"Raduj się żoną, niech upajają cię jej piersi"

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Polskapresse
Nie jesteś taki doskonały - rzekł mi ostatnio przyjaciel. No cóż, ja przynajmniej o doskonałość się otarłem. A że nie wszystko się udaje? Jak słyszy Jack Lemmon od zakochanego w nim mężczyzny w "Pół żartem, pól serio": "Nobody is perfect". Życie moje zatacza koło, niedoskonałe (to kwadratura koła, choćby nieumiejętność policzenia liczby pi potwierdza, że kanty być muszą!). Ale mam pewne rodzaje satysfakcji.

40 lat temu szedłem pierwszy raz na mecz międzypaństwowy, na Stadion Dziesięciolecia, na walkę z Niemcami (no, było to całkiem świeżo po wojnie, pamiętajcie!). Jako biedny dzieciak nie miałem na bilet, zabrał mnie, dosłownie za rękę, ojciec bogatszego kolegi z klasy, nazywali się Rudowscy, ten mój kolega miał trzy pokoje i sto samochodzików matchboxa, był więc niemal jak Ali Baba.

No i mnie wzięli. Pamiętam, ciotka upiekła ciasto, biszkopt ze śliwkami (żeby pamiętać menu po pół wieku, musiało to być wydarzenie!). No i dochodzimy na trybuny, siadamy, ten Rudowski (jego syn jest dziś szefem w Mercure, fajny kumpel) pyta, co ja takiego dźwigam? No to ja, że... ciasto. - Może miałeś kogoś nim poczęstować? - dopytuje ten pan. A ja: - Nie, nic ciocia nie mówiła.

No i zjadłem całą brytfankę sam, przerywając tylko na minutę, jak Gadocha walnął Szkopom bramę. Już wtedy musiałem być szowinistą - ważne było że strzelił ten z Legii, a nie Lubański z Górnika, chociaż grała Polska. No a potem nam oni walnęli trzy, no i pieszo wracaliśmy na Mokotów, mostem Poniatowskiego. Jak w środę... Kilometrami...

Bo w środę zrobiłem powtórkę z historii Warszawy. Miałem dwa bilety na mecz z Portugalią. I zachowałem się jak ten pan Rudowski przed laty. Wziąłem zwykłego dzieciaka, sąsiada, małolata, żeby popatrzył na Ronaldo, jak ja kiedyś na Beckenbauera i Müllera. Był szczęśliwy, choć gdy wracaliśmy, jak 40 lat wcześniej, pieszo, mostem Poniatowskiego w środku nocy, prawie już spał… Ale miałem nadzieję, że on to otwarcie stadionu zapamięta na całe życie. Bo to było otwarcie godne Polski. I tak pomyślałem, że nawet pan Kapler dostaje jednak zbyt niską premię. Bo cóż to jest 500 tysięcy złotych? Stadion Narodowy jest doskonały. Wiem, widziałem i Wembley, i Camp Nou, i Saint Denis - szacunek.

Pomyślałem, że pan Kapler dostaje jednak zbyt niską premię. Bo cóż to jest 500 tysięcy złotych? Stadion Narodowy jest doskonały

No, zły byłem, bo na wejściu zarekwirowali mi browar, gdy cały most oklejony był reklamami piwa. Czy my zawsze musimy być spóźnieni? No, zły byłem też wracając kilka kilometrów pieszo, w pewnym momencie nawet chciałem skoczyć przez niską barierkę do Wisły. Ale pomyślałem" płytka woda, będzie jak u Szwejka z panią Millerową - tylko nogi połamię i będzie wydatek na lekarza. A kasy brak, generalnie w świecie brak kasy i przetrwają tylko młodzi. Nie cieszcie się, przetrwają tylko bardzo młodzi. Na pewno nie Tusk z Palikotem. I Kaczyński z Komorowskim. Nie ma szans. To koniec kariery. Szukać klubu, panowie!

Do Euro sto dni. Kojarzy się z Napoleonem. Czy wiecie, że on też zaczął sny o potędze w marcu, a skończył w czerwcu? Pod Waterloo? Tak będzie i ze Smudą, przykro mi to pisać, ale są granice entuzjazmu, to znaczy Jelenia w skarpetkach kiedyś widziałem, ale nie widziałem w rękawiczkach, cienizna jak na górala z Ustronia, Krystyna z Madery bardziej była dzielna, no i nie spartoliła sam na sam ani razu… Szczęsny bardzo OK, bezbłędny, ale ten Boruc na plecach by mu się przydał. Piszczek z Polanskim mocni, Obraniak z Rybusem zero kompleksów przy najlepszych rozgrywających z Realu Madryt (trzech było), Błaszczykowski jest tak pewny siebie, jakby reklamował nie Biedronkę, a Apple czy Mercedesa, pewniak.

Generalnie mamy zespół, co nie zrobi obciachu, może trener (ale zawsze można go zmienić, Anglicy właśnie zmienili Capello, pamiętajcie), prezes też na poziomie. Dzień przed meczem spędziłem parę godzin z Latą - no więc gdyby 10 proc. Polaków, tylko 10 proc., miało takie osiągnięcia i takie poczucie humoru, wiedzę, bylibyśmy Arabią. Aha, jak siedziałem na Narodowym, to miałem lęk wysokości, strome są te trybuny bardzo. Jakieś sto metrów w górę spokojnie. Ale i zaraz skojarzenie - Jezu, w Dubaju budują stadion już nie na kilometr wysokości (10 razy większy, tylko na 1400 metrów!!!). No więc to, co my robimy, to są drobiazgi. A oni? To już głupota. Nafta skończy się za 15 lat. Ale oni tego nie wiedzą, tam jest chyba naprawdę za gorąco! Nie wiem zresztą, nawet się nie wybieram.

Ale i w Polsce przygrzewa, Lech Poznań wyrzucił właśnie trenera Bakero, bo ponoć nie ma pojęcia o taktyce. Tak się składa, że znam różnych ludzi, no i podjechał do Warszawy pan Sandro Rosell, prezydent Barcelony. No i on przyjechał na zjazd klubów, żeby ogłosić, iż mecze reprezentacji nie mają najmniejszego sensu ekonomicznego (bo kto płaci Messiemu, on czy Argentyna, no i kto będzie go leczył jak złamie nogę). No i ten Rosell jak usłyszał, że Bakero jest za słaby na Lecha (chcemy trenera, a nie żadnego Bakera!), no to mu zaproponował pracę w… Barcelonie. Doceniając jedno. To facet, który był kapitanem drużyny z Linekerem, Stoiczkowem, Koemanem, Laudrupem, Romario, Linekerem, z Cruyffem… Boże, i ci Rutkowscy z Lecha, właściciele, uważają, że lepszy będzie pan Rumak (przepraszam, jak przekręciłem nazwisko). U nas nie szanuje się nikogo i niczego. Pewnie dlatego znani jesteśmy jedynie z produkcji kartofli… I z zabijania talentów.

Oto słyszę w radiu, że artyści stracą od 1 stycznia wszelkie ulgi podatkowe, pewnie niedługo poda mi kotleta Ania Wyszkoni.
W ogóle świat wariuje, właśnie moją ulicą przemknęli świadkowie Jehowy. Mieli ciekawą taktykę (lepszą niż księża po kolędzie) mianowicie: prawą stroną dwóch facetów, lewą - dwie laski, naprawdę młode i niezłe. No więc wyszedłem i natychmiast zaprotestowałem, że ja chcę tamtą delegację. Niestety, dostałem tylko książeczkę, co... Biblia mówi o seksie!

A co mówi? To jak z tą żoną. "Moja żona tylko mówi i mówi. A co mówi? A tego... nie mówi!" Ale wracam do książeczki, tej "Strażnicy". Wyłapałem te najważniejsze rady: Achtung! Wnimanje! Rewelacja!

"Bądźcie płodni".

"Niech Ewa zacznie jeść".

"Raduj się żoną, niech zawsze upajają cię jej piersi".

Aha, przez jakiś czas Bóg dopuszcza, by człowiek miał więcej niż jedną żonę (jak Boga kocham!), Biblia pozwala też na rozwód (dzięki, Ojcze, ale nie planuję ślubu), poza tym pismo jehowitów potępia chyba Biedronia, ale wielkodusznie mu wybacza, no i jeszcze mocno rozlicza masturbantów, zwanych onanistami w innych świętych pismach - że jak ktoś szczerze zechce zerwać z tym nawykiem, Bóg da mu moc wykraczającą poza to, co normalne...

"Kompleks Portnoya" jest chyba o tym samym mniej więcej. O marnowaniu nasienia. Hi, hi, hi, hi...

Dobra, napisałem to, żeby nie było tylko o Piłce Nożnej, ale też cokolwiek o życiu. Mam nadzieję, że świadkowie zaatakują mnie ponownie, ale już zmieniając lekko skrzydła, jak tego Jelenia w składzie. Czyli dziewczyny pójdą od Dunikowskiego z prawej, a tamci faceci z lewej. Zresztą poznałem wspaniałą ich wyznawczynię, dałem jej pseudonim Metr Osiemdziesiąt, boska, chce zjadać owoce z drzewa dobrego, jak my chcemy czerpać radość z meczu wspaniałego… Ja już raczej nie zdążę, nawet moja fryzjerka zaproponowała mi wczoraj, że przefarbuje mnie na… siwo - OK, byle nie na rudo! Bo rudzi podobno fałszywi, widzieliście kiedyś rudego księdza? Ja tam nie szukam już zresztą frajdy, doskonałości, ocieram się o nią tylko, jak o metr osiemdziesiąt. Zaś koleżankom śpiewam zwykle - nazajutrz, czyli The Day After: "We both know, I'm not what you need, so goodbye, please don't cry...". Tak jak Whitney Houston, nieboszczka, ona łapała, że dobra zabawa to nie za długa zabawa. Bo nikt nie jest doskonały. I ona tę zabawę skończyła pięknie.

Ważne, by o doskonałość, tak leciutko i mięciutko, tak pachnąco i wilgotno, czasem się otrzeć.

PS Aha, sto dni Smudy i sto dni Napoleona mogą być podobne. Klęska. Po pierwsze - brak armat, jak z Portugalią na Narodowym przedwczoraj. Czyli Waterloo. Wygnanie. Śmierć.

Ale i wielbiciele, w stylu Rzeckiego (nie mylić z Zarzeckim), rozgrzeszą, zawsze. "Tak bywa, Norman" - powiedział kiedyś sir Alf Ramsey, trener mistrzów świata Anglików, obrońcy Hunterowi, gdy ten nie ograł Polaków, Tomaszewskiego, Deyny i Laty, gdy stracił najważniejszą piłkę meczu, eliminacji, życia. "Tak bywa, Norman", to znaczy że tak bywa, że wszystko się gdzieś popieprzy, tak bywa. Ale nadzieje są. Jak u tego chłopca, który tak jak ja drałował wczoraj pieszo na mecz ze mną, przez noc, mostem Poniatowskiego, żeby zobaczyć Polaków, Ronaldo, usłyszeć polski hymn i się wzruszyć. Miał tylko pecha - bo ja miałem Roberta Gadochę z Legii! I jednego gola.

I była jeszcze jedna różnica.

Jemu rodzice nie dali na drogę biszkopta ze śliwkami.

Więc nie mógł sobie, jak kiedyś ja, osłodzić rozczarowania.

Zabrakło też tego jednego gola.

Takiej jednej sekundy, którą zapamięta się na całe życie.

Paweł Zarzeczny

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wit 254
Jeszcze niedawno psioczył pan na ten stadion,obiecywał pan rewelacje,że to bubel na wodzie. Co warte jest pańskie słowo?
z
zaid
Pamietam wchodzenie za rękę z kimś na mecz,a najbardziej jak "Ferrari" strzelił bramkę , czyli do niej wjechał ,bo nie wyhamował...taka mgła była...myślę ,że ten człowiek co mnie wtedy wprowadził dobry uczynek zrobił......
mimo szarości jaka wtedy była wszechobecna te wyjazdy na Legie z górnego Mokotowa były baśniowe...
rozczuliłem się.
m
marcin
Pana felietony Panie Pawle od dłuższego czasu, bo wydają się mi ciekawe i spostrzegawcze, ale zauważyłem,że ostatnio strasznie Pan w nich pierdol...li.

Pozdrawiam,

Marcin.
e
eugenio
Panie Pawle! Wcinal Pan ciasto i nie przeczytal transparentu " Tak jest wlokniarzy wola, by Gadocha strzelil gola" Kibic z Pabianic
M
Marta
Historyjka z ciastem genialna! Hahaha
Kocham Pana sluchac w telewizji Panie Pawle. To prawda, ze Pan potrafi najlepiej w Polsce opowiadac o Pilce Noznej.
Dodaj ogłoszenie