Przed Platformą wybory lidera. Kto w partii czeka na decyzję Tuska?

Witold Głowacki
Ważni politycy PO właśnie na wyścigi zapewniają, że nie marzą o niczym innym niż o władzy Donalda Tuska w partii przez całą następną kadencję. Nie każdy z nich jednak byłby z tego powodu równie szczęśliwy - pisze Witold Głowacki

Cokolwiek w cieniu futbolowej ekstazy wywołanej piłkarskimi mistrzostwami zapadła być może kluczowa decyzja polityczna określająca na co najmniej pięć następnych lat przyszłość najsilniejszej polskiej partii.

Wiadomość, że Donald Tusk zmienił ponoć zdanie w kwestii ponownego kandydowania na szefa Platformy Obywatelskiej, pierwszy podał "Newsweek", nie dość, że tuż przed meczem Polska - Rosja, to jeszcze w dość niezobowiązującym tonie. Natychmiast jednak po tej publikacji w ekspresowym tempie posypały się jednoznaczne deklaracje ważnych polityków Platformy, z których wynika, że nie marzą o niczym innym niż tylko o tym, by to Donald Tusk stanął w następnej partyjnej kadencji na czele ugrupowania. Zapewniali o tym w ostatnich dniach m.in. Hanna Gronkiewicz-Waltz: "Jak jakiś lider się narodzi, to może kiedyś Tuska zmieni, ale póki co się jeszcze nie narodził"; Jacek Protasiewicz: "Wiek, siła, energia, pomysły uprawniają go do tego, by ubiegać się o kolejną kadencję, zarówno w roli szefa Platformy, jak i premiera" czy Małgorzata Kidawa-Błońska: "Donald Tusk jest w tej chwili naturalnym liderem".

Ta jednogłośność wygląda trochę tak, jakby czołowi politycy PO albo już usłyszeli wyraźną deklarację premiera, albo dobrze wyczuwali nastrój chwili. Bo przecież spełnienie zapowiedzi dotyczących Euro oznacza dla Tuska i Platformy moment ponownego nabrania wiatru w żagle.

Odnowienie przez Tuska władzy w partii w roku 2014 albo nawet 2013 oznaczałoby jednoznacznie złą wiadomość dla Grzegorza Schetyny. Smutek wygnania łagodziłaby mu tylko pensja europosła

- Ja żadnej jednoznacznej deklaracji nie usłyszałem - mówi "Polsce" jeden z polityków Platformy. Dodaje jednak, że spodziewa się rychłego powrotu premiera na falę wznoszącą. - Niech pan popatrzy na miny tych, którzy mówili, że Euro będzie porażką, autostrady nie powstaną, a rząd nic nie robi. Byli też tacy ludzie w Platformie, a premier naprawdę nie znosi niedowiarków, malkontentów i narzekaczy - mówi nasz rozmówca.

To - czyli oczywiste i odwieczne już w Platformie wewnętrzne tarcia - tylko jeden z powodów, dla których z pewnością nie każdy polityk PO byłby równie szczęśliwy jak Hanna Gronkiewicz-Waltz, gdyby Tusk zmienił decyzję powziętą w 2010 r. i rzeczywiście ponownie stanął na czele partii. Prócz tego bowiem jest jeszcze druga, bardziej delikatna kwestia, która zapewne rozszerza spektrum osób czekających z zapartym tchem na każdy znak z kancelarii premiera. Przez ostatnie dwa lata przecież kilkoro polityków PO miało już okazję poczuć się potencjalnymi następcami Donalda Tuska. Bynajmniej nie przez przerost ambicji. Po prostu sam Tusk zdawał się w kilku momentach szczególnie wyróżniać konkretne postacie, jakby czyniąc przymiarki do ewentualnego obsadzenia roli następcy.
- Ile można takiego typa jak ja znosić? Zakładam, że to moja ostatnia kadencja - te wypowiedziane w 2010 r. - i jak łatwo zauważyć, wcale niebijące rekordów deklaratywności - słowa Donalda Tuska stały się kluczem do mitu o mającej nastąpić wraz z rokiem 2014 partyjnej sukcesji. Szybko dopisano do nich kilka interpretacji; największą popularność zdobyła ta o rychłej karierze Tuska w strukturach Unii Europejskiej - może na miejscu zajmowanym dziś przez Barroso, może przez Van Rompuya. Wysyłano też obecnego premiera w roku 2015 pod słynny żyrandol zamiast Bronisława Komorowskiego, mówiono wreszcie o politycznej emeryturze lub przejściu w partii do roli podobną do tej, jaką dziś u boku Tuska odgrywa Jan Krzysztof Bielecki, niegdyś przecież premier i przywódca Kongresu Liberalno-Demokratycznego, dziś zaś ktoś w rodzaju mentora szefa rządu - nie tylko w kwestiach gospodarczych.

Możliwości zdawało się sporo, każda z nich zaś otwierała pole dla tego drugiego lub tej drugiej - który lub która weźmie władzę w partii i - kto wie - może także w kraju. Naprawdę także w Platformie było zaś sporo ludzi, którzy słynną zapowiedź Tuska przyjęli jak podpisanie cyrografu. I którzy wprawdzie nie powiedzą głośno tego, co powiedział Adam Hofman z PiS, który ogłosił, że czuje się przez Tuska oszukany, ale ich myśli zapewne mogą krążyć wokół tego rodzaju pojęć.

Odnowienie przez Tuska partyjnej władzy w następnych wyborach w roku 2014 (choć pojawia się też pogłoska o ich możliwym przyśpieszeniu na rok 2013 po to, by oczyścić sytuację przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i następnymi krajowymi) niemal z pewnością nie oznaczałoby nic dobrego dla Grzegorza Schetyny - do dziś najpoważniejszego partyjnego konkurenta Donalda Tuska. Dzisiejsza "strategiczna rezerwa Platformy" odbywająca karę czterech lat szefowania sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych miałaby zostać przeniesiona do rezerwy jeszcze bardziej strategicznej. Smutek wygnania łagodziłaby tylko sowita pensja europarlamentarzysty po wyborach roku 2014. Jak pokazał przykład Zbigniewa Ziobry, a wcześniej także PJN, i europarlament może być wprawdzie zapleczem do zbudowania grupy partyjnych rokoszan skłonnych wystąpić przeciw szefowi ugrupowania. Te same przykłady pokazują jednak, że to zaplecze jest mimo wszystko dość znikome. A ryzyko ze strony lidera, że w brukselskiej konspiracji powstanie naprawdę silna piąta kolumna - relatywnie niewielkie.

Dlatego też, jak dowiaduje się "Polska", w Platformie spekuluje się, że ewentualny zesłańczy los Schetyny miałby w takim przypadku podzielić również jego główny obecnie stronnik - szef klubu parlamentarnego Platformy Rafał Grupiński. Trudno ocenić, na ile to myślenie życzeniowe generalnie niezadowolonych z Grupińskiego posłów PO, na ile rzeczywisty zamysł Tuska i jego otoczenia. - Byliby w Brukseli jak Ziobro z Kurskim. Zaknuliby się na śmierć - śmieje się tylko nasz rozmówca z PO.
Niezależnie jednak od jego niewątpliwie niezbyt przychylnych ludziom Schetyny intencji w swej ironii ma on z pewnością nieco racji. Grzegorz Schetyna bowiem czerpał dotąd swą partyjną siłę ze stałego kontaktu z platformerskimi szeregami, z umiejętnego wychwytywania nastrojów, poselskich urażonych i niespełnionych ambicji, z dowartościowywania tych, których nie dowartościował Donald Tusk, i trzymania w szachu tych, którzy mogli mu zagrozić. Z Brukseli na dłuższą metę byłoby zaś to zupełnie niemożliwe. Dlatego też plan europarlamentarnej neutralizacji Schetyny zdaje się mieć ręce i nogi. Do tego zaś ma tę zaletę, że oznaczałby działanie w białych rękawiczkach. Tym, którzy krzyczeliby o wygnaniu byłego marszałka Sejmu i wicepremiera, wystarczyłoby przypomnieć, ile zarabia europoseł.

Na Schetynie i Grupińskim lista potencjalnych przegranych jednak się nie kończy. Tyle że nie chodzi już o partyjną niełaskę.

Jeszcze jesienią i na początku roku wiele zdawało się wskazywać, że wśród ewentualnych kandydatów na swego następcę Donald Tusk widzi ministra spraw zagranicznych, wcześniej także kontrkandydata Bronisława Komorowskiego w partyjnych prawyborach. Zagadką pozostaje tylko, na ile sam Radosław Sikorski podchwycił te sygnały. I jak zareagowałby ten ambitny polityk, gdyby miało się okazać, że został wystrychnięty na dudka. Warto tu pamiętać, że w razie czego to on może znaleźć się w pierwszej kolejności do obsady ważnych europejskich funkcji - co z pewnością mogłoby wynagrodzić ewentualną gorycz porażki.

Równie - a może nawet bardziej - delikatna jest sytuacja Ewy Kopacz. Jeszcze kilka tygodni temu przecież najpopularniejsze sejmowe plotki mówiły o ewentualnej sukcesji Tuska na rzecz kobiety. Zajmująca prestiżową pozycję marszałek Sejmu Kopacz również zdawała się przygotowywana właśnie do tej funkcji, wrażenie potęgowały jej działania na rzecz konsolidacji dawnych frakcji w klubie Platformy. Czy wybaczyłaby premierowi rozwianie ewentualnych nadziei?

Pod znakiem zapytania - i to poważnego - jest natomiast to, co ewentualna decyzja Donalda Tuska mogłaby oznaczać dla Jarosława Gowina. Czy niedawny partyjny konserwatywny dysydent dziś zajmujący pozycję ministra sprawiedliwości u boku premiera miałby powody do obaw? Wraz z ostatecznym rozwiązaniem problemu Grzegorza Schetyny Gowin przestałby odgrywać rolę partyjnego języczka u wagi, którą celnie dostrzegł Donald Tusk, szykując obsadę obecnego rządu. Właśnie sojusz z nielicznymi, ale silnymi i medialnymi partyjnymi konserwatystami w poprzedniej kadencji przesądzał o sile schetynowców. W obliczu klęski tych ostatnich element układanki w postaci Gowina przestałby zaś być Tuskowi potrzebny.

Na to, co stanie się z najsilniejszymi graczami w partii, czekają zaś dziś także pomniejsi politycy Platformy. Zmiana układu sił mogłaby oznaczać także szansę dla nich samych. Że zaś decyzja Tuska zdaje się oczywista, czeka nas teraz etap chóralnych zachwytów pod jego adresem. W PO już nie ma niedowiarków.

Witold Głowacki

Wideo

Komentarze 16

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kramarek
W partii moze byc nawet na dozywotnia kadencje i nawet wprowadzic dziedziczenie ale z pr emierostwa powinien zrezygnowac bo nie sprawdza sie.Na nadchodzace czasy Polska potrzebuje innego premiera bo czekaja nas powazne wezwania
m
marian
DZIESIĘĆ ZOBOWIĄZAŃ PLATFORMY

Polska zasługuje na cud gospodarczy

1. Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy
2. Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki,
zwiększymy emerytury i renty
3. Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych,
mostów i obwodnic
4. Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i
zlikwidujemy NFZ
5. Uprościmy podatki – wprowadzimy podatek liniowy z ulgą
prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych
6. Przyspieszymy budowę stadionów na Euro 2012
7. Szybko wypełnimy naszą misję w Iraku
8. Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować
w Polsce
9. Podniesiemy poziom edukacji i upowszechnimy Internet
10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją.
c
cykot z peło
sekta wystawia tylko jednego kacyka/POdobnie jak w korei lub kubie/,POniewaz obecny,jak mówia sekciaże jest geniuszem!,a od jego geniuszeu, zalezą kariery kilku tysiecy złodzieji obrabiajacych nasz kraj.
SYLWESTER
OBECNIE DOPROWADZILIŚCIE DO BANKRUCTWA POLSKI I BIEDY NARODU POLSKIEGO!. Z tej TRAGEDII NARODOWEJ będziecie musieli się ROZLICZYĆ JAK I UTRACONYCH MI LIARDÓW NA ORGANIZACJE EURO!.Polacy już nie pozwolą "zamiatać pod dywan"jak afere Hazardową w którą zamieszani są decydenci "PO" ze Schetyną na czele . Zadaniem nr.1 dla Narodu Polskiego jest rozbić tę "watache" Wrogów Polski . Naród Polski złoży za pośrednictwem "PIS" i "SOLIDARNA POLSKA" POZEW DO TRYBUNAŁU STANU RP na Wrogie Polsce Ugrupowanie "PO". A jak nie TO ROZLICZYMY SIĘ NA ULICY !. BOŻE BŁOGOSŁAW NASZĄ OJCZYZNĘ POLSKĘ !. Amen.
m
max wyborca pis
KRYTYKOWANIE TO JEDYNA METODA OPOZYCJI NA RZĄDZENIE KRAJEM I DAWANIE ALTERNATYW -proszę o tym pamiętać bez wzgledu na preferencje wyborcze - a co do Donka no cóż czas na zmiane rządu włącznie z premierem - Donek po prostu chce mieć ciastko i zjeść ciastko nie rozumie tak naprawdę ze konserwowanie układu salonowego za unijne pieniądze to samobójstwo ekonomiczne i polityczne ! najgorsze dla mnie jako liberała ekonomicznego jest to ze facet razem z Bulem dniem za dniem zaciska nam pętle i namawia nas do samobójstwa - dług publiczny ,wiek emerytalny , zadłużenie Polaków , emigracja młodych na stałe to zjawiska które połączone z brakiem dynamicznej młodej klasy średniej prowadzącej własne wielkie średnie przedsiębiorstwa stanowi o tym ze Polska mój kraj za rok maksymalnie dwa lat zacznie rozwjazywać swoje problemy na ulicy - te napięcie już się czuje ! pytanie tylko kto jak grupa polityczna czy społeczna pierwsza nie wytrzyma gdy się okaże ze mamy wirtualną gospodarkę z realnymi długami oraz ogromną biurokratyczną machinę która za żadne skarby nie będzie chciał się zreformować - ten konflikt wisi w powietrzu !! KLUCZ DO REFORM W POLSCE LEŻY W GOTOWYCH ROZWIĄZANIACH ZNANYCH NA CAŁYM ŚWIECIE - TERAZ UCZĄ JUŻ TEGO PODOBNO W SZKOLE ŚREDNIEJ - NISKIE PODATKI .MAŁA BARDZO MAŁA BIUROKRACJA , BARDZO KLAROWNE PRAWO KARNE I GOSPODARCZE ORAZ TANIA BARDZO TANIA ENERGIA I PALIWA KTO POTRAFI TO ZROBIĆ TEMU KIEDYŚ BĘDĄ STAWIAĆ POMNIKI TAK JAK DZIŚ STAWIAMY PIŁSUDSKIEMU CZY DMOWSKIEMU !- i jeszcze jedno praca szacunek dla pracy i robola bez tego w naszej kulturze sukcesu nie będzie !!
L
Lodzia
Kiedy sięgnie się pamięcią, to w PZPR było jakieś 3 mln głów. Naturalnie, wtedy tak jak dzisiaj, też nie wszystkie były przyjemne w obyciu lub nadwyraz światłe i moralne. Czyli było wtedy akurat tylu członków, ilu dzisiaj bezrobotnych. Jednak w TVP widziało się dawniej ciągle tylko jedno duo Kiszczak & Urban. A dość często identyczne duo, ale nieraz tylko z Jerzy Kibic, albo z Jan Rem. W PO od lat widać tylko jednego Jerzy Kibic, albo tego samego Jan Rem. Czyli serwowane tematy jak i obietnice są ustawicznie takie same. Notabene, żaden temat nie jest właściwie zrealizowany, a obietnica spełniona. Wobec tego zachodzą pytania; co robi cała reszta członków? Oraz, skąd w takim razie są dzisiaj te głupie gadki, że po PRL-u nastąpił znaczny postęp demokratyczny. Owszem, PO to wcale nie jest aż taka zacofana partia, jak jej protoplastka. Co chociażby jest widoczne po ilościowym stanie kont bankowych. Jednak trzeba przyznać, że strach wewnętrzny u nich przed wewnętrznymi represjami zniwelował jej społeczną wartość do pozycji wyjściowej z dnia utworzenia. Dlatego z tego względu należy być obiema rękami za natychmiastową wymianą represującego! Niejako w myśl zasady; cierpienie ma swoje granice! Albo; dalsze kosztowne utrzymywanie CEO nie wnosi nikomu interesu, lecz przysparza wszystkim znaczne straty.
i
ikra
Niech Pan Premier nie rusza się z fotela.Jest Dobry.Życze mu tego.
I
Ikra
Czytam i czytam co ludzie piszą i tak sobie myślę może by tak pozwolić wszystkim krytykantom na podanie rozwiązań problemów różnej tematyki.Niech oni porządzą i zobaczymy!Dobrze jest nie być za nic odpowiedzialnym i mieć możliwość tylko krytyki i chamskiego wyoisywania sie na stronie.Ja jestem zadowolona z Premiera choć też ma kłopoty w róznych momentach ale jest inteligentny zrównoważony i mądry.Bała bym się oszołomów i ludzi co myślą że o Polsce wszyscy musza dobrze mówic i pisać . W końcu wiele jesteśmy do tyłu w różnych dziedzinach . A teraz nie czas na wrogość tylko politycy do roboty a nie do protestów i bez znaczenia dla Polaków przemarszów,chamskich i plugawych plakatów,oraz ruszanie tak tragicznie zmarłych Polaków.Dajcie im spokojnie leżeć w grobach.Nie żerujcie na ich tragedii.Tak to jest jak ktoś odpowiedzialny po trupach chce pokazać światu że ON to wszystko może!!!!Dowód nic nie może!!
A
Antynazista
Nadmuchiwano ten balon polityczny, a już szczególnie przed meczem z Rosją. I teraz balon pękł, tego konsekwencją więc od poniedziałku po Platformie Obywatelskiej, rządzie i po PZPNie przejedzie się walec polityczny. Antek i Alex siedzieli cicho na żądanie Jarusia Kłamczyńskiego, teraz mają wolne pole walki. Żądni krwi kaczyści będą chcieli głów Donaldo, Fly i Summera. Tak to jest, jak się upolitycznia wszystko, nawet sport ;D
P
POlopiryna
uśmiechniętych facetów, ogolonych, ostrzyżonych, w drogich garniturach jakich
oglądacie na swoich LSD-ikach czy monitorach laptopów.
To tylko wizerunek, w jaki macie uwierzyć.
Pod tymi garniturami kryje się podłość i sk…..o najgorszego sortu.
c
cezar
Premier piłkarz osłania cały ten pezetpeenowski burdel, cały ten nieszczery i oszukujący młodych ludzi układ. Piłka polska nie istnieje bowiem po to, by zawodnicy wygrywali mecze i dostarczali kibicom radości. Ona istnieje po to, by duża grupa byłych ubeków oraz ich rodzin mogła sobie spokojnie żyć, bez żadnego stresu, kosztem biednych, emocjonujących się sportem dzieci i ich rodziców. Gdyby taka sytuacja była również w innych krajach może Polska miała by jakieś sukcesy w tym sporcie. W innych krajach jednak piłka służy do budowy wizerunku, do zaznaczenia pozycji państwa, do podkreślenia jego zalet i walorów ludzi, którzy tam mieszkają. Piłka jest tym czym dawniej były wojskowe defilady elitarnych jednostek kawaleryjskich. I każdy, mniej więcej, to rozumie.
Kraj zaś, w którym się tego nie rozumie musi być lekceważony, i pogardzany i nic tego zmienić nie może. Fałszywe zasady i fałszywe kryteria oceny prowadzą do klęsk.
M
MiRy
Jak Jego drużyna zwycięża pragnie jak najdłużej być jej trenerem i kapitanem.
Kiedy Jego zawodnicy dostają czerwone kartki a drużyna zajmuje ostatnie miejsce w grupie
i grozi jej wypad chętnie by się dobrowolnie oddalił najlepiej zmieniając barwy klubowe.
Gra pod błękitną flagą Parlamentu Europejskiego za niemałe pieniądze jest nie do pogardzenia.
Tym bardziej że wg Jacka Protasiewicza "Wiek, siła, energia, pomysły uprawniają go do tego..."
a wg Małgorzaty Kidawy-Błońskiej: "Donald Tusk jest ... naturalnym liderem".
Naturalny lider zmieniając barwy z biało - czerwonej na błękitną mógłby liczyć
na większy osobisty prestiż w Europie, znajomości ii godny upamiętnienia moment w swoim życiu.
Awans z polskiej zagrody do elity europejskiej to niespodziewana i wystrzałowa kariera.
Solidarność tej grupy jest tak wielka że trudno tam kogoś usunąć ze stanowiska
a przynajmniej dawno nie było słychać o takim przypadku.
Nieusuwalni i dobrze zarabiający to raj przekraczający marzenia każdego polityka.
Póki co Premiera czeka ciężka praca nad takim obłożeniem podatkami Polaków
aby jego drużyna nie dołowała w sondażach a koledzy prowadzący własne interesy
mieli "co do ust włożyć"
Tę arcy trudną operację ma przeżyć pacjent i chirurg.
Na dzisiaj "nie chce ale musi" być kapitanem bo wg Hanny Gronkiewicz-Waltz:
"Jak jakiś lider się narodzi, to może kiedyś Tuska zmieni"
a taki się jeszcze nie narodził.
Z pewnością słowa te z naturalna pokorą przyjmie Grzegorz Schetyna.
Co będzie z Panią Hanią Gronkiewicz kiedy to On zostanie naturalnym liderem
i okaże się pamiętliwy czas pokarze
MiRy
W
Woder
Wmawiaja Tuska na przewodniczacego bo nie ma innych kandydatow to znaczy ze jak Tusk by zmarl to partia sie rozleci bo jest oparta o jednego czlowieka.Przupomina to stosunki kadrowe w PZPR lub KPZR
N
NorvidNH
Zadłużyli Polskę. Zdemolowali chorych. Zadłużyli emerytów. Okradają naród dla wypasionego Eurolandu!
Kibole Donka polegli. czas na wyjazd do Londynu. Czas na kryminał i koniec swiń z wermachtu!
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Przed Platformą wybory lidera. Kto w partii czeka na decyzję Tuska?
Dodaj ogłoszenie