Przegląd prasy, 5 listopada: Jak powstawał artykuł "Rz" o trotylu, gdzie zarabia 428 działaczy PO...

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Witold Głowacki Fot. Bartek Syta/Polskapresse
Kto wkurzył rzecznika rządu, gdzie zarabia 428 działaczy PO i dlaczego PiS wierzy w 300 miliardów obiecane przez Tuska - odpowiedzi można znaleźć czytając poniedziałkowe tygodniki i gazety. Przegląda je dziś dla państwa Witold Głowacki.

Właśnie przeczytałem te brednie. Kto redaktorowi Krzymowskiemu taki kit wciska?? - Tak zatweetował w niedzielęw nocy rzecznik rządu Paweł Graś "ustosunkowując się" do okładkowego materiału Newsweeka o kulisach "trotylowej" publikacji "Rzeczpospolitej". Chodzi zdaje się o fragment, według którego Donald Tusk miał "być wściekły" na Grasia za to, że ten bąknął wówczas w Polstat News, że niewykluczone jest wznowienie prac komisji Millera.

Materiał Michała Krzymowskiego podaje ciekawą interpretację przebiegu zdarzeń w samej "Rz". Materiał Cezarego Gmyza miał według niej zostać "utwardzony" przez redaktora naczelnego, który po spotkaniu z prokuratorem generalnym miał nabrać przekonania, że na wraku Tupolewa rzeczywiście znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny. Interesująco jest też przedstawiona rola Andrzeja Talagi - zastępcy (i następcy?) Tomasza Wróblewskiego w "Rz". Nikt z redakcji "Rz" jak do tej pory na ten temat nie tweetował.

Okładka "Newsweka" odnosząca się do materiału Krzymowskiego przedstawia jednak nie Pawła Grasia, ani tym bardziej nie kogokolwiek z "Rz", lecz Jarosława Kaczyńskiego demonicznie spoglądającego na tle szalejących płomieni w stronę czytelnika. "Dzień świra" głosi podpis rozwinięty jeszcze podtytułem "Jak Rzeczpospolita odkryła trotyl a Jarosław Kaczyński podpalił lont".

Dla równowagi (?) Agnieszka Holland w rozmowie z Marcinem Mellerem ogłasza w "Newsweeku", że jej zdaniem Jarosław Kaczyński nie jest jednak Hitlerem. Mimo wszystko - bo "zawsze uważałam, że on jest nieszczęściem, że karmi się sianiem nienawiści, destrukcją - to jest jego pokarm, to jest jak z Biesów Dostojewskiego" - mówi Holland.

We "Wprost" także dominują (prócz tematu okładkowego - o nienawiści w Internecie) materiały "trotylowe". "Łatwiej będzie [po wpadce "Rz" - red.] negować wartość publikacji niewygodnych dla władzy. W tym sensie "Rzepa zrobiła nam wszystkim wielką ogromną krzywdę. Od paru dni trwa jednak coś, co trudno nazwać inaczej niż linczem na dziennikarzach tej gazety" - pisze we wstępniaku Michał Kobosko. Dalej rzeczowy materiał Michała Majewskiego i Pawła Reszki, którzy badają, dlaczego właściwie prokuratura zdecydowała się akurat teraz na ekspertyzy pirotechniczne wraku. "Kiedy prokuratura w końcu ujawni swój materiał, zostanie on dokładnie sprawdzony przez ekspertów i dziennikarzy. Wtedy wyszłoby na jaw, że obecność materiałów wybuchowych wykluczono tylko na podstawie - a próbki pobrano jedynie z ubrań ofiar. Bez badania wraku i pobierania z niego próbek" - piszą Majewski i Reszka. To zaś zdaje się całkiem prawdopodobnym motywem prokuratorów.

Z kolei Andrzej Stankiewicz i Piotr Śmiłowicz piszą o dwóch pozostałych przy życiu po śmierci chorążego Musia lotnikach ze Smoleńska - pilotach Jaka-40. Jeden z nich por. Wosztyl potwierdził właśnie przed ludźmi Antonieego Macierewicza zeznania Musia dotyczące tego, że rosyjska wieża miała wydać komendę "50" pozwalającą zejść Tupolewowi na tę niedopuszczalną wysokość. Ta teza nie ma potwierdzenia w nagraniach z Jaka - piszą Stankiewicz i Śmiłowicz. Drugi z pilotów Jaka Rafał Kowaleczko milczy. Powtarza, ze w Smoleńsku niewiele widział i niewiele słyszał.
Do trotylu i Smoleńska choć w zrozumiale defensywnym tym razem tonie podchodzi także "Uważam Rze". Marek Pyza mnoży wątpliwości co do oficjalnej wersji prezentowanej przez prokuraturę i wcześniej komisję Millera. Piotr Zaremba zaś pisze o "polityce pełnej rozpaczy" i konieczności "wyrąbywania sobie sprawiedliwości". "Nie inwektywami i nie magicznym myśleniem. Ale na pewno też nie biernym czekaniem na mityczne 'ustalenia odpowiednich organów’. Trzeba mieć, choć brzmi to jak frazes, chytrość lista i odwagę lwa" - konluduje Zaremba.

POstawili na swoich - ta czołówka traktowanego zwykle w naszych przeglądach prasy po macoszemu "Pulsu Biznesu" z pewnością narobi szumu - odnosi się bowiem do "listy wstydu" 428 działaczy PO, ich rodzin i znajomych ulokowanych w państwowych spółkach i agencjach. PB publikuje ją w całości na swojej stronie internetowej. Liczba robi wrażenie, ale lista sprawia wrażenie niezbyt konsekwentnie zbudowanej - byli posłowie przeplatają się na niej z no-name’ami, prezesi dużych spółek z urzędnikami niskiego szczebla w rządowych agencjach. Samo zaś zestawienie nazwiska z funkcją i informacją, że dana osoba jest działaczem PO, nie jest jeszcze bynajmniej dowodem na nepotyzm ani kolesiostwo.

Z publikacją "PB" korespondują dwa materiały w "Gazecie Wyborczej". Po pierwsze - rząd zaczyna odpuszczać pomysł powołania komitetu nominacyjnego, który miałby wyłaniać władze spółek skarbu państwa - piszą Agata Nowakowska i Dominika Wielowieyska. Tymczasem właśnie ten komitet miał być jakimś instytucjonalnym sposobem powstrzymania inwazji partyjnych aparatczyków na intratne posady w spółkach.

Poniżej zaś smakowita historia o żonie wicemarszałka województwa śląskiego z Platformy, której restauracja dostała certyfikat szlaku "Śląskie smaki" promowanego przez urząd marszałkowski. Restauracja serwowała dotąd kuchnię hiszpańską.

Dostaniemy te 300 miliardów - przyznaje w "Polsce" w tekście Agatona Kozińskiego o rozgrywkach wokół budżetu Unii nawet europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Budżet całej UE ma być jednak niższy o jakieś 80 mld euro. A prac nad nim nie uda się zakończyć w tym roku - pisze Koziński. Joanna Miziołek ciekawie zaś przedstawia zajęcia przedstawicieli najwyższych władz państwowych i byłych prezydentów, którzy "nie zdołali" dotrzeć na ponowny pogrzeb prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Dobre alibi ma tylko Donald Tusk (szczyt UE-Azja w Singapurze).

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Adi Adiafora
;/Co z tą Polską ?, a może co z nami „frajerami”?!
Największe grzechy ludzi u steru władzy oraz armii pasożytniczych „nietykalnych”.....Przechodzimy do naszych “ulubieńców”, nie trudno zgadnąć, że mowa o politykach. Oni to maja życie, w naszym kraju nikt ich nie przebije w przywilejach. Przy przywilejach parlamentarzystów każde inne „wymiękają”, wystarczy przytoczyć kilka aby się o tym przekonać, np. takie jak: darmowy transport, dopłaty do mieszkania, tanie pożyczki czy immunitet chroniący nawet przed mandatem drogowym. Są najlepsi w gołosłownych hasłach wyborczych, w przemowach przepełnionych frazesami, w demagogii a w indolencji i grze pozornych działań są już mistrzami. Niestety, kiedy mają zrobić coś namacalnego i dobrze, z zachowaniem wysokich standardów jakościowych i pełnego zaangażowania i poczucia odpowiedzialności oraz dobra społecznego, zaczynają się schody. Swoje do „ogólnokrajowego syfu” dodają ministrowie poszczególnych resortów popisując się swoja indolencją i nieudolnością przy okazji rozkładając powoli na łopatki państwo, paraliżując struktury państwa, przez totalnie opóźnianie realizacji upoważnień ustawowych (na koniec 2011 r aż 128 rozporządzeń nie zostało wydanych). Istnieją w Polsce grupy zapewniając sobie i „potomstwu” dostanie życie niezależnie od swego zachowania i jego następstw. Na ich utrzymanie, co stało się już wręcz prawidłowością, składa się całe społeczeństwo (a w największym stopniu szarzy ludzie, którzy muszą każdego dnia walczyć o przetrwanie). Zgodnie z teorią tak zwanych gier pasożytniczych, im bardziej te grupy rosną i się bogacą tym bardziej przeciętny zjadacz chleba w RP będzie miał “przerąbane”, i co nie mniej zatrważające (i wiejące grozą) jest to, że „nietykalni” będą działać tak źle jak tylko mogą, bo to nie przysparza im kłopotów, wręcz przeciwnie ( im bardziej przepisy zagmatwane tym lepiej, z premedytacją “psuje się” prawo dla “zamawiających” wpływowych grup interesu, nadmiernie rozbudowuje się i tworzy nowe komórki organizacyjne na potrzeby “nietykalnych” itp. itd.). Każda partia polityczna powinna “czuć na gardle” presje społeczną, a opinia publiczna nie powinna dać jej zapomnieć, że każda wpadka, każda afera, każdy przejaw indolencji, nieodpowiedzialności, braku zaangażowania, zostanie szybko rozliczony w wyborach (albo jeszcze szybciej).C.d. na adiafora.pl
Dodaj ogłoszenie