracy narodowej" i mentalność biedoty pozostałaby taka sama jak pół wieku wcześniej, idealiści walczący o Polskę skończyliby jak powstańcy galicyjscy w 1846 r.

To skąd opinie o przegranej bitwie z 1920 r.?
To brednie wyprodukowane na potrzeby politycznej wojny polsko-polskiej w dwudziestoleciu. O Bitwie Warszawskiej nie można powiedzieć, że cokolwiek zostało przegrane. Pewnie nawiązuje pani do legendy stworzonej przez Sanacje, jakoby źli endecy na złość Piłsudskiemu zaprzepaścili zwycięstwo, choć gen. Gieorgij Cziczerin, sowiecki komisarz spraw zagranicznych, gotów był dać Polsce granicę z 1772 r.

Czy było to dobre rozwiązanie? Dziś w ocenie niektórych historyków traktat ryski okazał się katastrofą.
Polscy negocjatorzy kierowali się rozsądkiem, a nie marzeniami. Jedynym błędem, który popełnili, była zgoda polskiego rządu, aby w rozmowach uczestniczyły marionetkowe sowieckie władze Ukrainy i Białorusi. Trzeba było albo rozmawiać tylko z Sowietami, albo posadzić przy stole także Petlurę, i, ja wiem… Bałachowicza.

Czyniąc stroną rozmów sowiecką władzę Ukrainy - Polska dopuściła się zdrady wobec URL, czyli swego jedynego sojusznika w wojnie polsko- bolszewickiej.
Błąd, ale mający tylko symboliczne konsekwencje. Związek Sowiecki nigdy nie uznawał żadnych traktatów, i ryskiego również nie zamierzał przestrzegać. Nie wymagajmy za wiele. Polakom udało się więcej, niż dekadę wcześniej można było marzyć, trudno, aby nie popełnili żadnego błędu w tak ciężkiej sytuacji.

Tak nie do końca. Konsekwencją decyzji podjętych w Rydze w 1921 r. było m.in. to, że po sowieckiej stronie granicy pozostało około półtora milionów Polaków, których w latach 30. wymordowano lub wywieziono do łagrów.
To właśnie jeden z pogłosów tej wojny polsko-polskiej, o której wspomniałem.To na jej użytek produkowano z jednej strony opowieści, że Piłsudski w ogóle nie dowodził armią, uciekł z Warszawy, był agentem bolszewickim, a wygrał gen. Maxime Weygand czy kto inny. A z drugiej strony bajkę, że gdyby nie Witos i endecy, którzy porzucili Polaków zza linii traktatu, odbudowalibyśmy jagiellońską Rzeczpospolitą wielu narodów. To były w owych czasach rozbudzenia świadomości narodowej, także na wschód od nas, anachroniczne mrzonki, Litwini i Rusini, mówiąc krótko, ani myśleli dalej być pańszczyźnianymi u polskich ziemian. Tak, za granicą II RP zostało ponad milion Polaków, żyjących w enklawach, otoczonych przez znacznie liczniejszą ludność niepolską, traktującą ich podwójnie wrogo - jako panów, wyzyskiwaczy, i jako obcych narodowo i religijnie. Sowiecka oferta granicy z Mińskiem i Kamieńcem to był zatruty owoc, w przyjęciu jej chodziło o to, aby w obrębie Polski znalazło się kilka milionów zrewoltowanych Rusinów, których Sowieci popychaliby do ciągłej wojny domowej. Proszę przypomnieć sobie, co działo się na Ukrainie, i pomnożyć przez pięć, dziesięć… Powtórzę, zasada, by brać tylko ziemie, gdzie żywioł Polski jest, względnie może się stać dominujący, była przedłożeniem rozsądku ponad marzenia. A że negocjatorzy nie przewidzieli rozmiarów przyszłych stalinowskich zbrodni, trudno mieć pretensje. Do dziś wielu na świecie nie chce w nie uwierzyć.

Co dziś dla nas z tej bitwy wynika?
Że gdy Polacy do bohaterstwa i patriotyzmu dodadzą rozsądek, samoorganizację i sprawne struktury, wtedy są nie do pokonania. Ubolewam, że zamiast o tym pamiętać, wolimy pławić się w martyrologii i wspominać zrywy, w których bohaterstwem próbowano nadrobić brak tych pozostałych elementów. To 15 sierpnia, a nie 1 powinien być osią całej naszej narracji historycznej.

