Radosław Sikorski, czyli minister walczący o cytowania

Witold Głowacki
Radosław Sikorski od zawsze wiedział, jak żyć z mediami. Od dawna doskonali trudniejszą sztukę - wyprzedzania ich ruchów. Od niedawna próbuje zaś media wyręczać.

Byłaby strata, jeśli Wielka Brytania nie będzie się głębiej angażować w Europie. Londyn musi liczyć się z tym, że poza UE będzie gospodarczo i politycznie mniej w świecie znaczyć - ten oto cytat z wywiadu z Radosławem Sikorskim dla "Timesa" obiegł wczoraj krajowe media.

Wydźwięk tej wypowiedzi zdaje się jasny, zwłaszcza dla kogoś, kto chciałby podleczyć narodowe kompleksy - oto szef polskiego MSZ pokazuje premierowi Davidowi Cameronowi, gdzie jego miejsce, grożąc wręcz Wielkiej Brytanii izolacją i zejściem na drugi plan w Europie. Wszystko oczywiście w kontekście negocjacji budżetowych Unii, gdzie "walczymy o nasze 300 mld".

W rzeczywistości to tylko jeden z fragmentów dłuższej rozmowy, która ukazała się w brytyjskiej gazecie. Znajdziemy w niej także znacznie bardziej koncyliacyjne tony. "Europa została odbudowana po części dzięki planowi Marshalla, my przez Jałtę nie mogliśmy z niego skorzystać. Europejskie fundusze spójności to nasz plan Marshalla, by dogonić Europę" - mówi w niej m.in. Sikorski, tłumacząc naszą - uważaną w Wielkiej Brytanii za skrajnie roszczeniową i egoistyczną - postawę w kwestii unijnego budżetu.

Polskie media oczywiście jak zawsze wychwytują z takiej rozmowy to, co brzmi najmocniej i najbardziej błyskotliwie - w tym wypadku właśnie to jedno zdanie. Ale Radosław Sikorski zapewne na to spłycenie przez portale i telewizje własnych tez się nie obrazi. Wychodzi przecież dzięki niemu na twardego gracza, jednego z głównych europejskich rozgrywających.

Sam zaś od dawna gra z tabloidyzującymi się mediami we własną grę. Już w pierwszych miesiącach swego ministrowania zaczął doskonalić styl przekazu, który dziś doprowadził do perfekcji. Jest pierwszym polskim politykiem, który niemal w pełni panuje nad tym, jak - a nawet kiedy - przedstawiają go media.

Więcej, Sikorski coraz częściej tradycyjnie rozumiane media po prostu omija, zwłaszcza gdy chce przekazać wyborcom niespecjalnie skomplikowane komunikaty. W ostatnich miesiącach zaczął zaś media także wyręczać.

Do omijania mediów służy Sikorskiemu przede wszystkim Twitter. Szef MSZ dawno zrozumiał, że czasem nie trzeba sięgać po narzędzia takie jak konferencja prasowa ani czekać na wizytę w radiu czy telewizji.

Sikorski wie, jak potężna może być siła rażenia nawet pojedynczego wpisu na mikroblogu. Zwłaszcza dziś - gdy już 75 tysięcy followersów (rekordowa liczba w świecie polskiej polityki) czyta tweety szefa MSZ.

Ten zaś publikuje je w ściśle odmierzonych dawkach. Przypomina o sobie w zasadzie codziennie, czasem nawet wiele razy w ciągu dnia, nie przekracza jednak granic umiaru - przynajmniej jeśli chodzi o częstotliwość tweetowania.

Z treścią tweetów ministra bywa jednak różnie. W ostatnich tygodniach spore kontrowersje w nieprzychylnych ministrowi kręgach wywołał tweet o treści: "Intuicja podpowiada mi, że min. Budzanowski wkrótce będzie miał ważne wiadomości ws. cen gazu dla Polski".
Sikorskiemu zarzucano ujawnienie informacji poufnej - bo następnego dnia akcje PGNiG poszły ostro w górę po podpisaniu porozumienia z Gazpromem obniżającego ceny rosyjskiego gazu dla Polski. Ten zarzut szybko obaliła jednak Komisja Nadzoru Finansowego.

Mniej szczęśliwie poszło jednak z tweetem, w którym minister polecał tylko tekst, który wpadł mu w oko. Problem w tym, że Sikorski zatweetował w dniu pogrzebu b. prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, na którym nie pojawił się nikt spośród najwyższych polskich oficjeli - w tym sam szef MSZ.

Tego rodzaju tweetowe wpadki nie wpadki Sikorskiego wywołują za każdym razem burzę w szklance wody. Zawsze też kończą się co najmniej nagłówkami na portalach w stylu "Szef MSZ na Twitterze", często też jednak materiałami w prasie. Odpowiednio soczysty lub kontrowersyjny tweet gwarantuje też natychmiastowe zaproszenie do najpopularniejszych programów telewizyjnych. W ten to sposób - posługując się wyłącznie mikroblogiem - minister może już określać, kiedy, w jakiej skali i w jakim charakterze wkroczy do mediów.

Czasem jednak media zdaniem ministra nie dają rady. Dlatego Radosław Sikorski wymyślił sposób, jak je w niektórych kwestiach wyręczać. Właśnie tym, że media rezygnują z przyczyn ekonomicznych na potęgę z korespondentów zagranicznych - co jest niestety faktem - tłumaczył Sikorski przed sejmową Komisją Spraw Zagranicznych motywy utworzenia działu blogowego na oficjalnej stronie MSZ. Blogują tam m.in. dyrektor generalny MSZ i kilku dyplomatów. Posłowie PiS wyłapali na przykład ich wpisy, w których krytykowali władze krajów, w których przebywają. Tłumaczenie ministra stawia zaś dyplomatów w roli niemal dokładnie powielającej tę przypisaną dotąd dziennikarzom. I to zupełnie wprost - bo przecież można by przyjąć znacznie łatwiejszą do obrony linię porównań nie z korespondentami zagranicznymi redakcji, lecz na przykład z analitykami zajmujących się polityką zagraniczną renomowanych think tanków (zwłaszcza że często korzystają one z wiedzy i doświadczenia aktywnych wciąż dyplomatów).

Blogi MSZ to wciąż niszowa nowość. Za sprawą aktywności Radosława Sikorskiego w nowych mediach i jej pośrednich skutków Ministerstwo Spraw Zagranicznych i jego szef na serio już jednak biorą udział w konkurencji, w której startowały do tej pory tylko media - w ważnym dla wielu redakcji wyścigu na cytowania. I dają radę. Posłowie Platformy chętnie szydzą sobie z tego, że resort zatrudnia ponoć do badania cytowań nie tylko pracowników biura prasowego, ale także dwie zewnętrzne firmy. Na stronach MSZ szybko pojawiają się zaś linki do ważniejszych dla ministra i resortu publikacji.

Ten rodzaj rozumienia sposobu myślenia redakcji i antycypowania ich posunięć jest mimo wszystko nowością w polskiej polityce. Bo to Sikorski okazał się najsprawniejszym graczem spośród polskich polityków w świecie nowych mediów. Na tyle sprawnym, że jako pierwszy potrafi naprawdę sprawić, że media tradycyjne tańczą dokładnie tak, jak on zagra.

Na tym tle kwestią wręcz drugorzędną stają się legendy o bardziej tradycyjnych metodach pozyskiwania przychylności mediów przez ministra. Na mniej więcej tydzień przed trotylową wpadką "Rzeczpospolitej" jej naczelny wprost opowiadał, że MSZ naciskało, by wstrzymać lub złagodzić wymowę publikacji o wysłaniu przez resort PIT-ów do białoruskich opozycjonistów.
- Niewiarygodna była presja, jaką MSZ usiłował wywrzeć na "Rz", żeby tego nie publikować - mówił Tomasz Wróblewski. - Gdyby to był jeden telefon, propozycja wyjaśnienia, stanowiska... Ale wydzwanianie do redaktora prowadzącego, potem do kierownika działu zagranicznego, a potem do kolejnych redaktorów i namowy do powstrzymania publikacji - to co innego - rozwijał ten wątek nieco później Wróblewski. - Cała sprawa nie świadczy o "niewiarygodnej presji" MSZ na redakcję "Rz", a raczej o nieprzyzwyczajeniu redakcji, że praca dziennikarzy, zwłaszcza gdy jest nieodpowiedzialna, może być oceniana i krytykowana - oświadczył potem Marcin Bosacki, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, były dziennikarz "Gazety Wyborczej".
W dziennikarskim światku z kolei spore poruszenie wywołało w ostatnich dniach określenie przez "Politykę" jednego z wicenaczelnych "Rzeczpospolitej" mianem dobrego znajomego Radosława Sikorskiego. Chodzi o tego samego wicenaczelnego, który pozostał na stanowisku po publikacji słynnego materiału o "trotylu na wraku tupolewa", a według "Polityki" w tym tekście "maczał palce, a potem jeszcze podgrzewał go medialnymi wypowiedziami".

Radosław Sikorski zachował się natomiast tak, jakby chciał zasugerować, że coś jest na rzeczy. - Andrzej Seremet apelował do naczelnego "Rz", żeby się wstrzymał z publikacją. Tak samo jak rzecznik MSZ. Nie posłuchał, mówił o naciskach i skończyło się, jak się skończyło. Czasami lepiej posłuchać dobrych rad - w tym specyficznym stylu podsumował Sikorski obie historie już po trotylowej wpadce "Rz" i jej finale.

Czy jednak takie dobre rady -- zrównujące przecież świetny materiał o PIT-ach dla Białorusinów z trotylową wpadką - pod adresem mediów muszą jeszcze w ogóle padać z ust ministra, który swego czasu za pomocą jednego tweeta o braku polskiej telewizji w niemieckim hotelu wywołał - serio - temat dnia w kilku telewizjach i na portalach internetowych? I który, gdyby tylko zapragnął, mógłby coś takiego powtórzyć? Na szczęście zapewne tak.

Bo "te dobre rady" pokazują, że minister jednak nie w pełni zapanował nad mediami. Odnoszą się do sytuacji, w których polityk wciąż jeszcze nie może tradycyjnych mediów ominąć ani wyręczyć. Sytuacji, w których to nie on przychodzi do nich we własnym interesie, lecz one do niego - na ogół mimo wszystko jednak raczej w interesie obywateli i demokracji niż własnym. To czasem dla polityka bywa przykre, lecz dla dobra obywateli konieczne.

Bez tego zaś relacje państwo - obywatel zamienią się w końcu we wspierany technologią, absolutnie jednokierunkowy strumień świadomości polityków.

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
AMBER GOLD
trzeba patrzeć na tytuł i zaplecze które za nim stoi oraz na nazwisko - jesli jest przedruk z Polskiej prasy to niestety trzeba barć poprawkę na źródło ! ja pokazując tą informacje chciałem raczej zwrócić uwagę na to ze pewne tematy w Polskiej prasie w zwłaszcza powiązanej z ekipa rządową są w Polsce unikane jak ognia -- przykład MANIFESTACJE W EUROPIE ! przeszła ich wielka fala ale u nas nie było zbyt wiele informacji ! POZDRAWIAM polo !!
p
piccolo
1. Order Orła Białego:
Norman Davies, Jerzy Buzek, Adam Strzembosz

2. Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski:
Jan Kobuszewski, Edward Pałłasz, Wiesław Myśliwski, Janusz Odrowąż-Pieniążek, Wanda Półtawska, Stanisław Zagórski

3. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski:
Wanda Chotomska, Kazimierz Czaplicki, Maria Dąbska, Leszek Dobrzański, Czesław Janicki, Zygmunt Konieczny, Joanna Kulma

4. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski:
Marek Chimiak, o. Jan Golonka, Piotr Kaczkowski, Stanisław Lewandowski, Agnieszka Morawińska, Jan Podgórski, Maciej Popowski, Jerzy Szczepanik-Dzikowski

5. Krzyż Oficerski Order Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej:
Anne Applebaum-Sikorska

6. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski:
Jerzy Illg

7. Krzyż Kawalerski Orderu Krzyża Wojskowego:
ppor. Paweł Baron, st. szer. Jarosław Latała, st. szer. Marcin Pikula

Zatem, tak przypatrując się tej liście, można by śmiało wydać też taki concise comments: Ileż to trzeba mieć w sobie próżności i typowego tupetu, tudzież pełnej niefrasobliwości, ażeby tak nadstawiać klatę po nienależne ordery. Takie właśnie uczucie powinno mieć wielu odznaczonych A.D. 2012!
w
waldi
a to zwykly DUPEK,karierowicz,slugus czosnkowych.
M
Marek
Pan minister ma bardzo madra zone sam nie dorasta jej do piet
p
polo
Marzy mu się rola "wielkiego męża stanu" którym nigdy nie będzie.
Pręży wątłe muskuły, kiwa groźnie palcem w bucie i to wszystko.
Nawet władze Białorusi śmieją mu się w twarz.
Szkoda czasu....
p
polo
Nie wszystko jest takie proste.
Często bywa tak, że informacje na zachodnich portalach pojawiają się po
uprzednim tłumaczeniu informacji z "największych polskich dzienników opiniotwórczych" typu G..o Wyborcze, czy z Lisiego tygodnika.
Umiejętność oddzielania ziaren od plew, jest bardzo przydana.
l
lolo
nadęty BUFON i tyle w temacie
A
AMBER GOLD
Właśnie na tym polega problem polskich mediów, zostały opanowane przez partie, wiadomości w większości tylko partyjne. Już drugi dzień wisi informacja że PSL ma nowego przewodniczącego. Wiadomości ze świata to w stylu "autobus z Polski rozbił się tu i tu". Niedawno były wywiady z Maxem Kolanko i jasno powiedział że jedyne sensowne wiadomości ze świata jakie przeczytał to w samolocie gdy wziął amerykańską gazetę do ręki. Ja czytam wiadomości z zachodnich portali bo tutaj jest jakaś blokada informacyjna na wiadomości ze świata na wszystkich portalach. A potem dziwią się że Polacy nie mają o niczym pojęcia bo żeby mieć pojęcie na jakiś temat w Polsce to trzeba mocno się tym interesować. Partie zajmują się produkcją lemingów
bo ciemnym tłumem łatwiej się steruje i dotyczy to wszystkich partii. Ludzie w Polsce mają "bana" na informacje.
:)
z naciskiem na MINI
A
ALA
ALE WIEKSZOSC JEGO UMIEJETNOSCI POSIADL
Dodaj ogłoszenie