Rafał Dadej maszeruje brzegiem Bałtyku. W niedzielę odwiedzi prezydencką plażę w Juracie

Irena Łaszyn
Archiwum prywatne
Wyruszył ze Świnoujścia, Nowy Rok powitał na plaży w Rowach, w niedzielę wkroczy na teren ośrodka prezydenckiego w Juracie. Będzie to już dziesiąty dzień marszu dla chorych dzieci. Jeśli Rafał Dadej, prezes Fundacji Trzeba Marzyć, utrzyma obecne tempo, do Piasków dotrze 8 stycznia.

Najbardziej przeszkadza wiatr, który przeważnie wieje w twarz i kręci plecakiem na wszystkie strony. Plecak może nie jest duży, bo waży zaledwie 14 kilogramów, ale żeby tak nim miotać?

- Gdy szedłem przez Słowiński Park Narodowy, to unosiły się za mną tumany piasku - opowiada pan Rafał. - Akurat trafiłem na sztormową pogodę, fale w Bałtyku miały dwa, trzy metry. To i tak lepiej niż na początku wędrówki, gdy temperatura spadła do kilkunastu stopni poniżej zera i zamarzała mi woda w bidonie. Na szczęście, nocą w śpiworze miałem i mam ciepło.
Pod namiotem spędza wszystkie noce, bez względu na pogodę. A rano, jak to mors, kąpie się w morzu. Zastrzega przy tym, że nie jest ekstremalnym podróżnikiem, na co dzień żyje normalnie. Pracuje jako menedżer, zajmuje się wolontariatem, różne sporty trenuje dopiero po godzinach.

- Przez ostatnie trzy miesiące te treningi były dosyć intensywne - przyznaje. - Do spania pod namiotem też usiłowałem się przygotować. Jak? Śpiąc na balkonie…

Dla małych marzycieli

"Piaskiem w raka" to przejście brzegiem morza, od granicy zachodniej do wschodniej. Celem jest zebranie pieniędzy na spełnianie marzeń ciężko chorych dzieci. Ten zimowy marsz organizatorzy dedykują głównie trójce maluchów: 5-letniej Julce, 3-letniemu Wojtusiowi i 6-letniemu Kacperkowi, którzy marzą o różnych bajkowych przygodach, ale najbardziej o wyjeździe do Disneylandu. Trzeba na to ok. 15 tys. zł. Każdy z nas może się do akcji "Piaskiem w raka" włączyć, wpłacając pieniądze na konto fundacji.

- Wcześniej rozesłałem kilkaset maili, dotarłem do bezpośrednich telefonów ponad 200 prezesów i dyrektorów dużych trójmiejskich firm - wspomina pan Rafał. - I choć bardzo nie lubię prosić, tym razem to robiłem, z myślą o podopiecznych Fundacji Trzeba Marzyć. Znaleźli się sponsorzy. A dzięki zbiórce na portalu siepomaga.pl jest już 38 proc. potrzebnej kwoty.

Woli namiot

U jednych wyczyn pana Rafała budzi szacunek, u innych - pewien niepokój. Bo jakże to tak: zawieja, zadymka, temperatura minusowa, a on wędruje i w dodatku śpi pod namiotem? Nic dziwnego, że dyskretnie pilnuje go Straż Graniczna, czasem kontaktuje się z nim dyrektor Urzędu Morskiego w Słupsku albo gospodarz mijanej gminy.

- W sylwestra odwiedzili mnie przyjaciele z Gdyni - relacjonuje pan Rafał. - Nowy Rok witaliśmy wspólnie na plaży w Rowach. Pod gołym niebem, choć sporo osób oferowało gościnę w cieple.

Miło wspomina "kibiców" z Ustki i Jarosławca. Sympatyczni właściciele "Domu z widokiem na morze" powitali go banerem i ciepłą kolacją. Z oferowanego noclegu nie skorzystał.

- Wybrałem namiot, bo stanowi on pewne wyzwanie o tej porze roku - tłumaczy. - O ile wiem, jeszcze żaden z bałtyckich długodystansowców nie spał w ten sposób w środku zimy.

Tak mu się to wyzwanie spodobało, że nawet w Trójmieście, do którego chce dotrzeć 6 stycznia - zamiast w domu - zamierza nocować na plaży. A następnego dnia ruszyć dalej na wschód. Najpierw, dzięki uprzejmości GIK, korzystając z nowego tunelu pod Martwą Wisłą, by dojść do Górek Zachodnich i Sobieszewa. Potem na drugą stronę Wisły Śmiałej i Przekopu Wisły (zimą prom w Świbnie nie kursuje) przetransportują go statki SAR. Gdyby nie te uprzejmości, musiałby wędrować aż do mostu w Kiezmarku.

Z wizytą u prezydenta RP

A już w ten weekend, podczas wędrówki przez Półwysep Helski, czeka go nie lada atrakcja. Znajdzie się na terenach, na które zwyczajni obywatele raczej wstępu nie mają.

- Kilka tygodni temu wystąpiłem do Kancelarii Prezydenta RP o zgodę na przejście brzegiem w obrębie ośrodka prezydenckiego w Juracie - mówi pan Rafał. - Trochę trwało, zanim wszystko sprawdzono, ale jeszcze przed Bożym Narodzeniem otrzymałem odpowiedź. "Aby wyrazić uznanie dla inicjatywy "Piaskiem w raka", postanowiliśmy się przychylić do prośby" - przeczytał w otrzymanym z kancelarii piśmie.

Prezydencką plażę odwiedzi w niedzielę, gdy będzie przemierzał helską kosę od strony Zatoki Puckiej. Potem już tylko Rewa, Gdynia, Sopot, Gdańsk, Wyspa Sobieszewska i Mierzeja Wiślana. Jeśli zachowa obecne tempo, czyli ok. 40 kilometrów dziennie, marsz zakończy 8 stycznia.

Przypominamy, że każdy z nas może chorym dzieciom pomóc, "kupując" przynajmniej jeden kilometr marszu wyceniany na 10 złotych.
Można to zrobić przez portal www.siepomaga.pl/r/piaskiemwraka albo wpłacić pieniądze na konto Fundacji Trzeba Marzyć: PKO BP SA: 56 1020 1853 0000 9902 0096 4049.

Wideo

Materiał oryginalny: Rafał Dadej maszeruje brzegiem Bałtyku. W niedzielę odwiedzi prezydencką plażę w Juracie - Dziennik Bałtycki

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
ktoś

Nic o nim nie wiesz i piszesz takie głupoty. Nietuzinkowy z niego człowiek, i wykształcony.

B
Baribal

A Ty maszeruj, maszeruj głośno krzycz
Niech żyje nam Wołodia Ilicz
A Ty maszeruj, maszeruj głośno krzycz
Niech żyje nam Wołodia Ilicz
Jak ktos ma pusty leb i dwie nogi do pedalowania, lansiarz za dyche, bo niczego sie nie wyuczyl, bozia poskapila talentu a menda chce zablysnac jak mucha zlotym zebem.

F
Filutek

Myślę, że go "odpowiednie służby" przegonią.

Dodaj ogłoszenie