Rafał Majka: Ten wyścig jeszcze się nie skończył. Będę musiał postawić wszystko na jedną kartę

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
- Po dniu odpoczynku każdy ma siły, bo się regeneruje. Myślę, że dwa ostatnie górskie etapy, 19. i 20. będą bardzo ciężkie. Co się stanie, to się stanie - mówi Rafał Majka.

Gdyby przed startem Giro d’Italia w Holandii ktoś powiedziałby Panu, że po dwóch tygodniach będzie Pan zajmował piąte miejsce, przyjąłby Pan to z zadowoleniem?
Muszę pomyśleć (śmiech). Jestem zadowolony ze swojej jazdy. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie jest łatwo być samemu na górskich etapach i walczyć z najlepszymi. Straciłem w sobotę, ale tam inni też tracili, np. Valverde. W niedzielę Nibali stracił na czasówce. Taka jest jazda na rowerze, tak wygląda ściganie na najwyższym poziomie. Przyjechałem po sobotnim etapie dość zdenerwowany, myślałem: no nie poszło. Ale teraz myślę, że Giro jeszcze się nie skończyło, będą następne etapy. Na Vuelcie było podobnie. Po czasówce wszyscy myśleli, że wyścig jest rozstrzygnięty, a wszystko się zmieniło. Będę walczył do końca

Jakie ma Pan plany na najbliższy tydzień?
Wyścig jeszcze się nie skończył, a do podium nie jest daleko. W tamtym roku na Vuelcie Dumoulin miał 4 minuty przewagi i co się stało? Na ostatnim etapie przyjechał siedem minut za nami. Giro d'Italia to jeden z najcięższych wyścigów. Mam dobrą sytuację wyjściową, jestem piąty w generalce, będę chciał jeszcze piąć się w górę. Jestem takim zawodnikiem, który nie odpuszcza. Jeśli tylko będę czuł się dobrze, to sam spróbuję zaatakować. Muszę oczywiście myśleć o tym, że jeśli to zrobię, to skoczy za mną Nibali czy Valverde, bo każdy będzie chciał odrobić. Tak będzie wyglądała ta walka, będą szły ataki jeden za drugim. Kto zostanie z tyłu, ten straci. Oczywiście ja też mogę zostać.

Postawi Pan wszystko na jedną kartę?
Będe musiał. Tylko jeszcze nie wiem, w którym momencie. Pewnie jeszcze nie we wtorek. Po dniu odpoczynku każdy ma siły, bo się regeneruje. Myślę, że dwa ostatnie górskie etapy, 19. i 20. będą bardzo ciężkie. Co się stanie, to się stanie.

Czyli to będzie jazda w stylu „wszystko albo nic"?
Niejeden polski zawodnik marzyłby, aby skończyć Giro w pierwszej piątce. I nikt nie może powiedzieć, że piąte miejsce w Giro d'Italia to zła lokata. Ale powtarzam - myślę, że wyścig się nie skończył, trzeba patrzeć w przyszłość.

Piąte miejsce i tak będzie polskim rekordem. To Panu wystarczy?
Jeśli skończę jako piąty zawodnik, też będę zadowolony. Ale to zależy pod tego, jak się potoczy wyścig. Może się zdarzyć tak, że peleton zostanie zredukowany do małej grupki i ja w niej będę. Ekipa lidera (LottoNL Jumbo - red.) nie będzie w stanie tego kontrolować. I wtedy dam z siebie wszystko, będę chciał odjechać. Nie tylko ja, bo przecież i Nibali, Valverde, a nawet i Chaves, wszyscy będą próbować. Kruijsvijk jest jednym z najmocniejszych zawodników na tym Giro, więc ciężko będzie z nim walczyć na końcówkach. On nam wszystkim na razie odjeżdża.

Zmontujecie koalicję kolarzy z różnych teamów jadącą przeciw liderowi?
Chaves pewnie będzie się trzymał tego, co ma. Ale Valverde i Nibali nie odpuszczą. Nibalego nie interesuje to, czy będzie drugi czy trzeci. Jest zainteresowany tylko zwycięstwem. Podobnie Valverde. Wyścig jest otwarty, a ja mogę na tym tylko skorzystać. Jeśli tylko będą siły w nogach, to będzie wszystko dobrze.

Ktoś oprócz Kruijsvijka Pana zaskoczył na Giro?
Nie, chyba nie. Liderzy są na tutaj na podobnym poziomie: Nibali, Valverde, Chaves czy ja. Kruijsvijk jest zaskoczeniem, przyznaję. Pierwszy raz go widzę na takich wysokich obrotach. Nie jechałem z nim Giro w ubiegłym roku, ale jak na razie dla mnie jest głównym faworytem do zwycięstwa. Chyba nikt go tak poważnie nie obstawiał na starcie w Holandii, a teraz widać, że wszyscy się go boją. Jeżeli będzie tak kręcił, jak dotychczas, to może mieć przewagę nawet dziesięciu minut nad kolejnym zawodnikiem.

Zapowiadał Pan, że właśnie w ostatnim tygodniu będzie moc. To znaczy, że do tej pory oglądaliśmy 80-90 proc.?
To nie jest tak, że siła ma przyjść w trzecim tygodniu. Staram się trzymać ten sam poziom od startu. Na Vuelcie moja forma nie szła w górę, trzymałem równy poziom. To inni zawodnicy schodzili w dół. Podobnie będzie na Giro. Ważna jest regeneracja i to, jak szybko ona następuje. Będę na tym samym poziomie, a niektórzy będą męczyć się bardziej. O to w tym chodzi. Na wielki tour trzeba przyjechać w dobrej formie. I ona musi utrzymać się do końca.

Któryś z tegorocznych etapów Giro Pana zaskoczył?
Te płaskie. Jest bardzo szybkie tempo. Rozmawiam z innymi zawodnikami i mówią, że mają wrażenie, jakby to był już trzeci tydzień wyścigu. Też się tak czuję. Kiedy jadę pod górę, to zawsze myślę, że ten przede mną też się męczy, więc trzymam się i jadę swoje.
Ta tendencja, że etapy płaskie są takie szybkie to trochę nowość w kolarstwie.
Tak jest już od dwóch-trzech lat. Nawet jak lider stanie za potrzebą, to nikt nie zwalnia, idzie gaz. Chwilami to jest nawet przesada. Ale to nie jest wina kolarzy, to raczej kwestia presji, sponsorów, telewizji.

To jest Pana kolejny wielki tour w roli lidera. Czuje Pan presję, potrafi Pan lepiej sobie z nią radzić?
Pewnie tak. Widać, że wielu zawodników sobie z nią nie radzi. Są dni, kiedy mi też jest ciężko, ale sam się motywuję i motywuję innych. Mówię to chłopakom i tłumaczę, że muszę być ciągle skoncentrowany. Oni też o tym wiedzą i mi pomagają. To nie jest drużyna, która na razie błyszczy w górach. Paweł Poljański jest chory. Ale mam dobrą drużynę na płaskim, Tossato, Boaro czy Rovny bardzo mi pomagają. Brakuje mi pomocników w górach. Mam nadzieję, że Paweł odżyje w ostatnim tygodniu po chorobie.

Jak się Pan motywuje po etapie? Skad bierze Pan siły?
Staram się nie myśleć o tym wszystkin. Czasami, gdy mi coś nie wychodziło, wyładowywałem złość na mojej żonie. A potem myślałem o tym, że to moja wina, a obrywają inni. Teraz staram się spokojnie rozmawiać z bliskimi i myśleć o tym, że co ma być, to będzie. Ciężko być liderem drużyny, bo presja jest nie tylko na wyścigu, ale nawet podczas przygotowań.

Pana żona musi być bardzo cierpliwa.
Jest. Nie widziałem Magdy już ze dwa miesiące. Ale ona zawsze bardzo trzyma za mnie kciuki. Po Giro spędzę dziesięć dni razem z nią w Polsce, a potem poleci ze mną na obóz we Włoszech. Będę trenował w spokoju do Tour de France, bo tam nie muszę myśleć o generalce.

Ostatnio kolarz z Pana ekipy Jay McCarthy bardzo Pana chwalił jako lidera, mówił, że dobrze Pan rozdziela pracę, mówi, czego Pan potrzebuje. Trudno nauczyć się być liderem?
Jeszcze dużo nauki przede mną. Ale do trzydziestki już będzie dobrze, czyli jeszcze mam cztery lata (śmiech). Czasami muszę krzyknąć, nie mogę mówić tylko "dzięki, dzięki". W autobusie padają niekiedy ostre słowa, muszę powiedzieć: "chłopaki, dziś nie wyszło, musicie dać z siebie więcej". Miałem też potyczkę z Pawłem. To była moja wina, bo nie wiedziałem, że jest chory, krzyczałem, że nie było go ze mną. On się sam denerwuje, że jest chory. Chciałby jeżdzić ze mną w w górach tak, jak na Vuelta Espana, a nie może. I to go dobija. Ale widzę, że powoli dochodzi do siebie, bo zaczął żartować. Muszę go podtrzymywać na duchu. Siedzimy tu już razem prawie miesiąc, więc musi być dobra atmosfera.

Bywa tak, że po trzech tygodniach wielkiego touru już nie możecie na siebie patrzeć i musicie zrobić sobie przerwę?
O, to nie tylko po wielkich tourach. Wiadomo, jak wszystko wychodzi, to jest dobrze. Każdy jest zadowolony, wszyscy są uśmiechnięci. A jak czasem coś nie wyjdzie, każdy spuszcza głowę w dół. Wtedy trzeba obudzić ducha w drużynie, powiedzieć: spokojnie panowie, jutro będzie lepiej. Trzeba się nawzajem napędzać. Nie można się poddawać po jednym niepowodzeniu. Mój pierwszy trener Klęk nauczył mnie, że życie się nie kończy na jednym etapie czy wyścigu. Trzeba walczyć do końca.

Po co tak naprawdę liderowi pomocnik na górskich etapach?
Na razie mam szczęście, nie przydarzył się - odpukać - żaden pechowy defekt, bo już byłoby po wyścigu. Zanim dojedzie do mnie samochód i zanim zmienią koło czy rower, mija sporo czasu. Jeśli jest przy mnie kolarz z mojej ekipy, to zawsze może oddać mi rower. Podam przykład: na tym etapie, gdy na zjeżdzie uderzył we mnie Kruijsvijk, Paweł  od razu do mnie podjechał, sprawdzić, czy z moim rowerem jest wszystko ok. Myślałem, że coś się stało z kołem, mogłem wziąć jego rower. Zawsze to jest jakieś wsparcie. Mogę też z nim porozmawiać po polsku. Chociaż nie zawsze mnie słucha (śmiech). Wiadomo, że z Polakiem jest lepsza komunikacja. Lider musi też ustawić drużynę pod siebie, powiedzieć, czego chce. Na płaskim etapie można stracić cały wyścig. Na szczęście jest ze mną na Giro Matteo Tosatto. To kolarz, który potrafi pokierować ekipą i wszyscy go słuchają.

Mógłby być ojcem dla wielu z was.
To prawda. Ma 42 lata, a jest silniejszy od wielu młodszych kolarzy. Mam do niego duży szacunek, bo jest prawdziwym zawodowcem, ma za sobą 20 lat kariery.

Weżmie Pan z niego przykład?
(śmiech) Nie, ja daję sobie jeszcze tylko z 10 lat na rowerze.

A Pan potrafi zmotywować drużynę? Gdybyśmy tego posłuchali, czulibyśmy ciarki na plecach?
Nie, ja mówię raczej spokojnie. Czuję wielki szacunek do tych zawodników, którzy wykonują dla mnie pracę. Podobnie do masażystów i wszystkich ludzi z obsługi. Czasami na mecie jestem zdenerwowany, ale później staram się każdego przeprosić, jeśli byłem zbyt ostry. Wszyscy ludzie, z którymi pracuję, wiedzą, że odczuwam ogromną presję. Nawet Arek Wojtas, mój masażysta. Czasami przychodzę na masaż wkurzony i on o tym wie, rozmawiamy wtedy o czymś innym.

I wtedy jest masaż relaksacyjny?
Raczej słuchamy razem radia podczas odnowy bioologicznej. Nie jest łatwo być liderem. To wyczerpujące nie tylko dla nóg, ale także dla głowy. Podczas takiego wielkiego touru lubię usiąść na tarasie i przez trzy godziny nie myśleć o tym wszystkim.
Kibice Panu pomagają? Zwłaszcza ci polscy, których tu nie brakuje i którzy krzyczą: dawaj Rafał, dawaj.
Lubię się ścigać w Polsce, bo mi skacze adrenalina, gdy słyszę ten doping. Ale i tutaj aż mam ciarki na plecach, gdy słyszę polskich kibiców. Chciałbym wrócić na trasę Tour de Pologne, bo tylu polskich kibiców to jest coś fajnego. Tu na Giro też jest fajnie, widzę i słyszę kibiców z Polski, dodają nam otuchy.

Mimo to na Tour de Pologne w tym roku Pan nie przyjedzie?
Niestety choć tu jestem liderem, to nie mogę sam decydować, na jakie wyścigi chcę pojechać. To jest ta gorsza strona kolarstwa. Ale pojadę na Tour de France, to będzie bardzo dobre przygotowanie do igrzysk.

Nie będzie problemu z Panem i Michałem Kwiatkowskim na igrzyskach? On też się szykuje na Rio, a polska ekipa będzie mała, to tylko czterch zawodników. Dogadacie się?
Nie będzie łatwo, ale zawsze drużynę można pogodzić. W ubiegłym roku pojechałem na mistrzostwa świata i powiedziałem, że nie chcę być żadnym drugim liderem, bo trasa mi nie odpowiada. Po co mam komuś zabierać miejsce, wystarczy, że pomogę i dam z siebie wszystko dla drużyny, Na igrzyskach jeżeli będzie dwóch liderów, to będzie dwóch liderów. Uzgodnimy między sobą, kto ma lepszą nogę już na trasie. Zawsze lepiej mieć dwóch liderów w ekipie, można grać dwiema kartami. Jeżeli ja będę w ucieczce, to Michał będzie z tyłu albo odwrotnie. Podobnie będą jechać Hiszpanie: będą mieli Valverde, Contadora i Rodrigueza, też będą grać na wszystkich. W wyścigu olimpijskim nie startuje wielu kolarzy, największe drużyny będą mieć po pięciu zawodników, my będziemy mieć czterech.

Trasa w Rio jest trudna?
Byłem na rekonesansie i wiem, że jest tam co jechać. To będzie jak podczas tego sobotniego etapu tu, na Giro. Do tego w Rio jest gorąco i wilgotno. Na dodatek każdy może mieć zły dzień. Lepiej, by było dwóch silnych liderów. Powiem szczerze; jeżeli będę słaby po Tour de France, to nie ma sensu, bym jechał na igrzyska i zabierał komuś miejsce. A jeżeli będę w formie, to powalczę.

Był Pan dwa razy drugi w wyścigu Mediolan -Turyn, trzeci w monumencie Il Lombardia. Lubi Pan klasyki z taką trasą, trochę podobne do tej olimpijskiej?
Na igrzyska trzeba być przygotowanym w 100 procentach. Nie można wystartować spokojnie i liczyć, że wszystko będzie dobrze. Od startu do mety musi być pełen gaz.

Wolałby Pan, żeby ta trasa kończyła się na podjeździe?
Zjazd do mety jest techniczny, ale bez przesady. Jeśli przyjedzie kilku zawodników, to finisz po 260 km ścigania jest inny niż po 180. Ale igrzyskami będę się martwił po Tour de France.

Trzeci raz nie chce Pan jechać na Tour de France i za każdym razem kończyło się to spektakularnie, bo wygrywał Pan etapy. Może to dobry znak?
Przez pierwszy tydzień, wiadomo - będę odpuszczał. A potem w górach zrobię to, co będę musiał.

Czyli rzeźnię?
No tak. (śmiech). Brakuje nam w drużynie górali, więc muszę tam startować Za to mi płacą. Dziennikarzom płacą za pisanie artykułów, mi za jazdę na rowerze.

A gdyby miał Pan wybrać swój ulubiony wielki tour?
Pierwszy wielki tour w sezonie powinienem przejechać spokojnie, a na drugim walczyć. To byłoby świetne przygotowanie.

Czyli Wielka Pętla?
Chciałbym być kiedyś liderem na Tour de France. To fajny wyścig.

I jest tam zawsze ciepło.
Tak, jest ciepło, zresztą na Vuelcie też. Nie trzeba się przejmować ubraniem. Na Giro też na razie jest dobrze. Gdyby było zimno, byłaby masakra. A w każdym razie nie najciekawiej.
No ale w przyszłym roku nie będzie Pan liderem na Tour de France, skoro w tej drużynie z Bahrajnu, w której według włoskich mediów ma Pan jeżdzić w 2017 r., będzie też Nibali. To pewnie on pojedzie do Francji w roli lidera.
No nie wiem... (śmiech). Wiadomo, że cały czas są jakieś spekulacje.. Ale na razie nie zdecydowałem. Nawet nie podjąłem z żadną z drużyn rozmów.

Był Pan kiedyś w Bahrajnie?
Nie, nie byłem. I po arabsku też nie umiem mówić (śmiech).

