18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Publikacja IPN to akt oskarżenia

prof. Andrzej Friszke
Publikacja IPN to akt oskarżenia wobec Wałęsy, w którym wszystkie wątpliwości są rozstrzygane na jego niekorzyść.

Z prof. Andrzejem Friszke rozmawia Monika Libicka

Czy z książki "SB a Lech Wałęsa" możemy wyczytać, że jej bohater był agentem bezpieki?
Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Ludzie takiej oczekują, ale aby ocenić postawę Wałęsy, trzeba wziąć pod uwagę bardzo wiele czynników.

W książce opublikowano wiele dokumentów z czasów PRL. Czy one przybliżają nas do prawdy o tamtych latach?
Częściowo. Problem w tym, że za mało jest w niej odniesień do tła, realiów, warunków, które stanowiły o charakterze tamtej epoki.

Brak takich informacji rzutuje na ocenę zachowania Lecha Wałęsy?

Tak. Konieczne jest opisanie dochodzenia Wałęsy do wielkiej roli, jaką odegrał w czasie wydarzeń Sierpnia ?80 i w Solidarności, a nad tymi tematami autorzy prześlizgują się pobieżnie albo cytują tylko jego zażartych wrogów, takich jak Krzysztof Wyszkowski. Nie ma próby przedstawienia opinii innych osób, bardziej Wałęsie przychylnych. Niektóre rozdziały opierają się na jednej relacji i notatkach esbeckich. Nie mówię, że one są z gruntu fałszywe, ale brak im kontekstu.

To znaczy?
Wyjaśnię to na przykładzie rejestracji Wałęsy przez SB jako współpracownika w grudniu 1970 r. Książka nie opisuje okoliczności zatrzymania go i atmosfery, jaka wtedy panowała. Aresztowano go dwa dni po masakrze w Gdyni, kiedy niesiono zabitego Janka Wiśniewskiego przez całe miasto. To był makabryczny tydzień represji i terroru, bicia robotników, aresztowań. Okropne dni, które wspominamy do dziś. Nikt wtedy nie myślał, że kiedyś czeka nas wolna Polska. W Gdańsku rządziły milicja i bezpieka, ginęli ludzie. W takiej atmosferze Wałęsa trafił do aresztu, po donosie inżyniera ze stoczni, który stwierdził, że jest on jednym z przywódców rewolty. Na sto procent możemy założyć, że na przesłuchaniu grożono mu więzieniem.

Ta sytuacja mogła utrudnić odmowę jakichkolwiek rozmów?

Oczywiście, ale dla autorów książki to jest mało istotne.

Teoretycznie taka rejestracja powinna być potwierdzona podpisanym zobowiązaniem TW Bolka, ale takiego dokumentu nie ma. Co więcej, nie ma go w wykazach dokumentów, które zaginęły w 1992 r. Czy jest możliwe, że takiego zobowiązania nie było?
Myślę, że tak. W roku 1978 szeregowy Marek Aftyka napisał notatkę z akt archiwalnych dotyczących TW ps. Bolek i takiego zobowiązania nie odnotował. Autorzy książki wywodzą, że nie zawsze pobierano takie deklaracje od osób werbowanych. Mają rację, ale na ogół dotyczyło to przypadków księży, intelektualistów i osób eksponowanych. Esbecy nie przedkładali im zobowiązania do współpracy w obawie, że ich spłoszą i skończą się rozmowy często uważane przez osoby przesłuchiwane za rodzaj gry.

Wałęsa jednak nie pasuje do żadnej z tych kategorii. Był wtedy prostym robotnikiem.
No właśnie, i był na niego hak w postaci donosu. Czemu nie mieli próbować go nacisnąć? Oczekiwałbym, że autorzy przejrzą akta 70 innych zarejestrowanych wówczas współpracowników i pokażą ten przypadek na szerszym tle. Sprawdzą, czy takie zobowiązania wtedy brano?

Autorzy to badają?
Nie. Nie przedstawiają też analizy tego, jak zmieniała się częstotliwość spotkań "Bolka". A to ma znaczenie. Z 1971 r. są cztery doniesienia, które można uznać za szkodzące innym ludziom. Ale w 1972 r. te kontakty były rzadsze, w 1973 roku tylko dwa, a w 1974 jedno pod koniec roku. Wiadomo, że jeśli esbekom urywał się kontakt, odbywały się spotkania dyscyplinujące mające przywołać "współpracownika" do porządku, zastraszyć, zmusić. Logika tych dat pokazuje, że o to chodziło. W 1974 r. ostatnia próba zakończyła się niepowodzeniem. Szeregowy Aftyka pisał o tym, że w ostatnich latach tych kontaktów Wałęsa zachowywał się niestosownie, krytykował władze, buntował innych robotników.

Czy ten niepokorny Wałęsa jest w książce obecny?
Właśnie nie. Te dokumenty są zacytowane, tyle że nie są poddane żadnej analizie. To autorów właściwie nie interesuje. Wręcz przeciwnie - przesuwają akcent na to, że to esbekom przestało zależeć na takich jak "Bolek".

"Nie dysponujemy wiedzą na temat ewentualnych dalszych rozmów" - piszą autorzy książki, po tym jak Lech Wałęsa stanowczo odmówił współpracy.
To zdanie pokazuje stosowaną tu metodologię podejrzliwości: jeśli o czymś nie wiemy, to nie dlatego, że tego nie było, ale dlatego, że jeszcze się nie dowiedzieliśmy. Jeśli ktoś wygląda na czystego i przyzwoitego, to pewnie dlatego, że jeszcze nie wiemy o jego grzechach. Bo na pewno je ma.

Mówi Pan, że ta książka to akt oskarżenia. Dlaczego?
Wszelkie wątpliwości przemawiające na niekorzyść Wałęsy są przyjmowane bez wahania, a tam gdzie pojawiają się jakieś sytuacje czy ślady w dokumentach, które mogłyby być elementem obrony Wałęsy, autorzy je pomijają lub się po nich prześlizgują. Nie ma próby wczucia się w jego sytuację. Poza tym przypadek Wałęsy jest szczególny.

Co ma Pan na myśli?

Zachowały się dokumenty o podjęciu w stanie wojennym akcji fałszowania dokumentów w celu ich wykorzystania do skompromitowania Wałęsy w kraju i za granicą. Do Norwegii wywiad PRL przekazał spreparowane materiały, które miały ukazać Wałęsę jako agenta i zablokować przyznanie mu Pokojowej Nagrody Nobla. Do kilku środowisk zdelegalizowanej Solidarności przekazano pakiety "dokumentów", by - jak stwierdzała bezpieka - doprowadzić do sądu nad Wałęsą.

Czy w swoich studiach nad tamtą epoką spotkał się Pan już z tak szeroko zakrojonymi działaniami SB pozorującymi czyjąś współpracę?
Nie, to były działania bezprecedensowe. W tej skali nie podejmowano próby skompromitowania żadnej postaci. Nie wiemy dokładnie, co wtedy sfałszowano, ale bez wątpienia wiemy, że fałszowano dobrze. Pisze o tym w swojej notatce w roku 1985 major Styliński. Mówi, że użyto najlepszego specjalisty od podrabiania pisma ręcznego, jakim dysponowało MSW. Nie wykluczam, że część użytych w 1982 r. przeciw Wałęsie dokumentów jest autentyczna, ale na ogół SB nie podrzucało swoich oryginałów i jeśli te dokumenty są autentyczne to sprawa jest wyjątkowa. Od autorów książki oczekiwałbym solidnej analizy tej sytuacji.

Tymczasem?
Odrzucają te wątpliwości lekceważąco, kwitując je paroma zdaniami, że dokumenty były autentyczne.

Począwszy od 1976 r. Wałęsa był kilkakrotnie aresztowany, usuwany z pracy, opisywany przez SB jako opozycjonista. Czy takie argumenty są przez historyków ważone, gdy na szali kładą oskarżenia o czerpanie profitów ze współpracy?
Autorzy sugerują, że Wałęsa dostawał pieniądze, choć dowody na to są bardzo mizerne, i że najważniejszym profitem było mieszkanie. Ale na to przedstawiają tylko domniemania. Był robotnikiem spoza Gdańska, miał rodzinę, dzieci i z przyczyn formalnych i socjalnych to mieszkanie mogło mu się należeć.

A gdzie mieszkał wcześniej?
Nikt nie wyjaśnia. Jeśli ktoś pisze 700 stron na ten temat, mógłby pokusić się o sprawdzenie, gdzie mieszkał w roku 1970, zanim dostał to mieszkanie.

Czy w książce są dowody na to, że Wałęsa jako przywódca Solidarności był przez SB szantażowany?
Nie ma żadnych. Znam wiele notatek SB o Wałęsie i nigdy nie czytałem sugestii, że są kompromitujące materiały, do których można by sięgnąć na wypadek, gdy Wałęsa będzie rozrabiał, demonstrował, spotykał się z podziemiem.

Dlaczego zatem ta teza krąży przy okazji publikacji?
Ona nie pada tam wprost, ale w tym duchu opisywana jest relacja między Wałęsą i SB. Nie rozumiem jednak, dlaczego dla jej zweryfikowania nie zanalizowano wielu ważnych momentów, które ważyły o historii Polski, w których Wałęsa musiał podejmować istotne decyzje. Na przykład okresu tuż przed stanem wojennym, przebiegu internowania w Arłamowie, końca lat 80. czy czasów Okrągłego Stołu. To są węzłowe momenty, w których elementy szantażu mogły być wykorzystane, gdyby się dało. Tych wątków nie ma, bo chyba nic takiego nie miało miejsca. Ale nie ma też opisu innych szykan, które go dotykały.

Jakich?
Wałęsa był inwigilowany, rozwijano wokół niego sieć dezinformacji, MSW wydawało instrukcje, by go izolować od warszawskich doradców, np. Geremka. W ramach takich operacji tworzono kompromitujące materiały, które na przykład podrzucano biskupom, by wywołać niechęć Kościoła.

Zastanawiał się Pan, czytając tę książkę, nad tym, dlaczego Lech Wałęsa miał taki problem z wyjaśnieniem tego epizodu swojej historii?
Książka jest zła, ale zawiera dokumenty, które mogą nasuwać wnioski wskazujące na jakąś formę współpracy na początku lat 70., ale tylko wtedy. W życiu Wałęsy mogły być sytuacje trudne i niejednoznaczne, do których niełatwo się przyznać. Niestety, nie dawano mu nigdy szansy, żeby przyznał, że coś źle zrobił. Każdy ślad jakiegoś jego niestosownego zachowania byłby natychmiast wykorzystany przeciw niemu w sposób niezwykle radykalny. Ta książka też jest tego dowodem.

Jednak jego przeciwnicy mówią, że gdyby przyznał się kiedyś, nie byłoby dziś problemu z jego przeszłością.
Gdyby to zrobił, Antoni Macierewicz z Jarosławem Kaczyńskim by go ukamienowali.

Bo Wałęsa powinien wykazać się heroizmem i z esbekami w ogóle nie rozmawiać?
Rzecz w tym, że on się wykazał i niezłomnością, i heroizmem. Po pierwszych doświadczeniach odmówił współpracy, choć wtedy nie był znany i przed represjami nie chronił go żaden immunitet. W latach poprzedzających powstanie Solidarności jedyna ochrona, jaką mogli mu dać przyjaciele, to jakiś zasiłek pieniężny, by przeżył jako bezrobotny do pierwszego. Mogli też zawiadomić Wolną Europę, gdyby go bezpieka pobiła lub zatrzymała.

To nie za wiele.
Mimo tego był jednym z czołowych działaczy Stoczni Gdańskiej, którzy się buntowali, dał swoje nazwisko, wszedł formalnie do komitetu Wolnych Związków Zawodowych, czyli maleńkiej, 20-osobowej, grupy ludzi. Był jedną z najważniejszych postaci podczas demonstracji Grudnia ?79. To było wyzwanie rzucone całemu państwu, bezpiece, przypomnienie krwawej masakry sprzed 9 lat. Wałęsa mówił wtedy o potrzebie wzniesienia pomnika i oczywiście został aresztowany, zatrzymany, wyrzucony z kolejnej pracy. Podejmował te heroiczne działania jako samotnik. O tym trzeba pamiętać, ale to nie zajmuje większej uwagi autorów książki wydanej przez IPN.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie