reklama

Prywatne uczelnie chcą dopłat do czesnego

Magdalena KulaZaktualizowano 
Bartek Kosiński/POLSKA
Rektorzy prywatnych uczelni stawiają rządowi ultimatum. Domagają się, by państwo dopłacało do czesnego na dziennych studiach w prywatnych szkołach

Studenci płaciliby wtedy za naukę mniej niż teraz albo nawet wcale. Jeśli rząd odmówi - grożą sprawą przed Trybunałem Konstytucyjnym. Zależnie od uczelni i kierunku studiów czesne to dziś miesięczny wydatek rzędu od 300 do ponad 1000 złotych. - Skończmy z obłudą. Chcemy, by rząd wypełnił konstytucyjne prawo dostępu każdego obywatela do bezpłatnej edukacji. Prywatne szkoły wydają dyplom magisterski z orłem polskim tak jak uczelnie państwowe. Dlaczego dzielimy młodzież na lepszą, której państwo gwarantuje darmowe studia, i gorszą, która musi za nie płacić?- mówi prof. Mirosław Zdanowski, rektor warszawskiej Akademii Finansów. Zapewnia, że reprezentuje całe środowisko uczelni niepublicznych, jest ich w kraju 360.

Zbuntowani rektorzy do swoich żądań będą przekonywać w przyszłym tygodniu minister nauki Barbarę Kudrycką. Opublikowali też emocjonalny list otwarty, w którym oskarżają publiczne uniwersytety o uwłaszczenie się na państwowym majątku i zbijanie pieniędzy na płatnych studiach zaocznych.

Jeśli rząd się ugnie, zyskają nie tylko studenci. Dla uczelni prywatnych dopłaty państwa do czesnego byłyby gwarancją, że w obliczu potężnego niżu demograficznego i rosnącej liczby wolnych indeksów na bezpłatnych studiach w państwowych uniwersytetach nie stracą kandydatów. Prognozy demograficzne GUS są bezlitosne: do 2020 r. populacja osób w wieku studenckim (19-24 lata) może się skurczyć nawet o milion. Eksperci wyliczyli, że do 2012 r. niż może zmieść z rynku nawet 200 z prywatnych uczelni.

Możliwość państwowych dopłat do prywatnych studiów dopuszcza przyjęta cztery lata temu ustawa o szkolnictwie wyższym. Żaden rząd od 2005 r. nie zdecydował się jednak na ten krok, obawiając się nadmiernego obciążenia budżetu i niezadowolenia uczelni państwowych. Ekipa Donalda Tuska krótko po wyborach przygotowała projekt rozporządzenia przewidujący takie dopłaty, ale projekt przepadł na etapie konsultacji rządowych.

Rektorzy prywatnych szkół żądają też miejsc w gremiach naukowych - proporcjonalnie do liczby studentów - równego dostępu państwowych i prywatnych szkół do unijnych pieniędzy i prawa do zakupu mienia od Skarbu Państwa.

Prywatne uczelnie idą na wojnę z uniwersytetami

Grupa założycieli prywatnych uczelni w otwartym liście do ministra nauki zarzuca państwowym uniwersytetom monopolizowanie rynku i uwłaszczenie majątku Skarbu Państwa.

"W polskim systemie szkolnictwa wyższego funkcjonuje karykatura rynku edukacyjnego, posiadająca znamiona zorganizowanego zaboru środków z budżetu państwa" - piszą emocjonalnie rektorzy prywatnych szkół. Oskarżają też państwowe uniwersytety o tolerowanie grup profesorskich, zbijających majątek na płatnych studiach. Żądają, by wykładowcy ujawnili swoje oświadczenia majątkowe.

Ożywa wojna między państwowym i prywatnym sektorem studiów, jak z końca lat 90. Podsycają ją kres obietnic rządu Tuska o wsparciu państwa dla prywatnych szkół i wiszący nad uczelniami niż demograficzny, który do 2012 roku może zmieść z rynku nawet 200 niepublicznych uczelni.
Bo według prognoz demograficznych GUS, już za rok liczba osób w wieku studenckim (19-24 lata) spadnie z 3,6 do 3,3 mln. Do 2020 roku ich populacja w porównaniu z obecną zmniejszy się nawet o milion.

Podpisany pod listem prof. Mirosław Zdanowski piekli się: - Uczelnie państwowe zarobkują dziś, wykorzystując mienie Skarbu Państwa. Dlaczego zaoczne studia w państwowej uczelni są droższe niż w prywatnej? Dlaczego pozyskiwane od studentów pieniądze idą na pensje wykładowców, a państwo, podatnik nic z tego nie mają? Skończmy wreszcie z obłudą - oskarża.
Prof. Tadeusz Pomianek, rektor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, od listu się odcina. - Ten język mi nie odpowiada, ale z argumentami się zgadzam - mówi. Dołączył do zbuntowanych rektorów, którzy zażądają w imieniu 360 prywatnych uczelni, by rząd dopłacał do czesnego młodzieży studiującej dziennie w prywatnych szkołach. W przyszłym tygodniu rektorzy na nieformalnym spotkaniu będą do tego przekonywać minister nauki Barbarę Kudrycką.

- Przedstawimy swoje żądania. Tak, nie przesłyszała się pani: żądania, a nie postulaty, czas negocjacji już się skończył - mówi ostro prof. Krzysztof Pawłowski, rektor Wyższej Szkoły Biznesu - National-Louis University w Nowym Sączu.

Rektorzy nie wykluczają, że jeśli rząd ich zdania nie uwzględni, wystąpią do Trybunału Konstytucyjnego.

Postulatów jest kilka. Poza dopłatami państwa do czesnego także równy dostęp państwowych i prywatnych uczelni do unijnych pieniędzy, dopłaty z budżetu państwa do kształcenia doktorów i habilitacji w prywatnych uczelniach, 30-procentowy parytet dla przedstawicieli niepublicznych szkół w ogólnokrajowych gremiach naukowych oraz zrównanie państwowych i prywatnych szkół w prawie do nabywania nieruchomości należących do Skarbu Państwa.

List otwarty rektorów prywatnych uczelni w środowisku naukowym wywołał konsternację. - Ten list został zbudowany na emocjach. Niepotrzebnie się ukazał, jego język i tezy nie licują z tradycją akademickiego dyskursu - uważa prof. Jerzy Woźnicki, szef Fundacji Rektorów Polskich, znawca prawa o uczelniach, a niegdyś rektor Politechniki Warszawskiej.

Woźnicki przyznaje jednak, że relacje między rektorami państwowych i prywatnych szkół są napięte. A w polskim prawie nadal są obszary, gdzie oba sektory nie są traktowanie na równi. Fundacja zdecydowała się uruchomić Centrum Dialogu, gdzie obie strony od września będą debatować o przyszłości szkolnictwa wyższego i szukać kompromisowych rozwiązań.

Na nierówności w systemie finansowania studiów w Polsce już w 2004 roku wskazywał Bank Światowy.

W rekomendacjach dla polskiego rządu eksperci BŚ zaznaczyli, że nasz system faworyzuje grupę studentów, którym z kieszeni podatnika funduje nieodpłatne studia dzienne w państwowych uczelniach. Dwie trzecie młodzieży za studia płaci podwójnie - w podatkach i uiszczając czesne. Ekonomiści rekomendowali Polsce stopniowe wprowadzanie płatnych studiów i jednoczesne uruchomienie systemu stypendiów oraz łatwo dostępnych kredytów na naukę dla uboższej młodzieży.

Kiedy jednak nieżyjąca już wiceminister edukacji i nauki Anna Radziwiłł wpisała płatne studia do strategii rozwoju kraju do 2013 roku - rozpętała burzę. Politycy wszystkich opcji grzmieli, że płatne studia godzą w konstytucyjny zapis równego dostępu do darmowej edukacji.
I choć w kolejnych latach powszechną odpłatność za studia w Polsce zaleciła także w swoim raporcie OECD, żadna z rządzących ekip nie podjęła tematu. Rząd Donalda Tuska początkowo myślał o bonie edukacyjnym (pieniądze na studia wędrowałyby za studentem), dziś strona rządowa utrzymuje jednak, że takiego wydatku nie udźwignie budżet państwa.

W Unii Europejskiej poza Polską za studia nie pobiera się żadnych opłat m.in. w Czechach, na Węgrzech, w Danii i na Cyprze. Płatne studia są w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemczech, Hiszpanii, Portugalii, na Słowacji, we Włoszech i Francji.

***

Chcę uczciwie konkurować
prof. Tadeusz Pomianek rektor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania
Dokładnie 20 lat temu Polska wybrała gospodarkę rynkową, ale do tej pory nie dopuszczono do uczciwej konkurencji w jednym z najważniejszych sektorów - nauce i szkolnictwie wyższym. Nie potrafię pojąć, dlaczego rządzący nie przyjmują do wiadomości, że bez konkurencji nie podniesiemy jakości badań, nasza gospodarka nie będzie innowacyjna. Apelując o dofinansowanie państwa do czesnego na dziennych studiach w niepublicznych uczelniach, nie upominamy się o wsparcie państwa dla uczelni, ale dla studentów.
W mojej szkole 40 proc. studentów wywodzi się ze wsi, z ubogich środowisk - oni zasługują na pomoc, na razie za edukację płacą podwójnie: w czesnym i podatkach, które idą z kieszeni ich rodziców do państwowych uczelni. To wstydliwa dla Polski sprawa.

Studia powinny być płatne
prof. Marek Rocki były rektor Szkoły Głównej Handlowej
Kiedyś rektor jednej z amerykańskich uczelni na pytanie studenta o wysokość czesnego odpowiedział: zwraca się w trzy lata. I tak również powinno być traktowane szkolnictwo wyższe w Polsce. Jestem zdania, że studia w naszym kraju i w publicznych, i w państwowych uczelniach powinny być odpłatne, bo to inwestycja każdego studenta w przyszłość. To wymagałoby jednak zmiany całego systemu podatkowego - teraz za funkcjonowanie uczelni państwowych, za proces kształcenia płacą wszyscy podatnicy. Nieodpłatność studiów w państwowych uczelniach sprawia, że przez studentów i wykładowców traktowane są zbyt lekko. Troska o to, co dzieje się teraz w szkolnictwie wyższym, prywatnym, jest warta uwagi. Winny jest system uchwalony w 2005 r., wtedy należało protestować.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 17

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gork

polecam Wam wyższą szkołę bezpieczeństwa, bo tylko ta szkoła ma kwalifikacje żeby kształcić kadrę do sektora publicznego

W
Widukind

trafnie ujęte - 100% zgoda.

f
fd

A dlaczego daliście zdjęcie z Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej? Artykuł dotyczy szkół prywatnych.

A
Anilah

dziennych i zaocznych jest mniej więcej taka jak między wróblem a skowronkiem. Jeden i drugi tę sama Akademię kończył tyle tylko, że ... wróbel kończył ją zaocznie!

m
masc

Tak, władzy się marzy by zarządzać nieukami. Różnice między studentami zaocznymi a dziennymi? A czy ktoś kazał komuś iść na zaoczne? Ja się uczę na dziennych i zakuwam cały czas - na prace nie mam czasu. Ale zaoczni mają czas na zarabianie pieniędzy, finansowo mają lepiej niż ja. No i czy ktoś narzucił im taki wybór? Mogli iść studiować dziennie. Trzeba wybrać - albo płacimy za studia ale zarabiamy też pieniądze, albo studiujemy dziennie i pracę przekładamy na koniec studiów. Coś za coś. A nie drzeć się jakim to się jest biednym bo trzeba płacić za naukę tyle i tyle.

s
snowbird1

zalozymy "uczelnie" a potem podoimy Rzeczpospolita

m
mieszko

Czyżby szkoła Pana Prezydenta (KSW) też wyciągała ręce do rządu o kasę?

J
Jermar2

W oczy profesorów - uciekinierów z państwowych uczelni, zajrzało widmo głodu. Uczelnie nie powinny dostać żadnych dotacji. Chociaż w dobie palikocich rządów możliwe jest wszystko.

J
Józef K.

starveling: doskonały komentarz! Tak, "to nie szkoły powinny być dotowane, a studenci, który ze swoimi pieniędzmi...". Należy więc stworzyć wydajny, ogólnopaństwowy system stypendialny i wprowadzić płatne studia na uczelniach publicznych. Zlikwidować chore "studia zaoczne", tę cwaniacką protezę studiów wyższych. Ograniczyć zatrudnienie wykładowców wyłącznie do JEDNEGO etatu.

Z
ZZZZZ

Dlaczego państwo ma finansować prywatne szkółki, których większość absolwentów to kretyni? Wystarczy,że prześlizgną się przez maturę a potem wykupią sobie magistra (bo tak to na prywatnych uczelniach wygląda - płacisz i po 5 latach dostajesz tytuł). Każdy może iść na państwową uczelnię, tylko,że nie każdy może się tam dostać i nie każdy może skończyć. Co do reakcji OECD i BŚ to mnie wcale nie dziwi. Logiczne jest,że im mniej specjalistów z Polski tym lepiej będą mieli specjaliści z zachodu. Jedynym alternatywnym systemem do tego jaki mamy obecnie jest system amerykański. Tam także studia dla najlepszych są bezpłatne, dzięki rozsądnemu systemowi stypendialnemu. Bo jest oczywiste,że piątkowy student po jakimś Łazarskim, Koźmińskim czy innej Polsko-japońskiej jest mniej bystry niż trójkowy student z jakiejkolwiek państwowej uczelni. Gdyby państwo uważało inaczej to dopuściło by do istnienia prywatnych wyższych szkół medycznych :)

s
starveling

Panom rektorom coś się chyba pomyliło. Otwierając prywatne (niepubliczne) szkoły dobrze wiedzieli, że chcą zarobić na wyżu demograficznym. Teraz, gdy do szkół wkracza niż, żądają dopłat do swojej prywatnej działalności gospodarczej. A prawda jest taka, że to nie szkoły powinny być dotowane, a studenci, który ze swoimi pieniędzmi (i punktami ECTS z ostatniej propozycji ministerialnej) udadzą się do tych szkół, do których będą chcieli. Wtedy jednak panom rektorom widmo klęski zajrzy do oczu, bo w niżu demograficznym utrzymają się dobre uczelnie państwowe i prywatne, podczas gdy kioski z dyplomami będą padać niczym muchy. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jedno - ścisła deklaracja profesorów co do miejsca zatrudnienia: nawet jeśli wybiorą uczelnie prywatne, zwolnią miejsca dla swoich uczniów, którym teraz blokują drogę awansu zawodowego mimo ich (uczniów) wybitnych wyników naukowych lub predyspozycji do ich osiągania,

N
Nairam

Tego nie ma nigdzie na świecie. Państwowych szkół wyższych mamy niespełna 90 zaś prywatnych 360! A więc prywatne szkolnictwo wyższe to wręcz potęga!
Ale możeby tak policzyć kadrę prywatnych uczelni z podziałem na tych zatrudnionych tylko w tych szkołach, tych którzy dorabiają w nich na drugim, trecim, ... etacie i wreszcie tych którzy musieli już odejść z uczelni państwowych z powodu ukończenia 70 roku życia ale są nieocenieni w szkołach prywatnych!
O tym czego i jak w tych szkołach uczą to szkoda tu mówić, powiedzieli to już dostatecznie dobitnie wcześniejsi internauci.
Przed rozpoczęciem dyskusji na temat przyszłości polskiego szkolnictwa wyższego należy więc pozamiatać na edukacyjnym śmietnisku.
Należy przede wszystkim przywrócić obowiązującą na cały świecie zasadę jednoetatowści z jednoczesną korektą wysokości zarobków ( w górę w przypadku zwiększenia obowiązków ).
Następnie należy ujednolicić w szkołach państwowych i prywatnych zasady
przechodzenia na obowiązkową emeryturę a także sprawdzić poziom wyposażenia
szkół w biblioteki, laboratoria, itd.
Po zrobieniu tego należy teren tzw. szkolnictwa wyższego pozamiatać!
Sprawa odpłatności za studia również w szkołach pąństwowych wymaga zmiany
konstytucji tak aby szkoły wyższe nie musiały udawać, że stosują się do jej postanowień - vide przeróżne opłaty za to owo lub tamto, no ale nie za studia.
Jeśli zrobi się taki porządek w szkolnictwie wyższym, to nie będzie potrzeby
obawiać się przegranej państwowych szkół wyższych w "wojnie" wypowiadanej im
przez uczelnie prywatne, okaże się, że te ostatnie po prostu wojsko mają nieliczne i nie rzadko słabo wykwalifikowane.

S
Sybirak

Racja. Z obłudą trzeba skończyć. Na Zachodzie studia też są płatne, a pensje dużo wyższe od naszych, wię nasi emigrują. W ten sposób my im kształcimy fachowców. To jest złodziestwo, żebyśmy my, biedacy, krztałcili bogatym fachowców. Ależ ci Polacy to glupcy, głupcy!

j
juhu

niczego nie uczą, jest tylko sucha teoria a człowiek po studiach wychodzi zielony, każą wkuwać jakieś ustawy jak co rok one sie zmieniają, także zero praktyki a sama teoria zerżnięta ze ściągi, nikt nie jest praktycznie przygotowany do pracy, a poza tym kto patrzy czy to politechnika czy uniwersytet, nie bedziesz miał studiów a bedziesz kumał angielski to i tak dostaniesz prace, polska rzeczywistość!!!!

j
jary

A co nam oferują w zamian? Pracodawca mając do wyboru absolwenta Uniwersytetu, czy Politechniki, a absolwenta prywatnej uczelni, zawsze wybierze tych z państwowych. Niech to da Panom rektorom prywatnych uczelni do myślenia. Najpierw poziom nauki, a potem kasa.

Dodaj ogłoszenie