Pussy Riot, czyli będzie ostrzej

Paweł Zarzeczny
Udostępnij:
Nie wiem dlaczego, ale od jakiegoś czasu dopada mnie GRU - to jakieś tajne rosyjskie służby. Wystarczy, że człowiek przysiądzie sobie na chwilę na przykład na placu Szembeka, a już dosiada się agent.

No i miałem wykład, wszechstronny i intrygujący. O tym, że te Pussy Riot, te dziewczęta, co śpiewały w cerkwi o Putinie, żeby spadał razem z Bogurodzicą na drzewo, pójdą do łagru posiedzieć... Na półtora... I że słusznie. No i ten człowiek, moskwiczanin, przedstawił się dowcipnie jako Sylwester Stallonowicz, zrobił mi wykład. Że te panienki skazane na kolonię karną to bananowa młodzież mocno wspierana przez wpływowych rodziców. I że tam będą miały wakacje właściwie, a wyjdą w grudniu. I nie ma o kim gadać... Nie wiem, czy to wysłannik GRU, czy nie, ale zgadzamy się od razu niemal, że taki wyrok jest zbyt niski, radykalnie niski, coś jak z Julią Tymoszenko. I że społeczeństwa zagrożone głupotą muszą stawiać bariery. I Rosja właśnie je postawiła.

Ale tak delikatnie przywalono tym pannom, coś jak klaps w pośladek. Otóż w Rosji można karę odbywać na setki sposobów. Kolonii karnych są trzy rodzaje. Pierwsza - koło Moskwy, z której można sobie nawet wychodzić na weekendy, na dyskoteki... Druga - nieco dalej, gdzie się nie wychodzi, ale można mieć własny pokój na wzór sanatorium Breivika w Norwegii i robić zakupy w sklepie, dobrze zaopatrzonym, mieć telewizor, lodówkę i nawet żywego misia metr osiemdziesiąt albo wibrator... I trzeci poziom - z rygorem. One takiego nie dostały. I wyjdą w grudniu.

Ten nowy znajomy mówi, że są u nich więzienia takie, skąd nie wychodzi się nawet przed wyrokiem, ludzie umierają przed jego ogłoszeniem, po trzech, czterech latach gruźlicy, zapaleniu wątroby, z potrójnego przeludnienia celi, na AIDS... Zbuntowanym Cipkom to nie grozi. One skazane zostały na takie przedłużone wakacje, dostały szansę zrozumienia własnych wygłupów w sumie bezboleśnie. Bo jakby pośpiewały w meczecie - rodzice by nie pomogli... Już by nie żyły. Obserwując, jak wielu ludzi tak zwanego Zachodu wspiera Zbuntowane Cipki, jestem w lekkim szoku. Zbuntowane Cipki to - zachowując ich nazewnictwo - powód raczej, by posłać te panny do lekarza.

Cieszę się, że Rosja nie daje sobie robić wygłupów z Cerkwi (gdy my pozwalamy Palikotowi szydzić z Kościoła i z wiary naszych rodziców)

Jest dla mnie zastanawiające, że kraje Wschodu pokazują, czym winna być sprawiedliwość - rygorem nieuchronnym. Na Ukrainie Tymoszenko siedzi i dobrze - jak mój znajomy nowy z GRU mówi - skoro taka uczciwa, to skąd miała milion dolarów na wesele córki? Megakorupcja. Na Białorusi siedzą ci, co z latania samolotami zrobili sobie zabawę z misiami. W Moskwie nie ma przebaczenia dla zwariowanych dzieci. I nie ma wybaczenia dla wrogów Kościoła.

Nie bardzo rozumiem, czemu za Zbuntowanymi Cipkami wstawiał się, czynnie i słownie, Garri Kasparow, mój ulubiony mistrz szachowy i wieczny już kandydat na prezydenta Federacji Rosyjskiej. Czy człowiek tak mądry nie widzi niestosowności w samej nazwie jego idolek - Zbuntowane Cipki czy jak im tam... I chce być prezydentem, obrażając Cerkiew - zgłupiał niestety od tych meczów z komputerem...
Cieszę się, że Rosja nie daje sobie robić wygłupów z Cerkwi (gdy my pozwalamy Palikotowi szydzić z Kościoła i z wiary naszych rodziców). Mimo że Cerkiew jest w Rosji już bardziej symboliczna, szamaństwo większe ma tam znaczenie. Aha, ten mój nowy przyjaciel z GRU opowiadał co nieco o szamanach z Jakucji, którzy... trudnią się szmuglem diamentów do... Tybetu. Ale po kiego diamenty w Tybecie - pytam, a on odpowiada - bo oni szmuglują diamenty do... Jakucji! Ale po co, pytam, ta wymiana kontynentalna, a odpowiedź jest zaskakująca. W Jakucji wydobywa się diamenty czyste, takie których po oszlifowaniu nie widać w dzbanku wody, tak przezroczyste. A w Tybecie są brudne. No więc Rosjanie mają kamienie, które na wagę się zgadzają, na karaty, w kasie państwowej też, a pieniądze znikają. To są według tego znajomego ważne sprawy dla Rosji, totalne złodziejstwo, a nie piosenki w Cerkwi.

Albo handel kawiorem, którego paradoksalnie w Rosji od 80 lat nie ma. To znaczy od czasu postawienia tam na Wołdze, co przeszkodziło jesiotrom i biełudze w wędrówkach w górę rzeki po tarło... Bierze się te metrowe rybki genetycznie zmodyfikowane i wyciska jak pastę do zębów, z ikry, z kawioru, który kawiorem nie jest...

No więc w Rosji lipny są kawior, diamenty i życie...

Bo znajomy wali z grubej rury - cała Syberia, najbogatsza część kraju (u nich odwrotnie niż w Polsce - Wschód bogaty, Zachód ubożuchny), otóż cała Syberia jest totalnie znarkotyzowana. Czym? Heroiną. A skąd tam we wiecznych mrozach biały proszek? Ano z... - uwaga - Afganistanu. Kopalni najtańszego i najczystszego surowca. Ponoć - według tego kumpla z GRU - dlatego tak walczą o ten kawałek ziemi Amerykanie.

Podobno znaczna część ich armii z heroiną made by Afganistan się zetknęła na zawsze. Ciekawe, czy od heroiny wolne jest polskie wojsko i czy ktoś to bada...

No i tak sobie gadaliśmy z tawariszczem. Ja mogłem być taki jak on, szpion, ale... zabrakło mi wyobraźni.

Mianowicie na pierwszym roku studiów politycznych na uniwerku zostałem wytypowany na studia w MGIMO - to taka elitarna szkoła dla dyplomatów. Warunki były dwa: średnia po pierwszym roku 4 i pochodzenie robotnicze - oba spełniałem. Ale mimo zachęty podziękowałem, oczywiście z głupoty i braku wyobraźni. Bo były dyplomatycznie do obsadzenia trzy kierunki językowe: japoński (uznałem, że zajmą ten dział synowie i córy pierwszych sekretarzy robotniczych), język chiński (był to w latach 80. najbiedniejszy kraj świata i musiałbym być wizjonerem, żeby tam się pchać dobrowolnie). I... język pasztuński. Jak pamiętam, to był dialekt afgański, zaraz po moskiewskim najeździe w 1980 r. Więc zrezygnowałem, nie widziałem w tak peryferyjnych narzeczach przyszłości. Czy żałuję? Kolega z GRU mówi: dziś po tym MGIMO to leżałbyś sobie na kanapie i odprawiał delegacje, chińskie, japońskie, afgańskie, i pił koniak z ministrem Ławrowem, z Putinem, z prezydentami wszystkich poradzieckich republik...
Ha, czasem żałuję, bo rozumiem rosyjską duszę, nie taką tych Zbuntowanych Cipek, tylko świat czaju, książek, kawioru, wódki i bezkresu, jazdy pociągiem przez dwa tygodnie.

Z zazdrością patrzyłem ostatnio na niebieski trolejbus krążący po Moskwie - śladami Bułhakowa i Wysockiego, Okudżawy, a nie śladami jakichś tam Cipek - nazwijmy rzecz po imieniu, najprawdopodobniej idiotek. Takich jak te panny z ukraińskiego Femenu, to te roznegliżowane pasztety ścinające piłą mechaniczną krzyż z Chrystusem dla poklasku równych sobie poziomem kretynów z Zachodu.

Bardzo mnie cieszy, że kraina Putina nie pozwala robić sobie żartów z tego, co dla niej i dla mnie cenne.

Choć przecież wszystkie kobiety mają Cipki - to nie są zbuntowane. Bo Cipki nie są dane przez Naturę dla okazywania złości, tylko dla radości.

Dla mnie te półtora roku kolonii karnej za znieważenie świątyni to wyrok zbyt łagodny, by był przestrogą dla kogokolwiek. Ale - uprzedza przyjaciel nowy - będzie surowiej.

Co ogłaszam. On zresztą tylko po to się przysiadł do stolika.

Kliknij, aby czytać pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jacek
Bardzo mi sie podobał ten felieton, jestem tego samego zdania o tych panienkach. Myślę, że nazwa tej grupy powinna była być od razu podawana w polskim tłumaczeniu, wtedy być może do odbiorców dotarłby cały bezsens ich "występu".
m
marsik
Czy wygłupy w kościele ,cerkwi czy gdzie indziej mają byc karane więzieniem. Przecież to jest metoda barbarzyńców.
Dodaj ogłoszenie