Przasnyski: Giełdowi gracze muszą dziś mieć nerwy ze stali

Redakcja
Roman Przasnyski
Roman Przasnyski Fot. materiały prasowe
- Nasz rząd nie ma ani specjalnych instrumentów do ratowania rynku, ani pieniędzy na tworzenie funduszy pomocowych. Zresztą na razie nie ma potrzeby, żeby wspierać przemysł zastrzykiem gotówki, bo polska gospodarka całkiem nieźle sobie radzi - mówi Romanem Przasnyski, analityk Open Finance, w rozmowie z Joanną Ćwiek-Świdecką.

Od kilku dni mam poważny problem z opisywaniem tego, co dzieje się na rynkach. Zanim skończę pisać tekst, staje się on nieaktualny, bo sytuacja diametralnie się zmieniła.
Mamy teraz takie zawirowania na rynkach, że sytuacja zmienia się nie tylko z dnia na dzień, ale nawet w ciągu kilku godzin. Żeby teraz inwestować na giełdzie, trzeba mieć stalowe nerwy, bo naprawdę trudno przewidzieć, co będzie się działo w najbliższych dniach.

No właśnie, kilka dni temu wydawało się, że sytuacja w Grecji została opanowana i giełdy poszły w górę. Tymczasem od kilku dni rynki znów żyją zapowiedzią referendum i podejrzewaniami wyjścia tego kraju ze strefy euro.
No właśnie, ale paradoksalnie wcale nie musi to oznaczać, że indeksy giełdowe ponownie pójdą w górę. Bo przecież po kilku dniach spadków wczoraj niespodziewanie akcje zaczęły rosnąć. Naprawdę nie wiem, z czego inwestorzy tak się cieszą.

Może już się uodpornili na giełdowe zawirowania.
Myślę, że wczorajsze wzrosty wzięły się raczej z dość prawdopodobnej perspektywy upadku greckiego rządu. To oznaczałoby, że pomysł z referendum się rozmyje. Ale z drugiej strony konstruowanie nowego gabinetu w Atenach nie oznacza wcale rozwiązania greckich problemów. Przeciwnie, będzie się to znów wiązało z kilkutygodniowymi zawirowaniami na rynkach.

Z tego, co Pan mówi, wynika, że jeśli ktoś nie zna się za bardzo na inwestowaniu, to lepiej żeby w ciągu najbliższych dni nie rozpoczynał swojej przygody z giełdą.
Dziś na giełdzie powinni grać raczej tylko wytrawni gracze. I to tacy, którzy są w stanie podjąć aż tak duże ryzyko. I w dodatku są na tyle zamożni, że stać ich na kilkuprocentowe straty. Bo jest to prawdą, że w obecnej sytuacji można zarobić dużo pieniędzy. Ale równie dużo można stracić. I najważniejsze: aby dziś grać na giełdzie, trzeba mieć pieniądze, które można zainwestować na cztery czy pięć lat. Bo obecnie trudno liczyć na szybkie zyski.

CZYTAJ TEŻ: Grecki kryzys ciągnie polską walutę na dno. Będzie interwencja NBP?
Czyli teraz unikamy ryzyka?
Dokładnie. W dzisiejszych czasach lepiej inwestować w instrumenty bezpieczne takie jak lokaty bankowe i obligacje, a na giełdzie wypatrywać prawdziwych okazji. I czekać, aż kryzys w Europie się rozwiąże.

Pojawiły się ostatnio głosy przeciwko polskiemu rządowi, że nic nie robi, aby ochronić polski rynek. Czy strategia przyjęta przez gabinet Tuska jest słuszna?
Tak naprawdę nasz rząd nie ma ani specjalnych instrumentów do ratowania rynku, ani pieniędzy na tworzenie funduszy pomocowych. Zresztą na razie nie ma potrzeby, żeby wspierać przemysł zastrzykiem gotówki, bo polska gospodarka całkiem nieźle sobie radzi. A przedsiębiorcy wstrzymali inwestycje nie dlatego, że brakuje im środków, bo pieniądze przecież mają, ale raczej z uwagi na to, czy będą mieli rynki zbytu dla swoich produktów. Teraz jeśli ktokolwiek mógłby coś zrobić, to jedynie Rada Polityki Pieniężnej.

Myśli Pan o obniżce stóp procentowych?
Dokładnie. Tak działo się w Europie w 2009 r. i doprowadziło do sporych wzrostów na rynkach akcji. Problem jednak w tym, że dziś w Polsce mamy zbyt wysoką inflację, aby obniżyć stopy. Dlatego prawdopodobnie RPP podejmie taką decyzję dopiero wtedy, gdy sytuacja na polskim rynku nieco się uspokoi.

Zawirowania na giełdzie wiążą się też z silnym osłabieniem polskiej waluty, co mocno utrudnia życie osobom, które mają kredyty hipoteczne w obcych walutach. A to może niekorzystnie odbić się na konsumpcji wewnętrznej i wzroście PKB.
Osłabienie złotego to w tej sytuacji normalne zjawisko. I nie ma się co spodziewać, że w najbliższym czasie złotówka znacznie się umocni. Ale jak na razie spadku popytu nie widać. Poza tym słaba złotówka jest dobra dla gospodarki, bo pozytywnie wpływa na wzrost eksportu. To pomogło polskiej gospodarce w 2008 r. i sądzę, że teraz będzie podobnie.

Rozmawiała Joanna Ćwiek-Świdecka

CZYTAJ TEŻ: Grecki kryzys ciągnie polską walutę na dno. Będzie interwencja NBP?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie