Przeszłość zawsze wraca

Andrzej Krajewski
Czas leczy rany, nawet najcięższe zbrodnie mogą zostać zapomniane. Dziś we Włoszech o faszystowskim dyktatorze znów mówi się dobrze
Czas leczy rany, nawet najcięższe zbrodnie mogą zostać zapomniane. Dziś we Włoszech o faszystowskim dyktatorze znów mówi się dobrze Janusz Wójtowicz
Oczyszczenie państwa nie może być zemstą. Jednak jest konieczne, bo z życia publicznego trzeba usunąć ludzi zagrażających wolności i siejących zgorszenie

Rozliczeń z PRL w zasadzie większość Polaków ma już dość. Po festiwalu lustracyjnym, serii nieudanych procesów komunistycznych dygnitarzy (jakoś żadnemu krzywda się nie stała), teraz nastąpił wysyp książek o przeszłości Lecha Wałęsy. Te zmagania z polską historią przypominają: a to farsę, a to operetkę - dużo zabawy, mało treści. Trudno się więc dziwić zmęczeniu, jakie wzbudza ta tematyka, i brakowi zrozumienia, że to, co się dzieje, ma jednak sens. Żeby ów sens znaleźć, przydatna bywa wycieczka do Włoch. W Italii bowiem widać, jak łatwo zapomina się to, co było złe i że możliwe jest odrodzenie sympatii do niegdyś znienawidzonego zbrodniarza i skompromitowanej ideologii.

Dziś o Benito Mussolinim z wielką atencją wypowiada się nowy burmistrz Rzymu Gianni Alemanno. Inny polityk z rządzącego centroprawicowego bloku premiera Silvio Berlusconiego, wydawca prasowy Giuseppe Ciarrapico, w wywiadzie udzielonym dziennikowi "La Repubblica" mówił: "Faszyzm dał mi wiele cierpienia i radości, ale nigdy się go nie wyrzekłem". Sam Berlusconi bez większego zakłopotania podkreśla korzyści, jakie Włochom przyniosły rządy duce. Przecież za jego czasów budowano autostrady, szkoły, szpitale. Dobrze jest też pojechać do rodzinnej miejscowości Mussoliniego, Predappio, i stanąć w długiej kolejce do jednego z licznych sklepów dla turystów.

Obejrzeć sobie smakowite pamiątki typu: kilkanaście rodzajów posążków i portretów duce, breloczki z duce, koszulki z duce, przyciski do papieru a la duce, wino z nalepką duce, itd. No i oczywiście wszędzie jego stary kumpel Adolf Hitler, nawet na butelce z piwem Führer reklamujący "Mein Kampf" ze smakowitym dopiskiem "Piwo dla nostalgików". Potem warto przejść się do grobowca Mussoliniego i przepchnąć przez tłum gapiów do krypty, by popatrzeć, jak kolejni goście wpisują się do księgi pamiątkowej, stają na baczność i charakterystycznym (niegdyś starorzymskim) podniesieniem w górę ręki pozdrawiają sarkofag wodza.

A zaledwie dwa pokolenia wcześniej, kiedy w Dongo na jeziorem Como komendant oddziału partyzanckiego, komunista Walter Audisio, rozstrzelał Mussoliniego, jego kochankę Clarę Petacci i kilku ostatnich wiernych towarzyszy, Włosi szaleli z radości. Zwłoki duce, powieszone za nogi koło stacji benzynowej na Piazzale Loreto w Mediolanie, bezczeszczono wielokrotnie. Powszechnie i jak najbardziej słusznie obwiniano dyktatora o to, że doprowadził kraj do katastrofy, zmuszając Włochów, by wzięli udział w wojnie u boku Hitlera, choć wcale nie mieli na to ochoty. Ponad 900 tys. z nich zapłaciło za to życiem, pozostali musieli przetrwać niemiecką okupację, alianckie naloty, przejście frontu. Upokorzeni, żyjący w strachu i nędzy ludzie szczerze wówczas nienawidzili duce i jego faszystów. Nawet jego córka Edda - żona rozstrzelanego z rozkazu Mussoliniego hr. Ciano - tak pisała o ojcu: "Nienawidziłam go, naprawdę go nienawidziłam".

Powszechna też była wola rozliczenia z przeszłością. Jak proces ten miałby wyglądać, próbował określić w wydanej przez siebie broszurze wybitny filozof, cieszący się powszechnym szacunkiem Benedetto Croce. Jego zdaniem epuracja ("eppurazione" - oczyszczenie kraju) nie powinna być zemstą: "Bo każda zemsta jest jednocześnie zła i głupia, i bardziej szkodzi temu, kto się mści, niż jego ofierze" - pisał, dodając: "Celem epuracji jest wyłącznie uczynienie wszystkiego, co jest w naszej mocy, żeby świat, który tworzymy, był trochę chociaż lepszy od tego, który jest obecnie". Żądał więc usunięcia z życia publicznego ludzi "którzy zagrażają wolności i tych, którzy, pozostając na stanowiskach, budziliby zgorszenie jako przykład nieukaranych występków i bezwstydu" - podkreślał, postulując indywidualne rozpatrzenie każdego przypadku.

Jednak teorie Crocego, który w pierwszym powojenny włoskim rządzie objął urząd ministra bez teki, nijak się miały do praktyki. Najpierw powołany do życia Wysoki Komisariat ds. Epuracji przez pierwsze miesiące działał z wręcz inkwizycyjnym zapałem. Przed pluton egzekucyjny wysłano 1732 faszystowskich dygnitarzy, co bardziej przypominało odwet niż wymierzanie sprawiedliwości. Zwła-szcza że do wybuchu wojny rządy Mussoliniego nie odznaczały się wielkim okrucieństwem i w ciągu pierwszych dwudziestu lat trwania reżymu odpowiadał on za zamordowanie z powodów politycznych około setki osób (podobna liczba ludzi zginęła w PRL zaledwie podczas trwania stanu wojennego). Okres szalejącej epuracji zakończył w grudniu 1945 r. upadek rządu Ferruccio Parriego i objęcie teki premiera przez Acide de Gasperiego.

Przywódca chadeków z kolei, choć sam spędził kilka lat w faszystowskim więzieniu, postanowił oddzielić prze-szłość grubą kreską. Zlikwidował więc Wysoki Komisariat ds. Epuracji, a defaszyzację kraju powierzył trybunałowi obsadzonemu przez doświadczonych sędziów, którzy robili kariery zawodowe za rządów Benita Mussoliniego.

Podobny proces nastąpił w administracji, policji i wojsku. De Gasperi cały czas musiał się zmagać z prącą do władzy Włoską Partią Komunistyczną. Jej lider Palmiro Togliatti przez kilkanaście lat swego pobytu w Moskwie był przygotowywany do tego, by przejąć rządy we Włoszech. Okazywał się więc bardzo zręcznym graczem i de Gasperi wolał administrację państwa powierzyć doświadczonym urzędnikom. Komunistów do władzy nie dopuszczono, ale rozliczanie z przeszłością zamieniło się w farsę ośmieszaną przez robiący zawrotną karierę tygodnik "L?Uomo Qualunque". Jego wydawca Guglielmo Giannini, wcześniej dziennikarz i autor tekstów kabaretowych, z powodu kompromitującego prowadzenia się kilkakrotnie, nie został przyjęty do partii faszystowskiej.

Założony przez niego i wychodzący w ponad 800 tys. nakładzie "L?Uomo Qualunque" bezlitośnie szydził ze zwolenników epuracji, używając przy tym słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne. Sam Giannini okazał się mistrzem demagogicznego relatywizowania przeszłości. W jednym ze swych felietonów np. dowodził: "Między macherami politycznymi, miedzy Lavalem [premier kolaboracyjnego rządu Vichy - przyp. aut] a de Gaulle?em, Mussolinim a marszałkiem Badoglio [premier pierwszego włoskiego rządu po obaleniu Mussoliniego - przyp. aut.] nie ma żadnej różnicy. Dziura by się w niebie nie zrobiła, gdyby tę wojnę wygrali Niemcy i okupowali Anglię albo nawet narzucili jej swój rząd i swojego króla. "Cóż z tego, że król angielski byłby nie Anglikiem, lecz Niemcem, tym bardziej że obecny król angielski jest z pochodzenia Niemcem" - pisał. Ostateczny koniec epuracji nastąpił w lipcu 1946 r., kiedy rząd ogłosił amnestię. Z więzień wypuszczono skazańców, którzy kiedyś gorliwie wcielali w życie nakazy duce i nad przeszłością zapadła kurtyna milczenia. No chyba że opisywano jej melodramatyczne aspekty. Po tym, jak córka Mussoliniego Edda Ciano za sprawą amnestii opuściła wyspę Lipari na Morzu Śródziemnym, gdzie umieszczono ją wyrokiem sądu, od razu została gwiazdą mediów. Dziennikarze dopytywali się o jej uczucia po egzekucji hr. Ciano, a łzawa opowieść świetnie się sprzedawała. Jedynie Jader Jacobelli, dziennikarz "Il Giornale del Mattino" zastanawiał się wówczas: "Dlaczego ta kobieta, która przez tak wiele lat otwarcie wręcz demonstrowała swą obojętność wobec więzów małżeńskich, teraz miałaby tak bardzo czuć się związana jego pamięcią.

Czy to prawdziwe uczucie, czy jedynie pozory?". Potem Włosi emocjonowali się historią kochanka Eddy, wielokrotnie odznaczanego przez Mussoliniego pilota Emilio Pucci?ego, którego hrabina Ciano postanowiła sprowadzić sobie do Włoch z wygnania. W końcu banicję z pilota zdjęto i mógł on wrócić do ojczyzny, gdzie został nawet deputowanym do parlamentu.

Tymczasem już jesienią 1946 r. powstał neofaszystowski ruch Movimento Sociala Italiano, którego współzałożycielem był dawny sekretarz generalny Włoskiej Partii Faszystowskiej, bliski współpracownik Mussoliniego, Augusto Turati. Działalności tej partii, choć od upadku duce minęło tak nie wiele czasu, nikt nie usiłował zakazać.

Jednak pamięć o katastrofach, jakie na Włochy sprowadził Mussolini, przez dekady utrudniała wybielenie przeszłości. Ale dziś wyraźnie czasy się zmieniają i niegdyś coś, co jednoznacznie postrzegano jako zło, jawi się społeczeństwu nie takie znowu złe. I choć Włochy to nie Polska, trudno nie dostrzec podobieństw. Wprawdzie powrót PRL dziś wydaje się absurdalną mrzonką, nie należy się łudzić, że przeszłość nie wraca. Zawsze wraca.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
rita

Czyżby pan Krajewski wieszczył rewolucję socjalistyczną?

Dodaj ogłoszenie