Radwańska: Mąż? Jeśli ktoś się znajdzie, to... czemu nie

Redakcja
Rozmowa z tenisistką Agnieszką Radwańską, trenerami Robertem Radwańskim i Tomaszem Wiktorowskim.

Czego dotyczyło Pani piątkowe spotkanie z minister sportu Joanną Muchą?
Agnieszka Radwańska: Głównie spraw związanych z inwestycjami w Krakowie. Moja rodzina chciałaby wybudować w mieście korty. Tyle że wciąż nie mamy gdzie.

Pani minister obiecała pomoc?
A.R.: To było dopiero pierwsze spotkanie. Wstępne rozmowy. Niemniej liczymy na pomoc. Chcielibyśmy wybudować kilka kortów z nawierzchnią typu hard, na jakiej rozgrywa się dziś 90 proc. turniejów. Na razie nie ma w Krakowie ani jednego, co trochę utrudnia nam życie.

A nie utrudnia Pani życia nagły przypływ popularności? Po zwycięstwach zainteresowanie mediów wzrosło.
A.R.: Staram się, jak mogę, choć łatwo nie jest. Nie wszyscy dziennikarze są w stanie zrozumieć, że nie wracam do Krakowa na wakacje, tylko przygotowywać się do kolejnych turniejów. Gdybym chciała przyjmować wszystkie zaproszenia do telewizji, jakie ostatnio otrzymuję, nie miałabym w ogóle czasu na treningi. To bywa męczące.

Paparazzi ganiają po mieście?
A.R.: Nie na tyle, żebym musiała łamać z ich powodu przepisy ruchu drogowego. Na szczęście aż tak nikt nie narusza mojej prywatności. Może dlatego, że mało czasu spędzam w Polsce.

"Gdybym przyjmowała wszystkie zaproszenia do telewizji, nie miałabym czasu na trenowanie"

Wszyscy są przekonani, że Pani zwycięstwo w turnieju Wielkiego Szlema to kwestia czasu. Gdyby miała Pani sama ocenić swoje szanse, to gdzie są największe?
A.R.: Wiadomo, że na każdy turniej jedzie się po zwycięstwo, ale nie jest również tajemnicą, że korty ziemne nie są moją ulubioną nawierzchnią. Wolę trawę. Dlatego raczej Wimbledon niż Roland Garros.

Na trawie będą rozgrywane również tegoroczne igrzyska olimpijskie.
A.R.: Skłamałabym, mówiąc, że nie liczę w związku z tym na sukces.

Jest Pani w tej chwili naszym najbardziej znanym sportowcem na świecie. Nikt nie zwrócił się jeszcze z propozycją, by niosła Pani w Londynie polską flagę podczas ceremonii otwarcia?
A.R.: Na razie nie, ale gdyby ktoś mi ją złożył, to oczywiście poważnie się zastanowię. To byłby dla mnie zaszczyt.

A nie boi się Pani klątwy chorążego? Ten, kto niesie polską flagę, zazwyczaj nie zdobywa medalu.
A.R.: Tenisiści bywają przesądni, ale ja akurat taka nie jestem. (śmiech) Chętnie sprawdziłabym na sobie działanie tej klątwy.

Podczas igrzysk planuje Pani grać tylko singla czy może również debla albo miksta?
A.R.: Singiel będzie najważniejszy, ale nie będę ukrywać, że marzy mi się wspólny występ z siostrą. Nie wiem tylko, czy Ula się załapie. Jeśli jej się nie uda, to pomyślę o mikście.

CZYTAJ TEŻ:
* Agnieszka Radwańska na rocznicy katastrofy smoleńskiej. "Mocno zakamuflowana"
* Najgroźniejszą rywalką może być dla Agnieszki Radwańskiej... ona sama
* Media porównują Radwańską do Hingis. I wypominają jej... słabość do zakupów w markowych butikach

Z kim?
A.R.: Dobre pytanie. (śmiech)

Wygrywała Pani w tym roku ze wszystkimi, z wyjątkiem Wiktorii Azarenki. Macie z trenerem pomysł, jak w końcu dobrać się jej do skóry?
Tomasz Wiktorowski: Mamy sposób na Azarenkę. Jesienią ubiegłego roku Agnieszka pokazała w Tokio, że potrafi ją pokonać.

Azarenka zrobiła jednak w tym czasie ogromny postęp.
A.R.: Przede wszystkim dokonał się w jej głowie. Wiktoria nie poprawiła znacząco jakiegoś elementu swojej gry. To znaczy poprawiła, ale każdy po trochu. Na tym poziomie decydują niuanse.

Robert Radwański: Podobnie jest z Agnieszką. Dużo dała jej zmiana trenera od przygotowania ogólnego, ale ogólnie gra mniej więcej tak samo jak rok czy dwa lata temu. Poprawiła serwis i inne elementy, ale przede wszystkim wydoroślała. Dziś wygrywa mecze, które kiedyś przegrywała.

To jak chcecie ograć Azarenkę?
T.W.: Mniej więcej tak samo jak Marię Szarapową w Miami.

Po Miami rozstaliście się z Borną Bikiciem. Czy ktoś dołączy w jego miejsce do sztabu szkoleniowego Radwańskich?
A.R.: Na razie wszystko zostaje po staremu. Pracujemy w trójkę.
R.R.: W czwórkę, bo przecież jeszcze jest Ula. Nie można zapominać, że ona też jest członkiem tego teamu. Wygląda na to, że znaleźliśmy złoty środek. Ja pracuję z córkami w domu, a Tomek na turniejach. Jeśli wyniki będą dobre, to taki może być układ na długi czas. Mam nadzieję, że Ula również w końcu dorośnie, bo potencjał ma na pierwszą dziesiątkę rankingu WTA. Na razie jednak wciąż walczy na korcie przede wszystkim sama ze sobą.

Myśli Pani czasem, co będzie robić po zakończeniu kariery?
A.R.: Parę lat mi jeszcze do końca zostało, ale czasem myślę.

I co dalej - zamążpójście?
A.R.: Czy pan mi coś proponuje? (śmiech)

Pytam.
A.R.: Są zawodniczki, które czekają z tym do końca kariery. Inne nie czekają. Jeżeli się ktoś znajdzie, to... czemu nie.

A jest już jakiś kandydat?
A.R.: To moja prywatna sprawa.

Pytał i notował Hubert Zdankiewicz

CZYTAJ TEŻ:
* Agnieszka Radwańska na rocznicy katastrofy smoleńskiej. "Mocno zakamuflowana"
* Najgroźniejszą rywalką może być dla Agnieszki Radwańskiej... ona sama
* Media porównują Radwańską do Hingis. I wypominają jej... słabość do zakupów w markowych butikach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie