Przemysław Czarnek. Kariera oparta na kontrowersjach

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
02.06.2020 warszawa 12. posiedzenie sejmu n/z przemyslaw czarnekfot. adam jankowski / polska press
02.06.2020 warszawa 12. posiedzenie sejmu n/z przemyslaw czarnekfot. adam jankowski / polska press Adam Jankowski
Nominacja Przemysława Czarnka na stanowisko ministra edukacji narodowej budzi sprzeciw nie tylko wśród polityków opozycji. Niepokoją się środowiska naukowe i kulturalne, młodzież wychodzi na ulice, a nauczyciele piszą, „że tęsknią za Giertychem”

Przemysław Czarnek nieźle ostatnio namieszał w polskiej polityce. W poniedziałek, tuż przed planowanym zaprzysiężeniu nowego rządu Mateusza Morawieckiego, napisał na Twitterze: „Chciałbym Państwa poinformować, że przed chwilą potwierdzono u mnie koronawirusa. Udałem się rano na badania w związku z bólem głowy nie chcąc narażać Prezydenta RP, Rady Ministrów i innych uczestników dzisiejszych wydarzeń. Czuję się dobrze. Nie lekceważcie objawów.”

Po tej informacji inspektor sanitarny przeprowadził postępowanie epidemiologiczne, które miało wskazać osoby narażone na zakażenie koronawirusem, krótko mówiąc wszystkich tych, którzy mogli stykać się z, póki co, jeszcze tylko posłem Czarnkiem. I tak minister aktywów Jacek Sasin, minister Michał Dworczyk, były minister edukacji Dariusz Piontkowski oraz wiceminister klimatu Jacek Ozdoba trafili na kwarantannę. Zaprzysiężenie nowego rządu przeniesiono na wtorek, ale Przemysław Czarnek, z przyczyn oczywistych, nie wziął w nim udziału, choć ma objąć tekę ministra edukacji narodowej i nauki.

To chyba najbardziej kontrowersyjna z nominacji, bo Czarnek, były wojewoda lubelski, obecnie poseł PiS, robi dosłownie wszystko, żeby nie schodzić z pierwszych stron gazet: nazywał marsze równości promocją „zboczeń, dewiacji i wynaturzeń”, usuwał z Urzędu Wojewódzkiego flagę UE, przekonywał, że kobiety muszą rodzić dzieci, bo są do tego „powołane przez Boga”.

- Jestem naprawdę miłym człowiekiem i niezależnie od tego, jakie miałbym zająć stanowisko, będę kochał ludzi - przekonywał Czarnek w Polskim Radiu. Oponentów zapewnił, że „będzie się za nich modlił”, a wszystko z uśmiechem na twarzy.

Przyszły minister edukacji narodowej i nauki może mieć powody do zadowolenia, ale też jego polityczna kariera nabrała ostatnio tempa, a trzeba wiedzieć, że Przemysław Czarnek posłem jest dopiero pierwszą kadencję, więc wydawałoby się, że powinien się skupić na zdobywaniu doświadczenia.

- W czasach rewolucyjnych kariery robi się szybko - jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości uśmiecha się znacząco.

I tłumaczy, że Czarnka bardzo skutecznie wypromowały publiczne media. Był wojewodą lubelskim o dość radykalnych poglądach, prawnikiem z wykształcenia, więc świetnie sprawdzał się jako tak zwany ekspert.

- On był zawsze „na łączeniu”, czyli odpowiadał na pytania z Lublina: spokojnie, rzeczowo, nikt na niego nie krzyczał, nikt mu nie przerywał, a w studiu zazwyczaj była wtedy „jatka” - opowiada nasz rozmówca. Więc Czarnek, już jako wojewoda zyskał sporą popularność i ogólnopolską rozpoznawalność, ale też ciężko na nią pracował.

Ukończył II Liceum Ogólnokształcące im. Hetmana Jana Zamoyskiego w Lublinie, a w 2001 studia prawnicze na Wydziale Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Potem rozpoczął studia doktoranckie na WPPKiA tej samej uczelni. W 2006 uzyskał stopień doktora nauk prawnych. Habilitował się również na WPPKiA KUL w 2015 roku. W 2003 został zatrudniony w Katedrze Prawa Konstytucyjnego KUL. Pracował także na Akademii Leona Koźmińskiego oraz w Wyższej Szkole Handlowej w Radomiu. W 2020 roku został profesorem uczelni na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Kiedy pięć lat wcześniej, pod koniec 2015 roku Przemysław Czarnek, został wojewodą lubelskim, nawet część działaczy lubelskiego PiS było zaskoczonych. Czarnek dotąd nie brylował bowiem na politycznych salonach.

- W życiu nie rozmawialiśmy. Po prostu nie znam tego pana - nie krył jeden z polityków PiS.

Sam Czarnek też mówił, że nie spodziewał się nominacji. Miał ją dostać cztery dni przed powołaniem.

- Jak to się stało, że zostałem wojewodą? Nawet nie wiem. Jakoś tak wyszło - żartował w pierwszych rozmowach z dziennikarzami.

Przemysław Czarnek szybko pokazał, że nie zamierza stronić od rozgłosu i szeroko komentowanych decyzji. W lutym 2016 roku usunął z Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego portrety swoich poprzedników z okresu komunistycznego. Z gabinetu zniknęła też flaga Unii Europejskiej. Tłumaczył, że decyzję podjął po tym, jak w UE „została wszczęta jakaś dziwna procedura badania praworządności Polski”. - Dopóki ja tu urzęduję, ja rządzę tym gabinetem - ucinał pytania.

W lipcu 2018 roku zasłynął złożeniem zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez dra Grzegorza Kuprianowicza, prezesa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie. Podczas uroczystości w Sahryniu historyk mówił o zamordowaniu tam w 1944 roku Ukraińców przez polskie oddziały partyzanckie. Ówczesny wojewoda lubelski uznał te słowa za „znieważanie narodu polskiego”. Postępowanie zostało umorzone.

W październiku ubiegłego roku podczas konferencji na KUL mówił z kolei o kobietach, które zostają matkami po 30. roku życia: „Jak się pierwsze dziecko rodzi w wieku 30 lat, to ile tych dzieci można urodzić? To są konsekwencje tłumaczenia kobiecie, że nie musi robić tego, do czego została przez pana Boga powołana”.

W maju 2019 nagrodził samorządowców, którzy głosowali za przyjęciem uchwał anty-LGBT.

Właśnie w związku z tematyką praw osób LGBT, nazwisko wojewody lubelskiego coraz częściej zaczęło się pojawiać w mediach. Dwa lata temu w nagraniu na swoim kanale na YouTube o nazwie „Polska to nie wstyd” o Marszu Równości w Lublinie mówił, że takie inicjatywy służą promocji „zboczeń, dewiacji i wynaturzeń”. Bartosz Staszewski, aktywista LGBT i organizator Marszu pozwał Czarnka o zniesławienie i wygrał proces. Wobec Czarnka na KUL wszczęto wówczas postępowanie dyscyplinarne, ale je umorzono.

- Przed wyborami parlamentarnymi pojawił się pomysł, żeby na listy trafili także samorządowy, bo wiadomo było, że te listy wzmocnią - mówi polityk PiS-u. Czarnek na liście był drugi, zdobył rekordową ilość - ponad 87 tysięcy głosów, tak że przeskoczył nawet „jedynkę”.

Jego medialna aktywność od tego momentu jeszcze wzrosła, a polityczna kariera też nabrała tempa.

- Były dwie sytuacje, kiedy Jarosław Kaczyński zwrócił na Czarnka uwagę - opowiada nam polityk Prawa i Sprawiedliwości. - Pierwsza, kiedy opozycja wyszła z wotum nieufności wobec ówczesnego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Czarnek go bronił i bardzo dobrze to zrobił. Jego akcje na pewno poszły wtedy w górę. Potem szukano kogoś, kto doprowadzi do nowelizacji kodeksu wyborczego i dogada się z opozycją, co do wyborów prezydenckich 28 czerwca. Padło na Czarnka i wywiązał się z tego zadania znakomicie. Wtedy też zapunktował u prezesa - opowiada nasz rozmówca. Tyle tylko, że, jak dodaje, kiedy komuś idzie tak dobrze, tak szybko pnie się w górę, może potknąć się o własne nogi. I takie potknięcie Przemysław Czarnek zaliczył.

Wiosną 2020 roku poseł wszedł do sztabu wyborczego Andrzeja Dudy.

W czerwcu na antenie TVP Info, odnosząc się do osób reprezentujących środowisko LGBT+, apelował: „Brońmy rodziny przed tego rodzaju zepsuciem, deprawacją, absolutnie niemoralnym postępowaniem. Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy wreszcie z tą dyskusją”.

Po tych słowach rozpętała się burza, prof. Ewa Łętowska, prawniczka i była rzeczniczka praw obywatelskich stwierdziła, że „nie godzi się pracownikowi naukowemu, prawnikowi w ten sposób mówić o ludziach, równości i prawach człowieka”. Czarnek tłumaczył potem, że jego wypowiedź została wyrwana z kontekstu, ale na jakiś czas zniknął z mediów, po prostu schowano go w kampanii.

Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie, a poseł Czarnek mógł spokojnie wyjść na sejmowe korytarze. Kiedy w Zjednoczonej Prawicy doszło do zgrzytów i wydawało się, że Solidarna Polska opuści koalicję, typowano go na stanowisko ministra sprawiedliwości, na którym miałby zastąpić Zbigniewa Ziobrę. Zjednoczona Prawica jednak przetrwała, a Czarnek został szefem nowego, połączonego resortu edukacji i nauki, co opozycja, ale nie tylko ona - uznała za prowokację.

Jak pisała „Rzeczpospolita” nominacja posła PiS i byłego wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka na ministra edukacji i nauki wzbudza wątpliwości nawet wśród niektórych działaczy partii, ponoć pojawiają się głosy, że nie została wystarczająco dobrze „sprawdzona” przez władze Prawa i Sprawiedliwości. Niektórzy z polityków PiS przekonują, że „minister zmieni swój sposób komunikowania i skupi się na sprawach resortu”. Inni z kolei uważają, że „Czarnek jako ambitny polityk będzie chciał się po prostu budować na swoim stanowisku”.

Oficjalny przekaz jest jednak inny.

-To jest profesor, świetny organizator, znakomity człowiek o bardzo wyrazistych poglądach - chwalił w TVN24 Ryszard Terlecki, szef klubu PiS. Jacek Sasin w RMF FM zaznaczył: - Te poglądy, które ma pan poseł Czarnek odpowiadają temu, co nasze środowisko polityczne głosi. Czyli, że nie ma miejsca w Polsce, nie ma miejsca w edukacji na narzucanie ideologii.

Wydaje się, że słowo „profesor” ma tu spore znaczenie.

- W Prawie i Sprawiedliwości mamy mało osób ze stopniami naukowymi, a wypadało, żeby minister edukacji i nauki, taki miał - mówi nasz rozmówca, polityk Zjednoczonej Prawicy.

Ale opozycji żaden z tych argumentów nie przekonuje. Wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka z Lewicy stwierdziła, że nominacja Czarnka na ministra edukacji i nauki jest „skandaliczna”.

- Myśleliśmy, że po pani Annie Zalewskiej już nie może być gorzej w edukacji. Okazuje się, że może. To skandaliczna nominacja, bo jest to homofob, człowiek, który mówił, że społeczność LGBT to nie ludzie, który w zasadzie nie szanuje podstawowych wartości UE. Wczoraj słyszeliśmy o kolejnym zabójstwie dwunastolatki z powodu nagonki homofobicznej, a to właśnie ta osoba ministra jest też odpowiedzialna za tę nagonkę, bo mówi się, że to w kampanii wyborczej ostra polemika. Nie, to są słowa, które nigdy od przedstawiciela nauki, od posła nie powinny paść - podkreśliła wicemarszałek Senatu.

Politycy Lewicy oraz środowiska LGBT protestowały zresztą pod hasłem „Żądamy edukacji. Nie indoktrynacji” przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej.

- Tekę ministra edukacji ma otrzymać człowiek, który do zbrodniczego reżimu porównuje środowiska LGBT. Nie ma wątpliwości, że taka osoba będzie dążyła do ideologicznej kontroli polskiej szkoły, ograniczała autonomię nauczycieli, piętnowała i cenzurowała wszystko, co nie wpisuje się w skrajnie konserwatywną wizję świata - podkreśliła działaczka partii Razem Joanna Gierzyńska.

Radosław Sikorski, były minister obrony narodowej, obecnie europoseł Platformy Obywatelskiej też nie przebierał w słowach.

„Osobom oburzającym się na zapowiadaną nominację Pana Posła Czarnka, profesora KUL, na ministra nauki i szkolnictwa w rządzie PiS sugeruję pod rozwagę, że ten homofob, nieuk i cham będzie personifikacją poziomu umysłowego obecnej władzy oraz jej zaplecza intelektualnego” - napisał polityk.

Ale przeciwko nominacji Czarnka na stanowisko ministra edukacji i nauki, protestują nie tylko politycy. Osoby ze środowisk naukowych i kulturalnych wystosowały oświadczenie, w którym wyrażają zdziwienie co do decyzji powierzenia tego stanowiska kandydatowi, który „wielokrotnie wykazywał brak szacunku dla godności człowieka”. Sygnatariusze oświadczenia, pod którym podpisało się około 100 osób, zauważają, że kandydatura Przemysława Czarnka na szefa Ministerstwa Edukacji i Nauki budzi zdziwienie w kontekście jego wielu wypowiedzi, w których często „okazywał brak szacunku dla godności człowieka”. Inicjatywa wydania oświadczenia pojawiła się jednocześnie w Warszawie, Krakowie i Lublinie. Wśród osób podpisanych pod nim są przedstawiciele środowisk liberalnych, jak i konserwatywnych, pracownicy naukowi (UW, KUL, UKSW, PAN, UP, UJ), działacze organizacji pozarządowych, artyści, wybitni publicyści i intelektualiści, osoby przynależące do różnych związków wyznaniowych i grup mniejszościowych. Wśród sygnatariuszy oświadczenia są m.in. prof. zw. dr hab. Antoni Dudek, Elżbieta Ficowska, była Przewodnicząca Stowarzyszenia „Dzieci Holokaustu”, Marek Gumkowski, Prezes Zarządu Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita, Jerzy Illg, Redaktor Naczelny Wydawnictwa Znak, prof. zw. dr hab. Ireneusz Krzemiński, prof. zw. r hab. Roman Kuźniar, Joanna Podolska, Dyrektor Centrum Dialogu im. Marka Edelmana, Danuta Przywara, Prezes Zarządu, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, bp Jerzy Samiec, Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP, Michael Schudrich, Naczelny Rabin RP, Joanna Szczęsna, publicystka, Gołda Tencer, Dyrektor Teatru Żydowskiego.

Niezadowoleni są uczniowe. Ci z Poznania w poniedziałek, 5 października, rozpoczęli protest przeciwko tej kontrowersyjnej nominacji. Młodzież z poznańskich szkół zorganizowała Czarny Tydzień.

- W tym tygodniu ubierzmy się do szkoły na czarno, aby pokazać, że nominacja Czarnka to prawdziwy pogrzeb polskiej oświaty - pisali na Facebooku członkowie młodzieżowej organizacji Młodzi Nowocześni.

Do protestu dołączyli m.in. uczniowie z II Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu.

- Nie ma naszej zgody na powoływanie na tak ważne stanowisko, jakim jest minister edukacji, Przemysława Czarnka, ponieważ ten człowiek nie gwarantuje sprawiedliwości wobec młodzieży, nie będzie traktował wszystkich uczniów równo i istnieje zagrożenie, że będzie dochodziło do jeszcze poważniejszej dyskryminacji w szkołach - mówł Jakub Sewehli, Młody Nowoczesny z II Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu.

Franek Broda, siostrzeniec premiera Mateusza Morawieckiego, udostępnił na swojej tablicy wydarzenie „NIE dla ministra homofoba”. Nie chodziło tylko o internetowy protest, ale również o prawdziwą demonstrację, która odbyła się na Placu Wolności we Wrocławiu.

„Wpadnijcie na ważne wydarzenie! Już w tą niedzielę, o godz. 16:00 na Wrocławskim Placu Wolności, sprzeciwimy się jednemu z największych homofobów, który ma zajmować się edukacją” - napisał w swoim poście Broda.

Nauczyciele komentowali nominację dla Czarnka na Facebooku Głosu Nauczycielskiego i ZNP. Oto niektóre wpisy: „Z deszczu pod wodospad”, „Za każdym razem mówimy, że gorzej być nie może i ciągle się kurcze mylimy. Czarno to widzę”, „W tym momencie przestałam się łudzić, że ktokolwiek myśli o uczniach i nauczycielach powołując kolejnych ministrów. Mówiąc wprost: nie patrzą czy ktoś ma kompetencje i się nadaje na to stanowisko- ważne, żeby swój to stanowisko objął, a czy doprowadzi do katastrofy czy nie - co za różnica?”, „Wyrazy współczucia dla pracowników oświaty”, „To policzek wymierzony studentom, wykładowcom, uczniom, rodzicom i nauczycielom”, „Liczę na mądrość nauczycieli. Nie musimy bezmyślnie wykonywać narzucanych nam głupot!!!”, „Ja naprawdę tęsknię za Giertychem”

- W edukacji brakuje kilku tysięcy nauczycieli. Z takim wyzwaniem trzeba sobie poradzić, a nie szukać batalii ideologicznych. Mam nadzieję, że będzie miał buzię uśmiechniętą od ucha do ucha, gdy będzie walczył o nauczycieli na posiedzeniu Rady Ministrów, a nie tylko wtedy, gdy będzie stał przed kamerami i wojował z LGBT - stwierdził Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Wygląda na to, że Przemysław Czarnek nie będzie miał łatwego zadania, w każdym razie wiele środowisk będzie się bacznie przyglądać jego poczynaniom.

Współpraca:
Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Testy na Covid tańsze za granicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie