PSL przed kongresem. Czy szykuje się zmiana pokoleniowa?

Dorota Kowalska
Poseł Eugeniusz Kłopotek mówi, że relacje z koalicjantem są na razie dobre
Poseł Eugeniusz Kłopotek mówi, że relacje z koalicjantem są na razie dobre fot.bartek syta
O tym, czy PSL potrzebna jest zmiana pokoleniowa, jak układają się relacje w koalicji, kto jest jej największym szkodnikiem i czemu nie znamy jeszcze całej prawdy o Smoleńsku - mówi Eugeniusz Kłopotek, poseł PSL, w rozmowie z Dorotą Kowalską

Jakie nastroje przed kongresem Polskiego Stronnictwa Ludowego?
Zróżnicowane.

A mógłby Pan rozwinąć tę myśl?
Przede wszystkim wewnętrznie każdy z nas rozgrywa scenariusz tego kongresu, zwłaszcza wybór prezesa. Wiemy już chyba na 100 proc., że będzie dwóch kandydatów, być może jeszcze ktoś się pojawi, na razie nie wiadomo. Wiemy też, że owi kandydaci proponują różne koncepcje rozwoju naszej partii. No i rodzi się pytanie, patrząc na naszą aktualną sytuację, myślę tu o sytuacji w PSL, czy już czas na zmiany, czy jeszcze nie.

Jaki scenariusz roztacza poseł Eugeniusz Kłopotek?
Wciąż się zastanawiam, co byłoby lepsze. Już od dłuższego czasu mówiłem, że przyjdzie czas na zmianę pokoleniową w Polskim Stronnictwie Ludowym. Jest tylko pytanie, czy ten czas właśnie nadszedł, czy trzeba poczekać jeszcze cztery lata. Tyle tylko, że teraz sytuacja jest o tyle dobra, że mamy do najbliższych wyborów dwa lata. W związku z tym, jeśli kongres zdecydowałby się dzisiaj na zmiany, to można spokojnie dwa lata przygotowywać się do kolejnych wyborów. Jeśli natomiast robić te zmiany za cztery lata, po wszystkich wyborach, zwłaszcza przy słabym wyniku wyborczym, sytuacja będzie o wiele trudniejsza. Dużo trudniej będzie odbudować pozycję Polskiego Stronnictwa Ludowego.

A jak ta zmiana pokoleniowa miałaby w PSL wyglądać?
Mamy w gronie trzydziestoparolatków czy czterdziestolatów kilka osób, które doskonale sprawdzały się i sprawdzają w samorządach. Mało tego, a myślę o takich dwóch zawodnikach, są tacy, którzy powygrywali wybory do parlamentu, ale woleli pozostać w swoich regionach, czego bardzo żałuję.

Kto przy takiej zmianie pokoleniowej zostałby szefem PSL, bo chyba nie Waldemar Pawlak?
Jeszcze raz podkreślam - jeśli mówimy o zmianie pokoleniowej, to mówimy o tych młodszych rocznikach. Mamy niezłych ludzi, którzy mogliby taką pałeczkę przejąć, ale po pierwsze - nie bardzo się jeszcze do tego kwapią, a po drugie - dużo zależy od postawy obecnego prezesa Waldemara Pawlaka.

Ale pytam jasno: taka zmiana pokoleniowa oznaczałby zmianę szefa Polskiego Stronnictwa Ludowego?
W sytuacji, o której mówię, tak. Zmiana pokoleniowa łączy się ze zmianą kierownictwa partii.

I jakie są nastroje w samym PSL? Większość uważa, że taki scenariusz byłby dobry, czy woli pozostać przy starym?
Te nastroje są różne. Jeśli porozmawiać z szeregowymi członkami partii, to oni mówią, że trzeba odkurzyć nasze hasło wyborcze sprzed lat - "Czas na zmiany". Jeśli jednak rozmawia się z osobami funkcyjnymi, to przeważa pogląd, że na kongresach Polskie Stronnictwo Ludowe nie zmienia swojego prezesa. Trudno więc dzisiaj przewidzieć jednoznacznie, jak sytuacja rozwinie się na kongresie. Oceniamy wszyscy razem, tak szeregowi członkowie partii, jak my w Sejmie, sytuację pod kątem prowadzonej przez PSL polityki zewnętrznej, jak również tego, co jest w środku. I najbardziej powszechny zarzut, jaki pada pod adresem prezesa, jest taki, że nie miał czasu na pracę organiczną w PSL. Wziął na siebie za dużo: jest ministrem gospodarki, wicepremierem, szefem straży i dla partii często brakowało mu czasu. Oczywiście poza ostatnim okresem, kiedy mieliśmy kampanię wyborczą. To powodowało, że - jak mówi przysłowie - myszy grasowały, bo kot dobrze nie pilnował. Parę złych rzeczy wewnątrz naszej partii się wydarzyło. I pewnie niektórzy z delegatów na kongres będą o takie rzeczy pytać.
Jakie się niedobre rzeczy w Polskim Stronnictwie Ludowym wydarzyły?
Proszę ode mnie nie wymagać, żebym o tym opowiadał. Ale przynajmniej dwa, bardzo medialnie już nagłośnione przykłady, podam. Pierwsza rzecz - sytuacja w organizacji dolnośląskiej, która trwa już latami. I sprawa Serafina. Jak to? To Serafin jest nadal członkiem PSL i będzie delegatem na kongres? Ja sobie osobiście nie wyobrażam, żebym miał siedzieć w jednym rzędzie z Serafinem na kongresie. A my go nadal tolerujemy.

Zdanie Waldemara Pawlaka co do ewentualnych zmian znacie. Będzie kandydował?
Na pewno. Oczywiście.

Obok niego poseł Janusz Piechociński?
Tak, ale może pojawi się jeszcze jakiś kandydat. Trudno dzisiaj przesądzać, jak rozwinie się sytuacja.

Może pojawić się jako kandydat któryś z młodych członków Polskiego Stronnictwa Ludowego?
Nie wiem. Wydaje mi się, że zostanie tych dwóch.

To o jakiej zmianie pokoleniowej mówimy?
Jeszcze raz podkreślam: taka zmiana pokoleniowa mogłaby się dokonać przy akceptacji prezesa Pawlaka. Obawiam się natomiast, że w tej sytuacji, jaka jest, do takiej zmiany nie dojdzie. Ale ta zmiana, jeśli nawet nie teraz, to za cztery lata, wydaje mi się niezbędna.

Zmiana pokoleniowa w PSL mogłaby się dokonać przy akceptacji prezesa Pawlaka. Natomiast obawiam się, że na razie do takiej zmiany nie dojdzie

Poseł Janusz Piechociński nie ma żadnych szans na to, aby wygrać z Waldemarem Pawlakiem?
Ja bym niczego nie przesądzał. Piechociński był bardzo dobrze odbierany na zjazdach wojewódzkich. W związku z tym nie powiedziałbym, że nie ma żadnych szans. Na pewno jest to bardzo poważny konkurent prezesa Pawlaka.

Jakieś koalicje się już tworzą? Czy może, jak w przypadku wyborów w PZPN, całą noc będziecie ustalać, jak rozdać karty?
My ruszamy z domów na kongres w sobotę rano, przed południem docieramy do Pruszkowa i obradujemy do późnych godzin nocnych. Więc pewnie w czasie kongresu będzie sporo rozmów i układanek. Sporo się też działo podczas kampanii wyborczej, zwłaszcza przed zjazdami i po zjazdach wojewódzkich. Dwaj główni kandydaci mieli wiele spotkań, rozmawiali z wieloma ludowcami. No i pytanie - kto kogo do czego przekonał.

A mnie się wydaje, że to tylko formalność, wszystko już ustalone i premier Pawlak ponownie wygra.
Nic nie jest jeszcze przesądzone, a tym bardziej ustalone, zapewniam panią.
PSL wciąż jednak w mediach nie widać?
Owszem, czasami narzekamy, że nas w mediach nie widać. I zaczynamy obwiniać za to media. A ja powiem pani szczerze: spójrzmy najpierw na to, czy my sami nie jesteśmy temu winni. Z mojego własnego przykładu - przez kilka lat nie mogłem narzekać, że mnie nie ma w mediach, bo było mnie w nich nawet za dużo. W związku z tym myślę sobie, że wszystko zależy od tego, jak się prezentujesz, jak mówisz, czy jesteś otwarty, czy może ukrywasz swoje prawdziwe poglądy. Wiadomo, że media lubią tych, którzy mówią to, co myślą. Natomiast od dłuższego czasu świadomie ograniczam swoją obecność w mediach, między innymi z tego powodu, czego nie ukrywam przed swoimi koleżankami i kolegami, że nie chcę, by mój głos, który często nie współgra z głosem kierownictwa partii, był utożsamiany z głosem PSL. Chociaż zawsze podkreślam, że mój głos jest głosem tych ludowców i tych naszych wyborców, którzy nie mają szansy wypowiadać się w mediach, bądź z takich czy innych względów boją się powiedzieć to, co myślą. Ja się nie boję.

Co Pan sobie w takim razie pomyślał, jak przeczytał w "Rzeczpospolitej" materiał o trotylu na wraku prezydenckiego tupolewa?
Pomyślałem, że to katastrofa medialna, a przede wszystkim dziennikarska.

Ani przez sekundę nie wierzył Pan w tego newsa?
W pierwszym momencie kompletnie mnie zamurowało. Potem przyszły pokrętne trochę wyjaśnienia ze strony właścicieli gazety, ale sporo wątpliwości zasiał we mnie także prokurator generalny, bo nie opowiedział się w sposób jednoznaczny o swoich spotkaniach z redaktorem naczelnym "Rzeczpospolitej". Później, jak wszystko zaczęło się wyjaśniać, wiele zrozumiałem. I uważam, że to kompromitacja polskiego dziennikarstwa.

A jak Pan odebrał słowa prof. Zbigniewa Brzezińskiego?
Powiem tak: on patrzy na wszystko z daleka, chociaż mówi, że sprawy polskie są mu bliskie, w co wierzę, to jednak nie ma chyba dostatecznego podglądu na to, co u nas się dzieje. Nie zna atmosfery, stosunku obywateli do tych spraw. Ja się nie dziwę takim czy innym głosom, bo cały czas prawda o tragedii smoleńskiej nie jest odkryta. Wina leży po jednej i drugiej stronie, także po stronie mojego rządu.

Też Pan uważa, że przyczyny tragedii smoleńskiej nie są znane?
Nie są znane do końca.

Raport komisji Jerzego Millera jest dla Pana niewiarygodny?
Przynajmniej w paru elementach został podważony.

Chyba nie w kwestii przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej, Panie Pośle?
Jeszcze raz podkreślam, nie chcę brnąć dalej w tej kwestii - prawda nie jest odkryta do końca. Nie jest! Natomiast żeby sprawa była jasna, nie dopuszczam myśli, że to był zamach. Bo gdyby to miał być zamach, tak ze strony rosyjskiej, jak z polskiej to byłaby katastrofa - koniec suwerenności istnienia naszego państwa. Dlatego nie dopuszczam takiej myśli do siebie. Ale fakt, że prawda nie została do końca odkryta, że pojawiają się nowe wątki - to wszystko jest wodą na młyn dla tych, którzy uważają, że doszło do zamachu.
Panie Pośle, to ma Pan pretensje także do siebie i swojego rządu?
Jesteśmy członkiem tego rządu, chociaż nie podejmujemy kluczowych decyzji w zakresie tego śledztwa. Za nie odpowiedzialni byli pan premier, minister spraw zagranicznych, minister obrony narodowej, minister spraw wewnętrznych. Dlatego mówię szczerze - mam również pretensje do własnego rządu, że wszystko poszło tak, a nie inaczej.

Ale chyba w koalicji jakby lepiej?
Lepiej.

Dogadujecie się?
Tak, ale pytanie, jak długo taki stan potrwa. Czy wzajemne relacje będą utrzymane, czy wrócimy na stare tory. Jak wrócimy na stare tory, będzie źle. Dwie rzeczy muszą być spełnione, żeby ta koalicja dobrze funkcjonowała: musimy ustalać stanowisko wspólnie i dopiero wtedy wychodzić przed opinię publiczną z pomysłami zaakceptowanymi w koalicji. No i przede wszystkim trzeba trochę okiełznać głównego szkodnika koalicyjnego, jakim jest minister Rostowski.

Ależ wy tego Rostowskiego nie lubicie!
Nie można być tylko księgowym, trzeba być również politykiem.

Rozmawiała Dorota Kowalska

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Darek
Jeśli nie teraz, to kiedy PSL ma zamiar zaistnieć proporcjonalnie do wielkości wiejskiego elektoratu.
Skończy się wycieranie buzi dotacjami z unii i elektorat przejdzie do Palikota.
Mam nadzieję , że nowy prezes rozrusza tą firmę.
j
jajo
aby prezesem PSL został macacz gęśi.Doskonale wyczuwałby nie tylko nastroje ale i potrzeby obory no i będzie zadziorny jak gąsior
Dodaj ogłoszenie