Dziś jest trochę tak, że Bitwa Warszawska w świadomości większości Polaków jest bitwą zapomnianą, wypartą z pamięci, a przecież to wojna zwycięska. Dlaczego Polacy sporo uwagi poświęcają przegranemu powstaniu warszawskiemu, a tak mało wygranym bitwom - Bitwie Warszawskiej i powstaniu wielkopolskiemu z 1919 r.?
To rzeczywiście aberracja. Wzorcem dla następnych pokoleń powinna być Polska zwycięska, a nie zmasakrowana. Myślę, że pośród innych przyczyn nie ostatnią jest tu tchórzostwo polityków. Przez większość czasu istnienia III Rzeczpospolitej rządziło nią środowisko bardzo nadskakujące Rosji.
Mowa o polityce ustępstw?
Taki tchórzliwy "appeasement" w duchu Chamberlaina, którego symbolem pozostanie czczenie przez prezydenta Komorowskiego w rocznicę bitwy najeźdźców. Oni nie umieli się postawić Moskwie nawet w sprawie tych parszywych pomników sowieckiego podboju w każdej miejscowości czy bezprawnie trzymanych nieruchomości w Warszawie. Bali się po prostu, że upamiętnianie Bitwy Warszawskiej Moskwę rozdrażni i Europa nas za to zruga. To, że przez 25 lat nie zbudowano muzeum Bitwy Warszawskiej, jest tylko izba pamięci w Ossowie, to jest megaskandal. To przecież to powinno być najważniejsze muzeum w Warszawie! Oś naszej polityki historycznej - powinniśmy nim na każdym kroku przypominać Zachodowi, przed czym ich uratowaliśmy. Ale wygodniej czcić powstanie warszawskie, bo Niemcy nie próbują rehabilitować Adolfa Hitlera, twierdzić, że racje były pośrodku i tak dalej. Natomiast putinowska Rosja wciąż kłamie, że Polacy mordowali sowieckich jeńców z 1920 r., czy że 17 września tylko w 1939 r. wkroczyła z konwojami humanitarnymi na prośbę ludności. A państwo polskie się tym kłamstwom, przynajmniej jak dotąd, nie przeciwstawia z należytą mocą.

Czyli nie ma szans na zmianę Polaków w podejściu do świętowania rocznicy Bitwy Warszawskiej?
Niestety, chyba mało kto rozumie znaczenie tej daty. Parę nudnych przemówień, defilada, będąca atrakcją dla dzieci. W porównaniu z żywiołowością inicjatyw upamiętniających katastrofę powstania sprawia to wciąż wrażenie smętnej rutyny.

Może tak jest nam wygodniej. Cierpienie uszlachetnia Polaków?
Nie, cierpienie nie uszlachetnia. Bardzo celnie na ten temat mówił nestor amerykańskiej psychologii Philip Zimbardo: Polacy jako zbiorowość przejawiają syndrom stresu pourazowego. Jako grupa zachowujemy się podobnie jak pacjenci, którzy padli ofiarą strasznych katastrof czy zbrodni. Polacy mają zaniżone poczucie własnej wartości, bardzo złą samoocenę. Łatwiej im uwierzyć, że ich klęski były piękne, niż w to, że bywali w dziejach zwycięzcami, radzili sobie, triumfowali, i to dzięki przymiotom, które dziś uważają za zupełnie sobie obce - na przykład sprawności organizacyjnej.

Skąd to się bierze?
Z wyniszczenia elit przez wojnę i stalinizm, z pięćdziesięciolecia PRL, promującej szumowiny kosztem ludzi przyzwoitych, niszczącej "kapitał społeczny". Polska przedwojenna, ukształtowana przez wielkie zwycięstwo, była zupełnie inna, aż do przesady. Upojona własnymi możliwościami, przekonana o mocarstwowości, rojąca o zdobywaniu kolonii. A także przekonana, że krew przelana za Ojczyznę nigdy się nie marnuje, że nawet przegrane powstania, jak to z 1863 r., niosą sukces w przyszłości. To właśnie sprawiło, że w II wojnie światowej nasze elity tak wyniszczały się ofiarną walką w sytuacji całkowicie beznadziejnej. Bohaterstwo niepoparte rozumem oznaczało niestety przekształcenie przegranej w całkowitą zagładę. A po zagładzie Polacy z kolei popadli w depresję, z której do dziś nie mogą się wyleczyć.

To także skutek romantycznej wizji: Polska Chrystusem Narodów?
Tylko pamiętajmy, że to była wizja z zupełnie innych czasów i jej nakładanie na przykład na powstanie warszawskie jest anachroniczne. Niczym nieuzasadnione twierdzenia, że nie byłoby sierpnia 1980, gdyby nie było sierpnia 1944, to kalki myślenia przedwojennego o powstaniu styczniowego. Ale Polska międzywojenna zawdzięczała wszystko nie klęsce 1863, tylko sukcesowi 1920 r. Ten sukces natchnął Polaków ofiarnością, patriotyzmem w stopniu nieporównywalnym z dzisiejszymi czasami. Dziś mamy do czynienia z ogromnym kryzysem w tej materii.

Polska prawica wygrywa bitwę o pamięć?
Bitwa o pamięć to wewnętrzna wojna polskiej prawicy, bo polskość w Polsce dzisiejszej jest kultywowana wyłącznie przez nią. Cóż, spieramy się o to bardzo mocno. W moim przekonaniu tym, co może zbudować społeczeństwo, jest wyłącznie sukces. Nie da się zbudować poczucia dumy i własnej wartości na klęsce. Dlatego dla mnie chore jest ogniskowanie patriotycznych emocji na powstańczej katastrofie albo na katastrofie w Smoleńsku. Bo bez względu na to, jaka była jej przyczyna, przyjmijmy nawet, że zamach - to co uświęcamy? Że głupi Polacy wsadzili swego prezydenta i stu najważniejszych obywateli do jednego gruchota i posłali na pałę, bez żadnej ochrony, na zapyziałe lotnisko z kontrolą naziemną w walącym się baraku, gdzie byle kto mógł z nimi zrobić, co chciał? Z pamięci tego faktu ma wyrosnąć polska duma, wiara w siebie, poczucie wartości? A prawdziwy sukces na skalę światową jakoś tak zbywamy i odsuwamy od siebie, bo nie pasuje do naszego pełnego kompleksów myślenia o sobie samych!

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
sj2014

Nie lubię autora ale w temacie powstania Warszawskiego podzielam jego pogląd. Powiem więcej, powstanie było wyjątkową zbrodnią decydentów na Narodzie Polskim, za co powinni być osądzeni i skazani na wieczną infamię i wyjątkowym męstwem powstańców za co im wieczna cześć i chwała.

o
obleśny typie

Wyprowadz sie do izraela

s
spokojny

Mam poważne zastrzeżenia do tej listy:
a)wiedza w roku 1851 o tym co było przed rokiem 1851 była mniejsza (i europocentryczna) niż obecnie
b)między 1851 a 1920 było parę poważnych wojen, w tym jedna światowa, i z tego wszystkiego tylko 2 bitwy doszły plus warszawska?
c)po 1920 było parę poważnych wojen, w tym jedna światowa, i z tego wszystkiego nic nie doszło do tej listy 20?
Wniosek: poproszę o nową listę

s
spokojny

„uznawana za 18. przełomową bitwę w historii świata”. Poproszę listę tych bitew i źródło kto to ustalał? Niech zgadnę: listę ułożyła Jedynie Prawdziwa Wysoka Komisja Patriotyczna. Na czołowych miejscach na pewno Grunwald, Wiedeń, Westerplate, Monte Casino i bitwy uliczne z lat 1980-tych.

Podkreślę: chwała naszym polskim żołnierzom, że pokonali bolszewicką dzicz z barbarzyńskiego wschodu ale nie róbmy megalomanii i centrum świata z Warszawy. Bitwa jak bitwa, parę lat później Sowieci i tak zagarnęły pół Europy.

Dodaj ogłoszenie