Chciałby Pan jeszcze kiedyś jeździć w ekipie Bjarne'a Riisa?
Chciałbym. To jest człowiek, który się zna na kolarstwie. Oczywiście, niektórzy wypominają mu sprawy dopingowe. Ale to jest naprawdę fachowiec jak Eusebio Unzue z Movistaru czy Giuseppe Martinelli z Astany. To są tacy ludzie, które od lat siedzą w kolarstwie, potrafią też znaleźć sponsorów.

Taktycznie też są w stanie wymyśleć coś, co zaskoczy rywali?
Dam przykład z 2013 r. Mieliśmy Nicolasa Roche'a na Vuelta Espana jako lidera i był siódmy albo ósmy w generalce. Bjarne któregoś dnia rano powiedział, że dziś robimy ranty. No i przyjechaliśmy w płaskim terenie trzy minuty przed grupą. Chłopak sporo zyskał i zajął piąte miejsce w wielkim tourze. Nie zawsze nadrabia się w górach.

Oleg Tińkow (Tinkov) zapowiedział, że w przyszłym sezonie wycofuje się z kolarstwa. Przyszłość Pana ekipy jest więc dość niepewna. A sam Tińkow się z Panem kontakuje?
Mamy nadal ten sam kontakt. Jeszcze nikt nie wie, czy w przyszłym roku ekipa Tinkoff będzie istniała, czy nie. Jednak nie ma co snuć spekulacji na temat mojego udziału w teamie z Bahrajnu. Mówię szczerze, z nikim jeszcze nie rozmawiałem. Po pierwsze od tego jest mój menadżer, a po drugie mam kontrakt do 2017 roku. Oczywiście. jeżeli drużyny nie będzie, to będę musiał szukać czegoś nowego. Ale na razie to tylko spekulacje włoskich mediow.

Siiniczki w rowerach to też są tylko takie spekulacje?
Nie wiem, nie próbowałem. Może jakby mi założyli, to zacząłbym tutaj fruwać (śmiech). Ale szczerze mówiąc, myślę, że może niektórzy kiedyś tego używali. Nie wiem, jak jest teraz, nie zastanawiam się nad tym. Są kontrole rowerów, więc to raczej niemożliwe. by ktoś tego używał. Ale jeżeli są takie plotki. to może kiedyś coś było na rzeczy.

A z Pana doświadczenia wynika, że ktoś tego używał?
Jak się ogląda niektore filmiki na Youtube, to można nabrać podejrzeń (śmiech). Ale mówiąc poważnie. Jeżeli jakiś zawodnik tego używał, to on nie ma szacunku dla samego siebie. Kolarz ma pedałować, ma mieć siłę w nogach i kręcić. Jak potem po wyścigu można spojrzeć w lustro i powiedzieć; wygrałem? To tak, jakby ktoś wsiadł na skuter i jechał przed innymi.

Myśli Pan czasem o Pawle Poljańskim jak o swoim uczniu?
Nie, nie. Ale on czasem robi to samo, co ja. Jest bardzo dobry i potrzebuje z rok-dwa, by być w światowej czołówce. Z roku na rok jest coraz lepszy.

Ale może czasem przekazuje mu Pan jakieś wskazówki, rady.
Tak, tylko on czasami nie słucha. Wiem po sobie, jak to jest, gdy jest się młodym. Paweł w ubiegłym roku był liderem na Tour de Pologne i przyznał mi rację, że to trudna rola. Presja, na dodatek w Polsce, jest olbrzymia. Nie tylko ze strony mediów, ale i kibiców. To jest jak fala, która idzie od tyłu i zakrywa głowę. Ja to akurat lubię. Nauczyłem się z tym żyć. Czasem stracę w wyścigu i słyszę komentarze: a, to już po Majce. A ja następnego dnia odrabiam. Takie jest kolarstwo.

Będzie Pan dopingował piłkarzy podczas Euro 2016. czy futbol Pana zupełnie nie interesuje?
Lubię oglądać mecze, choć nie zawsze mam na to czas. Czasami, gdy jestem w domu, przychodzi do mnie mój tata i oglądamy razem. Ale piłka nożna jest innym sportem niż kolarstwo. W piłce czasem wystarczy odrobina szczęścia, by strzelić bramkę. W kolarstwie by wygrać, trzeba naprawdę zawsze dać z siebie wszystko. No i kolarstwo nigdy nie będzie tak popularne jak piłka nożna.

Tu znajdziesz więcej informacji o kolarstwie

Sportowy24.pl w Małopolsce

Transmisje z Giro d’Italia w stacji Eurosport i na Eurosportplayer.pl

"Studio Kadra" po meczu Polska - Słowacja (1:2)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie