Przewaga kultury nad gospodarką

Agaton Koziński
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Azja Wschodnia powinna częściej podglądać Europę - Agaton Koziński podsumowuje tydzień w świecie idei.

Rzym, Włochy
Muammar Kaddafi tak długo utrzymuje się u władzy, bowiem wspiera go cała sieć wpływowych europejskich przyjaciół - nie ma wątpliwości prof. Arnold Cassola, literaturoznawca i włoski eurodeputowany.

Cassola wykłada literaturę porównawczą na Uniwersytecie Maltańskim, jest także deputowanym do włoskiego parlamentu, w przeszłości był sekretarzem generalnym Partii Zielonych. W artykule pochylił się on nad problemem Libii i faktem, że do tej pory nie udało się odsunąć Kaddafiego od władzy - mimo że od kilku miesięcy trwa w tym kraju kampania wojskowa skierowana przeciw niemu i wspierana przez kraje zachodnie. Według Cassoli może to być efektem wieloletniej polityki libijskiego dyktatora, który pozyskiwał wpływy na kontynencie. "Kaddafi i jego rodzina przez lata przelewali pieniądze do Europy i za ich pomocą kupowali sobie życzliwość rządów europejskich" - twierdzi polityk.

Architekci strefy euro uznali, że wprowadzenie wspólnej waluty sprawi, że Europejczycy przestaną myśleć w kategoriach narodowych. Ale Grecy pozostali Grekami - pisze Roger Scruton

Nie poprzestaje zresztą na pustych oskarżeniach i podaje przykłady. Na przykład w 2010 r. Libia zakupiła w Wielkiej Brytanii sprzęt wojskowy o wartości 55 mln dol. USA w 2006 i 2007 r. sprzedały Libii towary o łącznej wartości 8,3 mln dol., a w 2008 r. sprzęt wojskowy warty 46 mln dol. Kontakty gospodarcze z Trypolisem utrzymywały też Francja i Niemcy (pod rządami kanclerza Gerharda Schrödera). Także Silvio Berlusconi nie odmawiał interesów z Kaddafim.

Cassola mnoży przykłady, pisząc także o politykach najwyższego szczebla z Malty, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Włoch, którzy kooperowali z przywódcą Libii. "Mam tylko nadzieję, że Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze w końcu zajmie się zbrodniami Kaddafiego. Ale należy mieć także nadzieję, że nowy rząd libijski przyjrzy się jego powiązaniami ze światem Zachodu" - zakończył włoski polityk.

Dżakarta, Indonezja
Krajom Azji Wschodniej grozi zapaść demograficzna - alarmuje Philip Bowring na łamach "Jakarta Globe".
Bowring jest cenionym publicystą zajmującym się tematyką Dalekiego Wschodu, publikuje w takich tytułach jak "New York Times". W przeszłości był redaktorem naczelnym ważnego tygodnika "Far Eastern Economic Review". Dla indonezyjskiego dziennika skomentował on dane ogłoszone przez Azjatycki Bank Rozwoju, które jednoznacznie wskazywały na fakt, że rodzi się coraz mniej dzieci w krajach Azji Wschodniej.

Niska rozrodczość dotyka przede wszystkim Koreę Południową, Tajwan, Singapur, Japonię i Chiny. Sytuacja jest tak poważna, że już w 2030 r. jedna trzecia mieszkańców Korei Południowej będzie liczyła ponad 65 lat.

Według Bowringa tak niska dzietność to rezultat zmian w stylu życia - przede wszystkim spadku ilości zawieranych związków małżeńskich. Nie przypadkiem najgorzej sytuacja kształtuje się w tak zwesternizowanych miastach jak Szanghaj - tam właściwie przestano brać śluby. Na to jeszcze nałożyła się długo praktykowana i szeroko propagowana polityka jednego dziecka, która pogorszyła bilans.

Jak twierdzi publicysta, jest jednak rozwiązanie tego problemu. I sugeruje, by szukać go w Europie. Bowring podkreśla, że w krajach, którym udało się uporać z brakiem narodzin młodych obywateli, dokonano przełomu obyczajowego: zerwano więź łączącą małżeństwo z posiadaniem potomstwa. W Europie 40 proc. dzieci rodzi się poza małżeństwem. Najwyższy odsetek - ponad 50 proc. - notują Francja i Skandynawia. Nawet w USA 40 proc. dzieci pochodzi z nieprawego łoża.

Taki przełom stał się możliwy, bowiem uszanowano zmianę statusu kobiety, która coraz częściej pracuje i odnosi sukcesy. Państwa europejskie zaczęły wychodzić kobietom naprzeciw, ułatwiając możliwość rodzenia i zajmowania się potomstwem. "Daleki Wschód albo może pójść tą samą drogą, albo mocno dofinansować małżeństwa, by mogły sobie pozwolić na dzieci. Bez wydatków na politykę demograficzną się nie obejdzie. Ale to ważna inwestycja" - podkreśla Bowring.

Agaton Koziński

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie